Ostatnio przyszło mi do głwoy coś,o czym rzadko sie rozmawia wprost. Właściwie w każdej tradycji, o którj czytałam noc ma jakieś szczególne miejsce. Babcia zawsze mówiła, że po zmierzchu nie wolno wynosić śmieci ani pożyczać ognia sąsiadce, bo to czas, gdy "tamten świat jest bliżej". I nie traktowała tego jak przesąd, mówiła to poważnie. Zastanawiam się, czy ta ciemność w nocy to naprawdę coś więcej niż zwykły brak światła. W sensie, czemu akurat wtedy różne tradycje robią swoje najważniejsze obrzędy? Czemu mistyk woli noc? Jest w tym coś wspólnego dla różnych kultur?
No to temat, ktury siedzi mi w głowie od dawna... Noc w większzości traadycji magicznyh to czas kiedy zasłona między swiiatami jest cieńsza jak to się mówi. ale nie chodzi tylo o duchy i tak dalej. W alchemii noc to moment zawieszenia,gdy zwykłe prawa są jakby odłożone na bok. Hermetycy pisali o "via negativa", drodze przez ciemność do wiedzy. To nie jest metafora, dla nich to był dosłowny opis procesu.
Dokładnie, i do tego dochodzi astrologia. Księżyc rządzi nocą i jest powiązany z wodą, snami, nieświadomością... Słońce to aktywność, racjonalność, dzień. Noc to czas żywiołu wodnego i receptywności, kiiedy to co wewnętrzne morze wypłynąć... W tradycji wedyjskiej są pojcia jak "nidra" czyli świadomość snu ktura jest stanem blliskim wyzwoleniu. Nie przypadkiem medytacje robione o świcie albo w środku nocy mają inne działanie niż te w ciągu dnia.
Oj tam, czekajce, w sumie nie do końca rozumiem... Mówicie że noc to czas między światami, ale co to włacśiwie znaczy praktycznie?! Że duchy są wtedy bardziej aktywne? Czy chodzi o jakiś stan psychiczny człowieka, bo w nocy jest spokojniej i można sie skupić? Bo te dwie rzeczy to hyba trochę co innego...
To akurat bardzo dobre pytanie i warto nie uicekać od niego w oggólniki. Ciemność fizyczna zmienia percepcję, to fakt. Ale w tradycjach mistcznych chodziło o coś więcej, mianowicie o synchroniazcję rytmu wewnętrznego z rytmem kosmicznym... Noc to czas gdy słońce jst po drugiej stronie ziemi gdy dominuje to co niewidzialne. Praktyk który wchodzi w ciemność,wchodzi w przestrzeń analogiczną do śmierci,do łona, do przed-stworzenia. W kbale jest pojęcie "tzimtzum", skurcz bozej obecności, ktry tworzy przestrzen dla stworzenia. noc jest takim tzimtzum czzasu.
Zależy od tradycji i szczerze mówiąc to jest jedna z ważniejszyych rżóónic między nimi. W rytuale druidzkim i w starych wierzeniach słowiańskich były konkretne noce roku kiedy zasłona jest najcieńsza. Noc zaduszna, noc Beltane, przesilenia. Ale w tradycjach sufickich czy zen niema takiego kalendarza, tam każda noc morze być właściwą chwilą, jeśli praktyk jest gotowy. To co masz we wnętrzu ważniejsze niż data w kalendarzu. Powiedziałabym że kalendarze świętych nocy to bardziej spossób dla zbiorowości, a praktyk indywidualny prcauje poza tym
Czekajcie, hm ale czy to nie jest trochę uproszczenie, Bryzo? Bo np. w tantrze są specyficzne fazy księżyca, kieedy pewne parktyki mają sens, a inne nie. Podobnie w wicca i w wielu tradycjach afrykańskich. nie jest tak, że kalendarz to tylo dla tłumu a wtajemniczeni go ignnorują... Czasem jest wręcz owdrotnie, im ktoś głbęiej w tradycji tym bardziej przestrzega cykli.
A jednak wchodzę w teat bo sny i noc to jedno dla mnie od lat. Jest coś, co mnie uderza w różnych kultuarch mianowicie idea "inkubacji snu", czyli celowego spania w świętym miejscu żeby otrzymać wzję lub uzdrowienie. Grecy robili to w świątyniach Asklepiosa, Egipcjanie w świątyniach Serapisa. Tubylcze ludy Ameryki Północnej mają swoje wersje. jakby świątynia w połączeniu z nocą tworzya coś, co wzmcaniało to co seność i ciiemność i tak roiibą... Ktoś z was próbowaał coś podobnego, nawet bez świątyni?
