Ostatnio siedzę nad tym tematem i naprawdę nie wiem co myśleć. Modliłem się intensywnie przez kilka tygodni w jednej sprawie i... nic. Zero odpowiedzi, zero znaku, jakby krzyczał do ściany. A jednocześnie słyszę od ludzi że ich modlitwy są wysłuchiwane, że dostawali "sygnały" i odpowiedzi. No i teraz się zastanawiam, czy to sprawa tego jak się modlisz, do kogo, albo może ma coś wspólnego z porą roku i energią? Bo czytałem gdzieś że jesienią pole energetyczne ziemi się zmienia i jakieś połączenia ze sferą wyższą są trudniejsze. Czy to ma sens, czy to kolejna naciągana teoria?
O, właśnie miałam podobnie! Modliłam się przez cały sierpień o jedną sprawę, nic się nie działo, a potem gdzieś w październiku dostałam taką odpowiedź przez sen, jakby ktoś mi coś szepnął. Nie powiem że to było wyraźne jak rozmowa telefoniczna, ale wiedziałam po przebudzeniu że to był znak. I właśnie ta temat pory roku to mnie zaciekawiła, bo rzeczywiście jesień chyba działa inaczej na odbiór tych komunikatów, przynajmniej u mnie tak było.
No dobra ale chwilę, bo tu się mówi o kilku różnych rzeczach naraz. Modlitwa to jedno, a "odpowiedź przez sen" to drugie, i jeszcze nakładamy na to teorie o sezonowym polu energetycznym. Nie twierdzę że któraś z tych rzeczy nie istnieje, ale mieszanie ich wszystkich razem nie pomaga nikomu zrozumieć co właściwie działa a co nie. Co masz na myśli przez to że modlitwa jest wysłuchana - że dostajesz to o co prosisz, czy że dostajesz jakiś sygnał zwrotny?
To pytanei jest naprawdę kluczowe i różne tradycje odpowiadają na nie kompletnie inaczej. W chrześcijaństwie mistycznym mówi sie o "lectio divina" i słuchaniu ciszy po modlitwie, tam odpowiedź przychodzi nie przez spektakularny znak ale przez wewnętrzne przesunięcie, jakieś spokojne przeczucie co zrobić. W buddyzmie tybetańskim nie ma Boga który odpowiada, jest cos w rodzaju rezonansu intencji z polem świadomości. Ale do tematu pory roku, to jest ciekawa nitka - tradycje pogańskie, szczególnie słowiańskie i celtyckie, faktycznie przypisują różnym porom roku inne "przepuszczalności" między światami. 😀 Jesień, szczególnie październik i listopad to czas gdy ta granica jest cieńsza.
No wlasnie o to mi chodziło, czy ta sezonowość to nie jest moze cos co widać też w numerologii dni i miesięcy? Bo październik to 10, a 10 w numerologii to... hmm, jedynka z zerem, wzmocnienie początku ale też jakaś pustka, przesilenie? Zastanawia mnie czy ktoś to kiedyś zestawiał z tym kiedy modlitwy działają a kiedy nie.
Akurat w tematu numerologii miesięcy to bym uważała bo to trochę naciągane. Miesiące nie mają "wibracji" same z siebie tak jak liczby w dacie urodzenia. Sezonowość to co innego, to ma podstawy w cyklach astrologicznych i w tym jak Słońce przechodzi przez znaki. Jak Słońce jest w Skorpionie to tak, energetycznie robi się gęsto i tam może być łatwiej o kontakt z wyższymi sferami, ale łączenie tego z numerologią miesięcy to już kombinowanie.
Właśnie czytam wasze posty i mam inne obserwacje z własnych zapisków. Prowadziłam przez prawie dwa lata notatki kiedy moje intencje i modlitwy dawały jakiś efekt a kiedy nie i nie znalazłam wyraźnego wzoru sezonowego. Natomiast znalazłam wyraźny wzór związany ze stanem własnym, kiedy byłam spokojna i nie przywiązana do wyniku, coś zawsze się poruszało. Kiedy modliłam się z desperacji albo bardzo silnej potrzeby, cisza. Może to nie pora roku tylko wewnętrzne pole decyduje?
