Szymek, w internecie jest sporo nagrań zielonoświątkowych chrztów w basenach albo rzekach, wystarczy poszukać. ale co do samego rytuału to zazwyczaj jest wyznanie wiary, pytania do chrzczonego, i dopiero potem wejście do wody z pastorem. często śpiew zboru w tle. to wygląda bardzo... żywo, zupełnie inaczej niż katolickie.
wróćcie chwilę do tej słowiańskiej wody bo mnie to interesuje bardziej niż porównania między kościołami, przepraszam. Hydromantka pisała o Kupale, ale co z innymi momentami roku? czy woda miała jakieś znaczenie przy innych słowiańskich świętach, np. wiosną?
Ech. Marzanna to jeden z moich ulubionych przykładów jak rytuał przeżył chrystianizację prawie w niezmienionej formie. kościół przez wieki walczył z tym zwyczajem, zakazywał, piętnował, i co? dalej się topi, do dziś w szkołach podstawowych. forma znowu okazała się silniejsza niż teologia.
mnie interesuje ten aspekt Romci co napisała, że "coś spłynęło". z perspektywy pracy z czakrami to jest całkowicie czytelny opis, voda aktywuje muladhara czakrę bo jest związana z żywiołem, i jednoczesnie środowisko wody ma duże przewodnictwo dla pola energetycznego. stanie w bieżącej wodzie to jest dosłownie przepływ przez pole bioenergetyczne. to nie jest metafora.
dokładnie... efekty pracy energetycznej z wodą są powtarzalne u klientów, to jest wystarczający dowód praktyczny. nikt mi nie powie że to przypadek jak dziesiąta osoba opisuje to samo po tym samym zabiegu.
to co opisujesz Ulka to jest efekt placebo i oczekiwania, i to są rzeczy absolutnie realne, tylko mają inny mechanizm. problem jest wtedy kiedy ktoś myśli że pole aury to fizyczny fakt a nie konstrukt terapeutyczny. ale nie chcę psuć wątku, wracajmy do religii świata bo to jest w sumie ciekawsze.
mam takie pytanie do Teodozji albo Zaklinacza bo wy zdajecie sie dużo wiedzieć. czy jest jakaś religia albo tradycja gdzie zanurzenie w wodzie jest dosłownie śmiercią w sensie rytualnym? nie symbolicznie, tylko tak mocno zakodowane że uczestnik naprawdę ma przejść przez coś jak bliskie śmierci? 😀
no i wiesz, eleuzis to jest temat na osobny watek, ale tak, woda była tam. rzeka Kefissos przy inicjacji, zanruzenie przed wejściem do świątyni. i to był rytuał śmierci bardzo serio traktowany, nie metafora tylko realny psychologiczny próg. misteryjne tradycje nie bały się pracować na głębszych stanach.
a mnie zastanawia czy to nie jest właśnie ta granica między religią a magią o której się czasem mówi. religia "prosi" o przemianę, magia "przeprowadza" przez nią. rytuały z wodą w tradycjach misteryjnych wyglądają bardziej na to drugie, na aktywne przejście, nie tylko symbol.
to rozróżnienie magia/religia to jest troche anachroniczne jak sie do starożytności stosuje, bo oni tak nie dzielili. dla Greka idącego do Eleuzis to był rytuał religijny i jednocześnie transformacyjny, te kategorie sie nakrywały. my teraz szufladkujemy bo lubimy szufladki.
czy dobrze rozumiem że woda w rytuale niemal zawsze pełni tą samą funkcję niezależnie od tradycji, tzn. jest granicą między stanami? przed i po? bo jak czytam ten wątek to mi to wychodzi.