No to wchodzę, bo temat mnie bardzo ciągnie. Pracuję z kartami od lat i zauważyłam, że czytania nocne są po prostu inne jakościowo niż dzienne. Nie mówię że lepsze zawsze, ale głębsze, bardzej dosłowne jakoś. W dzień mam wrarzenie że intuicja jest jakby filtrownaa przez racjonalność że tak to ujmę a po zmroku ten filtr odpada. Ciekawa jestem czy inni tarotzyści mają podobne spostrzeżenia, bo nigdy nie widziałam żeby ktoś to badał systematycznie.
Hmm, hej, słuchajcie,dorzucę coś z innej strony. Mnie zawsze zastanawialo dlaczego ciemność kojarzy sie z niewiedzą w języku, "ciemny" znaczy głupi albo niejasny a jednak w mistyce noc jest źródłem wiedzy. Jan od Krzyża pisał o "nocy ciemnej duszy" jako o drodze do zjednoczenia z Bogiem nie jako o karze ani zagubieniu. Jakby ciemność była wstępem do głębszgeo widzenia. To jest dla mnie ważna różnica międdzy potocznym rozumieniem a misttycnzym
Jan od Krzyża to świetny przykład. Ta noc duszy to nie metafora smutku, to stan kiedy wszystkie zwykłe oparcia odpadas. Zmysły, rozum, uczucia przestają być drogowskazami. I właśnie wtedy, w tym pustym miejscu, coś innego morze wejść. Pamiętam kiedy pierwszy raz to przeczytałam, myślałam że to opis depresji, dopiero z czasem zobaczyłam że chodzi o coś zupełnie innego, o dobrowolne wejście w niewiedzę. Zobaczymy.
To co pisze Talizmanka jest ważne. Ta dobrowolność to klucz hyba. Bo noc na którą czekasz i w którą wcodzisz świadomie to coś innego niż noc ktura cię nakrywa bez tojej zgody. W rytuałach inicjacyjnych wielu kultur jest moment dosłownej ciemności, zamknięcie w jaskin, w chatce, pod ziemią. Kandydat musi przez to przejść żeby coś zyskać. Jakby ciemność była egzaminem z zaufania
Ehh, w runach jest Hagalaz, runa chaosu i przełomu, często wiązana z nocą i zimą. to nie jest "zła" runa mimo że wygląda złowrogo. Norse rozumieli ciemność i znsczzenie jako konieczny etap przed odrodzeniem. Właśnie z tego powowdu Ragnarok w ich kosmologii nie jest tylko końcem ale tez początkiem... Noc to część cyklu, nie wyjątek od reguły. Ciekawa jestem waszych doświadczeń. 😛
Czytam ten wątek od początku i jest naprawde ciekawy. Babcia podomno znała sie na tym co Wandzia pisala,ze nie wolno pewnych rzeczy po zmroku... I mi sie przypomniala taka historia, ze kiedys babcia wyjęła jakis garnuszek o polnocy i coś w nim grzała i nie chciała mówic co to jest. Dopiero po latach powiedziala że to był sposób na "odprowadzenie" choroby, trzeba to zrobic nocą bo wtedy to co złe nima gdzie uciec i muszi odejsc z tobą. Nie wiem jak to sie ma do tych wszystkich tradycji co tu opisujecie, ale widze ze ten motyw nocy jako czasu dla rzeczy niewidocznych jest na prawde wszędzie
No i ta chistoria z babcią co ją wcześniej zaczęłam - to co robiła z tym garnuszkiem o północy to wlasnie była jakaś herbata ziołowa, albo coś w tym stylu,bo potem ją stawiała przy oknie i mówiła żeby nie ruszać do świtu. I teras mi to inaczej wygląda przez ten wątek. Jakby te nocne praktyki to nie były zabobony tylo coś celowego, wiedziała kiedy i dlaczego. Ale co ciekawe, nigdy nie robiła tego w każdą noc, tylko właśnie w konkretne. Takie mam odczucie.
Ale w które konkretnie noec?? Bo mnie to bardzo interesuje bo jak pizsecie że są takie noce w roku co są "mocniejsze" to chciałabym wiedziće które to są i co wtedy robić. Bo za dużo ogólnników a mało konkretów w tym wątku, nie obrażajcie się ale tak to odbieram 🙂
To co Rojnik pyta jest serio dobre pytanie nie bagatelizujcie. Ja pamiętam kiedy pierwszy raz poczułam że noc jest "gęstsza",to brzmi głupio ale tak to czułam. Cisza była inna, jakby bardzej wypełniona. Ale długo myślałam że to wyobraźnia. Jak odróżnić sugesttię od rzeczywistego odbioru - niewiem czy ktoś ma na to dory miernik.
