Zastanawiam sie od jakiegos czasu nad czymś, co chyba rzadko sie omawia wprost. W wielu tradycjach magicznych i rytualnych są takie zagrywki, które wyglądają jak jeden rytuał, ale tak naprawdę służą zupełnie czemuś innemu. Np. w hoodoo pewne rytuały "na zdrowie" są naprawdę po to, żeby otworzyć osobę na wpływ - nie na jej uzdrowienie. Albo w pewnych nurtach tantrycznych inicjacje "oczyszczające" mają efekt uboczny w postaci ścisłego uzależnienia ucznia od mistrza. Nie mówię o czymś złym z założenia, ale o tym, że cel powierzchowny i cel głębszy to dwie różne warstwy tego samego działania. Macie jakieś przykłady z tradycji, które znacie? Albo sami zetknęliście sie z czymś takim?
To co opisujesz to klasyczna krypteia rytualna, znana dobrze w antropologii religii. Mary Douglas pisała o tym całkiem sporo przy okazji analizy tabu i oczyszczenia. Pytanie tylko, czy naprawdę chcemy to nazywać "sztuczką", bo to słowo sugeruje od razu złe intencje. W wielu tradycjach ta dwuwarstwowość jest wbudowana celowo i świadomie, a wtajemniczeni wiedzą, ze chodzi o dwie rozne rzeczy naraz. Inna sprawa, gdy jedna warstwa jest ukryta przed uczestnikiem - to juz inna kategoria
Szczerze to nie do konca rozumiem o co chodzi w tym temacie. 😛 Czy mowicie o tym, ze rytualy moga miec jakis ukryty efekt poza tym co jest pokazywane?? Bo jezeli tak to wydaje mi sie ze to prawie kazda praktyka. Nie?
Wchodzę w temat bo akurat mocno siedze w pracy z ciałem i czakrami i tu widze to bardzo wyraźnie. Niektóre ćwiczenia które daję klientom jako "otwieranie serca" czy "praca z oddechem" mają fizjologicznie konkretny efekt: hiperwentylacja, obniżenie cukru we krwi przez intensywny wydech, czasem lekki zawrót głowy i to właśnie ten stan fizjologiczny sprawia, ze człowiek ma poczucie "przebicia" czy "kontaktu z wyższą energią". Pytanie brzmi: czy powinnam o tym mówić wprost czy nie?
Ale zaraz,to znaczy ze te wszystkie doznania podczas rytualnych oddechów to po prostu głodzenie mózgu w tlen? to nie jest żadna duchowość tylko fizjologia? Bo jeśli tak to troche smutne. piszę z głowy, więc bez gwarancji
Hmm nigdy o tym nie myslalam w ten sposob. Tak sie teraz zastanawiam - jak sie ide na jakies warsztaty to skad wiedziec czy prowadzacy nie robi wlasnie czegos takiego?? czy sa jakies sygnaly, ze cos jest nie tak?
Z mojego doswiadczenia sa trzy sygnaly. Pierwszy to gdy na poczatku nie ma zadnego omowienia tego co sie bedzie dziac z cialem. Drugi to gdy stan odmieniony jest traktowany jako dowod na skutecznosc metody a nie jako efekt procesu. Trzeci - i to najwazniejszy - gdy po zakonczeniu sesji nikt nie wraca do tego co sie stalo i nie wjasnia dlacego tak sie stalo. Brak debriefu to dla mnie zawsze czerwona lampka.
hmm, i tutaj rozmowa wraca do sedna tematu. 🙂 Mnie osobiście nie tyle interesuje aspekt fizjologiczny, ile kwestia: czy tradycja religijna albo rytualna ma obowiązek bycia "przezroczysta" co do swoich metod? Bo katolicyzm niema. Hoodoo niema. Tantry tybetańskie nie mają. I wcale nie jest to wyjątek, to jest norma w historii religii.
hej, troche sie gubie w tym co piszeice ale mam pytanie moze glupawe - te rytuale co macie na mysli ze robia cos innego niz mowia, to jak sie mozna dowiedziec ktory jest jaki? Bo jak sie jest nowym to skad wiadomo ze cos jest uklyte?
Dobra bo czytam i czytam ten watek i chce zapytac o cos bardzo konkretnego. 🙁 Bo Szarotka rozumie ze rytualy moga robic cos "za plecami" uczestnika. Ale jak to sie ma do takich zwyklych rzeczy jak np. palenie kadzidelka? Bo ja np. pale kadzidlo przy medytacji i wgl nie mysle ze cos mi to "robi" bez mojej wiedzy. Czy o to chodzi?
ojej ojej, to jest chyba najwazniejszy punkt calej rozmowy, ta roznica miedzy starozytna tradycja a wspolczesnym prowadzacym. Bo na warsztacie place pieniadze i mam prawo wiedziec co sie ze mna bedzie dziac. a w starozytnej inicjacji... to bylo calkiem inne ustawienie relacji. Nie?
hmm, mam pytanie moze glupawe - czy nie jest tak ze spora czesc tych wspolczesnych prowadzacych po prostu nie wie?? Tzn. sami wierza w metafizyczna narracje i nie maja pojecia ze robia cos z neurofizjologia? Wtedy nie sa "nieuczciwe" tylko po prostu nie wiedza. to chyba zmienia ocene moralna?
a mozna spytac skad wgl wiadomo ze tradycja nie wiedziala? Bo moze hinduscy nauczyciele od zawzse wiedzieli ze chodzi o cialo a nie o energetykę i po prostu mowili jezykiem ktory ludzie rozumieli? Tzn. moze to nie byla nieswiadomosc tylko swiadoma pedagogika?
hmm ale skad mielibysmy to w ogole wiedziec? tzn. nie ma chyba zadnego tekstu gdzie stary mistrz pisze "patrzcie, tak naprawde to chodzi o deprywacje a nie o atamn". Chyba ze jest i nie wiem o czym mowie 🙂
to znaczy ze te rytualy moga byc jednoczesnie szczere i manipulacyjne, w zaleznosci od tego kto i w jakim celu prowadzi? bo z tego co wszyscy piszecie to wychodzi ze ta sama technika moze byc uzyta dobrze lub zle... troche to skomplikowane
ale jak sie w praktyce roznia te dwie sytuacje dla osoby ktora uczestniczy? Bo od srodka chyba nie widac roznicy? Tzn. siedzisz na rekolekcjach i nie jesz i nie wiesz czy to jest dobre czy zle dla ciebie
kilka praktycznych rzeczy ktore warto sprawdzic zanim sie zaplaci za jakis retreat: czy prowadzacy mowi co bedzie robione i jakie sa mozliwe efekty fizyczne czy jest mozliwosc rezygnacji bez konsekwencji spolecznych czy program jest jawny z wyprzedzeniem a nie ujawniany stopniowo na miejscu, czy sa "zasady grupy" ograniczajace kontakt z zewnatrzem. to sa sygnaly. Nie gwarantuja nic ale daja orient.
