Czekajcie nie wydaje ci sie, Jagusieńka74 właśnie to próbujemy opisać od jakichś dziesięciu postów i nadal nie mamy dobrego slowa 🙂 ale morze nie chodzi o słłowo... Jak to fizycznie czujesz kiedy piszesz "wszędzie"? Bo kaażdy może mieć co innego na myśli
Ja to zawsze czuję w klatce piersiowej najpierw, takie ciepło które sie potem rozlewa. I w pwenym momencie przestaję wiedzieć gdzie kończy się "ja" a zaczyna to co na zewnątrz... Ale to trwa morze kilkanaście sekund. Potem wracam. Zastanawiam się czy te sekundy to jest wlasnie to o czym mówi Anastazjaa
Oho, tak na prawdde hmm, jest spokojniej chyba. I jakby mniej pilnie. Te rzeczy które przed chwilą wydawały sie wazne jakos trache bladna. Ale nie jestem pewna czy to duchowe czy poprostu rozluznienie po napieciu 🙁
Tu wchodzi ten sam problem co z Mimozą wczesniej - jak odróżnić stan duchowy od zwykłego fizjologicznego rozluźnienia. Odpowiedź "bo tak czujesz" mi nie wystarcza bo placebo tez "tak czujesz". Nie mówię że to niemożliwe, mówię że kryterium rozróżnienia jest słabe
Uczciwe pytanie. Nie wiem szczerze. Może powtarzalność bez waurnkowania? Albo zmiana zachowania w długim czasie, nie tylko nastrój na chwilę. Coś co zostaje
O,to akurat jest kryterium które ma sens i pojawia sie w tradycjach - w chrześcijaństwie mistycznym mówili o "owocach ducha", nie o samym przeżyciu. Tomasz z Akwinu był dosyć sceptyczny wobec ekstatycznych doświadczeń właśnie dlatego, że pytał co z nich zostaje w codziennym życiu. To "zmiana zachowania w długim czasie" którą Numerolożka wymyśliła jest tak naprawdę starym kryterium teologicznym 🙂
O matko naprawdę?? To znaczy ze starożytni też sie zastanawiali czy to prawdziwe czy nie? Myślałam ze tylo ja mam takie wątpliwości i że to znaczy ze jestem zbyt przyziemna żeby to rozumieć
Poczekajcie, a co to znaczy że "zmiana zostaje"? Bo ja po pewnych stanach podczas medytacji czułam się spokojniejsza może przez kilka dni i pootem wracało normalne. To się liczy czy nie?
Słuchajcie bo zauważam że rozmowa kręci się w kółko wokół pytania czy dane doświadczenie jest "autentycznie duchowe" czy nie. I mam wrażenie że sami sobie tworzymy problem. Może niema żadnej twardej granicy między "zwykłą emocją" a "duchowym doświadczeniem" i te kategorie są nasze, nie rzeczywistości?
Albo droga jest złudzeniem, a ty jusz jesteś tam gdzie myślisz że dążysz. Niektóre tradycje tak właśnie mówią. Advaita, dzogczen. Przytaczała to Anastazjaa wcześniej
Ehh wlasnie to mnie w tym temacie najbardziej porywa że jak głęboko wchodzisz w to uczucie miłości albo wdzięczzności to nagle znika poczucie że idziesz GDZIEŚ. Po prosttu jest. I to jest paradoks bo jakbyś osiągnęła cel nie wiedząc że go osiągnęłaś
To co Gituska i Obsydianna opisują ma swoją nazwę w filozofii - "filozofia wieczysta" Huxleya (Aldous Huxley, "Filozofia wieczysta", 1945). Teza że u podstaw wszystkich mistycznych tradycji jest to samo odkrycie - tosamość obserwatora z obserwowanym. Ale uczcwie mówiąc to też jest teoria, nie fakt potwierdzony empiryczniie... I są tradycje ktore temu zaprzeczają,np. dualistyczna sankhja
@Zenobia, w praktyce a mozesz powiedziec cos wiecej o tej sankhji? Bo nie znam i teraz jestm ciekawa jaka tradycja ZAPRZECZA temu ze wszytko jest jednym. 🙁 To brzmi odswiezajaco ze jest cos innego 🙂
O nie to znaczy ze emocje mogą BYĆ przeszkodą a nie drogą?? To hyba zależy od tego w co wierzysz i którą tradycję wybrałaś? Ale jak wybrać jeśli nie wiesz która ma rację
No wlasnie, bo teraz sie gubię całkowicie... @Anastazjaa mówi że w sankhji emocje to przeszkoda, ale Tunia mówiła że miłość to droga - to jak to jest naprawdę? Czy to zależy tylko od tego którą tradycję się wybierze? Bo to znaczy że nie ma żadnej jednej odpowiedzi i każdy sobie wybiera co mu pasuje?
