Cześć, chciałam zapytac czy ktos z was zna albo czytał Ksiege Testamentow Dwunastu Patriarchow? Trafiłam na ten tekst i jestem troche zagubiona - niby apokryf żydowski, ale pełno tam chrzescijanskich wstawek. Nie moge sie połapac czy to oryginalna żydowska mądrość, czy ktos to pozniej przerobił. I te wskazowki etyczne ktore tam sa - naprawde brzmi jak jakis poradnik "bądz dobrym człowiekiem", ale napisany w bardzo dziwny sposob przez kolejnych synow Jakuba. Ktoś sie tym kiedys interesował?
Ten tekst ma dość skomplikowaną historię. Manuskrypty greckie, które mamy to rzeczywiście wersja mocno przepracowana przez chrześcijańskich kopistów, gdzieś II-III wiek n.e. ale spór o to, czy pod spodem jest starsze źródło żydowskie, trwa właściwie od XIX wieku, kiedy R.H. Charles zaczął to poważnie badać. Część badaczy uważa, że interpolacje są tak głęboko wplecione że nie da się już oddzielić warstw. Inne frakcje twierdzą, że fragmenty z Qumran pokazują istnienie aramejskich pierwowzorów przynajmniej niektórych testamentów. Więc to nie jest prosta odpowiedź.
O, ciekawy temat, dawno nic takiego tu nie wrzucano. Ja natknąłem sie na ten tekst przy okazji czytania o ksiegach pseudepigrfaicznych i powiem szczerze - te "testamenty" sa troche jak taka mozaika. Tzn. jeden patriarcha gada o cnocie, drugi o unikaniu zazdrości, trzeci o czystości... i jakos całość brzmi jak zbior kazań, nie jak spójna teologia. Ale wlasnie to mnie zastanawia - czy ta "etyka" jest w czymś charakterystycznie żydowska czy to bardziej hellenistyczny miks z żydowskim opakowaniem?
Hmm, ja bym tu uważała z tym dzieleniem włosa na cztery. Czytałam gdzies ze podobne teksty testamentarne były bardzo popularne w judaizmie okresu Drugiej Swiatyni i to wtedy właśnie pisano rozne "testamenty" przypisywane biblijnym bohaterom więc forma nie jest aż tak dziwna. poza tym ta etyka ze środka - "miłuj brata swego", "unikaj zazdrości", "szanuj ojca" - to nie jest nic specjalnie chrześcijańskiego, to jest po prostu mądrość, ktora funkcjonuje w wielu tradycjach jednocześnie. 🙂
Uważam, że warto tu rozdzielić dwie kwestie, bo mi się ta dyskusja trochę miesza. Jedno to pytanie historyczno-tekstologiczne - skąd tekst, kto go pisał, jakie są warstwy. Drugie to pytanie o jego wartość jako przewodnika etycznego. I te dwa pytania nie muszą mieć tej samej odpowiedzi. Tekst może być historycznie złożony i jednocześnie zawierać coś, co ludzie uznają za użyteczne etycznie. Ale naiwne byłoby czytanie go jako bezpośredniej mądrości patriarchów biblijnych, bo tym na pewno nie jest.
Ojej, ale ciekawy wątek! Nie znałam tego tekstu w ogóle i wlasnie zaczełam szukać w necie. Znalazłam ze jest po polsku dostepny jakis przekład, ale nie wiem czy dobry. Czy ktos wie ktore wydanie polecacie? Bo chcialabym przeczytac chocby ten testament Józefa, o którym pisałaś Czarna.
Mnie zastanawia ta temat z Qumran, którą Teodozja wspomniała. Tzn. jeśli mamy fragmenty aramejskie to chyba jednak jakies starsze jadro żydowskie istniało, nie? Czy te fragmenty z Qumran pokrywają sie treściowo z greckimi manuskryptami czy sa zupelnie inne?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie może trochę z innej strony - dlaczego to się w ogóle pojawia w kategorii religii i wierzeń, a nie czysto historii tekstów? Bo jeśli mamy do czynienia z dokumentem, który jest tak wielokrotnie przerabiany, że nie wiadomo co jest czyje, to jakie ma to praktyczne przełożenie na czyjąś duchowość? Ktoś to faktycznie traktuje jako tekst do praktyki, a nie tylko do lektury?
