Od jakiegoś czasu kręci mnie ta myśl, że morze wszechświat to nie jest przypadkoy bałagan ani mechanizm, ale coś w rodzaju... Gry. Nie mówię o Matrix czy tanim science fcition. Mówię o czymś głębszym. W różnych tradycjach pojawia się motyw boga ktury "gra" - hindusi mają lila,czyli boska igraszka, Kriszna który tańczy i bawi się stworzeniem. Neoplatonicy mówili o emanacjach jako czymś w rodzaju kreacji przez zabawę. Nawet w kabale jest coś takiego - tzimtzum, skurcz boga żeby zrobić miejsce dla świata, jkaby cofnął się i puścił kości. Zastanawia mnie czy to nie jest ta sama intuicja ukryta pod różnymi imionami. Czy ktoś w oógle myślał o tym w ten sposób?
Myślałam o tym nie raz. W hinduizmie to lila jest hyba najpiękniejszym ujęciem tej idei, boskość nie stwarza z potrzeby,nie z braku, ale z czystej twórczej radości. Jak dzeicko ktroe lepie z gliny, bez powodu bo tak. Ale to stawa poważne pytanie - jeśli to gra, to czy my jako gracze mamy wolna wole czy jesteśmy tylko pionkami? Bo w grze planszowej pionek nie decyduje. A w Bhagawadgicie Ardżuna jak najbardziej decyduje. To nie jest prosta analogia
No to tak, lila to dobry trop ale uwazam ze przyrownanie tego do gry troche zubaża ses. Gra sugeruje ze jest cos poza nia, gracze, zasady, nagrody... A w tej koncepcji bóg nie stoi poza sworzeniem i nie gra - bóg Jest gra, zasady, plansza i pionki jednoczesnie. W hermetyzm tez jest cos takiego, emanacja jako obraz w lustrze ale lustro i obraz to jedno. No i pojawia sie pytanie kto pya. Bo jesli jestesmy czescia tej gry, to nasze pytania tez sa czescia gry. Troche zapetlone co nie?
Ojejej, sułchajcie, ja jak czyytam te wasze rozważania to mi od razu przychodzi do głowy Yggdrasil i losy wplatane przez Norny... W tradycji nordyckiej los nie jest przypadkowy, ale tez nie jest do końca narzucony z zewnątrz, Norny tkaja,ale materiał z którego tkają to my sami,nazse działania. To mi badrziej pasuje niż gra - tam ktoś wyggrywa albo przegrywa. A w tej koncepcji nordyckiej niema wygranej, jest tylko to co zostalo utkane. Czy ktoś jeszcze widzi tę różnicę?
Hej wchodzę tu bo temat mnie zaintereował choć przyznam ze słowo "gra" od razu wzbudza u mnie rezeerę. bo gra to metfora i jak każda metafora - upraszcza. Lila jest piekna poetycko ale co to w pratyce znaczy dla kogoś kto sidzi tu i teraz?? Ze nasez cierpienie to jakis kosmiczny rozrywka? To nie brzmmi jak pocieszenie. Nie mówię że to zły trop, mówię że trzeba uważc na to co z tej metafory wynika etycznie
A mi sie tu nasuwa pytanie o to co z wolna wola w tym wszystkim. Bo jesli to gra czy tkanie Norn czy emanacja - to gdze jest miejsce na moje wybory??? hinduizm ma prawe dharmy i karym czyli niby jest odpowiedzialnos. Ale jak w grze komputerowej - niby wybieras,z ale i tak mieszcisz sie w kodie. Ktos z was probowal to pogodzic???
No i właśnie dlatego astroloia tak dobrze to opisuje moim zdaniem. Mamy mapę urodzeniową, w sumie czyli jakby planszę do gry jaką dostaliśmy na start, i to jest los, przeznaczenie, kod. Ale jak ją rozgrywamy - to jest nasz wybór. tranzyt Saturna mówi ci kiedy masz trudny etap ale czy z niego wyniesiesz lekcję czy nie - zaeży od ciebie. Więc wolna wola i przeznaczenie nie wykluczają sie, działają na innych poziomach.