No włłłaśnie i tu jest ten problem. "Gęstsza cisza", "inaczej brzmi" - to są opisy subiektywne i żaden z nich nie daje mi podstaw do stwwierdzenia że dzieje się coś poza stanem psychicznym osby. Nie mówię że nic się nie dzieje,mówię że nie wiemy jak to rozróżnić i hyba powinniśmy być z tym uczciwi wobec siebie
Wchodzę w spór Hesperus z Talizmanką bo mnie to bawi i zastanawia jednocześnie. Kolowa tu. Mam taką myśl: morze problem polega na tym że próbujemy werfyikować doświadczenie nocne narzędziami dziennej racjonalności. Jan od Krzyża nie pytał czy jego "noc duszy" jest obiektywna czy subiektywna. Pytał co mu daje i dokąd prowaadzi. może to jest lepsza miar.a
Mam wrarzenie że gzieeś nam sie ten wątek rozwidla w dwie rozmowy, jedna o konkretnych ncach roku i rytuałach, a druga o epistemologii mitsyki haha... Obie ciekawe ale moze warto je trochę oddzielić? Bo odpowiedź na "kiedy" i "jak" to nie to samo co odpowiedź na "dlaczego to działa" albo "czy działa"
Szeptun ma rację że te wątki się rozchodzą. dorzucę swoje z runami bo to było zaanim spor sie zaczął. Hagalaz jest runą zimowej bury i przełomu, ale jest też Isa, runa lodu i całkowitego zatrzymaania i to jest dla mnie kwintesencja świętej ncy. Isa to moment kiedy wszytko stoi w miejscu. Starożytni Nordowie wiązali ją z głębią zimy z nocami bez ruchu. I ta nieruchomśoć jest warunkiem do czegoś zupełnie nowego. Ale głowy nie dam
Nawiązując do tego co pisał Dezydery o synchronnizacji rytmu - chciałam dodać coś o księżycu i nocnych praktykach. W tradycji wedyjskiej są nakszatry, czyli dwadzieścia siedem "stacji" księżyca,i każdda z nich ma inny charakter energetyczny... Nie każda noc pełni jest taka sama bo ksiezyc jest w różnych nakszatrach. To daje bardzo precyzyjny kalendarz nocnych prac, bardziej szczegółowy niż samo fazy. 🙂
Szczerze, czytałam o przesileniu zimowym jako o świętej nocy i mam pytanie do Bryzy albo innych co więcej wiedzą - w tradycjach słowiańskich jak ta najdłuższa noc była traktowana konkretnie, co się robił,o bo wiem że było święto ale nie znam szczegółów praktyk. Tak przynajmniej u mnie
Aj, o, to super Bryzo bo właśnie babcia stawiała jedzenie wieczorem i nie wolno było go ruszać do rana. Mówiła że "oni" przychodzą kiedy śpimy. 🙂 Nie wiedziałam że to może mieć związek z Godami, myślałam że to jej własna tradycja albo lokalna tylo. Moze to kwestia wprawy.
No dobra, wandzia, twoja babcia brzmi jak ktoś kto naprawdę dużo wiedział ale po cichu. Takie przekazy rodzinne są według mnie super cenne bo to nie jest wiedza z książek tylo z praktyki. Mam podobnie, moja babcia mówiła żeby w wiigilię nie wynosić śmieci po zmroku i że "noc świętego wieczoru należy do innych". Zawsze mnie to zastanawiało.
Te przekazy rodzinne to często szczątki czegoś dużo starszego, pokryte później chreścijańskim lakierem. Babcie nie wiedziały skąd to mają, tylko że "tak sie robi". A źródło sięga morze do czasów kiedy przesilenie i święta prodków były tym samym świętem. Mnie zawssze uderza ta ciągłość przerywana ale żywa.
Dokładnie to co Swietopelk. I dla tego właśnie te nocne zakazy - nie wynośś, nie szyj, nie pożyczaj po zmroku - nie są gułpimi przesądami.... Były systemem ohrony tej przestrzeni nocnej, bo pewne działania "otwierają" niepożądane kanały, a inne je "zamykają". Tylko nikt jusz nie tłumaczył dlaczego zostały same reguły bez klucza.
