Trafiłam ostatnio na coś co mnie kompletnie wciągnęło i nie mogłam nie założyć tematu. Chodzi o mumifikację duchową, czyli takie rytualne zatrzymanie duszy w ciele, celowe, nie przez przypadek. W różnych tradycjach pojawia się ten motyw, że dusza nie odchodzi po śmierci bo jest jakoś "przyczepiona" do ciała, ale mnie bardziej ciekawi co innego, mianowicie czy są rytuały, które robią to za życia. Egipcjanie przy mumifikowaniu ciała wykonywali rytuał "otwarcia ust", żeby dusza mogła wracać do ciała i korzystać z niego w zaświatach. Ale chodzi mi o coś głębszego, o takie praktyki, gdzie świadomie pracuje się ze zmysłami żeby zakotwić duszę mocniej w ciele, nie dać jej "odpłynąć". W wielu szamańskich tradycjach mówi się o "ucieczce duszy" jako źródle choroby. No i teraz moje pytanie: czy ktoś słyszał o praktykach, gdzie wzrok konkretnie, patrzenie, wpatrywanie się, było tym co "trzyma" duszę? Bo ja natknęłam się na pewne opisy z tradycji tybetańskiej i bałkańskiej i nie wiem czy to nie jest zbyt wąska interpretacja z mojej strony.
O, dobry temat. Słyszałam o tym kilka razy przy okazji roznych rozmów o rytuałach pogrzebowych na Bałkanach, konkretnie o zwyczaju zaslaniania zwierciadeł i zakrywania oczu zmarłemu. To nie jest przypadkowe, a miało zapobiec wlasnie temu, zeby dusza przez oczy nie "wyszła" i nie zabłądziła albo, co gorsza, nie zabrala ze sobą spojrezń żywych. Wzrok w wielu tradycjach jest mostem między dusza a swiatem to co sie widzi to co "wchodzi" przez oczy, bezposrednio dotyka duszy. W starych słowiańskich wierzeniach mowiono ze zle oko to nic innego jak wlasnie dusza która przez wzrok działa na zewnatrz. Wiec tak, wzrok i mumifikacja duchowa są mocno powiazane ale nie dokońca w taki sposob jak myslisz bo to nie wzrok trzyma duszę, tylko dusza wyraża sie przez wzrok i może przez niego "wyciec".
Slowo "mumifikacja duchowa" jest poetyckie, ale trzeba powiedzieć wprost, ze nie ma takiego terminu w zadnym powaznym tekście religioznawczym. To co opisujesz Eteryda to kombinacja kilku roznych koncepcji które nie zawsze do siebie pasuja. Egipski rytuał otwarcia ust nie miał na celu "zatrzymania" duszy w ciele, miał odwrotne działanie, umożliwiał duszy korzystanie ze zmyslow juz po śmierci. Phowa jest osobnym systemem. A szamanskie praktyki sprowadzania duszy to znowu inna tradycja. Wzrok jako "kotwa" duszy to bardziej metafora niz rzeczywista doktryna. Ciekawy temat ale warto to odrozniac.
Cohen, ale właśnie o to chodzi w temacie chyaba, żeby spojrzeć na to porównawczo, a nie szukać jednego oficjalnego terminu. Bo te wszystkie tradycje do siebie nie pasują na poziomie doktryny ale mogą pasować na poziomie praktyki albo doświadczenia. Jak medytujesz i skupiasz wzrok na jednym punkcie to dosłownie czujesz ze "jesteś bardziej tutaj", no nie? To jest właśnie to zakotwiczanie o którym pisze Eteryda, tylko że inaczej nazwane.
o matko to jest takie niesamowite! a czy można to stosować, znaczy te zakotwiczanie przez wzrok, w normalnej medytacji? bo ja ostatnio medytuję i właśnie mam problem z tym ze myśli uciekają i nie moge sie skupić. może to jest właśnie ten problem z "uciekającą duszą" o którym piszecie?
Ech. Zdzislawa_H, ale jogiczne teksty to też interpretacja, tak? sama tradycja trataki mówi o "skupieniu siły witalnej" przez oko, co brzmi całkiem metafizycznie. Poza tym w nordyckich tradycjach jest cos podobnego, stare sagi opisują jak wódz przed bitwą patrzył w określony kierunek i "wiązał" swoją wolę z rzeczywistością przez spojrzenie. Nie twierdzę że to mumifikacja duszy, ale to nie jest tylko fizjologia.
