Chciałam otworzyć temat, o ktorym malo sie tutaj mowi, a który znam z opowieści mojej babci i jej sąsiadek - chodzi o zbieranie świętych ros. Nie mylić ze zwykłą rosa poranną bo tu chodzi o coś konkretnego: specjalne doby w roku, określone godziny, sposób zbierania. Babcia mówiła, że rosa zebrana o swicie w Zielone Świątki leczy oczy i skórę, ale tez ma moc oczyszczającą przy roznych dolegliwościach. Zbierało się ją przez płótno rozłożone na trawie albo dosłownie myło twarz na łące. Ciekawi mnie czy ktos z was ma podobne przekazy rodzinne albo wie jak to wygląda w innych tradycjach, bo podejrzewam że to nie tylko słowiańskie.
No dobra. Ten temat jest mi bardzo bliski. W tradycji słowiańskiej rosa to nie była zwykła woda, to był dar nieba zmieszany z ziemią, zbierany zanim słońce "zabierze" jej moc. Najważniejsze daty to Noc Kupały, Zielone Świątki i świt przed Wielkanocą - trzy różne energetycznie momenty, trzy różne zastosowania. Rosa wielkanocna miała wzmacniać, kupalna oczyszczać, a zielnoświątkowa leczyć. Babcie wiedziały, że nie można zbierać po wschodzie słońca, że płótno musi być lniane, i że nie wolno mówić po drodze do miejsca zbioru. Cisza była warunkiem mocy.
No tak. Słyszałam o tym przez moje rodzinne strony (Podlasie), ale u nas mówiło się tylko o rosie Zielnoświątkowej i wyłącznie na twarz. Natomiast to z ciszą po drodze to mnie zaciekawia - skąd ten warunek? Czy to kwestia skupienia, czy jest jakieś symboliczne wyjaśnienie? Bo znam podobny motyw przy zbieraniu ziół, też się nie odzywano.
Cisza przy zbieraniu to bardzo stary motyw... pojawia się nie tylko w słowiańszczyźnie. W hermetycznych tradycjach europejskich zbieranie substancji leczniczych i rytualnych odbywało się w milczeniu bo słowo angażuje wolę i kieruje energię - a przy zbieraniu chcesz by to substancja "mówiła", nie ty. W tradycji arabskiej jest coś podobnego przy zbieraniu ziół na lekarstwo. Więc nie powiedziałbym ze to przypadek tylko słowiański, to jakiś głębszy wzorzec w magii rytualnej.
Ojej, nie wiedziałam ze to takie rozpowszechnione. Myślałam ze rosa to głównie słowiański temar. A powiedz Czulu - czy ta zasada ciszy dotyczy tylko drogi po rosę, czy też samego zbierania? Bo wyobrażam sobie ze ktos idzie z kimś i siłą rzeczy zagadnie..
Hm, to brzmi pięknie ale chcę się dopytać o jedną rzecz. Skąd wiadomo, że np. rosa z Zielonych Świątek faktycznie różni się od rosy ze zwykłego wtorku? Bo rozumiem symbolikę i tradycję, ale czy ktoś porównywał efekty? Pytam serio, nie złośliwie, bo sama znam te opowieści rodzinne i jedna babcia mówiła że pomogło, inna że "po prostu tak się robiło" bez efektów. 😀 Zastanawiam się czy to energia daty czy może samo wyjście o świcie i nastawienie zbierającej
No wlasnie, to z datami mnie troche niepokoi w takich tematach. Bo kazda tradycja przesuwa te "magiczne momenty" według swojego kalendarza. Słowianie mają Kupałę, chrześcijanie Zielone Świątki, celtyckie tradycje swoje punkty roku. Czy ktos wie jak to wygladalo w tradycjach orientalnych? Bo podejrzewam ze zbieranie rosy o konkretnych porach to motyw naprawde globalny.
Dodam od siebie wątek astrologiczny, bo tu jest ciekawe powiązanie. Stare kalendarze zielarskie i zbierackie były synchronizowane z fazami Księżyca i z pozycją Słońca. Wielkanoc, Zielne Świątki, Kupała - to wszystko nie są przypadkowe daty, one odpowiadają konkretnym momentom cyklu solarnego i lunarnego. Rosa zbierana w nów miała inne właściwości niż w pełnię. Nów - do spraw "zaczynania" i oczyszczania. Pełnia - do spraw wzmacniania i leczenia. Przynajmniej tak to rozumiem z tego co zebrałam przez lata.
