aha ale czy Augustyn mowil ze wzial to od Plotyna wprost? czy moze twierdził ze to sie samo zgadza bo oboje dotarli do prawdy? bo to by zmieniało interpretacje. jak ktos z czegos korzysta to nie zawsze sie przyznaje szczegolnie jesli to poganin 🙂
Okultysta, Augustyn jets zaskakująco uczciwy w tej kwestii. W Wyznaniach pisze że "Platonicy" (tak nazywał neoplatoników) powiedzieli mu prawie wszystko co w Ewangelii - poza jednym: że Słowo stało się ciałem. Czyli różnicę stawia w Inkarnacji, a nie w metafizyce. To jest ciekawe przyznanie do długu.
to ciekawe zestawienie ale wróćmy na chwilę do pytania o praktykę bo ono zostało trochę z boku. Plotyn miał szkołę, uczniów, jakiś tryb życia - czy ktoś wie coś więcej o tym jak to wyglądało w codzienności? bo to filozofia żywa, nie biblioteczna, i ciekawi mnie co ta wspólnota robiła.
no to wracamy do pytania o codzienność Plotyna, bo mnie to naprawdę ciekawi. Porfiriusz w "Życiu Plotyna" pisze że nauczyciel prowadził coś w rodzaju otwartego salonu filozoficznego w Rzymie, ludzie przychodzili, dyskutowali, Plotyn podobno nigdy nie odmawiał rozmowy nawet laikom. I co ciekawe, sam przez długi czas wzbraniał się przed spisywaniem swoich myśli, dopiero Porfiriusz go przekonał. To znaczy że przez jakiś czas cały ten system funkcjonował wyłącznie jako żywa rozmowa, ustna tradycja. Trochę jak u Sokratesa.
o matko, nie wiedziałam że Plotyn tak długo nie chciał pisać! to jest super ciekawe bo właściwie ta cała Enneada mogła w ogóle nie powstać. a czy Porfiriusz coś pisze o tym dlaczego Plotyn się wzbraniał? bo może uważał że pewnych rzeczy nie da się zapisać? że to jest doświadczenie a nie tekst?
no ale jak to, pisał żeby nie opisywać? to trohce oksymoron. i ta apofatyczna metoda, skoro tylko zaprzeczasz, to czy w ogóle mówisz coś o Jedni czy tylko o tym czym ona nie jest? mam wrażenie ze to jest filozoficzna ucieczka od odpowiedzi, nie prawdziwa odpowiedź
dobra ale czy to wgl ma jakis sens praktyczny? bo mnie bardziej ciekawi jak to jest w praktyce doswiadczenia, skoro apofaza to tylkoo slowa, to w jaki sposob plotyn mowil swoim uczniom ze sie zbliżaja do jedni? musial byc jakis znak albo kryterium czy to nie jest czysto intelektualna zabawa
Okultysta, jest u Plotyna jeden bardzo konkretny "marker" doświadczenia zbliżenia do Jedni - to jest brak podziału na podmiot i przedmiot poznania. W zwykłym myśleniu jest ten kto myśli i to o czym się myśli. Nous to już wysoki poziom, ale tam też jest dyada myślącego i myślanego. Jednia jest absolutnie prosta więc w ekstazie plotyńskiej zanika sam obserwator. Zostaje tylko... no właśnie, on sam nie bardzo wiedział jak to opisać. Porfiriusz mówi że Plotyn w czasie życia czterokrotnie osiągnął ten stan
to zanikanie obserwatora mnie bardzo uderza, bo w medytacji uważność jest coś podobnego, w pewnych głębszych stanach też przestaje być "ja które obserwuje" i "to co jest obserwowane". Nie chce robić takich prostych skojarzeń, wiem że kontekst jest inny, ale ta struktura doświadczenia brzmi znajomo. Czy ktoś wie czy Plotyn gdzieś opisuje jak długo trwały te stany? czy to były chwile, sekundy?
