Chciałem poruszyć temat ktory chodzi mi po głowie od jakiegos czasu. Czytanie run, tarot, inne systemy wróżebne - to wszzystko sa narzedzia ktore w zamierzeniu maja pomagac człowiekowi zobaczyc siebie i swoja sytuacje. Ale co sie dzieje kiedy ktos używa tych systemow zeby manipulowac drugim czlowiekiem? I nie mowie tutaj o zwyklym szarlatanostwie ktore bierze pieniądze za nic. Mowie o czyms ciekawszym i moim zdaniem groźniejszym. O sytuacji w ktorej system jest PRAWDZIWY, czytający faktycznie cos widzi, ale świadomie obraca to co widzi przeciwko osobie siedzacej naprzeciwko. Mialem ostatnio do czynienia z przypadkiem gdzie ktos robil czytannie run osobie ktora i tak zmagala sie z niskim poczuciem wlasnej wartosci. I zamiast czytac to co runy mowily, prowadzil ta osobe w strone potwierdzenia jej najglebszych lek0w. Jakby wyciagal z tego systemu tylko to co mialo bolec. To jest to co nazywam swietym zakrzywieniem - swiadome albo nieswiadome wypaczenie systemu ktory z natury powinien sluzycleczeeniu.
To ważna obserwacja i cieszę się że ktoś to wreszcie wprost nazwał. Tylko chcę dopytać bo to kluczowe - piszesz "świadome albo nieświadome". To są dwa zupelnie różne zjawiska moim zdaniem. W przypadku nieświadomym mamy po prostu kogoś kto sam nosi w sobie podobne rany i projektuje je na odczyt. To jest problem kompetencji i samoświadomości czytającego. W przypadku świadomym mówimy o czymś o wiele mroczniejszym - o celowej manipulacji z użyciem narzędzi które druga osoba traktuje jako święte lub co najmniej wiarygodne. I to drugie jest szczególnie perfidne właśnie dlatego że ofiara nie ma jak tego zweryfikować. Jeśli ktoś mi powie kłamstwo w zwkyłej rozmowie to mogę sprawdzić fakty. Ale jeśli ktoś wyciągnie runy i powie "to co widzę mówi że jesteś skazana na porażkę" to skad mam wiedzieć że to jego projekcja a nie odczyt?
no dobra ale tu jest tez drugie pytanie ktore mnie bardziej niepokoi - czy w ogole mozna mowic o "prawdziwym" czytaniu run jesli interpretacja jest zawsze subiektywna? bo wydaje mi sie ze cala dyskusja o manipulacji zakłada ze istnieje jakis obiektywny odczyt od ktorego mozna odejsc. a co jesli niema zadnego wyjsciowego punktu odniesienia? wtedy kazde czytanie jest jakims rodzajem projekcji czy chcemy tego czy nie. moge sie mylić
ja bym tu dodała jeszcze jeden wymiar bo mnie to uderzyło jak czytałam pierwszy post. Numerologia ma podobny problem - można wziąć czyjś numer życia i skupić się wyłącznie na jego cieniach, na trudnościach danej drogi, na wyzwaniach. Każda liczba ma swój cień. Dwójka to zależność i brak granic, siódemka to izolacja i nadmierny intelektualizm i tak dalej. I da się zbudować z tego bardzo przekonującą narrację ze ktoś jest z natury słaby albo nieszczęśliwy. Szczególnie jeśli ta osoba sama w to wierzy i przychodzi ze swoim lękiem.
To jest właśnie to pytanie na ktore warto szukać odpowiedzi. Mam pewien punkt odniesienia który stosuję od lat. Dobre czytanie, nawet jeśli przynosi trunde informacje, zostawia człowieka z poczuciem ze ma jakis wybór. Że wie skąd wieje wiatr i moze cos z tym zrobić. Złe czytanie, manipulacyjne albo nieświadome, zamyka. Mówi: tak jest i tak bedzie. Hagalaz możesz odczyatć jako "twój swiat się kruszy i nie możesz tego zatrzymać ale po burzy ziemia jest oczyszczona i możesz zacząć od nowa". Albo możesz powiedziec po prostu "to ruina, strata, koniec". Oba słowa są w tradycji tej runy. Ale tylko jedno zostawia człowiekowi coś do zrobienia ze swoim życiem.