No tak, i dlatego samo mówienie "zbierajcie rosę w Zielone Światki" bez podania fazy księżyca to niepełna informacja. Widziałam w starych polskich zielnikach wzmianki ze zbieranie o świcie + odpowiednia faza to był obowiazkowy warunek, nie jedno albo drugie. Niestety tych zielników nikt juz nie wydaje w sensownym tłumaczeniu
To co mówi Oraklina brzmi spójnie z tym co znam z innych tradycji rytualnych. Ale mam pytanie praktyczne: co z osobą, która chce to robic i nie ma akurat pod ręką łąki ani pola? Mieszkam w mieście, ogród to kawałek trawnika. Czy rosa zebrana z trawnika przy bloku ma jakiekolwiek znaczenie czy to już za bardzo "zanieczyszczone" środowisko?
Słuchajcie a jak właściwie się tę rosę zbiera technicznie? Bo babcia Hortensji wspominała o płótnie na trawie ale ja mam mętlik czy to się potem wyciska, przecedza, czy może bezpośrednio myje twarz mokrym płótnem? Przepraszam jesli to banalne pytanie ale nie chcę czegoś pokręcić.
Nie banalne wcale. Babcia mi tłumaczyła ze płótno (lniane!) kładzie się na trawie wieczorem albo wczesnie rano przed wschodem. Rano gdy rosa opadnie na nie, zbiera się tę materię i wyciska do naczynia. Naczynia gliniane byly tradycyjne, szklane tez uchodza. Twarz myje sie tą wodą bez używania czegokolwiek innego, i nie wyciera, pozwala się samo wyschnac. Tyle wiem. Czy ktoś słyszał o wariacji gdzie myje sie dosłownie twarzą po trawie?
O tej wersji z twarzą po trawie słyszałam! U mojej rodziny ze wschodniej Polski mówiono ze to "kąpiel w rosie" i robiono tak wlaśnie w Kupałę, wczesnym rankiem. Głównie dla urody i zdrowia skóry, ale też żeby "zmyć stare ze skóry". Takie symboliczne oczyszczenie z roku. Nie wiem czy to powszechne czy regionalne.
Co do naczyń - w tradycji hermetycznej i alchemicznej jest też zasada żeby nie używać metalu przy zbieraniu substancji "żywych". Glina, drewno, szkło - tak. Metal, szczególnie żelazo, "zabija" te własności. To spójne z tym co mówi Hortensja o glinianych naczyniach. Nie wiem czy to zbieżność czy wspólne korzenie, ale warto to zanotować.
Prowadzę notatki z takich dyskusji i muszę powiedzieć ze ten temat już teraz jest bardzo bogaty. Ale brakuje mi jednej rzeczy: co z dolegliwościami? Tytuł wątku sugeruje ze rosa ma zastosowania przy konkretnych problemach zdrowotnych czy energetycznych. Czy ktoś może powiedzieć co do czego i w jakich dawkach, tak to ujmę? Rosa oczna, rosa na skórę, rosa na coś wewnętrznego? I czy pije się ją czy tylko zewnętrznie?
To zależy od tradycji i od rodzaju rosy. Wewnętrznie - owszem, w pewnych przekazach. Ale nie bezrefleksyjnie. Rosa z łąki zbiera to co jest w powietrzu i na roślinach, więc jeśli środowisko jest czyste to ryzyko małe, ale jednak istnieje. Zewnętrzne zastosowania są bezpieczniejsze i lepiej potwierdzone w tradycji: oczy, skóra, włosy. Rosa przed Zielonymi Świątkami na włosy to był ponoć stały zwyczaj w wielu regionach, bo wzmacnia i nadaje blask. Co do dolegliwości energetycznych a nie fizycznych - tu rosa kupalna była ceniona przy stanach wyczerpania i "złego oka", jakbyście chcieli to mogę rozwinąć.