chcę tu wtrącić jedną rzecz bo widzę że rozmowa idzie w stronę porównań medytacyjnych i rozumiem dlaczego ale jednak trzeba zaznaczyć różnicę. U Plotyna cel nie jest "pustym umysłem" ani nawet spokojem. Cel jest epistemologiczny i ontologiczny jednocześnie: ma być zjednoczenie z tym co jest fundamentem bytu. To nie jest technika relaksacyjna ani nawet tylko medytacja. Ekstaza plotyńska jest wydarzeniem metafizycznym, nie psychologicznym. Oczywiście może mieć aspekt psychologiczny, ale redukowanie jej do stanu umysłu to spłycenie. 😉
a można zapytać głupie pytanie? bo cały czas słyszę "ekstaza" ale w sensie potocznym to znaczy coś zupełnie innego. co to slowo znaczy u Plotnya wlasciwie? bo jak czytam te opisy to bardziej mi to wychodzi jako rodzaj skupienia niż jakiegoś uniesienia
Latawiec, o ile pamiętam to u Plotyna ścieżka jest właśnie taka: najpierw oczyszczasz się przez cnoty, potem przez filozofię (czyli przez Nous, przez czyste myślenie), i w pewnym momencie to myślenie samo z siebie wyczerpuje swoje możliwości i niejako "puszcza". Nie ma aktu woli który dokonuje skoku, jest raczej naturalne dojrzewanie i opadnięcie tego co było w drodze. Coś jak gdy woda dochodzi do wrzenia - nie możesz jej zmusić żeby wrzała szybciej, możesz tylko dbać o ogień.
przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem ale te Enneady... to są w ogóle dostępne po polsku? bo chciałbym poczytać coś bezpośrednio a nie tylko streszczenia. i czy to jest w ogóle przystępne do czytania czy trzeba być filozofem żeby zrozumieć?
właśnie to zestawienie z hesykazmem otwiera coś ważnego. bo Plotyn nie zakłada że Jednia jest osobowym Bogiem, który może chcieć albo nie chcieć zjednoczenia. Jednia nie "decyduje" czy przyjąć duszę, bo Jednia jest poza wszelką wolą i aktywnością. Dlatego zjednoczenie jest sprawą czystości duszy, nie łaski. A w hesykazmie bez łaski nie ma nic. To jest chyba największa przepaść między tymi dwoma systemami, mimo że obrazy brzmią podobnie.
Salomejka90 bardzo dobrze to ująłaś i to jest właśnie ta różnica o której warto pamiętać w kontekście całego wątku. Plotyn jest konsekwentny: Jednia nie ma świadomości, nie ma intencji, nie wychodzi naprzeciw. Ona po prostu jest i promieniuje koniecznościowo. Dlatego u Plotyna nie ma modlitwy w sensie prośby. Jest tylko praca wewnętrzna. Modlitwa jako rozmowa z osobą zakłada osobę naprzeciwko, a Jednia tej roli nie gra. To czyni z neoplatonizmu coś zasadniczo różnego od teizmu osobowego.
no ale słuchajcie, "prosty dotyk" to brzmi jak poetycka metafora a nie filozoficzne pojęcie. czy Plotyn naprawdę myślał że to jest technicznie wyjaśnione czy sam wiedział że to jest po prostu... niewyjaśnialne i te słowa to tylko wskazówki? bo mam wrażenie że tutaj filozofia się kończy i zaczyna się coś innego
a czy ktos wie czy neoplatonicy pozniej, jak Proklos albo Jamblich, probowali jakoS rozwinac ten problem swiadomosci przy jedni? bo Plotyn pisal to sam z siebie, ale jego uczniowie juz musieli to systematyzowac i zastanawiam sie czy cos ciekawego z tego wyszlo
ten spór między Plotynem a Jamblichem to jakiś odwieczny podział w mistyce w ogole. z jednej strony droga przez czyste poznanie i askezę wewnętrzną, z drugiej potrzeba jakiegoś nośnika zewnętrznego. podobne napięcie masz w wedancie między dżnana jogą a bhakti, między poznaniem a oddaniem. to jest może fundamentalne pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi
