Hej, chciałam zapytać o coś co mnie od jakiegoś czasu nurtuje... czytam o różnych tradycjacch - czy to kabała, czy hermetyzm czy naawet stare teksty wedyyjskie - i wszędzie trafia mi sie coś w stylu "ta wiedaz pochodzi z pradawnych źródeł", "to zapis objawienia", "to mądrość przekazywana od zarania". Ale skąd my wogóle wiemy gdzie dana tradycja naprawdę ma swoje korzenie? Bo np. Hermes Trismegistos to według wieul Egipt,ale teskty hermejskie to przecie Aleksandria, II-III wiek. Czy to wciąż "ten sam" Hermes co w Egipcie? Mnie to strasznie kręci bo jak zacząć rozmawiać o źródłach jakiejkolwiek tradyjci to wychodzi że połowa tego co znamy to palimpsest na pailmpseście
A niech to, no właśnie, to jest hyba jeden z większych problemów jesli chodzi o ezoterykę w ogóle. Ten mit "pradawnych źródeł" jest wszędzie. hermetyzm, neoplatonizm, gnoza - to wszystko powsatwało w konkretnym miejscu i czasie, a potem ludzie przyklejali do tego łakę "starożytna mdrość Egiptu" bo tak brzmiało poważniej. Corpus Hermeticum to Aleksandria, zgadza sie,i uczeni datują to dosyć pewnie. Ale wyznawcy hermetyzmu przez wieki wierzyli że to teksty starsze niż Mojżesz. Ficino tak to tłumaczył, Pico della Mirandola tak wierzył. I teras pytanie: czy to zmienia wartość samej tradycji???? Bo treść jest ta sama, niezależnie od daty.
To ciekawe pytanie ale myslę ze trochę mylisz dwie rzeczyy. Data powstaina tekstu to jedno,a pytanie o to skąd czerpali ci co go pisaali to drugie... Hermejczycy z Aleksandrii mogi doskonale korzystac z żeczywiscie starszych, morze nawet egipskch źróddeł ustnych albo kapłańskich przekazów których my nie mamy. Nie mamy ich,nie znaczy że nie było. tak samo Zohar - XIII wiek ale Moses de Leon mógł opierać sie na wcześniejszej tradycji, której nie znamy bezpośrendi.o Problem polega na tym że archeollogia tekstu i archeologia tradycji to nie to samo.
Chcę dodać jeden konkretny przykład bo mi się tutaj kręci w głowie sprawa run. Przez długi czas w środowiskach nordyckich panowało przekonanie że runy mają korzenie sięgaące przd Chrystusa o kilka stuleci morze nawet dalej. Tymczasem najstarsze inskrypcje runiczne to I-II wiek n.e. i bardzo prawdopodobne że alfabet runiczny rozwinął się pod wpływem piisma italsikego albo etruskiego. Ale to zupełnie nie wpływa na to jak runy działają w praktyce rytualnej. Sama z nimi pracuję od lat i naprawdę niema dla mnie znaczenia czy "Odyn je stworzył" czy nie. Liczy się co z nimi robisz.
@Lumina68 - ten przyklad z runami jest dobry, ale chcę go trochę rozbudować. Problem z "skąd pochodzi" jest taki, że często mylona jest autentyczność historyczna z autentycznością duchową. Tradycja morze być relatywnie młoda, ale jeśli jest spójna,wewnętrznie logiczna i daje owoce w praktyce - to jaki mamy powód żeby ją deprecjonować?? Renesansowy hermetyzm był błędnie datowany, ale wywarł wpływ na Newtona, Giordana Bruna, alchemię, wczesną naukę. Czy ta tradycja jest mniej "prawdziwa" bo Ficino sie mylił co do daty?
O,to jest wlasine to o co mi chdziło! Tzn. ta różnica między autentycznością historyczną a dcuhową... Ale czy te dwie rzeczy mogą być całkowicie rozdzielone? Bo jak np. xD jakaś tradycja twierdzi że pochodzi wprost od bogów albo z objawienia - i jak sie okazuje że to tekst z II wieku napisany prezz konkretnego człowieka - to czy to nie zmienia trochę relacji wyznawców z tą tradycją?
To co opisujesz ma nawet swoaj nazwę - "pious fraud", pobożne fałszerstwo. Teksty przypisywane starszym autorytetom żeby nadać im wagę. To praktyka stara jak piśmiennictwo. Listy Pawłowe, Pseudo-Dionizjusz, Zohar, Corpus Hermeticum - wszędzie to widzimy. I tutaj jest rzecz, o której rzadko sie mówi wprost: twórcy tych tekstów często sami wierzyli że przekazują coś starszego nawet jeśli technicznie byli autorami. Natchnienie,chnaelling avant la lettre, jak wolisz to nazwwać. Granica między "sfałszowałem" a "przekazałem co mi przyszło" jest nieoczywista.
