Zaczęłam ostatnio myśleć o tym, jak wiele tradycji duchowych wiąże pustynię z oczyszczeniem - nie tylko jako metafora, ale dosłownie, jako fizyczne miejsce transformacji. Jezus szedł na pustynię na 40 dni, Mahomet medytował w jaskini, Mojżesz przez całe pokolenia prowadził lud przez Synaj. Buddyjscy mnisi z Tybetu, ojcowie pustyni z Egiptu, tuarescy szamani... wszędzie to samo: odejdź od ludzi, wejdź w przestrzeń bez skraju, wróć przemieniony. Mnie zawsze to uderzało - że akurat pustynia, a nie las, nie góry, nie morze. Jest w tym coś co przekracza kulturę. Jakiś powód, dla którego właśnie tam czeka coś, czego nie ma w innym miejscu. Ktoś ma jakieś przemyślenia?
o matko, właśnie tego szukałam! sama o tym myślałam odkąd czytałam o ojcach pustyni. to niesamowite, że niezależnie od tradycji wszyscy mówią to samo - że pustynia "odziera" człowieka z tego, co niepotrzebne. jakby skwar i cisza robiły to samo co medytacja, tylko intensywniej. mam takie poczucie ze to musi być powiązane z czakrą korony - z sahasrarą - bo pustynia zdaje sie niwelować wszystko co ziemskie i zostaje tylko ta cienka linia między tobą a czymś wyżej. czy to ma sens?
Willowa, poczekaj chwilę z tą sahasrarą bo to trochę uproszczone. Pustynia nie działa "na jedną czakrę" - to jest przestrzeń, która reorganizuje cały system energetyczny, wlasnie dlatgeo ze wyłącza bodźce zewnętrzne. Myśl o tym tak: normalnie czakry niższe są nieustannie stymulowane - praca, relacje, jedzenie, hałas. Na pustyni te bodźce zanikają. Wtedy energia z dołu systemu może faktycznie wznosić się swobodniej. Ale to nie jest tak, ze korona się aktywuje a reszta śpi - to raczej wyrównanie, rodzaj kalibracji. Ojcowie pustyni mówili o tym własnymi słowami oczywiscie, ale to co opisywali jako "ciszę serca" bardzo dobrze koresponduje z tym modelem.
zgadzam sie z Znachorzem w kwestii tego wyrównania, ale mam inne podejście do samego mechanizmu. Pustynia jako miejsce rytualne - to nie jest przypadek że właśnie tam. W wielu tradycjach mamy koncepcję "miejsca bez zasłon" - miejsca gdzie normalne filtry rzeczywistości są cieńsze. Suchość, brak roślinności, brak wody - to wszystko symbolicznie i prawdopodobnie energetycznie usuwa warstwę "wilgoci" która w wielu systemach jest synonimem iluzji, emocjonalnych zniekształceń. Sufi mówią o fana - unicestwieniu ego. Myślę że pustynia to idealne fizyczne środowisko dla tego procesu. 🙂 Pytanie do Mistrali: masz na myśli jakiś konkretny rejon pustynny czy to działa wszędzie tak samo?
ciekawy wątek ale mam małe pytanie - bo troszkę sceptycznie do tego podchodzę. czy nie jest tak po prostu że pustynia jest ekstremalnym środowiskiem i każde ekstremalne doświadczenie zmienia człowieka? Tak samo można by powiedzieć o samotności w górach albo na morzu. Skąd wiadomo że jest tu coś więcej niż fizjologia - odwodnienie, głód, izolacja - co powoduje te doświadczenia? nie mówię że tak jest, po prostu pytam 😉
właśnie Iwetka - twoje pytanie jest dobre ale odpowiedź nie jest prosta. Weź pod uwagę że ojcowie pustyni egipskiej, Antonii, Pachomiusz i inni - oni nie byli przypadkowymi ludźmi którym sie przydarzyło odwodnienie. Mieli metody, reguły, techniki modlitwy i pracy z umysłem. Pustynia była dla nich środowiskiem celowo wybranym, nie przypadkowym. Ale co do energetyki tego miejsca - mam wrażenie że pustynie to miejsca gdzie prana, chi, jak to chcesz zwać - jest niesamowicie czysta i jednorodna. Żadnych zakłóceń. Medytowałem w Maroku przez kilka dni na skraju Sahary i różnica była natychmiastowa i wyraźna. Jakby szum zniknął.
no tak, przepraszam ze sie wtrącam bo na tym forum to ja się słabo znam ale... ojcowie pustyni to byli ci chrześcijańscy mnisi co to sie chowali w Egipcie? czytałam gdzieś coś o tym ale nie bardzo rozumiem po co akurat Egipt i dlaczego pustynia a nie klasztor? chodzi o to żeby być samemu?