Ale jak długo w ogóle czekać? Bo mnie nikt nie odpowiedział konkretnie na to pytanie. Modlę się od miesiąca i nic. To ma trwać rok? Dwa? Jest jakiś czas po którym można powiedzieć że modlitwa po prostu nie zadziałała?
Oj, rozumiem tę niecierpliwość ale to trochę jak pytać ile minut trzeba parzyć herbatę zanim stanie się lekarstwem. Różne tradycje mają różne podejście do czasu. W tarocie kiedy robię intencyjny rytuał przed pytaniem to czasem odpowiedź przychodzi od razu w rozłożeniu, a czasem karta się materializuje w życiu po kilku tygodniach. Nie ma jednej odpowiedzi na to ile czekać, bo to nie jest transakcja z terminem ważności.
A nie może być tak ze po prostu nie ma żadnego "wysłuchiwania" i to wszystko jest przypadek? Pytam serio, nie złośliwie bo jak ktoś się modlił i coś sie spełniło to jak wiadomo że to przez modlitwę a nie że po prostu tak miało być?
Ojejciu. Jest jeszcze jedna warstwa o której tutaj nie mówicie. Każda tradycja ma swoją specyficzną formę, język, gest, rytm modlitwy i te formy nie są przypadkowe. Powstały przez stulecia jako realne narzędzia kontaktu ze sferą wyższą, dopracowane przez generacje. Kiedy ktoś modli się chaotycznie, własnymi słowami, bez żadnego zakotwiczenia w tradycji to trochę jak próba uruchomienia skomplikowanego urządzenia bez instrukcji. Może zadziała ale nie wiadomo dlaczego i nie mozna tego powtórzyć.
A wracając do tej sezonowości bo jakoś to umknęło to jest naprawdę ważny kontekst. W tradycjach słowiańskich mamy Dziady w październiku i listopadzie wlasnie dlatego że ten czas roku był uważany za czas gdy komunikacja z innymi poziomami jest możliwa. I to nie jest temat numerologii ani astrologii, to jest starsza intuicja że cykl ziemi ma wpływ na przepływ energii. Zimowe przesilenie, wiosenne równonoce, to wszystko były momenty wzmożonej modlitwy nie bez powodu.
Zgoda, ale jedno zdanie chcę dopowiedzieć bo się trochę w tym gubi. Sezonowość tradycji pogańskich to był rytm życia wspólnoty, zbiorów, śmierci i odrodzenia przyrody. Kiedy mówimy że wtedy "łatwiej nawiązać kontakt" to trochę romantyzujemy co to znaczyło praktycznie. Dla słowiańskich przodków Dziady to nie był czas kiedy modlitwy bardziej docierają, to był czas konkretnych rytuałów pokarmowych dla dusz. Inna kategoria niż indywidualna modlitwa o prywatną sprawę.
To co Kaczeniec napisała to trochę otwiera skrzynkę Pandory, bo jesli te rytuały Dziadów były o rytmie wspólnoty a nie o komunikacji z wyżej to po co je w ogole robili? Czy ktos wie jak to wyglądało praktycznie, tzn czy tam była jakaś forma odpowiadania, czegoś co potwierdzało kontakt? Bo jeśli nie, to może te rytuały to był wlasnie taki jednostronny krzyk w pustkę o którym Dezydery pisał na początku.
No nie to nie był krzyk w pustkę, Boguslawa źle to interpretujesz. Dziady to były uczty dla przodków, zostawiano jedzenie, zapalano ogień i OCZEKIWANO ze duchy przyjdą. Sygnały odpowiedzi były fizyczne, ruch ognia, zachowanie zwierząt, sny tej samej nocy. to jak najbardziej była forma dwustronnej komunikacji, tylko inne kanały niż modlitwa słowna.
hm, to ciekawe co mówi Kaczeniec bo nigdy tak o tym nie myślałem. że kiedyś to była zbiorowa sprawa a teraz każdy sam siedzi i interpretuje. i może właśnie dlatego tak trudno cokolwiek stwierdzić. jakby nie było punktu odniesienia poza własnym odczuciem
hm, to co Dezydery zauważył ma naprawde duże znaczenie. W tradycjach gdzie modlitwa była zbiorowa, śpiew, rytuał, obecność kapłana czy szamana, ten element potwierdzenia był wbudowany w strukturę. Szaman wchodził w trans i przynosił odpowiedź, kapłan interpretował wyrocznię. Prywatna modlitwa to stosunkowo nowe zjawisko w skali historii religii i ona wlasnie zostawia człowieka samego z pytaniem czy cokolwiek dotarło.