Spokojnie, obie macie trochę racji i trochę nie. Fela ma rację że trzeba uważać na okrężne argumenty. Telepatka ma rację że w dyskusji o kosmologii inne sa reguły niż w empirii. Ale wraacjąc do wątku - ciekawi mnie bardzej to co Cieszymir napiisał o tzimtzum. Bo to jest naprawdę ciekawa koncepcja, bóg się skurcza żeby dać miejsce stworzeniu. To jest prawie odwrotność lila - tam bóg wbyucha ku światu, tu się wycofuje. Jak wy to łączycie z tematem gry?
Tzimtzum to piękna zagadka. Lurya, ktury to rozwinął, opisywał to jako akt boskiej pokoy - bóg usuwa siebie aby mogło istnieć coś-nie-bóg. Ale potem mamy kav - promień światła który wchodzi w tę pustkę. Więc to nie jest opuszczenie, to jest tworzenie przz wycofanie i powrót jednocześnie. To jest bardziej jak mistrzowski ruch szachowy niż gra w kości. Czy gra zakłada intencję czy przypadek,to mojim zdaniem kluczowe pytanie w tym wątku.
Ehh, a ja chcę sie upewnić że dobrze rozumiem - tzimtzum to jest żydowska koncecpja, kabalistyczna tak? Nigdy wcześniej nie słyszałem. To jest coś co jest w Torze czy to jest późniejsza teoolgia??? 😮
Dobrze że ktoś to sprostował. Chcę dodać że tzimtzum miaoł ogromny wpływ na późniejszą filozofię europejską, Schelling sie nim inspirowałł, a Hannah Arendt nawiązywała do tej idei pzestrzeni politycznej. Więc to nie jest zamkknięte w ezoteryce - ta koncepcja wyszła daleko poza kabałę... Czy to czyni ją barddziej czy mniej ciekawą dla naszej dyskusji,to już inna sprawa 🙂
Hm. Mam trochę mieszane uczucia co do całej tej dyskusji. Z jednej strrony rozumiem urok tych koncepcji, lila,tzimtzum, Norny, wszytko to piękne metafory. Ale czy na prawde porównujemy tu ze sobą trdaycje na poziomie znaczeniowym czy robimy takie przyjemne filozofowanie gdzie wszystko do wszystkiego pasuje bo odpowiednio przymmrużymy oczy??? Bo mam wrzaeenie ze hinduska lila i kabalistyczny tzimtzum to sa naprawde bardzo rozne koncepcje boga i stworzenia i zestawianie ich jakby mowily to samo jest troche na skrt.
Mi sie wydaje że tu gubimy cos waznego - mozna rozmaiac o tym intelektualnie ale to nie poiwemy czy kazdy z nas to czuje. Ja jak meduuję to czasem mam poczucie że jestem wlasnie tym - częscia czegos wiekszego co sie po prostu PRZEJAWIA przeze mnie. I to nie jest wrzaenie ze ktos mna gra jak pionkiem. Raczej ze ja jestem jednym z wielu wyrazów czegoś co chce sie poznac przez roznorodnosc. Czy to jest lila czy tzimtzum czy cos innego,nie wiem. Ale poczucie jest.
No patrzcie, chiromantka dobrze to ujęła, bo dyskusja nam trochę odpłynęła w stronę historii religii, a to forum ezoteryczne, czyli powinnyśmy tez mowic o preżyciu, nie tyko o doktrynie... I wlasnie to mnie zastanawia - jeśli wszechświat jest czymś w rodzaju gry czy boskiej ekspresji, to co to zmienia w naszym codziennym doświadczeniu? Jak ty, Cieszymir, nie ukrywam to czujesz,nie rozumiesz ale czujeesz?
