Chciałam poruszyć temat, który od dawna mnie zastanawia, a mało kto o tym mówi wprost. Chodzi o ziemie świątynne, czyli te tereny, ktore przez wieki albo tysiące lat należały do konkretnego kultu, klasztoru, wyroczni. Wiadomo ze starożytnego Egiptu, Grecji, Indii, Japonii, ze świątynie miały rozległe posiadłości wokół siebie i nie chodziło tylko o ekonomię. Te ziemie były częścią sacrum, traktowane jako własność bóstwa dosłownie. Moje pytanie jest takie: czy wy uważacie, że taka ziemia naprawde różni się energetycznie od zwykłego pola? I co ciekawsze, czy na tę energię wpływało to, co na niej robiono, uprawiano, palono, składano w ofierze? Bo mi się wydaje, ze substancje, ktore tam stosowano w rytuale, na przykład kadzidła, oleje, rośliny ofiarne, musiały jakoś wsiąkać w tę energię miejsca.
To bardzo ciekawy wątek i rzadko ktoś patrzy na niego przez pryzmat energetyki, zazwyczaj analizuje się to z historycznego albo ekonomicznego punktu widzenia. W tradycji greckiej temenos, czyli wydzielona ziemia świętego okręgu, była dosłownie wycinana z przestrzeni profanum. Wejście bez zgody na temenos groziło śmiercią albo rytualnym oczyszczeniem, co samo w sobie mówi wiele o tym, jak pojmowano energię tego miejsca. Nie chodziło tylko o szacunek dla bóstwa, ale o ochronę zwykłego człowieka przed czymś, co mogło go po prostu przytłoczyć. Co do substancji, to w Delfach na przykład kapłanki paliły liście laurowe i inne rośliny na długo przed każdym seansem wyroczni. czy to były psychoaktywne opary ze szczeliny, czy rytualne kadzidła, do dziś sie spiera. Ale oba te elementy, i ziemia, i to, co na niej palono, współdziałały. Nie byłabym tak pewna, ze można je rozdzielić.
o kurcze, dobra, tyle że zatrzymajmy sie na chwilę. Mówicie o "energii miejsca" jakby to był fakt, a nie hipoteza. Jak konkretnie ta energia miałaby wsiąkać w ziemię przez kadzidła? Chodzi o jakiś mechanizm czy tylko metafora? Bo jeśli metafora, to rozumiem, ale wtedy trochę inaczej wygląda cała ta dyskusja.
Mechanizm jest kilkupoziomowy, choc to słowo brzmi tu trochę technicznie. Ziemia ma własne pole, każde miejsce ma swoją wibrację determinowaną przez geologie, wodę podziemną, historię ludzką. Gdy przez stulecia w danym miejscu odbywa się intensywna praktyka rytualna, skupienie uwagi, emocji, intencji, i do tego trafiają do środowiska substancje o własnych właściwościach energetycznych, to miejsce jakby nabiera nawyku. Można to porównać do tego, jak droga wyrabia sie w lesie, nikt jej nie planował, ale tyle stóp nią przeszło ze ona po prostu jest. Czy to metafora? Częściowo. Ale częściowo mamy też twarde dane o tym, ze miejsca kultu często leżą na przecięciach linii prądownic albo nad podziemnymi strumieniami. To nie przypadek, starodawni wybierali je świadomie.
To jest właśnie serce tego tematu i rzadko sie go dotyka. Rośliny na ziemiach świątynnych były dobierane według kilku zasad naraz. Po pierwsze, roślina musiała mieć właściwości, które "pasowały" do charakteru bóstwa lub funkcji świątyni. Świątynie Afrodyty miały mirt i róże, świątynie Apolla wawrzyn, świątynie chtonicznych bóstw często roślinki z ciemnymi korzeniami, mandragorę, asfodel. Po drugie, rośliny te były często używane bezpośrednio w rytuale, palone, spożywane przez kapłanów, składane na ołtarzu. Po trzecie, samo ich uprawianie przez pokolenia kapłanów na poświęconej ziemi miało je "ładować" tą specyficzną energią miejsca. To nie byl jednostronny przepływ, roślina brała coś z ziemi i dawała coś ziemi. I tutaj twój watek o substancjach jest naprawde ważny, bo w pewnym momencie nie wiadomo już czy to ziemia ładuje roślinę, czy roślina współtworzy charakter miejsca.
jejku, mam takie spostrzeżenie, a co z ziemiami, które były świątynne i potem zmieniły właściciela? Tu w Polsce mamy setki przykładów klasztorów skasowanych przez zaborców albo po wojnie. Kościoły zaadaptowane na inne cele. Czy zdaniem waszym ta energia miejsca zostaje mimo zmiany funkcji? Bo mam wrażenie, że tak, ale chcę usłyszeć co o tym myślicie. Byłam w jednym budynku na wsi, dawny klasztor, teraz dom kultury albo coś takiego, i czuć tam coś dziwnego, nieokreślonego spokoju chyba.
hej, wtrącę się bo czytam z zainteresowaniem. mnie zastanawia inna rzecz, mianowicie co sie dzieje z ziemiami które BYŁY świątynne ale zostały zbezczeszczone rytualnie, nie tylko zmienione w dom kultury, ale celowo splugawione? historia zna takie przypadki, Rzymianie robili to systematycznie podbijając inne ludy. Czy taka ziemia traci swój charakter, odwraca go, czy coś innego?
