No właśnie i to jest hyba sedno całej rozmowy - mama zapala świeczkę przy zdjęciu i nikt nie pyta skąd pochodzi ten zwyczaj bo on po proostu działa emocjonalnie... 😛 Ale mam takie pytanie do tych co bardziej siedzą w temacie - czy jest jakaś tradycja zaduszkowa gdzie to właśnie ciągłość codziennej pamięci jest ważniejsza niż jeden wyznaczony dzień w roku? Bo mi ten podział zaczyna sie wydawać na prawde cieakwy
To jest bardzo dobre pytanie i wlasnie Japonia to najczystsza odpowiedź - Obon raz w roku ale butsudan, czyli domowy ołtarz z tabliczkami przodków, jest w użyciu cały rok. poranne modlitwy, ofiary z ryżu, herbaty. Przodkowie są po prostu obecni w codziennym życiu, nie tylko wywoływani raz w roku. Podobnie w Wietnamie i Korei - ołtarz przoodków w domu to standard, nie specjalność na jeden dzień
A co sie dzieje jesli niema tego oltarza albo ktos nie robi zadnych rytualow? Przodkowie sa "niespokojni" czy to tylo kwestia sumienia? Pytam serio bo moja rodzina nic takiego nie robi i troche sie zastanawiam czy to ma jakies konsekwencje wg tych wierzen
Słuchajcie, przy okazji tego co Szeptun pyta - bo to jest naprawdę w wielu tradycjach obecne - koncepcja ducha zapomnianego jako ducha potencjalnie niebezpiecznego to jeden z najszerzej rozpowszechnionych motywów na świceie. Chiny, Japonia kutury afrykańskie, Meksyk, Słowianie. Zapomnienie jest gorsze niż brak ceremonii. Interesujące że niezależne kultury dozły do tego samego wniosku
Ok, to uczciwa odppowiedź. Akceptuję że nie muszę wybierać, choć sama mam tendencję do szukania brzytwy Ockhama 🙂
Wracając do tego co Florka pytała na początku o codzienność versus święto - zastanawiam się czy tradycja runami nie ma podobnego podziału bo są runy które związane są z przodkami i z pamięcią, i tam tez nie ma jednego "dnia runicznych zaduszek", raczej to jest praca ciągła. Ale morze to nie do końca na temat
Othala tak - ale też Hagalaz jeśli mówić o przejściu miiędzy światami. W tradycji nordyckiej były Dísablót, czyli uczty ku czci żeńskich przodków i opiekunek rodu, i Álfablót - kult elfów/przodków, bardzo prywatny domowy, jesienią. To drugie szczególnie - zamykano drzwi, nie wpuszczano gości, rdozina sama odpawiała. Dość podobny model do tego co Dobrochna opisuje ze swoja komodą xD
Ojej no, to Álfablót brzmi na prawde interesująco, nigdy o tym nie słyszałam! To jest ta nordycka odpowiedź na Dziady w pewnym sensie? Też zamknięta, rodzinna, jesienna...