Czytam ten watek od począku i cały czas mam jedno pytanie w głowie - ok,może być lila, może być tzimtzum, może być tkiane Norn ale CO z tego wynika praktycznie? Bo jeśli jestem częścią boskiej gry to mogę sobie medytować i nic nie robić bo i tak wszystko jest zdeterminowane? To mi nie daje żadnnej odpowiedzi na nic 😉
Właśnie to pytanie Frydki jest moim zdaniem sednem całej tej rozmowy. I wiesz, to zależy od trdaycji. W tantrze masz takie pojecie - że uświadomienie sobie że jestś częścią gry NIE zwalnia z działania, a wręcz odwrotnie. Bo wtedy działasz nie z ego, tylo jako kanał. Inaczej żyjesz niekoniecznie mniej
No i tu Frydka ma rację w tej krytyce. To jst klasyczny problem wszystkich tecoentryycznych systemów - można nimi uzasadnić absolutnie wszytko, zarówno wysiłek jak i bezczynność, zarówno dobro jak i zło. "to nie ja, to bóg grał przeze mnie". To jest filozoficznie barzdo śliska nawierzchnia
Ale ten problem dotyczy tez każdego innego systemu etycznego nie? Jeśli masz wolną wolę to możesz nią zracjonalizować wszystko. Jeśli nie masz - to samo. To nie jest zarzut specyficznie dla lila czy tzimtzum. To jest stary problem tedycei i odpowiedzialności moralnej i nie ma tradycji ktura go elegancko rozwiązała
W tradycji nordyckiej to jest ceikawe bo Norny tkają los ale hero może go zmienić przez czyn przez honor. to nie jest tak że siedzisz i czeekasz. Wręcz przceiwnie - właśnie dla tego że los jest wpleciony, twój czyn MA znaczenie, zostaiwa ślad w tkaninie. Sigurd zabija Fafnira nie dlatego że los go do tego zmusił ale dlatego że tak wybrał i to wchdzi w tkanie
Ojjj, freja to ciekawe nigdy tak o tym nie myślałem. Czyli jest los ale nie ma deterministycznego fatalizmu? Bardziej jak... Szablon ktury wypłniasz treścią?
No nie wiem, powiem szczerze dla mnie to cos co widze tez w numerologii - mam swoja sciezke zyciowa, mam swoj rok osobisty i to nie jest wiezeinie. To jest cos w rodzaju rytmu. Jesli jem wlasnie w roku 7 to powinnam sie wyciszyc i sluchac a nie parzyc... A jak jestem w roku 1 to jest czas zaczynania. Jak to zignorujesz to mozesz ale sie meczyłaś bardzej
Właśnie tak, Chiromantka dobrze to mówi i to jest dokładnie to samo co widze w astrologii. Twój chart to jest partytura. Możesz ją zagrać pięknie albo fałszować,ale melodia jest ta sama. I to jest ta wolna wola w grze - jak interpretujesz, jak wykonujesz. Moze to kwestia wprawy. 😉
Wracam chwilę do tego co Barni pisał o różnych tradycjach i ich podejściu do fatalizmu. Bo mi sie wydaje że na prawde kluczowe jest czy tradycja zakałda że bóg jest NA ZEWNĄTRZ gry czy jest SAMĄ grą. Przy bogu zewnętrznym masz bardzej opatrzność i plan. Przy bogu-grze jak w niektorych nurtach hinduimu czy w gnozie - masz raczej samopoznanie jako cel xD
@Heliodor to dotknęła czegoś co dla mnie jest centrum tego tematu. Bo jak zaczynałem ten wtek to właśnie o to mi chodziło. Nie o to czy bóg steruje pionkami z zewnątrz ale o to czy wszechświat jest czymś co bóg robi czy czyms czym bóg jest. I ta druga opcja wydaje mi się bliższa temu co czuję kiedy jestem naprawdę cicho
To rozróżnienie ktore Heliodor postawiła jest bardzo ważne i często gubi się je w takich dyskusjach. Panenteizm na przyklad próbuje to pogodzić - bóg jest w świecie i jednocześnie śiat jest w bogu ale bóg jest też czymś więcej. To nie jest ani bóg zewnętrzny ani bóg-tylo-gra. Ktoś tu wspominał Schelinga - on też szedł w tym kierunku
Przepraszam, ze tak powiem cos mi sie wyslallo puste. 😉 Chcialam tylko dopisac, ze u mnie ta obserwacja wyglada podobnie, tylko na mniejsza skale i bez takiej regularnosci.
A w którym miejscu na tej osi bóg-zewnętrzny vs bóg-sama-gra plasuje sie kabalistyczny Ein Sof? Bo jeśli dobrze rozumiem wcześniejsze posty o tzimtzum to Ein Sof wycofuje się żeby zrobić mieejsce ale naadl istnieje poza stworzeneim, tak?