właśnie! i w praktyce medytacyjnej to też czuć, są ludzie którzy dochodzą do głębokich stanów przez czyste siedzenie w ciszy i samą obserwację, i są tacy którym potrzebny jest śpiew, mantra, jakiś rytuał żeby się w ogóle skupić. może różni ludzie mają różne ścieżki i Jamblich po prostu to uznał? 🙂 Plotyn może był po prostu bardziej "filozoficznym typem" i ekstrapolował swoje własne doświadczenie na wszystkich
Brzoskwinka, to jest ciekawy argument ale ryzykowny. Plotyn nei mówił że rytuał nie działa na niższych poziomach. on mówił że rytuał operuje na poziomie kosmicznym, czyli Duszy Świata i poniżej, i że może pomóc duszy indywidualnej oczyścić się z przeszkód. ale samo zjednoczenie z Jednią leży poza zasięgiem jakiegokolwiek rytuału bo Jednia jest poza działaniem i poza relacją. rytuał z definicji jest relacją, więc nie może dotknąć Jedni
Magini, Plotyn był dość powściągliwy w sprawy ciała, ale nie ignorował go kompletnie. Porfiriusz pisze że Plotyn był wegetarianinem, nie chodził do łaźni publicznych, unikał rzeczy które uważał za zbędnie angażujące duszę w materię. ale to było tło, higiena, a nie technika. w jego systemie ciało jest najniższym poziomem emanacji i jako takie jest "dobre", ale dusza nie powinna się w nim zbyt mocno lokować. :/ asceza plotyńska jest bardziej psychiczna niż fizyczna
czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które pewnie będzie naiwne ale mi nie daje spokoju. skoro Jednia jest poza świadomością i poza intencją i poza wszelkimi kategoriami, to dlaczego w ogóle chcemy z nią obcować? co nam to daje? to znaczy, Plotyn musiał mieć jakiś powód żeby za tym gonić, bo inaczej cała ta filozofia jest bezcelowa
ta temat braku wzajemnosci jest dla mnie najtrudniejsza do przełkniecia w neoplatonizmie. bo w mistyce chrzescijanskiej czy sufickiej jest jakies "odpowiedzenie" boskie, jakies wyjście naprzeciw. u Plotyna tego nie ma i to jest troche zimne. choc rozumiem ze to jest wewnetrznie spojne z jego systemem. ale czy to nie sprawia ze praktycznie jest to trudniejsze? bo nie ma sie na czym oprzec emocjonalnie
albo po prostu sprawia że 99% ludzi nie ma żadnej motywacji żeby w ogóle próbować bo nie ma żadnego "haka" emocjonalnego. religie popularne działają właśnie na tym haku, bogowie którzy odpowiadają na modlitwy, zbawiciel który cię kocha. bez tego zostają sami filozofowie i ascetycy, a to jest bardzo wąska grupa :/
barwinek53 ma racje i dlatego chyba neoplatonizm nigdy nie stal sie religia masowa mimo ze wplynal na pol chrzescijanstwa i islamu. jezeli ktos potrzebuje przekstalcic plotyna w cos popularniejszego to wklada ten "hak" z powrotem. Pseudo-Dionizjusz zrobil to elegancko w chrzescijanstwie, al-Farabi i Ibn Sina w islamie
Właśnie, to jest ciekawe jak plotyn wszedł przez tylne drzwi do chrześcijaństwa przez tego Pseudo-Dionizjusza. bo oficjalnie kościół nie mógł przyjąć że zjednoczenie z Bogiem jest bezosobowe i koniecznościowe, więc Pseudo-Dionizjusz to troche zakamuflował. ale struktura jest plotyńska. czy ktos wie jak to się ma do Mistrza Eckharta bo tam też ta bezoosobowość wraca bardzo mocno
powracając na chwilę do samej Jedni i pytania Epidot97 o świadomość, bo myślę że warto domknąć tamten wątek. Plotyn mówi ze Jednia jest "ponad świadomością", nie "poniżej". to jest kluczowe. nicość jest poniżej wszelkiej formy. Jednia jest ponad formą. to jest fundamentalna różnica i ona tłumaczy dlaczego zjednoczenie nie jest jak zaśnięcie, tylko jak przebudzenie do czegoś co nie ma nazwy