Trochę mi to wszystko pachnie połączeniem zupełnie różnych rzeczy w jedną narrację bo tak po prostu fajniej brzmi. Egipt, Tybet, Bałkany, Słowianie, Nordycy, voodoo, wszystko razem w jednym tyglu pod hasłem "mumifikacja duchowa". A te tradycje nie tylko się od siebie różnią, one często sobie zaprzeczają w tym co mówią o duszy i ciele. Nie mówię że temat jest bez sensu, ale zanim się je połączy to może warto zapytać, co konkretnie chcemy zrozumieć?
Polelum, to uczciwa uwaga i chętnie ją przyjmę. Może zamiast "mumifikacji duchowej" jako gotowej doktryny, lepiej zapytać o sam motyw, o to czy w różnych tradycjach pojawia się przekonanie, że wzrok jest tym zmysłem, przez który dusza najłatwiej "wychodzi" albo przez który można ją utrzymać. I wtedy te tradycje można porównywać bez udawania, ze mówią to samo. Czy to bardziej sensowne pytanie?
ale czy to nie jets właśnie tak... ze jeśli ten sam motyw pojawia się w tylu tradycjach niezależnie od siebie to moze to znaczy że jednak cos w tym jest? tzn. ze te kultury cos naprawdę odkryły, a nie tylko wymyslily? mam takie wrażenie, ze jak coś sie powtarza tak często to chyba nie jest przypadek.
hmm, nie do końca rozumiem całej dyskusji ale mam takie głupie pytanie, jak to jest z tym złym okiem? bo zawsze słyszałam, że złe oko to ktoś "rzuca", a nie ze przez oczy cos "wychodzi". to jest to samo o czym mówicie czy cos innego?
o wow to jest niesamowite, nigdy o tym tak nie myślałem. ale to znaczy że jak patrzę na cos z dużą intensywnością to mogę "stracić" coś z siebie? jakąś energię albo cos z duszy? to brzmi trochę jak syndrom wypalenia ale w wersji metafizycznej haha. a jak można temu zapobiec? jest jakiś sposób żeby patrzeć i nie "wyciekać"?
moment, w tradycjach gdzie traktuje się wzrok jako aktywny, a nie tylko odbiorczy, jest kilka odpowiedzi na to pytanie Mariuszek50. Jedna z nich to właśnie technika "patrzenia przez" zamiast "patrzenia na", rozmycie spojrzenia, tak żeby obraz był obecny ale wzrok nie "czepiał się" żadnego punktu. Coś podobnego do tego co mnisi zen opisują jako "miękkie oko". Nie zagarniasz wtedy rzeczywistości wzrokiem, tylko pozwalasz jej być. 😛 Dlatego nawiasem mówiąc w wielu tradycjach intensywny kontakt wzrokowy jest albo zakazany albo zarezerwowany dla rytuałów, bo jest czymś znacznie więcej niż tylko patrzeniem.
trataka to nie jest jedno ćwiczenie tylkoo cała rodzina technik, Mariuszek50 masz rację że pytanie jest konkretne i zasługuje na konkretną odpowiedź. w wersji podstawowej patrzy się na płomień świecy bez mrugania przez kilka minut, ale tak zeby wzrok był miękki, nie wbity. różnica jest taka jak między wpatrywaniem się w kogoś z agresją a poprostu patrzeniem w jego kierunku. cel jest inny niż zakotwiczenie duszy, to koncentracja uwagi. ale rozumiem dlaczego te dwa zjawiska się ze sobą mieszają.
no proszę, właśnie to "miękkie patrzenie" przypomina mi cos co gdzieś czytałem o technikach skaldów albo wieszczów, że wchodzili w rodzaj transu wlasnie przez zmianę trybu patrzenia. nie "widzenie" konkretnych kształtów ale "widzenie" energii między kształtami. może to jest właśnie ten moment kiedy oko przestaje być tylko odbiornikiem a zaczyna byc czymś aktywnym?
wlasciwie ten watek "patrzenia aktywnego" pojawia sie tez w tradycji ziołowej i znachorskiej, moze to zabrzmi dziwnie. stare znachorki mowily ze przy diagnozowaniu czlowieka najpierw sie na niego "naprowadza" wzrok a nie wbija. moja babcia tak opisywała prace swojej matki, ze ta "szukala oczami" a nie "patrzyła oczami". i to jest cos zupełnie innego niż trataka czy zakotwiczenie duszy, ale ten motyw aktywnego versus biernego wzroku jest taki sam
oj, hej a ja mam pytanie może troche z boku ale właśnie próbowałam to miękkie patrzenie podczas dzisiejszej medytacji i coś sie zmieniło! jakby tło zrobiło się... głębsze? trudno to opisać. czy to jest to o czym mówicie czy zrobiłam coś nie tak?
słuchajcie, chcę wrócić do wątku egipskiego bo chyba za szybko go porzuciliśmy. rytuał otwierania ust i oczu dotyczył mumii, tak, ale w "Księdze Wychodzenia za Dnia" (czyli w Księdze Umarłych) jest też kilka fragmentów o tym, że ba, jeden z aspektów duszy, może "wychodzić" przez oczy i "wracać" z zewnątrz. to nie jest tylko rytuał pogrzebowy, to jest coś więcej. ba to ta część duszy która może podróżować i wracać. i właśnie wzrok jest chyba bramą tej podróży.
