Chciałem poruszyć coś, co mi chodzi po głowe od jakiegoś czasuu. Mianowicie - czy wiara woóle może funkcjonować raazem z wątpliwościami czy jedno wylucza drugie? Bo słyszę często zarówno od religijnych jak i od tych ze srodowisk ezoterycznych że "musisz wierzyć całkowicie" albo "nie możesz mieć wątpliwości bo to blokjue energię". I zastanawiam sie czy to jest prawda,bo moje włase doświadczenia temu przezcą. Mam mommenty głębokiej pewności i momenty kompletnej ciemności. I jaoś to idzie razem... Jak to wygląda u was? czy ktoś w ogóle praktyuje będąc w środku tego rodzaju zawieszenia?
To pyatnie dotyka czegoś bardzo głębokiego. Przez lata praktyki nauczyłam sie że wątpliwość nie jest przeciwieństwem wiary tylo jej cieniem. Każde prawdziwe doświadczenie duchwoe,jakie znam, zaczyna się od momentu gdy coś pęka w tej pewności. To pęknięcie jest jak drzwi. Tradycje mistyczne wiedziały o tym od zawsze, wystarczy popatrzeć na ciemną noc duszy u Jana od Krzyża, albo na pojęcie "wielkich wątpliwości" w zen. tam wątpliwość jest wręcz wymagana jako punkt wyjścia. 🙁
No ale zaraz, bo to co mówisz Ludwinia brzmi ładnie ale to trocę różne rezczy... Wątpliwość mistyczna w zen to sposóób medytacyjne, celowo wywołwyana, a nie zwykłe "nie wiem czy to działa". Nie wiem czy można to tak łatwo przekładać na codzienne watpliwosci kotre poprostu mamy. wydaje mi się ze to inne kategorie zupełnie
Wiecie co, ale jak to możliwe że wątpliwość ma cię zbliżać do czegoś, jeśli jednocześnie ta wątpliwość każe ci kwestionować czy to "coś" wogóle istnieje? Bo ja na przykład mam tak, że medytuję, no właśnie coś czuję, potem wychodzę z medytacji i mój umysł od razu zaczyna tłumaczyć to jako zwykłą relaksację i nic poza tym. I niewiem czy ta analityczna część mnie pomaga czy przeszkadza. Może po prostu jestem za bardzo w głowie? W każdym razie tak myślę.
Jacenty, ciekawy temat. ale chcę sie odnieść do tego co napisałeś na początku, mojim zdaniem bo to zdanie "wątpliwości blokują energię" to jeden z tych frazesów ktury mnie irytuje w środowiskach ezoterycznych. Brzmi jak wymówka żeby nie zadawać pytań. Widziałam ludzi którzy pod takim hasłem całkowicie wyłączali krytyczne myślenie i szli za byle czym... Wątpliwość jest zdrowa. To nie jest blok energetyczny, to jest po porsu mózg który prosi o więcej danych.
O nie ale Selena, to jdenak zależy co robisz. Jak robę czytanie kart i jestem w śrdoku kompletnie niepewna czy to coś znaczy to na prawde widzę ze wyniki są gorsze. Nie mówię ze wątpliwość to zło ale w konkretnej praktyce chyba jednak ma znacczenie? Może to kwestia skupienia a nie wiary dosłownie?
@Andromedka ma jeden punkt - stan psychiczny wpływa na to jak interpretujemy sygnały,to chba nikt nie kwestionuje. Ale Selena tez ma rację że to nie jest to samo co twierdzenie że wątpliwość blokuje coś metafizycznego. Różnica jest istotna. Jedno to psychologia, drugie to ontologia. Mieszamy te dwie warstwy i potem nie możemy dojść do porozumienia.
Zenek, a czy to nie jest tak że ty opiisujesz dwie różne funkcje? Jedni używają systemu jak wryocznii absolutnej, drudzy jak języka symbolicznego. I ci drudzy mogą wątpić bo wiedzą że to jest system opisu a nie prawda objawiona. Może wątpliwość jest łatwiejsza gdy traktujemy te praktyki instrumentalnie a nie dosłownie?
