Ostatnio czytałam sporo o tantrze i uderzyło mnie, jak bardzo to, co się dziś sprzedaje pod szyldem "tantryzmu", różni się od tego, czym tantra była pierwotnie. W hinduizmie i buddyzmie tantrycznych chodzi o praktyki prowadzące do wyzwolenia, o pracę z energią kundalini, z mandalam, z mantrami. Erotyzm owszem, pojawia się w niektórych nurtach, ale jako jeden z wielu elementów, nie jako centrum całej tradycji. A tymczasem w zachodnich kursach "tantry" głównie się sprzedaje warsztaty seksualności. To ciekawy przykład, jak tradycja może zostać całkowicie przemianowana przez kulturę, która ją zaadoptowała. Co wy o tym sądzicie? Czy ktoś miał kontakt z tantrą w jej bardziej klasycznym wymiarze?
To jest dobre pytanie, ale mam wrażenie, że to rozróżnienie między "oryginalną" a "zachodnią" tantrą jest trochę zbyt proste. Bo nawet w obrębie subkontynentu indyjskiego tantra nigdy nie była jednorodna. Były nurty lewej ręki, prawe ręki, kaśmirski śiwaizm, tradycje śaktyjskie, buddyjska wadżrajana. Każda z nich rozumiała praktykę inaczej. Więc pytanie, który z tych nurtów uznać za "pierwotny", jest samo w sobie dość złożone.
Znam kilka osób, które uczestniczyły w tych zachodnich warsztatach i każda z nich mówiła co innego. Jedne wychodziły z poczuciem, że to coś głębokiego, inne czuły się po prostu oszukane. Zastanawiam się, czy problem leży w samej adaptacji, czy raczej w konkretnych prowadzących, którzy tę adaptację przeprowadzają.
A co w ogóle oznacza słowo "tantra" dosłownie? Bo zawsze słyszałam, że to ma coś wspólnego z energią, ale nikt mi nigdy dokładnie nie wytłumaczył skąd ta nazwa pochodzi.
Słuchajcie, ale czy to złe, że ludzie na Zachodzie korzystają z jakiegoś elementu tantry, nawet jeśli to nie jest całość? Może to po prostu ewolucja tradycji? Przecież wiele praktyk zmieniało się przez wieki.
Zetknęłam się kiedyś z kimś, kto naprawdę głęboko studiował kaśmirski śiwaizm i to był zupełnie inny świat niż to, co się sprzedaje w Polsce pod hasłem masaży tantrycznych. Tamta osoba mówiła o filozofii trika, o rozpoznaniu własnej natury jako Śiwy, o praktykach medytacyjnych. Żadnego erosa na pierwszym miejscu. To była naprawdę bogata i skomplikowana filozofia.
Myślę, że tantra w pierwotnym sensie była i tak przede wszystkim dla wtajemniczonych. Większość tych rytuałów, nawet tych lewej ręki, wymagała długiego przygotowania i przewodnika. Bez guru to się nie udało. Na Zachodzie się to olewa i stąd te wszystkie absurdy.
Zastanawiam się, czy ktoś z was pracuje z jakimiś tekstami tantrycznymi bezpośrednio? Mam na myśli np. Wigjana Bhajrawę Tantrę czy coś z tradycji buddyjskiej. Bo czytam o tym od jakiegoś czasu i te teksty są zupełnie inne od tego, czego można się spodziewać po zachodnim wyobrażeniu tantry.
Mam takie wrażenie, że ta dyskusja cały czas kręci się wokół tego, co oryginalne, a co nie. Ale może warto zapytać inaczej: co z tantry, w jakiejkolwiek postaci, rzeczywiście działa i ma sens jako praktyka duchowa? Niezależnie od historycznej autentyczności.
A czy praca z czakrami to jest coś, co wchodzi w tantrę? Bo zawsze myślałam, że to osobne rzeczy, ale słyszałam, że tantra też z czakrami pracuje.
Muszę powiedzieć, że wchodząc tu myślałam, że to będzie jakaś rozmowa o seksualności, a to jest naprawdę głębszy temat niż się spodziewałam. Ale mam pytanie, bo jestem zagubiona, czy tantra to w ogóle jest coś, co można samemu zgłębiać, czy bez nauczyciela to nie ma sensu zaczynać?