Kurcze, tyle tu przeczytałam i nie wiem od czego zacząć komentować. chcę tylko powiedzieć że ten wątek to jest złoto, dziękuję wszystkim którzy tu piszą, naprawdę się uczę 🙂
dobra ale mam pytanie bardziej praktyczne bo troche odpłynęliśmy, jeżeli ktos chce zrobić rytuał oczyszczenia z wodą w domu, to co jest ważne? bo nie mam dostępu do rzeki ani mykwy, mam tylkoo prysznic i wannę. czy to w ogole działa czy musi byc "żywa woda"?
w tradycji żydowskiej wanna z kranu faktycznie nie zastąpi mykwy formalnie ale to jest bardzo specyficzny system prawny. dla większości innych tradycji, wiccańskiej, szamańskiej, neopogańskiej to intencja i skupienie są kluczowe, a woda z kranu jest jak najbardziej używana. możesz też dodać sól morską do wanny to jest stary sposb na energetyczne oczyszczenie kąpieli domowej.
sól w wannie to tak, ale polecam też płatki kwiatu, lawenda albo rozmaryn, i co najważniejsze, wyłącz telefon i daj sobie te 20 minut tylko dla siebie. rytuał oczyszczenia nie działa jeśli w połowie sprawdzasz Nk 🙂 to jest warunek konieczny, pełna obecność.
właśnie o tej obecności chciałam coś dodać, bo to mi sie wiąże z tym co pisała Morganitka wcześniej i z tym co widzę w różnych tradycjach. wszędzie gdzie rytuał wodny jest poważnie traktowany, jest jakiś moment wyłączenia z codzienności zanim wejdziesz do wody. post, modlitwa, milczenie, cokolwiek. ta pauza przed jest chyba tak samo ważna jak samo zanurzenie. bez niej to jest tylko kąpiel.
dokładnie. sama woda nie robi nic, dopóki nie ma ciszy przed. to jest coś co widzę u ludzi którzy zaczynają i są rozczarowani, wchodzą do wody z głową pełną listy zakupów i potem mówią że nic nie czuli. no tak bo byłeś ciałem w wodzie, a nie całą sobą.
hej a zastanawia mnie jedno, te wszystkie obmycia i zanurzenia w różnych religiach to jest zawsze oczyszczenie z czegoś złego, czy są takie tradycje gdzie woda jest po to żeby przyciągnąć coś dobrego a nei odpedzic złe?
ech, i to sie łączy z ogromną grupą rytuałów deszczowych na całym świecie, woda z nieba jako dar, jako obfitość. modlitwy o deszcz, tańce deszczowe, wróżenie z chmur. tu woda nie zmywa, tu woda daje. dwa zupełnie różne modele i obie są obecne nawet w jednej kulturze, czasem równolegle.
Ano właśnie i to mi sie jakoś nigdy do kupy nie składało w głowie, bo jeśli woda jest czysta i oczyszcza, to jak może tez być siedliskiem złych duchów, topielców, rusałek? słowiański folklor jest bardzoo ambiwalentny wobec wody, z jednej strony święta i lecznicza, z drugiej niebezpieczna i wciąga. to nie jest sprzeczność?
to nie jest sprzeczność tylko archetypowa pełnia. każdy żywioł który ma moc dawania życia, ma też moc odbierania. ogień grzeje i niszczy. woda żywi i topi. tradycje które znają wodę naprawde, wiedzą ze to jest ta sama moc w dwóch twarzach, i dlatego do wody podchodzi się z szacunkiem, nie lekko. rusałka to nie jest wymysł zeby straszyć dzieci.
a jest jakas konkretna tradycja albo system gdzie sie pracuje z oboma aspektami wody na raz, tym oczyszczającym i tym niebezpiecznym? bo to brzmii jakby mogło byc bardzo ciekawe podejście
wracając do pytania Milekwiat o praktykę domową, bo mi też to jest bliższe, zapytam inaczej. czy ktoś z was ma jakiś regularny rytuał z wodą który praktykuje w domu, nie okazjonalnie, i jak to wygląda? co z tego wynosicie po dłuższym czasie?
ja raz na tydzień robie kąpiel z solą i ziołami, mam swój zestaw który dobierałam przez rok. i zawsze na końcu polaam sie zimną wodą, to jest takie dosłowne "zapieczętowanie". u mnie to jest tyle co reset energetyczny, po tym jestem wyraźnie bardziej gotowa na nowy tydzień. cialo to czuje i chyba czakry tez, przynajmniej tak mi sie wydaje.
Olesia to co opisujesz to jest bardzo sensowna praca. to zimne polanie na końcu to jest ważny element, kontrast temperatur zamyka pole i aktywuje układ nerwowy, co ma znaczenie zarówno energetycznie jak i biologicznie. takie rytuały mają działanie warstwowe, na wielu poziomach jednocześnie.