Kocanka, tak, ojcowie pustyni to anachoreci i eremici z III-V wieku, glownie Egipt i Syria. nie chodziło tylko o samotność - chodziło o coś co nazywali "hesychią", co z greckiego oznacza mniej więcej ciszę, spokój wewnętrzny. Pustynia była dla nich miejscem walki duchowej i oczyszczenia jednocześnie. Co ważne: nie uciekali od ludzi dlatego że ich nie lubili - uciekali od rozproszenia, od tego co teraz nazwiemy może hałasem umysłowym. Interesujące jest też to że Ewagriusz z Pontu pisał o logismoi, natarczywych myślach, jako o przeszkodach na tej drodze - i to jest zaskakująco podobne do tego co w tradycji buddyjskiej nazywa się papańca. Różne tradycje, ta sama diagnoza.
ale czy nie jets tak ze pustynia PRZYCIĄGA duchy? bo czytałam że to nie jest przypadek że Jezus spotkał tam kusiciela, ze demony żyją na pustyni w tradycji semickiej - Azazel w Biblii jest pustynnianym bytem, Lilith też była łączona z pustynią. to jakby dwie strony tego samego - oczyszczenie ale i ryzyko. co wy na to?
Rumianka bardzo trafnie - to nie jest tak że pustynia jest "bezpieczną" strefą oczyszczenia. W kabale pustynię wiąże się z sitra achra, "drugą stroną", ciemnym aspektem rzeczywistości. Azazel wysyłano do Azazela - na pustynię - z grzechami ludu właśnie dlatego że ta przestrzeń jest blisko granicy. Miejsca mocy rzadko są jednostronnie dobre - im silniejsze miejsce, tym ostrzejszy kontrast między tym co się tam może wydarzyć. Ojcowie pustyni pisali o demonach bardzo konkretnie, nie metaforycznie - Antoni Wielki walczył z nimi przez lata. Można to interpretować psychologicznie - konfrontacja z własna ciemną stroną - albo literalnie. Ja podchodzę do obu interpretacji z szacunkiem. 😉
no właśnie ta ciemna strona pustyni to bardzoo ważny wątek. Słyszałam że jak ktoś jedzie na pustynię bez przygotowania duchowego to może "zabrać" ze sobą cos niechcianego. mam znajomą która była w Maroku i po powrocie miała bardzo dziwne sny przez kilka miesięcy - w snach powtarzała się piaszczysta przestrzeń i jakaś postać. myślę że to wlasnie ten efekt otwarcia się w nieodpowiedni sposób. czy ktos sie z tym spotkał?
oj ale Placyda mam wrażenie że ty zawsze wszytko sprowadzasz do psychologii i ja rozumiem że to ostrożność ale no jednak nie wszystko da sie tak wytłumaczyć. sama miałam sytuację ze wróciłam z pewnego miejsca - nie pustyni ale miejsca z bardzo starą energią - i przez długi czas mialam wrażenie że cos za mną chodzi dosłownie. nie tylko sny. nie wiem jak to wytłumaczyć racjonalnie
cały ten wątek o demonach na pustyni jest bardzo ciekawy! czyli można powiedzieć że pustynia to taki... próg? miejsce gdzie granica jest cieńsza i w obie strony? bo jak Jezus mógł tam spotkać diabła to znaczy że te sfery są tam bliżej siebie. mam wrażenie że to pasuje do tego co pisał Jarylo o miejscach mocy - im mocniejsze miejsce tym więcej możliwości i nie tylko tych dobrych
No ładnie. Zina, tak, "próg" to dobra metafora i właściwie w wielu tradycjach pustynia jest klasycznym miejscem inicjacyjnym właśnie dlatego. Inicjacja polega na konfrontacji z tym co zwykłe życie ukrywa. W australijskich tradycjach aborygeńskich jest walkabout - wędrówka przez bezkresny outback który nie jest "pustynią" w sensie arabskim ale działa podobnie. W afrykańskich tradycjach inicjacyjnych neofita tez jest wysyłany w przestrzeń poza wioską. Wszędzie ta sama zasada: wyłącz ochronne otoczenie grupy, stań sam wobec przestrzeni, zmierz sie z tym co wyjdzie. To jest strukturalny element inicjacji niezależnie od kultury.
