Ale właśnie - czy ktoś tutaj wie coś więcej o badaniach nad dzikirem lub nembutsu konkretnie? Bo o mantrach z tradycji indyjskiej jest trochę literatury, TM było badane do bólu, ale te inne tradycje chyba są mniej zbadane. Czy się mylę?
Przy dzikrze jest trochę prac, głównie z Turcji i Iranu, ale skupiają się na aspekcie psychologicznym - redukcja lęku, efekty przy PTSD. Nie ma czegoś, co by mapowało stan hal neuronaukowo. Przy nembutsu praktycznie nic, o ile wiem. Ale wracając do tego, co mówił Gerwazy73 - myślę, że te tradycje nie twierdzą, że robią to samo. One mają własne ontologie. Hezychasta nie powie, że robi to co suficki szejk. Problem pojawia się, gdy my z zewnątrz próbujemy je porównać i szukamy jednego mechanizmu.
powiedziałeś, że przy dzikrze są prace skupione na redukcji lęku i PTSD - ale czy to nie jest właśnie argument za tym, że te tradycje działają przez zupełnie różne mechanizmy niż mantra wedyjska? Bo tam cel jest inny, kontekst jest inny, i być może to, co mierzy psychologia, to tylko efekt uboczny, a nie sedno praktyki.
To jest dobry trop, ale uważam, że warto oddzielić dwie rzeczy: mechanizm a cel. Cel może być różny - bliskość Boga, odrodzenie w Czystej Ziemi, realizacja atman - ale mechanizm neurobiologiczny uruchamiany przez rytmiczne powtarzanie może być wspólny. I to właśnie jest ciekawe, nie to, że tradycje są 'w gruncie rzeczy tym samym', ale że podobna technika może prowadzić do różnych celów.
no właśnie, bo ja gdzieś czytałam ze w tradycji tybetańskiej tez nie jest tak ze mozna recytowac cokolwiek. Tam mantra jest 'zywa' przez linię przekazu - dharani buddhy lub bodhisattwy ma moc dlatego ze pochodzi od samego przebudzenia. Wiec nie chodzi tylko o dźwięk ale o to skąd on przyszedł. Czy ktoś wie czy w sufizmie jest podobne myslenie o dzikrze?
To mnie ciekawi jeszcze coś - czy ktoś miał doświadczenie z dzikirem zbiorowym albo chociażby słyszał nagrania? Bo ja raz trafiłam na nagranie z tekke w Turcji i tam sam rytm, zanim jeszcze człowiek cokolwiek zrozumiał, robił coś z oddechem. Jakby wciągał. Czy to jest zamierzone technicznie?
Słuchajcie, ale ja mam teraz inne pytanie, trochę z innej beczki. Mówimy o inicjacji, o przekazie, o linii - ale co z osobami, które praktykują samodzielnie, bez dostępu do żywego nauczyciela? Czy jest jakaś tradycja, która mówi wprost: bez mistrza to nie zadziała, i daje jakiś argument dlaczego, nie tylko dlatego że tak mówi tradycja?
A jak weryfikować tę skuteczność? Bo to jest to samo kółko co wcześniej - jeśli nie ma inicjacji, możesz nie mieć efektu, i nie wiesz, czy brak efektu to brak inicjacji, czy brak techniki, czy brak czasu, czy po prostu nic nie działa. To jest nieweryfikowalne przez definicję.
Tylko że jeśli przyjmujemy 'inny paradygmat epistemiczny', to de facto wychodzimy z możliwości porównywania czegokolwiek. Każda tradycja ma wtedy swoją zamkniętą grę językową i nie możemy powiedzieć nawet, że mantra i dzikir są podobne, bo każde z nich żyje w innej logice. Czy to nie jest ślepa uliczka?
Ja mogę powiedzieć tyle - praktykowałam medytację z mantrą bez żadnego kontekstu tradycji, potem trafiłam na grupy z kabałą i raz uczestniczyłam w wieczorze z dzikirem, nie wiedząc za bardzo co robię. I to były dla mnie zupełnie różne doświadczenia. Nie umiem powiedzieć, czy dlatego że to różne mechanizmy, czy dlatego że miałam inne nastawienie za każdym razem. Ale nie powiedziałabym, że to 'to samo'.
To jest bardzo trafne rozróżnienie, bo w kabale luriańskiej kawana jest właśnie intelektualno-wizualna, a nie afektywna. Tam nie chodzi o przeżycie emocjonalne, tylko o precyzję intencji skierowanej na strukturę sefirot. Efekt jest - jeśli cokolwiek jest - raczej w sferze rozumienia niż odczuwania. Dlatego mam wrażenie, że kabała jest tutaj trochę na uboczu tego wątku o powtarzanych słowach, bo tam słowo jest raczej mapą niż drogą.
Zostanę przy tym pytaniu Izoldki przez chwilę, bo myślę, że to dobry klucz. Modlitwa liturgiczna - Szema, Ojcze Nasz, Fatiha - ma treść doktrynalną, ma strukturę narracyjną, mówi coś o Bogu i o człowieku. To jest mapa. Mantra na ogół nie ma takiej treści - Om mani padme hum opisuje stan, nie narrację. Dzikir jest między nimi - Allah ma treść, ale w powtórzeniu ta treść rozmywa się w rytm. Może to jest ta linia podziału.
dobra, ale mam problem z tym podziałem mapa/droga. Bo Ojcze Nasz ma treść doktrynalną, zgoda - ale jak ktoś odmawia go pięćdziesiąt razy z rzędu, to czy nadal jest mapą? W pewnym momencie treść przestaje być przetwarzana intelektualnie i zostaje sam rytm. Więc może różnica jest bardziej w intencji wejściowej niż w samej naturze słów?
Czekajcie, to mnie bardzo ciekawi. Mówimy od jakiegoś czasu o tym, że przekaz, linia, mistrz - że to jest ważne. Ale Lurisk pisał wcześniej o Nem Butsu, gdzie Shinran mówił 'zaufaj'. Czy tam też jest jakaś linia przekazu, czy to jest jednak coś, co człowiek może robić sam? Bo jeśli tak, to mamy przynajmniej jeden wyłom w tej zasadzie, że bez inicjacji nie zadziała.