Eteryda, o właśnie, bo ja zawsze myslalam że ba to coś jak zachodni odpowiednik duszy astralnej, tej co wychodzi podczas snów. jak to sie ma do całej tej dyskusji o zakotwiczeniu? bo jeśli ba regularnie wychodzi i wraca to może Egipcjanie nie bali sie tego wyjścia jako takiego, tylko bali się że ba nie wróci?
ok to teraz pytanie które mnie naprawdę nurtuje: jeśli ba wychodzi przez oczy, to dlaczego żeby zakotwić ba trzeba było oczy rytuałem "otworzyć", a nie zamknąć? to chyba działa odwrotnie niż powinno w tej logice, nie? 🙂
aha, to bardzo dobre pytanie Polelum i właśnie to jest serce tej tradycji. otwarcie oczu mumii to jest przywrócenie funkcji, nie otwarcie wrót ucieczki. zamknięte oczy dla Egipcjan to było uśpienie percepcji, prawie unicestwienie. otworzyć oczy mumii znaczyło przywrócić jej zdolność do dostrzegania ofiar, do obecności, do powrotu. zamknięte oczy to nieobecność. 😛 otwarte oczy to gotowość na przyjęcie ba z powrotem.
jest jeszce jeden wątek który mi sie caly czas kręci po głowie a jeszcze nikt go nie ruszył. słowaińskie mory i strzygi. one wchodzą przez oczy spiącego, dosłownie przez powiekę. i właśnie dlatego stary zwyczaj mówił zeby nie spać z oknem na wschód bo pierwsze światło przez okno może "przywołać" morę. oko jako brama działa w obie strony, cos może wejść przez nie do ciebie tak samo jak wyjść. to jest chyba najbardziej dosłowny przykład. 😉
zaraz zaraz, kamień na oku jako ochrona? Zaza62, możesz powiedzieć więcej bo nigdy o tym nie słyszałam. to jest tradycja słowiańska czy coś innego?
O rety. Zaza62 to jest clue całej tej dyskusji według mnie i jakoś nikt tego wczesnij nie powiedział tak wprost. wzrok umarłego to nie to samo co wzrok żywego, bo tam nie ma już intencji która by nim sterowała. to jest jakby wzrok bez gospodarza. i może właśnie dlatego jest niebezpieczny, bo moze się na coś "przyczepić" niekontrolowanie. mory wchodzą przez oczy bo oczy sa otwarte i nikt tam w domu nie pilnuje
No niech ci będzie, ale zaczekajcie. mamy tu dwa różne problemy wrzucone do jednego worka. jedno to wzrok jako wejście, drugie to wzrok jako wyjście. i te tradycje mieszają jedno z drugim wedle potrzeby. przy mumifikacji egipskiej - wyjście i powrót. przy kamieniach na oczach - żeby nie patrzał, czyli zamknięcie wyjścia. przy morach - wejście przez otwarte oczy. no to co jest tak naprawdę? oczy to drzwi w jedną stronę, w drugą, czy obrotowe?
Polelum, to pytanie zakłada że musi być jedna odpowiedź. próg domu też jest i wejściem i wyjściem, zależy kto i kiedyy go przekracza. oko jako próg zachowuje się tak samo. wszystkie te tradycje mówią to samo różnymi językami: oko jest miejscem przepuszczającym, a nie kierującym ruch. kierunek zależy od stanu tego co po wewnętrznej stronie progu.
ja w sumie nie dokońca to rozumiem, ale to co Klaudia napisała o progu to ciekawe. to znaczy ze jak ktoś umiera to ta "wewnętrzna strona" przestaje działać i dlatego próg robi się niebezpieczny bo jest niezamknięty? 😀 i stąd te kamienie jako zamek?
hm, chcę tu wprowadzić jedno rozróżnienie bo mi się wydaje że w tej rozmowie trochę nam się to zlewa. jest różnica między metaforą kulturową a opisem czegoś co ma działać mechanicznie. to że różne kultury używają metafory oka-jako-progu to jest obserwacja folklorystyczna, ciekawa i warta dyskusji. ale kiedyy zaczynamy z tego wyciągać że "wzrok faktycznie wypuszcza duszę" albo że "kamień blokuje energię", to jest już inny krok. czy na pewno chcemy go robić bez zastanowienia?