To jest pytanie na które odpowiedź znajdziemy w samych tradycjach rytualnych. W starożytności rytuał zbezczeszczenia był lustrzanym odbiciem rytuału konsekracji. Nie chodziło o samą fizyczną zmianę, ale o intencjonalne odwrócenie energii. Rzymianie przebijali sulicą oczyszczone ziemie, orali pod kątem boustrophedon od wschodu na zachód zamiast od zachodu na wschód, i siali sól. Sól sama w sobie jest interesująca w tym kontekscie, bo jest i oczyszczaczem i blokerem, zatrzymuje procesy. Ale czy taka ziemia traci energię całkowicie? Moje zdanie jest takie, że raczej nie, ona ulega zamrożeniu albo skręceniu. I dlatego często miejsca po zniszczonych świątyniach wrogich kultur były natychmiast zajmowane przez nowe kulty, które na tym samym fundamencie budowały własną narrację energetyczną.
czytam tu od jakiegoś czasu od poczatku i ciągle zastanawiam sie nad jedna rzecza - czy to znaczy ze jesli idę na teren dawnego klasztoru albo starej kaplicy i zabieram stamtad kamien czy ziemie, to ta substancja niesie ze soba ten energetyczny ladunek miejsca? bo bylam kiedys w takim miejscu, dawna pustelnia gdzies na Podkarpaciu, i wzielam troche ziemi z ogrodu, prawie czulam ze ona jest inna niz zwykla ziemia z lasu
a wie ktoś jak te ziemie świątynne wyglądały pod kątem prawnym w sredniowieczu? bo mi sie wydaje ze kwestia własności była bardzo istotna dla samego statusu sacrum - Kościół bił sie o te tereny nie tylko duchowo ale i politycznie. czy ta granica prawna pokrywala sie z granica energetyczną?
właśnie, i to tłumaczy czemu tyle kościołów stoi w miejscach, ktore wcześniej miały inny charakter kultowy. To nie jest tylko "nawracanie pogan" strategicznie. Miejsca były wybierane bo tam BYŁO juz coś. Budowniczowie to czuli, moze nie tak to nazywali, ale wiedzieli. To trochę jak z nordyckimi ve, o których pisałam wczesniej - wydzielona przestrzeń sama sie narzuca, nie trzeba jej wymyślać
coś mnie ciśnie do Pelagijki bo to mnie bardzo nurtuje. Te warstwy o których piszesz - nowe nakładanie sie na stare - to one koegzystują czy jednak sie zwalczają? bo wyobraź sobie sanktuarium where przez 300 lat odbywały sie obrzędy ku czci jednego bóstwa,potem przychodzi kult zupelnie inny z inną teologią i inną substancją rytualną. co sie dzieje z tym co zostalo ze starszego kultu?
no ciekawa sprawa z tym rdzeniem. bo wiecie co, byłem kiedys w Opatowie, w tej kolegiecie, i tam pod posadzką miały być jeszcze wcześniejsze ślady kultu przedchrześcijańskiego. I zawsze gdy tam stałem miałem takie poczucie że jest jakis... ciężko mi ocenić jak to opisać, jakby rozdwojenie miejsca. Jakby stało w dwóch czasach naraz. moze to własnie to?
to co opisujesz Igorku jest typowe dla miejsc wielowarstwowych. 😛 pole miejsca splatane z kilku historycznych intencji daje właśnie to poczucie niejednoznaczności. można to porównać do akordu, gdzie każdy dźwięk jest z innej epoki. substancje naniesione przez kolejne tradycje tez sie sumują w glebie i powietrzu, nie zerują. trochę zgaduję, przyznaję
mam takie spostrzeżenie, wracam do substancji bo troche odpłynęliśmy. jeśli te warstwy sie nakładają, to znaczy że ziemia pod starym kościołem może zawierać ślady i kadzideł, i może żywic, i jakichś oleistych substancji rytualnych, i soli... czy ktos wie czy były jakies badania archeochemiczne takich miejsc? bo mnie nagle ciekawi czy to co mówimy o energii ma jakieś potwierdzenie w sensie chemicznym, ze te substancje naprawdę tam zostają?
to zmienia moje myslenie o ziołach rytualnych kupowanych w sklepie kontra zbieranych samemu. jesli miejsce zbioru naprawde ma znaczenie dla składu chemicznego, to nie jest tylko romantyczny gest czy sentyment, to ma praktyczne przełożenie na to jak zioło działa. prawda?