Właśnie, to o czym pisze Vladi mocno koresponduje z tym jak ja to czuję w praktyce. Jak pracuję z tarotem - a karty w obecnej formie to przecie XVI-XVII wiek, nie starożytny Egipt - to nie mam poczucia że robię coś wtórnego albo młodego. Jest w tym coś co przekracza datę wynalazku. Trudno mi to inaczej wytłumaczyć... Nie wiem czy to "kanalowanie",niewiem czy to poprostu głęboka symbolika ktura działa niezależnie od pochodzenia. Ale pytanie o źródła w kontekście praktycznym trochę mija się z celem, moim zdaniem.
Ho ho,fluorytka.1 ma rację w tym jednym koknretnym punkice - legitymizacja przze starożytność to retoryka,nie argument. I rzeczywiście wiele tradycji jej używa. Ale chcę zadać inne pytaine: czy my jako osoby praktykujące różne ścieżki na prawde potrzebujemy tej legitymizacji? Bo mam wrazrenie że ten argument z prastarością bardzij działa na zewnątrz - żeby przekonać sceptycznych znajomych albo pokazać się poważnie - niż wewnątrz tradycji. Kiedy siede nad kartami to nie sprawdzam metryczki Tarota
Przepraszam że może trrcohę z innej beczki ale ta rozmowa mnie wciąga i mam pytanie do ogółu. Czy jest jakaś tradycja albo tekst ktury MAcie pewność co do pochodzenia? Tzn. Taka gdzie ta linia przekazu jest faktycznie udokumentowana i niema wątpliwości? Bo z tej dyskussji wynika mi ze prawie wszędzie jest jakaś luka albo niepewność
Nawiązując do wątku o legendzie vs. Historii - mnie ciekawi co się dzieje z tradycją w momencie gdy ta luka wychodzi na jaw. Czyli: wierni się dowiadują że coś jest młodsez niż myśleli. I co?? Porzucają? Reinterpretują? Mam wrrazenie że zazwyczaj reinterpretują w kierunku "no ale duch jest pradawny nawet jeśli forma jest późna". I morze to jest ta odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku - że źródło tradycji to nie jest konkrena data ani konkretny autor, tylo pewna ciągłość doświadczenia duchowego ktore szuka formy
No nie wiem,to co pisze Jagodzianka brzmi pięknie ale chcę zapytać o coś konkretniejszego - bo ten wątek o "gdzie pochodzi" ma dla mnie wymiar praktyczny. Pracuję z pewnymi przedmiotami i liniami przekazu. Mam zestaw do rytuałów ktury dostałam od kogoś kto twierdził że to "stara linia". Jak wogóle można to zweryfikować? I czy warto? Bo jeśli teraz poczytam że ta linia ma 40 lat zamiast 400 to co to zmienia dla energii z którą pracuję?
Czytam tę rozmowę i robię sobie notatki bo to jest naprawdę gęste 🙂 Chcę dodać jeszcze jeden element który mi tu brakuje - mianowicie tradycje które celowo nie twierdzą że są stare. Np. Różne synkretyczne systemy z XX wieku, część nurtów new age, część neopogańskich rekonstrukcji słowiańskich. Takie podejście "budujemy coś nowego ale w oparciu o fragmenty" - to jest uczciwe wobec własnej chistorii... I może to jest lepsza strategia niż mit pradawności? Pytam bo sama pracuję z czakrami które mają korzenie hindujskie ale przez XX wiek bardzo sie zachodniły i byłoby śmieszne gdybym twierdziła ze to wierna rekonstrukcja wedyjska.
To zaelży co rozumiesz przez skutecznosc. Jeśli chodzi o efekty rytualne - niema żadnego dowodu że cokolwiek działa lepiej dlatego że pochodzi od kogoś z dłuższym stazem. Jeśli chodzi o spójność systemu i to czy wiesz co robisz i dlaczego - to owszem, linia przekazu daje pewien kontekst. Ale to nie ta sama rzecz.
No ale wlasnie - ta dyskusja cały czas kręci się wokół tego czy autentyczność historyczna ma znaczenei. A ja zadam inne pytanie: co tak naprawdę traci tradycja kiedy odkrywamy ze jej "źródło" jest zmyślone? Bo Zohar pisał Mojżesz de León, nie Szymon bar Jochaj. 😉 I co? Kabała przestała działać? Jakby ktoś mógł odpowiedzieć 🙂
@Erazm, a nie myślisz że to jest trochę wygodna wymówka? "Treść jest niezależna od autorstwa" brzmi dobrze dopóki nie zadasz pytania kto tę treść stworzył i w jakim celu... Mojżesz de León miał konkretny teologiczny i morze tez finansowy interes w tym żeby Zohar wyglądał na starożytny. To kształtuje trśeć. Nie jest to neutralny przekaz.
