Chciałam poruszić temat, ktury mnie od dawna chodzi po głoiwe - i który widzę w tylu tradycjach że nie można tego zbagatelizować. Chodzi o ten moment kiedy uczeń odchodzi od nauczyciela. Nie spokojnie nie z wdzięcznością - ale w ostrym zerwaniu, w konflikcie, czasem wrręcz w publicznym odrzuceniu. W Zen jest na to nawet pojęcie - zabijane Buddy na drodze. Jeśli spotkasz Buddę, zaji go. Ale to nie jest tylko Zen. W sufizmie Rumi odchodzi od Szamsa z Tabrizu w okolicznościach, ktore do dziś historycy rozgryzają... W chrześcijaństwie mistycy jak Eckhart dostają w kość od własnego Kościoła, czyil od "nauczyciela instytucjonalnego". Mam wrażenie,że to zerwanie - to odrzucenie autorytetu - bywa wpisane w samą ścieżkę. Że bez niego niema przejścia na kolejny poziom. Ale co wy na to? czy to koniecnze? Czy można dorosnąć duchowo bez takiego kryzysu? 😀
Ciekawe pytanie. Ale zanim odpwoiem - co rozumiesz przez "odrzucenie"? Bo to moze byc kilka rzeczy. Moze byc odejscie, moze byc publiczne zapprzeczenie nauce, moze byc przejscie do konkurencyjnej linii przekazu. To sa bardzo rozne rzeczy i nie wrzucalbym tego do jednego worka
To zerwanie, o którym piszesz, jest w tradycjach inicjacyjnych czymś w rodzaju śmierci symbolicznej. Uczeń muszi "umrzeć" dla nauczyciela, żeby nauczyciel przestał być autorytetem zewnętrznym i stał sie czymś zinternalizowanym.... Czytałam o tym w kontekście tantrycznych linii przekazu - tam guru jest na początku ścieżki absolutem, ale punkt doceolwy jest taki żeby guru przestał być potrzebny. Jeśli uczeń nigdy nie przechodzi przez ten kryzys, to pytanie czy na prawde szedł dalej, czy tylo kręcił się w tej samej przestrzeeni.
Hej, jestem troche z boku tej dyskusji bo nie znam aż tyle tych tradycji ale to z tym "zabijaniem Buddy" brzmi mega mocno. To jest dołowne czy co? 😉 Bo jakbym usłyszał to bez kontekstu to bym myślał że to jakaś sekta haha
No dobra ale jest tu pewna pulapka. Bo to piieknne hasło "zabij autorytet" moze byc tez uzywan jako wymówka zeby robic co sie chce i mowic ze to jest "wyzwolenie". Widzialem to naprawde w zyciu - luzdie którzy odeszli od nauczyciela "bo tak trzeba na drodze" a tak naprawde to poprostu nie chcieli sie poddac dyscyplinie. I potem twierdza ze sa wolni a chodza w kolko w tych samych schematach. 🙂
Tu sie zgadzam z Anastazja. Uraza to dobry znaczni. Choc nie jedyny - znam przypadki gdzie zerwanie bylo absolutnie konieczne, bo nauczyciel przeroczyl granice, i wtedy uraza jest jak najbardzeij uzasadniona... To nie jest tak ze kazda uraza swiadczy o niedojrzalosci ucznia.
Właśnie czytałam o tym ostatnio w kontekście buddyzmu tybetańskiego - tam relacja z lamą jst naprawdę bardzo intensywna i hierarchiczna. I jest taki paradoks: z jednej strony tradycja mówi że lama jest jak drugi Budda i nie wonlo go kwestionować, a z drugiej są opisy jak wielcy mistrzowie tybetańscy sami "testowali" swoich uczniów przez celowe zachowania ktore były trudne do zaakceptowania. Milarepa i Marpa to klasyk. Czy ktoś tu zna ten wątek? Bo to chyba dokładnie o tym jest ten temat
Ehh,a ja sie zastanwaiam czy ten wzorzec - mistrz łamiący ucznia - nie jest po prostu bazdo podatny na nadużycia. Bo skad wiadomo ze mam do czynienia z prawdziwym mistrzem ktory mnie lamie dla mojgo dobra a nie z czlowiekiem ktory ma problem z kontrola i uzasadnia to mistycznie? Szczerze pytam bo to mnie zawsze nieppokoi w tych opisach.