Marsella, to podobieństwo jest uderzające i warto na nim chwillę zostać. Mamy w różnych kulturach Europy jesienną ucztę dla przodków, zamkniętą, rodzinną, z jedzeniem i piciem przeznaczonym dla duchów. Słowiańskie Dziady, nordyckie Álfablót, iryjskie Samhain z jego komponentem pamięci o zmarłych. Trudno powiedzieć czy to niezależne wynalazki czy ślad jakiegoś wspólnego praindoeuropejskiego zwyczaju, ale wzorzec jest uderzający. Moze ktos to lepiej wyjasni
@Protazy, ale porównywanie Samhain, Álfablót i Dziadów to trochę jak porównywanie jabłek, gruszek i marchewki. Podobny czas roku,podobny ogólny temat - i to właściwie tyle. Szczegóły rytualne, kosmologia za tym stojąca, kto odprawia, dla kogo, co sie dzieje z duszami - wszystko zupełnie inne. Nie lubię tych zbyt gładkich porównań między tradycjami, bo one zaamazują to co w każdej z nich unikalne
Ta rozmowa o Álfablót i zamkniętych drzwiach przypomina mi jedną rzecz z Meksyku - tam akurat jest odwrotnie, drzwi do domu są otwarte, ulice pełe ludzi, muzyka tłum na cmentarzu. Śmierć jest publiczna i zbiorowa. I zastanawiam sie czy ta różnica prywatne/publiczne coś mówi o tym jak dana kultura rozumie relację żywych z umarłymi
Andromedka, to jest ciekawe, bo wtedy można by powiedzieć że w tradycjach "zamkniętych drzwi" przodkowie należą do rodziny i roodu a w tych "otwartych" należą jakoś do cłaej wspólnoty. Nie wiem czy to dobra interpretacja ale coś w tym chyba jest
Jaskier, ta obserwacja jest trafa i ma potwierdzenie w tym jak konstruowane są obrzędy. Tam gdzie rytuał jest publiczy i wspólnotowy,zwykle chodzi tez o to żeby zbiorowo zadbać o duchy nieprzypisane do żadnej rodziny - właśnie te niebezpieczne duchy zapomniane o których Sugilitka mówiła. Wspólnota bierze na siebie odpowiedzialność za całe spektrum umarłych, nie tylko swoich. W modelu pryywatnym każda rodzina dba o swoich, reszta jest poza zasięgiem
A jak to jest z polskim Dniem Zadusznym bo mam wrażenie ze u nas jest troche i tak i tak?! Cmentarze są pełne ludzi, jest bardzo publiczne, ale jednak każdy przychodzi do swojego grobu, swoich bliskich. Nikt jakoś nie odprawia czegoś dla tych co nikogo nie mają... A może odprawia i ja niewiem?
Ojjj no, ok ale wracajac do tego co Naparstnica pisala o mszy za wszystkich - to znaczy ze kosciol jednak pzejal ten pierwotny element dbania o "duchy bez opiekuna"? Bo to ciekawe ze to sie jednak zachowalo,tylko w innej formie. Czy ktos wie jak to wyglada w prawoslawiu bo tam tez sa jakies specjalne nabozenstwa za wszystkich zmarlyc?h
W prawosławiu to jest całe osobne bogactwo, Szeptun. Są tak zwane Soboty Zaduszne, kilka razy w roku, nie tylo jesienią - to nie jest jeden dzień jak u nas że tak to ujmę tylko cały rytm przez cały rok... I żeczywiscie modlitwa za "wszystkich od wieków zaśniętych" jest fundamentem, nie dodatkiem. Mam wrażenie że prawosławie zachowało wicej z tej starszej warstwy odpowiedzialności wspólnotowej za zmarłych niż katolicyzm zachodni, kótrry to trochę... Zindywidualizował.
A mnie ciągle siedzi w głowie ten wątek run i przodków bo nie dostałam odpowiedzi na co liczyłam - Sugilitka, pytałaś czy Álfablót to była praktyka runami czy nie, i wlasnie to mnie interesuje. Czy w nordyckiej tradycji były jakieś runy używane konkretnie przy tych jesiennych obrzędach,czy to są już nazse współczesne interpretacje?
No to mam pytanie do Sugilitki bo skoro nie ma historcyznych dowodów że runy były przy Álfablót,to czy współczesne używanie Othali przy parccy z przodkami jest ok czy to jest po prostu wymyślone i nie wiadmoo czy ma jakiekolwiek oparcie? Pytam bo sama tak robiłam i teraz nie wiem co o tym myśleć
Oho, ta rozmowa o tym że coś morze być wartościowe bez historycznego potwierdzenia to mnie mocno uderzyła bo to trochę zmienia jak patrzę na nasze własne zaduszkki. Też nie wiemy dokładnie jak wyglądały Dziady w oryginale, mamy Mickiewicza i jakieś okruchy z etnografii, a i tak to działa na ludzi, zdaje sie coś w tym jest... Może ważniejsze jest że tradycja żyje i ma sens dla tych co ją praktykują, niekoniecznie że jest udokumentowana w jakimś kronice? 🙂