Jagodzianka ma punkt ale to nie jest argument ktury obala system,tylko który mówi żebyśmy go czytali krytycznie... Każdy tekst religijny powstał w jakimś kontekście i był kształtowany przez interesy autorów. To nie jest specyfika fałszerstw, to jest poprostu jak działa piśmiennictwo. Wedy, Biblia, Koran - wszytko ma swój kontekst redakcyjny.
A jednak chce wrócić do pytania które zadał Hilek bo myslę ze ono jest kluczowe dla całego wątku. Co traci tradycja gdy odkryjemy ze jej żródło jest inne niż myslała? Historycznie - traci legitymizację prezz starożytność. Ale zdobywa coś innego: staje się przykładem na to że ludzie potrafią tworzyć systemy duchowe które DZIAŁAJĄ na poziomie wspólnotowym i znaczeniowym nawet bez boskiego autorstwa. To jest może bardziej imponujące.
@Siedlislaw to poiwedział coś ważnego. Ja to czuję pracując z kartami - nie potrzebuję żeby tarot miał 4000 lat żeby to co się w nim dzieje miało sens. To jest język symboli i ten język albo trafia do ciebie albo nie. Historia jego powstania jest ciekawa ale nie jest warunkiem żeby on dzałał.
Ale to nie jest trochę tak jak mówienie ze film morze być dobry nawet jeśli reżyser skłamał że to dokument? Tzn. Rozumiem że język symboli działa, ale czy to nie zmienia jednak czegoś fundamentalnego jeśli system był budwoany na fałszu??
Dobra przepraszam że sie wtrącę z gułpim pytaniem ale ja na prawde nie rozumiem jednej rzeczy. Wszyscy tu mówią że autentyczność historyczna niema znaczenia dla "działania" systemu. Ale skąd wiecie że system działa? tzn. Co jest miernikiem? Jak to weryfikujecie? Pytam serio, nie ironicznie.
@Vladi ładnie to ujął ale mam wrarzenie że to jest wlasnie ten moment gdzie rozmowa powinna sie zatrzymać i zapytać: co to znaczy "wewnętrzna prawomocność"?? Bo jeśli każdy system może sam siebie legitymizować to nie ma żadnego kryterium odróżniającego tradycję od dowolnego zbioru twierdzeń. A to jest poważny problem, nie tylko akademicki. No ale to juz off topic.
Wracam do wątku o linii przekazu bo nikt tak na prawde nie odpowiedział na moje pytanie. @Vladi napisał że weryfikacja historyczna nie zmienia "mocy samej z siebie" ale że daje kontekst technik... I teraz moje konkretne pytanie: jak w praktyce rozróżnić czy technika rytualna jest sprawdzona przez pokolenia czy po prostu wydaje się sprawdzona bo tak powiedziano?
Oj czyytam ten wątek od początku i jedo mnie zastanawia - mówimy cały czas o tekstach i liniach przekazu jako o czymś co można sprawdzić historycznei. Ale co z tradycjami które były wyłącznie ustne? Szamanizm syberyjski, część tradycji słowiańskich, rdzennych Australijczyków - tam nie ma tekstów... Jak to wtedy wreyfikowac? Czy to znaczy że automatycznie są mniej "autentyczne"?
No i właśnie ta kwestia przekazu ustnego to jest moim zdaniem moment gdzie cały ten wątek o "źródłach" trochę sie sypie. Bo przez ostatnie kilkadziesiąt postów rozmawiamy o tekstach manuskryptach, datowaniu dokumentów, de Leonie i Zoharze. A tradycje które NIE miały pisma poprostu nie istnieją w tej rozmowie. Szamanizm syberyjski, wierzenia ludów Ameryki, część tradycji słowiańskich - to wszystko żyło w ludziach, nie w książkach. I jak tu wogóle pytać "skąd pochodzi ta tradycja" kiedy nima dokumentu który możesz sprawdzić?
Hilek, to jest ważne, ale nie sądzę żeby to "sypało" wątek - raczej go rzszerza. Pytanie o źródło tradycji ustnej jest poprostu trudniejsze metodologicznie,nie nieważne. Etnografia, językoznawstwo porównawcze, analiza mitów - to są narzędzia... Mity o potopie pojawiają sie niezależnie na kilku kontynentach, co sugeruje albo wspólne praźródło albo podobne doświadczenie. To jest badale, tak czy siak tylo inaczej niż datowanie rękopisu
Ajaj, to jest dobre pytanie Jaskier i niema na nie prostej odpowiedzi. Ale zwróćcie uwaagę na co innego - przekaz ustny ma własny mechanizm weryfikacji ktury pismiennosc często traci. Gdy tekst jest zapisany, każdy czyta sam w ciszy i interpretuje po swojemu... Gdy tradyjca jest ustna i żywa, mistrz przekazuje uczniowi w relacji, w kontekście, z korektą. Błędy i zniekształcenia są wychwytywane na bieżąco przez żywą wspólnotę. Problem pojawia się gdy ta wspólnota ginie albo gdy przekaz się urywa.
