Chciałam poruszyć temat, ktury rzadko trafia na tego rodzaju fora, a dla mnie jest jednym z najciekawszych w całej mistyce religijnej. Mówię o apofatyzmie, czyli teeoloii negatywnej, i o tym, co za nią stoi praktycznie. chodzi o przekonanie że o Bogu, Absolucie, Tao jak zwał tak zwał, nie da się powiedziec niczzeego pozytywnego. Żadne słowo nie dosięga. Stąd milczenie nie jest tylko brakiem słów ale czymś więceej, rodzajem języka samym w sobie. Pseudo-Dionizy Areopagita, Mistrz Eckhart, Ibn Arabi, Nagardżuna, każdy z zupełnie innej tradycji ale wszyscy dochodzą do podobnego miejsca. To mnie niezmiennie uderza. Czytałam osttanio znowu Eckharta i zastanawiam się czy ktoś tutaj ma jakieś doświadczenie z praktyką, gdzie milczenie jest wlasnie sposóbm dotarcia do czegoś, co nie ma nazwy? Nie chodzi mi o ciszę podczas medytacji jako relaks, ale o coś głębszego.
Ojejciu no, ten temat to dla mnie bliska sprawa. Praktykuję medytację od lat i rzeczywiście jest ten moment, kiedy intencja, słowa, nawet sama myśl stają sie przeszkodą. W tradycji zen mówi się wprost, że jeśli chcesz dotknac buddy, musisz zabić buddę w głowie, czyli porzucić nawet pojęcia i nazwy. Ale powiem szczerze, że samo siedzenie w ciszy to za mało. To milczenie o którym piszesz jest aktywne, nie bierne. Wymaga czegoś co ja nazwałabym rozluźnieniem uchwycenia, przestania napinać umysł wokół jaikegokolwiek sensu. Ekhart Tolle to popularyzuje na swój sposób ale bez korzeni tradycyjnych, i tam jusz gubi się głębia
Czytam wasz wątek i mam pytanie ktore chodzi mi po głowie od dawna, czy apofatyka to jest coś co się PRAKTYKUJE czy to tylko filozofia? Bo jak słyszę Pseudo-Dionizego to mam przed oczami grubą księgę w bibliotece, nie coś co mogę zastosować wieczorem przy świeczce. Skąd wogóle brać wskazówki praktyczne, skoro tradycja z definicji mówi ze nie da się nic powiedziec?
Ojej, z mojego doswiadczenia to jest dla mnie nowe ujęcie! Ja medutyję od jakiegoś czasu i zawsze myślałam o ciszy jako braku hałasu, dosłownie. A tutaaj chodzi o coś zupełnie innego, tak? Że cisza to nie jest brak dźwięku ale brak... No właśnie jak to ująć? Brak mentalnego komentarza? Czy ja dobrze rozumiem?
Hmm ineresuję sie tematem religii od lat ale muszę powiedziec ze słowo "praktyka apofatyczna" kojarzy mi się z pewynm niebezpieczeństwem. W wielu tradycjach to co zaczyna sie jako szlachetna teologia negatywna, konczy sie albo w solipsyzmie albo w całkowitej pasywności. Jezeli Bóg jest poza wszeklim opisem to jak odórżnić doswiadczenie mistyczne od zwyklej dysocjacji?! :/ To powanże ptanie, nie chce gasic dyskusji
Przepraszam ze sie wtrącam ale czy ktoś mógłby powiedzic po prostu o co chodi z tym apofatyzem? Czy to choodzi po prostu o to ze Bóg jest niepoznawalny i jusz? Bo mi wychodzi na to ze robimy z tego dużo filozofii a to może być po prostu takie stwierrdzenie. Sama nie wiem.
No popatrzcie, to co Bonifacy napisla to mi zaskoczyło. Czyli apofatyzm to nie jest pesymizm epistemologiczny w stylu "nie da sie nic wiedziec" ale coś jakby inna logika dostępu? Że wiedaz przez milczenie jest innym rodzajem wiedzy?