uczę sie run od jakiegos czasu i ta rozmowa jest ciekawa ale troche mnie niepokoją. bo jesli tak jest to jak w ogole mozna ufac komukolwiek kto czyta? skad wiem ze ten kto mnie czyta nie robi mi wlasnie takiego zakrzywienia? nie ma chyba żadnego sposobu żeby to sprawzić z zewnatrz
mam tu swoje trzy grosze do wrzucenia bo pracuje duzo z afirmacjami i z transformacją wewnętrzna i widze ten mechanizm od troche innej strony. Jest cos co mozna by nazwaC duchowym uzaleznieniem. Osoba ktora boji sie siebie, ktora ma w sobie duzo ladunku lekowego, szuka ktos kto ten lek potwierdzi bo to jest dla niej paradoksalnie bardziej komfortowe niz zmiana. Zmiana jest nieznana. Lek jest znajomy. I czytajacy ktory karmi ten lek, niekoniecznie ze zlej woli, moze po prostu sam nie byc przepracowany, daje tej osobie cos co ona odbiera jako miłosc i uwage. To jest wg mnie sedno tego mechanizmu. Nie tyle manipulacja ile wspołuzaleznienie w duchowej relacji.
dobra ale żeby nie było że tu wszyscy siedzimy i zakładamy że czytający to zawsze jakaś ciemna strona mocy 😉 bo znam parę osób które robią odczyty i są po prostu nieświadome własnych cieni. nie manipulują, nie chcą krzywdy, ale same są tak mocno w swoim lęku że nie widzą jak go przerzucają. i to jest chyba większość przypadków a nie ta świadoma manipulacja o której piszesz Wróżbiarzu. przynajmniej tak mi się wydaje.
zerknijcie na to bo ja tu siedzę i czytam i mam takie dziwne poczucie ze to co opisujecie można powiedziec tez o pewnym typie terapeutów, coachów, duchowych przewodników w różnych nurtach. to nie jest tylko problem ezoteryczny chyba? ten mechanizm "potwierdzam twój najgorszy obraz siebie pod pozorem że widzę prawdę" jest chyba szerszy. i zastanawiam sie czy w przypadku run czy numerologii jest jakoś szczególnie groźny wlasnie dlatego ze system jest uznawany za zewnętrzny i obiektywny, a przez to trudniejszy do podważenia.
ojejciu, a ja sie tu troche nie zgodze. znam osoby ktore naprawde wolą nie mowic nic przed, bo twierdza ze ich kontekst nie powinien "zabarwiac" odczytu. i mam mieszane uczucia bo z jednej strony rozumiem Wieszczke, a z drugiej - czesto czytanie "na zimno" bez info wychodziło im naprawde trafnie. moze to kwestia podejscia i stylu pracy?
wlasnie, i tu jest ten moment gdzie czytanie zamienia sie w cos wiecej niz wrozenie. :)) Bo jesli czytajacy widzi ze za pytaniem o mliosc stoi strach przed porzuceniem albo przekonanie ze sie jest niegodnym, to co robi z ta informacja? Mozna ja przemilczec, mozna ja podkrecic, albo mozna delikatnie nazwac i oddac czlowiekowi z powrotem jako cos do przepracowania a nie jako wyrok. Roznica jest ogromna.
no i tu sie pojawia granica ktora moim zdaniem jest kluczowa w calej tej dyskusji. Czytajacy runa nie jest terapeutom. Moze zobaczyc blokade, moze ja nazwac, ale nie powinien w nia wchodzic, rozgrzebywac, analizowac warstw. Jesli widzi ze ktos ma pod spodem cos powaznego to najlepsze co moze zrobic to powiedziec - "widze ze tu jest cos glebokiego, czy rozmawiasz z kims o tym?" i zostawic drzwi otwarte, nie wchodzic za czlowieka w jego trauma
ale tu chciałabym dopytać Leontynki bo nie jestem pewien czy to az tak proste. czy przypadkiem to nie tak ze ta "negatywna" wersja jest tez po prostu bledna merytorycznie? bo jesli droga 7 to reczywiscie samotnik z wyboru,to "skazany na samotnosc" to nie jest inna interpretacja tylko zla interpretacja. wiec moze problem nie jest w systemie tylko w tym ze ludzie sie go nie ucza porządnie?
jest cos jeszcze czego chyba nie powiedzielismy a co mi sie krecilo po glowie przez cala te dyskusje. mianowicie - te systemy, runy, numerologia, karty, sa zbudowane na pewnej kosmologicznej strukturze. hagalaz nie jest "zla runa" bo ktos tak zdecydowal. jest runa transformacji przez chaos i ma swoj kontekst w calej futharku. jesli ktos wyrywa ja z tego kontekstu i uzywuje jako wyroku to nie tylko krzywdzi czlowieka ale tez deformuje sam system. degraduje go do narzedzia.
hej,troche sie boje ze wejde tu z glupim pytaniem ale - skoro tak bardzo zalezy od czytajacego to jak w ogole ktos poczatkujacy ma sie uczyc czytac? bo jesli interpretacja jest tak trudna i tak latwo skrzywic, to moze po prostu poczatkujacy nie powinni czytac dla innych?? pytam serio bo sama zaczęłam sie interesować i teraz nie wiem co myslec