To nie jest kwestia wybierania co nam pasuje, Jagusieńka, to jest poważniejszy problem. Różne tradycje mają różne MAPY rzeczywistości i różne cele. Sankhja chce wyzwolić puruszę od prakriti, czyli oddzielić świadomość od materii, w tym od emocji. Joga bhakti chce przez emocję - przez miłość - dotrzeć do bóstwa. Advaita mówi że nie ma dwóch rzecy więc pytanie o drogę traci sens. To nie są mody do wyboru, to są naprawdę róne systemy z różnymi założeniami o tym czym jest rzeczywistość
A co jeśśli wszystkie są po prostu projekcjami ludzkich potrzeb na kosmos? Jedna potrzeba ucieczki od materii inna potrzeba połącenia, inna potrzeba zjednoczenia. To by tłumaczyło dlaczego jest tyle wersji i wszystkie brzmią "słusznie" dla kogoś :/
Wracam do tego co napisala Jagusieńka bo to jest chyba kluczwoe pytanie tego watku... Jak to sie ma do zycia codziennego? Bo ok, filozofia indyjsk,tradycje, systemy. ale rano wstjesz jedziesz do pacy i co? Czy masz czuć emocje jako dorgę czy je obserwoać z dystansu? Bo to są bardzo koknretne różne zalecenia
O, to bardzo dobre pytanie Trzebieslaw bo ja też to czuję w praktyce. Jak jestem na sesji medytacyjnej to próbuję obserwować emocje z dystansu. Ale jak jestem z bliską osobą to całkowicie sie zanurzam. I obydwie rzeczy wydają mi się duchowe tak poprostu tylo jakby na różnych poziomach
Ojejej, to troche jak ta metafora nieba i chmur którą ktoś podał wcześniej w watku. Chmury to emocje, niebo to ta świadomość pod spodem... Ale mam pytanie - co jeśli niebo jest cały czas zasnięte i nigdy nie widać tej świadomości pod spodem? Czy to znaczy że jej niema czy że jest ale do niej nie dotarłam
To pytanie Incantii jest na prawde dobre i nie jest takie łatwe. Bo większość tradycji zakłada że ta świadomość jest zawsze, tylko zasłonięta. Ale to jest założenie, nie fakt doświadczenia. 😀 Co jeśli ktoś naprawdę jej nie doświadcza - to znaczy że źle praktykuje czy że mapa nie pasuje do jego terenu
W tradycji buddyjskiej theravady jest na to konkretna odpowiedź - brak doświadczenia "czystej świadomości" nie jest problemem, bo w theravadzie ona poprostu nie istnieje jako substancja... Jest tylo strumień zdarzeń, chwilowych stanów. więc pytanie Incantii wskazuje na ten sam problem co poruszała Gituska - wybór tradycji zmienia co wogóle masz szukać
Ale to znaczy że jesteśmy z powrotem w punkcie wyjścia. Wybierasz tradycję, tradycja mówi ci czego szuać, ty to znajdujesz, i potwierdzasz tradycję. To jest zamknięte koło. Jak wyjść poza to koło nie traacąc przy tym wogóle orientacji?
To koło które opisuje Pawelek jest w epistemologii nazywane problemem hermeneutycznym i niema z niego prosteggo wyjścia. Ale jest różnica między kołem viciousum a spiralą - możesz obracać się w tej samej strukturze ale na coraz głębszym poziomie rozumienia. William James w "Odmiany doświadczenia religijnego" z 1902 zaproponował kryterium pragmatyczne - pradwziwe jest to co trwale zmienia praktykę życia... Nie rozwiązuje to filozoficznie problemu ale daje jakiś grunt pod nogami
Ej przepraszam ze wchodze z boku ale ta rozmowa robi sie coraz bardzej filozoficzna i troche zgubilam watek 🙂 czy moglabyś powiedziec Anastazjao to William James mówił ze emocje SA droga czy ze ich efekty są kryteryium drogi? Bo to jest hyba roznica
Ale chwileczkę, to jest troche jak powiedzenie że droga jest dobra jeśli prowadzi tam gdzie chcesz iść, ale co jeśli chcesz iść w złym kierunku?? 😀 ludzie czuli gębokie duchowe emocje w sektach i też twierdzili że się transformują. To kryterium chyba jest za słabe. 😛 No ale to juz off topic.
Tomasz z Akwinu i później Jan od Krzyża mówili o "owoce ducha" jako kryterium - nie chodzi o to jak się czujesz w środku przeżycia tylko o to czy po czasie jesteś bardzej cierpliwy, bardziej życzliwy, mniej skupiony na sobie. To jest zewnętrzne kryterium widoczne dla innych, nie tylko dla ciebie. I to jest o wiele trudniejsze do podrobienia niż samo uczucie