To dobre pytanie Runika. bo ja np. interesuję sie apokryfami nie dlatego że wchodze w każde slowo jako objawienie ale właśnie dlatego, ze to sie czyta jak... palimpsest takich różnych tradycji mądrościowych. Dla mnie wartość jest wlasnie w tym przeglądaniu sie religii w sobie nawzajem, jeśli rozumiesz o co mi chodzi. Testament Issachara o prostocie - to jest piękny kawałek tekstu niezależnie od tego kto to pisał.
właśnie o tym myślałam jak to czytałam, że te testamenty sa jakby małymi psychologicznymi szkicami. każdy syn Jakuba "przyznaje sie" do jakiejś slabości albo cnoty ze swego życia i z tego wyciąga wniosek dla dzieci. to jest super ciekawa forma literacka - spowiedź i nauka jednocześnie. ale czy ktos wie skąd sie wziął ten gatunek? tzn. czy testamenty biblijnych bohaterow to był jakis ustalony żydowski gatunek literacki czy raczej te ksiegi to novum?
Gatunek testamentów był dość szeroko stosowany w literaturze żydowskiej okresu Drugiej Świątyni. Mamy Testament Abrahama, Testament Hioba, Testament Mojżesza. To był popularny sposób na przypisanie tekstowi autorytetu przez osadzenie go w ostatnich słowach wielkiej postaci. Forma umierającego patriarchy udzielającego rad dzieciom ma zresztą precedens w samej Biblii - błogosławieństwa Jakuba w Księdze Rodzaju 49 to taki właśnie "proto-testament". Więc Dwunastu Patriarchów wpisuje się w istniejący nurt, nie wymyśla czegoś zupełnie nowego.
dobra jestem troche zagubiona, tzn czytam i słucham, ale powiedzcie mi tak wprost - czy ten teks jest wart czytania dla kogoś kto sie interesuje etyka duchową ale nie jest biblistą? Bo brzmi jakby trzeba bylo miec PHD żeby sie w tym nie pogubić 🙂 Mam na mysli czy ta mądrość jest tam jakoś dostepna normalnie czy sie ciągle potykamy o te pytania "kto to pisał i kiedy"
Oj. Wchodzę do tematu bo mnie coś zaczepiło z tego co pisała Wilczomlecz o gnostykach i mapie stanów duszy. Czy ktoś wie, czy gnoza w ogóle korzystała z tych testamentów? bo jak patrzę na strukturę - każdy patriarcha z inną ludzką cechą - to mi przypomina jakieś systemy aeonów albo archontów gdzie każda siła ma swój atrybut. Może za daleko idę, ale coś mnie tu ciągnie
Okej. Zaintrygowało mnie to co pisała Ulistkowa o błogosławieństwach Jakuba jako proto-testamencie. Tzn. jeśli forma testamentarna wyrasta z kanonu, a potem wraca do niego jako apokryf, to mamy taką pętlę - tekst natchniony rodzi gatunek, gatunek produkuje teksty parakanoniczne, a te z kolei bywają przez niektórych traktowane jako równoważne. Jak Kościół wczesnochrześcijański w ogóle decydował co z takimi tekstami zrobić - odrzucić, zaakceptować, zostawić w szarej strefie?
Przyjmuję to, wiec wracajac do tego co pisała Czarna00 o tej universalności etyki - mnie to tez uderzyło jak przeglądałam. ale mam pytanei czy to nie jest trochę pułapka? tzn. jak cos pasuje do wszystkiego to może tak naprawdę nie mówi nic konkretnego? jak takie... ogólnikowe "albo dobry" które każda tradycja sobie podpisze. czy te testamenty maja jakies naprawde charakterystyczne elementy których nie znajdziemy nigdzie indziej?
to co napisał Zlocien o tej "pętli" między kanonem a apokryfem - siedzę nad tym i nie wiem czy to jest taka cecha tylko tego tekstu czy szerszy mechanizm. bo na przykład psalmy Salomona też funkcjonują podobnie, wyrastają z tradycji psalmicznej i do niej wracają. może to w ogole jest cecha całej literatury pseudepigrfaicznej że ona zawsze komentuje kanon przez kanon?