to jest właśnie jeden z powodów dla których tradycje zielarskie zawsze miały reguły dotyczące miejsca i czasu zbioru. Nie tylko faza księżyca - choć ta tez ma wpływ na zawartość soków w roślinie - ale i miejsce. Zbieraj na granicy las-łąka, przy źródle, na skraju cmentarza. Te miejsca były wybierane nie przypadkowo. Pytanie co bylo pierwsze, czy miejsca miały charakter bo zbierano w nich zioła przez wieki, czy zbierano tam bo miejsca miały charakter
to pytanie Ulki jest chyba najważniejsze w całym watku. bo to kwestia tego czy miejsce jest aktywne przez akumulacje ludzkich działań czy przez cos przed-ludzkiego, przed-rytualnego. I jeśli te miejsca były wybierane intuicyjnie przez pierwsze osoby ktore tam szły - to skąd ta intuicja? co ją wiodło? co było w ziemi zanim ktokolwiek pierwszy raz zapalił tam ogień?
o rany, zapisuję to pytanie Amulecji bo to jest właśnie serce tego co mnie tu przyciągnęło. Zanim człowiek naniósł cokolwiek - jaka była ta pierwotna właściwość miejsca? geologia? woda? zbieg linii? coś jeszcze innego? bo jesli ta pierwotna właściwość istnieje, to substancje rytualne tylko ją amplifikują, a nie tworzą od zera
pole miejsca zaczyna sie od geologii i wody podziemnej, to jest fundament. skały piezoelektryczne, żyły wodne tworzące naturalne pole elektromagnetyczne, zbieg warstw o różnej przepuszczalności. Człowiek to wyczuwał zanim miał na to słowa. i na tym fundamencie budowal warstwy rytualne, każda epoka dokładała swoja. substancje były jak klucze do zamka który już istniał
hmm, mam tu do zapisania jedno zdanie Grzesia: "miejsca się czuje nogami zanim się pomyśli." to jest piękne i chyba trafne. i to prowadzi mnie do pytania o zwierzęta - bo psy, koty, konie, one mają te preferencje miejsca bez żadnego kulturowego uwarunkowania. pies który zawsze śpi w jednym kącie, koń który omija jeden kawałek pola. czy ktoś zbierał obserwacje zwierzęce jako wskaźnik miejsc szczególnych??
zerknijcie na to, a a może to jednak wlasnie o to chodzi ze święte włości to nie jest arbitralna decyzja ze "tutaj bedzie świątynia"? że naprawde najpierw przychodziły zwierzęta, potem ludzie za zwierzętami, potem ktoś to skodyfikował jako miejsce kultu? czytałam coś takiego o lokalizacji niektórych sanktuariów greckich - że ich położenie odpowiada szlakom migracyjnym
ta obserwacja o szlakach to starsza i mądrzejsza niz wygląda. 😉 Wiele tradycji mówi wprost że świątynia idzie za zwierzęciem, nie odwrotnie. W Indiach do dziś sa miejsca kultu które zaczęły sie od krowy która sama stanęła i nie chciała ruszać. To jest zakodowana mądrość o tym że pewne miejsca mają właściwość których nie trzeba szukać rozumem, wystarczy ją zauważyć.
chcę cos dodać do wątku o warstwach który trochę się rozwinął w ciekawym kierunku. jest jedno rozróżnienie które mi się wydaje kluczowe dla całego tematu o świętych włościach: różnica między miejscem które ma potencjał a miejscem które jest aktywne. potencjał moze byc geologiczny, biologiczny, szlakowy. aktywność to skutek wieloletniego celowego działania ludzkiego - rytuału, modlitwy, substancji. i te dwie rzeczy razem dają to co zwykle nazywamy "mocnym miejscem". żadne osobno nie jest tak samo intensywne jak oba razem.
kamień krystaliczny ma siatkę molekularną zdolną do rejestracji naprężeń. 🙂 w skałach takich jak granit czy kwarc efekt piezoelektryczny jest realny, mierzalny. czy to tłumaczy "pamięć miejsca" w sensie energetycznym? nie wiem. ale że granit stojący przez tysiące lat w miejscu z określonym polem geomagnetycznym jest inny niż granit wydobyty ze skały - to nie jest spekulacja, to fizyka materiałów.
ojej ojej, przepraszam ale mam pytanie może naiwne - jak to "zachowują się różnie w kontakcie z człowiekiem"? konkretnie co to znaczy? bo to jest właśnie to miejsce gdzie wszystko staje się dla mnie mgłą. że w miejscu "mocnym" czujesz cos innego, OK, ale jak odróżnić to od autosugestii jeśli wiesz wcześniej że jesteś w miejscu "świętym"?
chcę zapytać o coś praktycznego bo ta rozmowa jest piękna ale mam konkretny problem. mam działkę przy lesie, na jej skraju jest stary dąb, może 200-letni, i zawsze przy nim jest dziwnie - spokojniej ale i jakby ciężej jednocześnie. teraz doczytuję ten wątek i zastanawiam się czy to może byc wlasnie taki punkt - geologiczny, biologiczny, może przedrytualizacyjny? i jak w ogóle mozna to rozeznać nie mając doświadczenia?