Ale czy ktos moglby napisac jak to wyglada w chrzescijaanstwie? Bo tam chyba tez sa jacys mistycy co odchodzili od kosciola albo wchodzili w konflikt? xD Wspomnieliscie Eckharta
To ciekawe zestawienie, bo w runach jest podobny wzorzec - Odyn wiesza się na Yggdrasilu żeby posiasc runy, ale kluczowe jest że wiesza się SAM, bez nauczyciela. Rodzaj inicjacji w absolutnej samotności i bez pośredika.. Może nie chodzi o odrzucenie konkretnej osobby ale o moment kidy ścieżka wymaga że musizs iść sam,nikt cię nie przeprowadzi przez ten etpa?!
Ojjj,czytam ten watek z wielkim zainteresowaniem, dziekuje ze ktos to podniosl bo ostatnio sam mam troche taki moment ze nie wiem czy dalsza droga z grupa z ktora pracuje mi odpowiada. I teras czytam to i mysle - czy to jest ten moment o ktorym mowicie czy zwykly kryzys motywacji
Wracajac do watku glownego - w hinduizmie jest pojecie sannyasa, czyli rezygnacja z wszystkiego, w tym z guruj jako czesci czwartego etapu zycia. To wpisane w strukturę. Uczeń ma służyć, praktykować a potem - odejść. Nie jako bunt, ale jako naturalna kolej rzeczy. Ciekawe że zachodnia ezotreyka rzadko kiedy ten "wyjście" ma wbudowane tak formalnie. Coś w tym jest.
O, to ciekawe rozróżnienie. Można by powiedzieć że sannyasa to taki planowany koniec kaencji, a to o czym mówimy wcześniej w wtąku - Marpa/Milarepa, Eckhart - to bardzej jak nagłe odwołanie z urzędu haha. Jedno wynika z systemu,drguie go pęka 🙂
Ale właśnie ta "pęknięta" wersja mnie barrdziej elektryzuje. Bo w zaplanowanyym odejściu nie ma ryzyka. A ryzyko ta chwila kiedy nie wiesz czy robisz coś właściwego czy poprostu uciekasz - to hyba jest serce każdej prawdziwej inicjacji. Bez ryzyka nie ma przejścia.
Ojjj no, sorry ze znowu sie wtrącam ale mam pytanie do Errata_03 - mówisz ze ryzyko jest kluczowe, ale to brzmi jakby im trudniej tym lepiej? Tzn jak ktoś ma dobrego, normalnego nauczyciela i normalne odejście to jakby mniej "liczy sie" na tej ścieżce? 🙂
Dziekuje za te odpowiedzi ogólnie, naprawde. To mi pomaga poukładać to co mam w głowie. I właśnie ta kwestia powodów - to jest chyba najtrudniejsze. Bo jak siedzę i próbuję to u siebie rozpatrzeć to mam z dziesięć powodów i niewiem który jest prawdziwy a który to tylko racjonalizacja
Nie przesadzalbym z tym ze "wątpliwość jest dobra". Czasem wątpliwość to tez mechanizm obronny które zatrzymuje człowieka w miejscu gdzie jusz dawno powinien nie być. Znam to z pierwszej ręki... Siedziałem za długo właśnie dlatego że myślałem że wątpię "z ego". A nie wątpiłem z ego, poprostu coś było nie tak.