mam wrażenie że ta dyskusja mocno kręci się wokół warstwy tekstologicznej i historycznej, co jest fajne, ale wciąż nie widzę odpowiedzi na pytanie z początku tematu. konkretnie - czy ktoś TU na tym forum czyta ten tekst jako "przewodnik etyczny" i co z tego praktycznie wyciąga? bo dywagacje dywagacjami, ale czy to ma jakieś zastosowanie poza biblistyką
a mi sie wydaje ze ta temat z Gracja o "ogólnikowości" jest troche chybiona, bo jak sie czyta poszczegolne testamenty to kazdy ma swoj koloryt. na przyklad Testament Symeona to jest bardzo konkretna historia o zazdrości wobec Józefa i on sie tam do tego przyznaje. to nie jest abstrakcyjne "nie zazdrosc" tylko - patrz co zazdrość mnie skłoniła do zrobienia i jakie to mialo konsekwencje. ta konkretnos narracyjna to jest własnie coś charakterystycznego dla tego tekstu
Józef jest przedstawiony jako postać właściwie bez skazy moralnej w tych testamentach, i to nie jest przypadek. Testament Józefa jest najdłuższym z całego zbioru i zdecydowanie najbardziej idealizującym. część badaczy widzi w tym ślad tradycji, w której Józef funkcjonował jako wzór pobożności już niezależnie od tych testamentów. ale właśnie ta idealizacja Józefa jest też jednym z argumentów za chrześcijańską redakcją, bo w pewnych fragmentach ta postać nabiera cech wyraźnie chrystologicznych.
wait, czyli Józef w tych testamentach jest stylizowany na prefigurację Chrystusa? to dlatego jest jedynym bez winy? to jest ciekawe, nie wiedziałam o tym. ale to by trochę zmieniało sposb czytania całości, nie? tzn. jeśli jeden bohater jest "ideałem" a reszta "ludzkimi" to ten zbiór ma jakąś hierarchię wewnętrzną której nie widać na pierwszy rzut oka
to mi teraz daje do myslenia bo jak czytałam testament Józefa miałam wrażenie ze jest jakoś inny w tonie od reszty, bardziej... podniosły? i teraz rozumiem czemu. ale to rodzi kolejne pytanie - czy w takim razie te testamenty mamy czytać jako jeden spójny tekst czy jako zbiór roznych tekstow które ktoś zebrał razem? bo jak każdy ma innego "autora" i inną warstwę to może nie ma jednego "przewodnika etycznego" tylko kilkanaście różnych mini-traktatów
Spoko, to jest chyba najciekawsze pytanie w tym wątku i nie mam na nie odpowiedzi, szczerze. ale od strony numerologicznej - 12 synów, 12 testamentów, to nie jest przypadkowe, dwunastka jako liczba porządku i kompletności pojawia się w tylu tradycjach. może ta liczba jest właśnie tym co spaja zbiór, nawet jeśli poszczególne teksty sa różnego pochodzenia. forma nadaje całości jedność której treść nie ma
ojej właśnie doczytałam fragment Testamentu Issachara w tym polskim tłumaczeniu co znalazłam i on tam mówi o prostocie serca i pracy na roli i to jest takie... wzruszająco skromne? zupełnie inne niż Józef. Ulistkowa czy to ten kontrast między testamentami jest zamierzony jako coś w rodzaju skali wartości od zwykłego człowieka do ideału?
wiesz co, właśnie dlatego lubię ten tekst bardziej niż np. systematyczne traktaty. on nie pretenduje do bycia "systemem". każdy patriarcha mówi ze swojego doświadczenia. Issachar ze swojej prostoty, Gad ze swojej nienawiści, Dan ze swojego gniewu. to jest bardziej jak rozmowy ze starszymi ludźmi którzy opowiadają co im w życiu nie wyszło i co by zmienili. może właśnie dlatego to brzmi ponadczasowo jak mówiła Teodozja, bo to jest format doświadczenia a nie doktryny
Niech będzie, ale jest jedna rzecz która mnie tu uwiera i nie mogę nie powiedzieć. cały czas mówimy o etyce tego tekstu jakby była neutralna i uniwersalna. a tam jednak jest konkretna teocentryczna rama, tzn. te cnoty są zalecane bo tak chce Bóg i kara za nieużywanie ich jest konkretna. czy ktoś kto nie żyje w tej ramie teistycznej może naprawdę korzystać z tego jako "przewodnika" czy to jest bardziej jak czytanie przepisów dietetycznych z pominięciem całego uzasadnienia medycznego?
ale czy to w ogole porblem? znaczy, każdy tekst religijny jest interpretowany przez ludzi bez pełnego przyjęcia jego ram teologicznych. biblijna przypowieść o synu marnotrawnym jest czytana przez psychologów jako opis dynamiki rodzinnej i nikt nie mowi że to nadużycie tekstu. dlaczego z Testamentami miałoby być inaczej
słuchajcie a nikt tu nie zwrócił uwagi na coś co mnie uderzyło - te testamenty są napisane jako deathbed speeches, czyli slowa umierającego do synów. i to jest bardzo konkretny gatunek literacki w tradycji bliskowschodniej, ma swoją nazwę - testament jako gatunek. czy ktoś wie jak ten gatunek funkcjonował poza Biblią bo mam wrażenie że to jest klucz do rozumienia po co w ogole taki tekst powstał