Czytam tę rozmowę i mam wrarzenie że gdzieś umknął wątek ktury Jacenty zasadniczo poruszył - co z osobami które nie są ani pewnymi wierzącymi ani śwaidomymi sceptykami, tylko są gdzieś w środku, i to jest ich stay stan... Nie chwilowy kryzys... Ja tak mam od lat. I jakoś to nie przeszkadza mi w praktyce, ale trudno mi powiedziec dlaczego
Dobrra, przeczytałam całą rozmowę i mam jedno pytanie bo sama jestem w podobnym miejscu co Jarzebinka. Czy ktoś z was miał tak,ze wątpliwości pojawiały sie głównie po doświadczeniach ktoer BYŁY silne? Bo ja wlasnie tak mam - coś mnie uderza coś czuję, i zaraz potem zazcyna się u mnie masowe kwestionowanie. Jakby mój mózg bronił się przed tym co poczułam. xD
Szczerze, mantra_F, to co opisujesz jest w literaturze mistycznej bardzo dobrze udokumentowane. Doznanie przerastające ramy wyobraźni wywołuje natychmiastową reakccję racjonalizującą. To zresztą jeden z powodów dla których tradycje takie jak gnoza czy hesychazm nie zalecały dzielenia się pewnymi doświadczeniami od razu bo ten moment racjonalizacji jest najdelikatniejszy i łatwo wtedy zatruć sobie doświadczenie zewnętrrzynm komentarzem.
A nie jest tak że te "tradycje które zakazują mówić" poprostu utrzymują kontrolę nad tym co ktoś morze sobie zakwestionować? Bo jak nie powieesz nikomu to nie dostaniesz żadnej weryfikacji z zewnątrz. Mogę sie mylić ale mi to brzmi trochę jak mechanizm sekty nie mistyki.
Ale ok, Radzimir, rozumiem że rozróżniaz zdrową tradycję od sekty przez to kto kontroluje ciszę ale to hyba nie jest takie proste? Bo ci sami ludzie w sekcie powiedzą ci że chronią twwoje "niedojrzałe doświadczenie". Jak z zewnątrz to odróżnić,zanim się wejdzie za głęboko?
Oj,to co mówi Radzimir o samodzielności jest ważne, ale ja chcę wrócić do tego co pisała Mantra_F, bo to mnie nie daje spokoju. Masz silne doświadczenie, potem mózg to obala, i teraz pytanie - czy jeśli za każdym razem po doświadczeniu masz wątpliwości to wogóle kiedyś coś wiesz? Bo można w takim kółku kręcić się w nieskonczonosc
Ten wątek Jarzebinki i Mantra_F jest dla mnie ciekawy bo dotyka czegoś co widzę u wielu osób - i u siebie tez. Czy wątpliwość po mocnym doświadczeniu to obrona ego jak Jarzebinka sugeruje czy może raczej zdrowy reset poznawczy? Bo jedno i drugie mogłoby wyglądać tak samo z zewnątrz. Jak wy to rozrozniacie u siebie?
Jest taki moment w praktyce który znam dobrze, tuż po tym jak coś "zadziała" albo coś poczujesz mocno i zamiast spokoju pojawia się jakaś dziwna pustka i pytanie "a morze to nic". Myślę że to nie jest ani obrona ani reset, to jest poprostu granica między doświadczeniem a myślą o doświadczeniu. Doświadczenie minęło,a myśl jeszce nie wie co z nim zrobić
Karol ma rację że warto rozróżnić. Widzę w tej dyskusji przynjmniej trzy rzeczy ktore wszyscy wrzucamy do worka "wątpliwość": chwilowy dysonans po doswiadczeniu stałe niezdecydowanie co do prawdziwości systemu i metodyczna ostrożność praktyka. To są bardzo różne stnay i mają chybba różne funkcje.