Właśnie, bo to jest kwestia tego, co się w ogóle traktuje jako wejście w praktykę. Joga sama w sobie wywodzi się z tantry, a ilu ludzi ćwiczy jogę na macie i nikt nie krzyczy, że potrzebują guru. Może ta granica nie jest tak ostra jak twierdzą ortodoksyjni.
Dokładnie to samo mnie zastanawia od dawna. Sama czytałam o kaśmirskim śiwaizmie głównie przez Dyczkowskiego i Singha, ale nie mam pojęcia, ile te przekłady tracą albo co interpreter wniósł od siebie. I to jest frustrujące, bo naprawdę chcę wiedzieć, z czym pracuję.
A czy jest w ogóle jakieś wydanie po polsku, które jest rzetelne? Bo zawsze jak szukam, to albo jest coś bardzo newage'owego, albo kompletnie niezrozumiałe dla laika. Coś pośredniego właściwie nie istnieje.
Właśnie, bo tabu to nie jest tylko sprawa intelektualna. To jest coś, co siedzi w ciele, w wychowaniu, w kulturze. Europejczyk może powiedzieć "okej, moim tabu jest X", ale czy naprawdę to czuje jako transgresję? Czy to nie jest po prostu idea transgresji?
Ja właśnie przez chwilę myślałam, że to może mnie dotyczy, bo mam pewnie mnóstwo zinternalizowanych przekonań o ciele i seksualności. Ale z tego co słyszę, to chyba nie jest dobry punkt startowy do czegokolwiek.
No właśnie, bo jak wpisujesz "tantra nauczyciel" w wyszukiwarce, to wychodzą rzeczy od weekendowych warsztatów tantry seksualnej za 600 złotych po jakieś ośrodki jogi. Jak się w tym połapać?
Ja też chciałem o to zapytać, bo to jest dla mnie nowy kontekst. Crowley w kontekście tantry zachodniej to jeden wątek, ale słyszałem też o Giulianie Kremmerzu i różnych zachodnioeuropejskich nurtach, które czerpały z Indii inaczej niż teozofia. To chyba osobna historia?
Ale tu się pojawia pytanie, czy Osho nie zrobił czegoś podobnego, tylko dla innej publiczności? Bo on przynajmniej odwoływał się bezpośrednio do tekstów takich jak Wigjana Bhairava Tantra, a jednocześnie tworzył coś, co krytycy nazywali kultem osobowości. Czy to jest bardziej uczciwe podejście niż Crowleyowskie, skoro przynajmniej mówił skąd bierze?
Właśnie to mnie zastanawia. Bo przyszłam do tego tematu szukając czegoś dla siebie, jakiejś praktyki. A wychodzi na to, że jeśli chcę robić to "porządnie", to muszę albo zapisać się do szkoły z prawdziwym przekazem i zobaczyć kiedy i czy w ogóle dojdę do czegoś konkretnego, albo pogodzić się z tym że robię coś na własną rękę i nie wiem czy to jest autentyczna tantra czy nie. Czy to jest właściwy dylemat?
A jak to się ma do tego co na początku padło o erotycznym rozumieniu tantry? Bo z całej tej rozmowy wynika, że to jest jeden z najmniejszych elementów oryginalnej tradycji, a na Zachodzie stało się synonimem. Jak to w ogóle możliwe że tak bardzo się wywróciło?
Może kluczowe pytanie nie brzmi "czy zachodnia tantra jest autentyczna", tylko "co my właściwie szukamy kiedy szukamy tantry". Bo jeśli szukamy filozofii nie-dualizmu, to możemy sięgnąć do Abhinavagupty bez owijania w bawełnę. Jeśli szukamy pracy z ciałem i seksualnością, to może to jest po prostu praca z ciałem i seksualnością i nie trzeba tego nazywać tantrą. Problem zaczyna się gdy etykieta jest używana żeby nadać powagę czemuś, co powagi w tym znaczeniu nie ma.