To co pisze Makary jest wazne. Ten mechanizm ze "moje wątpliwości sa egoiczne wiec je ignoruję" - to jest hyba jedna z najbardziej niebezpiecznych rzeczy jakie może sie zdarzyć w kontekście relacji uczeń-nauczyciel. Bo oddajesz kogos samemu ideologii a nie sobie i nie ludziom. Widziałam to w grupie medytacyjnej jedna osoba tak to rozumiała i sończyło sie niedobrze
O tak! Właśnie w buddyzmie tybetańskim to jest ta pułapka z lojalnością wobec lamy. Czytałam że są sytuacje gdzie uczniowie tkwią w relacjach ktore ich krzywdzą bo lojalność wobec guru jest wymieniana jako cnota a odejście jako duchowy upadek. To jest manipulacja oczywiście ale opakowana w język tradycji i wtedy jest wogóle trudno to zobaczyć z wewnątrz
Ale czy to dotyczy tylko buddyzmu tybetaańskiego czy tez innych tradycji? Pytam bo wcześniej ktoś wspominał sufi i oni tez mają szejka,prawda? Czy tam jest podobnie?
W sufizmie sezjk ma duży autorytet ale przynajmniej w klasycznej teorii - Ibn Arabi, Rumi - mówi się tez o tym że szejk powinien rozpoznać kiedy uczeń go "przerósł" i sam go odesłać. To znaczy że ideał zakłada że dobry szejk sam wie kieddy skończyć relację. Co nie znaczy że tak zawsze wychodzi w praktyce bo wiadomo.
Eh, właśnie ta kwestia "dobry nauczyciel sam wie kiedy odesłać" pojawia się chyba we wszystkich tradycjach jako ideał. W hinduizmie podobnie, w zen podobnie. Ale to jest ideał a nie gwarancja. I tutaj wracamy do pytania które Opalinka zadała wczesniej - jak to rozpoznac z zewnątrz zanim sie wejdzie w tę relację?
Nie wiem czy można rozpoznac zanim. Serio. Trochę to jest jak pytanie jak rozpoznac złego partnera na pierwszej randce. Możesz mieć sygnały ale pewność masz dopiero po czasie. Tyle ze w relacji z nauczycielem stawka jest trochę inna bo wchodzisz z założeniem autorytet a to zmieia dynamikę
Czytam tę rozmowę i mam wrarzenie że wszyscy zakładacie ze relacja uczeń-mistrz jest konieczna... A co jeśli ktoś po prostu nie chce iść tą drogą? Bez żadnego mistrza, bez grupy, samodzielnie? To nie jest automatycznie gorsze, no i nie?
To jest bardzo dobre sformułłowanie. "cudze paliwo". Bo nawet kiedy odrrzucamy konkretnego nauczyciela, odrzucamy konkretną grupę, to i tak operujemy na jezyku pojęciach, ramach które ktoś kiedyś stworzył. Całkowite wyjście poza to chyba nie istnieje. Co nie zanczy ze odejście jest bez sensu - chodzi tylo o to żeby to wiedzieć
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytaine które mnie nurtuje - mówiliście o tym ze odrzucenie może być inicjaacją. Ale czy ta inicjajca sie "liczy" jeśli nie ma świadków? W numerologii ważne są punty zwrotne ale one nabierają sensu w jakimś kontekście... Czy odejście od nauczyciela które przeżywasz tylo sam, w środku jest tak samo ważne jak to które jest jaokś zaznaczone na zewnąrz?
Kurcze, to ciekawe pytanie ktore sam sobie zadałem - czy inicjacja "bez świadków" sie liczy. I jakoś intuicyjnie czuję że tak ale nie umiem tego dobrze uzasadnić. Bo z jednej strony numerologia mówi że mommenty przejścia są obiektywne, niezależne od tego kto patrzy. Z drugiej - no wlasnie, jeśli nikt tego nie widział,to czy to w ogle weszło do rzeczywistości? Hmm