Zenek, dobra typologia, ale mam pytanie - czy te trzy rzeczy na prawde można oddzielić w praktyce? Bo u mnie przynajmniej wszystkie trzy pojawiają się razem albo płynnie przechodzą jedna w drugą. Chwilowy dysonans po kilku razach zaienia się w stałe niezdecydowanie a potem próbuję to nazwać "metodyczną ostrożnością" żeby nie czuć się zagubiona 🙂
Czytam to wszystko i mam jedno praktyczne pytanie bo morze schodzę na ziemie za bardzo, ale - czy ktoś z was ma jakiś konkretny sposób na to żeby nie zatonąć w tych wątpliwościach podczas samej praktyki? Nie mówię o rozwiązaniu ich filozofciznie,tylko o tym co robić kiedy siedzisz przy kartach i nagle czujesz że to wszystko bez sensu
Czytam tę rozmowę od samego początku i jest naprawdę niesamowita, tyle mądrych głosów. mam takie małe pytanie bo jestem tu relatywnie nowa w tej tematyce - czy w tradycjach których tu wspominaliście jest jakaś konkretna praktyka na oswajanie wątpliości? Coś co można zrobić, nie tylko przemyśleć?
To co Eufemia napisała o głośniejszych afirmacjach nie brzmi głupio,brzmi jak coś co wiele osób robi. Pytanie jest tylo czy to tłumienie wątpliwości czy jej przekrzykiwanie. Bo obie strategie omijają samo pytanie. Ja miałam podobnie z medytacją, jak zaczynały się wątpliwości to siedziałam dłużej, jakby ilość czasu mogła coś udowodnić
Trochę wchodzę z boku ale wlasnie zobaczyłam ten wątek i muszę zapytać - czy ktos rozważa opcję że wątpliwość po prostu jest odpowiedzią??? Nie pytaniem do rozwiązania tylko stanem który coś komunikuje. Jak na przykład wątpisz w daną praktykę bo ona naprawdę ci nie pasuje, a nie dlatego że twoje ego sie broni. Wątpliwość jako sygnał a nie przeszkoda
Ojej ojej, i tu wlasnie jest to co mnie nurtuje od jakiegoś czasu - bo jeśli wątpliwość jest odpowiedzią, to co z tymi momentami kiedy wątpisz w coś co *wyraźnie* działało? Mam na myśli nie ogólną wiarę w system tylko konkretną praktykę która przyniosła konkretny skutek. Wtedy wątpliwość jest hyba już czymś innym, prawda?
A mnie ta myśl Spellbound o wątpliwości jako odpowiedzi bardzo uderzyła bo ja mam tak z niektórymi snami, śnię coś bardzo wyraźnie, coś tam "czuję" że to ważne, a potem przez kilka dni zastanawiam się czy to było coś czy nic i może wlasnie to kółko samo w sobie jest wiadomością? Że nie mam jeszcze wiedzieć?
Żeby odpowiedzieć na pytanie Mantra_F - z doświadczenia: nie,pewność nie rośnie liniowo ze stażem. Znam ludzi paktykujących od dekad którzy mają nieustające wątpliwości, i znam kogoś kto praktykuje od pół roku i jest absolutnie przekonany. Co ciekawe, to drugie jest o wiele badrzej niepokojącym sygnałem. Jan od Krzyża pisał że ciemna noc duszy przychodzi do zaawansowanych, nie do początkujących.
To rozróżnienie Edka i Radzimira jest bardzo trafne i ja właśnie sobie uświadamiam że u mnie te dwie pewności często się mieszają i niewiem ktura dominuje. Jak losuję runy i coś mi się wyraźnie klika jako znaczące, powiem szczerze to czy to jest pewność doświadczenia czy już interpretuję? Bo to klika się prawie jednocześnie...
Wchodzę tu trochę z boku bo mam wrarzenie że gubimy wątek z poprzedniej strony - pytanie Eufemii o konkretne praktyki na oswajanie wątpliwości... Radzimir odpowiedział o ignacjańskim rozeznaniu i vipassanie, bo wiecie i to jest super,ale co z tymi z nas którzy nie praktykują żadnej ustrukturyzowanej tradycji? Bo tarot jest konrketny ale niema w nim gootwej metodyki pracy z wątpliwością 🙂