No to wracając do tego co napisała Kupala - zewnętrzne zastosowania ok, wewnętrzne z ostrożnością. Ale ciągle nie mamy konkretnej listy dolegliwości. Bo tytuł wątku sugeruje ze jest jakiś poradnik kiedy i jak, a my kręcimy się wokół filozofii zbierania. Ktoś może powiedzieć wprost: tylko że to się stosuje? Skóra, oczy, stawy, coś wewnętrznego?
Nie ma jednej listy, bo każda tradycja miała inne zastosowania. Ale jeśli mówić o tym co powtarza się najczęściej, to skóra przede wszystkim - zwłaszcza problemy trądzikowe i stany zapalne. Oczy to osobny temat i tu bym była naprawdę ostrożna, bo to bardzo wrażliwe. Stawy i bóle to raczej nie rosa bezpośrednio, tylko rośliny z których zebrano rosę - jako ziołowe okłady. To jest ważne rozróżnienie.
Czekajcie, czyli ta rosa z roślin niesie w sobie właściwości tych roślin? Serio nie wiedziałam ze to tak działa. Myślałam ze rosa to po prostu woda która spadła z nieba i tyle, a tu się okazuje ze skład zależy od tego z CZEGO ją zbieramy. To zupełnie zmienia sprawę z tym trawnikiem przy bloku o którym pisał Kasjan..
Ale chwila. Ta "energia przejścia" i "moment między" to bardzo ładne słowa, tylko chce się upewnić ze dobrze rozumiem. Czy to jest twierdzenie ze fizyczny skład rosy jest irrelewantny bo liczy się metafizyczna warstwa? Bo jesli tak, to byłabym sceptyczna. Rozumiem symbolikę, ale nie mogę pominąć że rosa z trawnika pryskane środkami ochrony roślin to konkretny problem niezależnie od fazy księżyca.
I właśnie dlatego te stare przepisy zawsze mówia o łakach, polach i lasach z dala od osiedli ludzkich. To nie był przypadek ani poezja, oni po prostu wiedzieli co zbierają. Kwestia czystosci miejsca byla oczywista bo nikt nie zbierał rosy z przydroznego rowu.
Ojej, nei pomyślałam o tych pestycydach w ogóle. A mam ogródek na wsi u rodziców i tam pryskają jabłonie regularnie. To ta rosa z jabłoni to już odpada kompletnie? 🙂 Nawet zewnętrznie?
Przepraszam ze wchodzę bo trochę zagubiłam się w tym wątku, ale chcę się upewnić ze dobrze rozumiem podstawy. Rosa to woda, która osiada na trawie i roślinach w nocy, tak? I zbiera sie ja rano przed wschodem, jak rozumiem. Ale jak to sie je wtedy stosuje - tylko na skóre się wciera czy mozna jakoś inaczej?
Modrzewnica, tak właśnie. Zewnętrznie przede wszystkim - na skórę twarzy, rąk. W tradycji którą znam od babci mylo się twarz mocząc ja w naczyniu albo przykładając zwilzone płótno. Wewnetrznie to temat bardzeij zlozony i jak tu już pisałyśmy - wymaga pewności co do czystości miejsca. Nigdy nie stosuj z miejsca które może być skażone.
Ja mam jedno doświadczenie z rosą o którym jeszcze nie mówiłam. Stosowałam kilka razy rosę zebraną z łąki za wioską, właśnie na skórę twarzy, i efekt był naprawdę widoczny - skóra spokojniejsza, mniej zaróżowiona. Nie twierdzę ze to magia, może po prostu czysta woda miała swoje, ale robiłam to w Zielone Świątki o wschodzie słońca więc może wszystko razem...
Szczerze? Mam wrażenie ze efekt spokojniejszej skóry mógł być po prostu dlatego ze wylegałaś się wcześnie rano na łące i byłaś zrelaksowana, a czysta woda to czysta woda. Nie mówię ze to nieprzyjemne przeżycie, ale z tym "może wszystko razem" to trochę tak jak z placebo. Efekt jest, ale skąd pochodzi to inna sprawa.
Ten argument z "mądrością praktyczną" jets dość popularny i rozumiem go ale ma swój limit. Bo można go przyłożyć do każdej tradycji i każdego rytuału i wszystko wyjdzie na dobre bo przeciez skupienie i intencja pomagają. To nie jest wyjaśnienie... to unikanie pytania czy rosa SPECYFICZNIE ma jakis wpływ poza zwykla czystą wodą.