czytam tę rozmowę i mam takie przeczucie które ciężko opisać słowami. pustynia dla mnie to zawsze była przestrzeń gdzie czas płynie inaczej, jakby się rozciągał albo w ogóle stawał. śniłam o pustyni kilka razy w życiu i za każdym razem te sny zostawiały mnie z wrażeniem że dotknęłam czegoś bardzo starego, starszego niż jakakolwiek konkretna religia. jakby ta przestrzeń istniała zanim ludzie zaczęli ją nazywać świętą 🙁
od strony historycznej warto dodać że ojcowie pustyni mieli bardzo konkretne techniki właśnie na "ciemną stronę" o której tu piszecie. praktyka tak zwanej nepsis, czyli czujności, trrzeźwości umysłu - to był cały system obserwacji własnych myśli zanim staną się czynami albo obsesją. Ewagriusz z Pontu skatalogował tzw. osiem logismoi, ósemkę destrukcyjnych myśli, które najsilniej atakują w samotności. współczesna psychologia poznawcza odkryła to samo kilkanaście wieków później, nazywając to schematami poznawczymi. więc ta "ciemność" którą napotykali - była rozumiana bardzo pragmatycznie, nie tylko jako demon zewnętrzny
Chalcedonka okej ale to już brzmi prawie jak psychologia a nie religia. te osiem myśli to znaczy że oni wiedzieli o psychice zanim psychologia istniała? czy to po prostu zbieżność przypadkowa? 🙂
Kocanka nie przypadkowa zbieżność bo obie tradycje opisują to samo zjawisko poprostu innymi językami. problem z naszą dyskusją jest trochę taki że mieszamy kilka różnych pytań naraz - czy pustynia działa energetycznie czy działa psychologicznie czy to wogóle ważna różnica. moim zdaniem nie jest. czym miałaby byc "energia" jeśli nie procesami które zachodzą w człowieku? to nie są dwie osobne rzeczy
ta rozmowa o ośmiu myślach bardzo mnie porusza. śniłam kiedyś że jestem na pustkowiu i napotykam kolejno różne postacie - każda coś chciała ode mnie, jakby zbierały się żeby mnie zatrzymać. nie wiedziałam wtedy nic o tym Ewagriuszu ale to czego doświadczyłam w tym śnie było właśnie takie - że musisz każdej z tych postaci powiedzieć "nie" zanim dojdziesz dalej. może sny o pustyni są zapisem tego samego archetypu
a może jest tak że pustynia to jedyne środowisko gdzie naprawdę nie masz dokąd uciec przed samym sobą? w lesie jest coś do oglądania, w górach jest zagrożenie fizyczne które koncentruje uwagę, w morzu jest ruch i dźwięk. pustynia to po prostu... nic. i wlasnie dlatego wszystko wychodzi. 😛 brzmi logicznie?
Gustlik - ta zmiana "częstotliwości" to coś co mnie naprawdę interesuje bo trochę zgrywa się z tym co czytałam o czakrze korony. jak ona jest zablokowana to jakby człowiek jest dostrojony do miejskiego hałasu i nie potrafi wyłapać subtelniejszych sygnałów. i te pierwotne bodźce pustyni o których piszesz mogą być dokładnie tym czego potrzeba żeby to odblokować? chyba o to chodziło Znachorzowi kiedy mówił o reorganizacji systemu
ta metafora z instrumentami naprawdę coś mi wyjaśniła. mam pytanie trochę praktyczne - czy jest jakaś konkretna praktyka którą można robić żeby się przygotować zanim jedzie na pustynię? bo z tego co Znachorz pisze wynika że jeśli nie jesteś gotowy to możesz wyjść w gorszym stanie. jak sprawdzić czy jest się gotowym?
Nashira, z mojego doświadczenia najlepsze przygotowanie to kilka tygodni medytacji na trzeźwo, bez żadnych wspomagaczy, żeby zobaczyć co wychodzi w warunkach domowych. jak możesz siedzieć z samą sobą spokojnie przez godzinę to jesteś gotowa na pustynię. jak nie możesz - no to tam dopiero będzie trudniej. a do tego polecam amethyst na czoło przed medytacją, on bardzo pomaga otworzyć się na wyższe vibracje przed takim wyjazdem
A propos, pytania Nashiry bo to ważne - nie ma jednej odpowiedzi bo różne tradycje inaczej do tego podchodziły. sufici przygotowywali sie miesiącami pod okiem mistrza. ojcowie pustyni mówili że nie ma sensu przygotowywać sie bo sam wyjazd jest początkiem przygotowania. aborygeńskie walkabout nie ma przygotowania, po prostu idziesz. każde z tych podejść jest wewnętrznie spójne z resztą danej tradycji - pytanie do której ci bliżej
Jarylo - to że aborygeńskie walkabout nie ma przygotowania to trochę mnie uspokaja bo zawsze myślałam że musisz być jakoś super zaawansowany żeby coś takiego robić. ale z drugiej strony oni to robili od dziecka w swojej kulturze, mają inne zasoby od urodzenia. my nie mamy
Zina ma rację w tym jednym punkcie. kontekst kulturowy jest kluczowy i tego nie można zignorować. ktoś wychowany w tradycji gdzie pustynne doświadczenie jest częścią drogi od urodzenia - ma zupełnie inne zasoby interpretacyjne dla tego co przeżyje. europejczyk który jedzie sam na Saharę bez żadnej tradycji za sobą to nie to samo co młody Aborygen w walkabout. nie mówię że nie warto jechać, ale trzeba być świadomym że nie masz mapy którą oni mają
czytam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś innym. piszecie dużo o tym żeby jechać na pustynię, ale co z osobami które nie mogą? czy można jakoś "symulować" pustynię u siebie? pytam bo mam małe dzieci i wyjazd w te rejony to nie jest teraz opcja, a sama ta rozmowa sprawia że czuję jakieś tęsknienie za takim miejscem