To mi się w ogóle podoba ten wątek bo zawsze mi brakowało w tym moim szukaniu czegoś takiego, kogoś kto powie ok to dotarło albo nie dotarło. Sama siebie interpretuję i za każdym razem mam wątpliwości czy to nie jest po prostu życzeniowe myślenie. 🙂 Jak wy sobie z tym radzicie, serio pytam.
Ja sobie z tym radzę właśnie przez notatki i czas, wiem że to brzmi nudno ale naprawdę. Zapisuję dokładnie co i kiedy puściłam intencją, i wracam po tygodniach żeby zobaczyć co z tego wyszło. I wtedy widać pewne wzory, nie zawsze to o co prosiłam ale coś się działo w tym obszarze. To nie jest pewność ale to więcej niż nic.
Ta rozmowa o wzorach mnie trochę niepokoi bo wzór można znaleźć w losowych danych, to jest znany problem statystyczny. Nie mówię że to co Cecylka robi jest bez sensu, ale interpretacja tych notatek wymaga naprawdę dużej uczciwości wobec siebie. Ile osób które prowadzą takie dzienniki rzeczywiście analizuje porażki tak samo skrupulatnie jak sukcesy?
Słuchajcie ale czy nie gubimy głównego pytania? Bo tytuł wątku to "czy każda modlitwa zostaje wysłuchana" a my teraz rozmawiamy o statystyce notatek. Mogę zapytać wprost, bo mnie to interesuje w kontekście tego o czym mówiła Renia, tzn czy te tradycyjne formy modlitwy które przetrwały wieki przetrwały dlatego że rzeczywiście dawały odczuwalną odpowiedź?
no ba to jest właśnie sedno. Formy które przetrwały to nie są formy które przetrwały bo były ładne albo wygodne. Psalm, mantra, dhikr, modlitwa różańcowa, wszystko to ma rytm który wprowadza umysł w inny stan. I w tym stanie cos się otwiera. Czy to odpowiedź z zewnątrz czy z głębszej warstwy własnej świadomości, to jest osobne pytanie filozoficzne. Ale kontakt, cos, jest.
Przyjmuję to, ale Renia mówi "cos się otwiera" i to jest bardzo mgliste. co konkretnie? bo jak mówi sie o stanie umysłu to to brzmi jak ze wystarczyłoby posłuchać muzyki relaksacyjnej zeby mieć to samo. czym modlitwa różni się od zwykłej medytacji jeśli chodzi o ten efekt?
A co z modlitwą w kontekście pełni i nowiu, bo mi się wydaje że tu nikt o tym nei powiedział a to jest według mnie ważny element tej sezonowości o której piszemy? Czytałem że różne tradycje wyróżniały te momenty jako szczególne do proszenia i do dziękowania osobno, i że prośba w złym cyklu księżyca po prostu nie "wychodzi". Czy to jest w ogole gdzieś potwierdzone w jakichś tradycjach?
Mogę dodać z własnej praktyki, bo akurat to prowadzę od dłuższego czasu. Faktycznie są okresy kiedy coś co puszczam wraca szybciej i wyraźniej, i zbieżność z fazami księżyca jest w moich notatkach dość wyraźna. Ale nie jest tak że pełnia zawsze wzmacnia, to zależy też od znaku w którym jest księżyc i od natury samej intencji. Szczegóły są ważne.
no ale ogólnie ta zasada z nowiem i pełnią jest dobra dla większości praktyk, nie ma co jej tak bardzo komplikować. jasne że są niuanse ale dla kogoś kto zaczyna lepiej mieć prostą ramę niż od razu tonąć w detalach o domach księżycowych
właściwie to wracam do pytania z tytułu bo mi wciąż chodzi po głowie jedno, mianowicie czy jest jakaś tradycja gdzie wprost mówi się że NIE każda modlitwa zostaje wysłuchana, tzn że jest jakaś hierarchia próśb? bo tak jak rozumiem to muzułmanie na przykład mówią że Allah decyduje co dobre a co nie, ale czy są systemy gdzie powiedzą wprost że twoja prośba nie dotrze jeśli coś?