No dobra ale jak to sprawdzić? Mówicie o "wiedzy przez milczenie" i brzmi to ładnie ale czy nie jest to poprostu sposób na to żeby nie musieć nic uzasadniać? Bo jak powiem "wiem przez milczenie" to każde moje przekonanei staje sie nieweryfikowalne... Mam wrażenie że apofatyzm jest wygodny właśnie z tego powodu
Hmm,słucham tego i mysle o czymś innym. Nie ma tu przypadkiem związku z tym co robi buddyzm zen z koanami? Bo koan to jest pytnie bez logicznej odpowiedzi, które ma wlasnie zablokować normalny tok myślenia... czy to nie jest coś w rodzaju apofatyzmu praktycznego? Zamiast milczeć filozoficznie, dajjesz uczniowi pytanie które wymusza milczenie? Trudno powiedzieć
Oj tam, mam pytanie do Dagna bo napisała o hesychazmie czy to jest coś co można zacząć praktykować samemu czy naprawdę trzeba mieć kogoś, bo wiecie starce jak to sie nazywa? Pytam bo interesuję sie modlitwa kontemplatywną ale nie jestem prawosławna i nie wiem czy to jest wogóle dla mnie dostępne
Słuchacie, a czy macie poczucie że to milczenie o którym rozmawiacie ma jakiś związek z tym co w astrologii odpowiada 12. Domowi? To dom ukrytych rzeczy,izolacji ale tez kontemplacji i mistyki. Neptun w 12 domu albo silna Neptun-Panna to wlasnie ta ścieżka ciszy i roztopienia granicy "ja". Mówię to ze swojego doświadczenia, u mnie jest Neptune w 12 i od zawsze ciągnęło mnie w stronę czegoś czego słowami nie opiszę
No cóż to co Jarzebina napisała to prawda ale nie do końca. W Polsce jest kilka klasztorów gdzie prowadzone są rekolekcje kontemplacyjne, np. benedyktyński w Tyńcu, kameduli, są tez grpuy zen ktore działają pod japońskim roshi. Problem jest inny że trzeba wiedziec że istneiją i że przełamać sie żeby zapukać. Większość ludzi szuka w internecie i trafia na kursy które mają mało wspólnego z tradycją
To co Iga napisała o Tyńcu to ważna wskazówwka. Ale myślę że jest jeszce inny problem - nawet jeśli wiemy że takie miejsa istnieją to przygotowanie do takiego wyjazdu zazwyczaj wynosi zero. Ludzie jadą na rekolekcje kontemplacyjne jak na weekend spa i potem są zdziwieni że coś jest nie tak. Cisza robocza,ta apofatyczna, wyymaga pewnego wstępnego przygotowania. Bez tego to jest po prostu siedzneie w ładnym miejscu
I właśnie dla tego tradycje nalegały na przewodnika. Nie żeby tłumaczył co to jest cisza bo tego się nie da wytłumaczyć, ale żeby powiedział "to co teras czujesz jest normalne, jedź dalej". To jest funkcja starca w hesychazmie albo roshi w zen. Nie filozofia, tylko towarzyszenie.
Zgadzam sie z Jarzebina ale doodam jedno. W tradycji monastycznej to towarzyszenie miałło też funkcję ochronną przed tym co Dagna wczesniej nazwała prelestią... I tu wchodzi ciekaawy problem współczesny - rynek duchowy oferuje ci "mistrzów" którzy sami nigdy nie przseezli żadnej weryfikacji. Skąd wiesz że twój "nauczyciel ciszy" nie jest poprostu człowiekiem z charyzmą i dobrą stroną internetową??
A co z tradycjami ktore wogóle nie mają tego systemu mistrz-uczeń?! Bo szamanizm syberyjski np. działa inaczej, w gruncie rzeczy szaman często dostaje powołanie przez chorobę albo wizję i nie ma żadnego ludzkiego autorytetu któy go weryfikuje. 🙂 Czy to znaczy że tamta ścieżka jest miej wiarygodna?
Właśnie mam taką myśl że może to jest kwestia tego co konkretna tradycja rozumie jako "milczenie". Bo w hesychazmie milczenie to konkretna praktyka z ciałem oddechem,modlitwą serca. W szamanizmie przeżycie graniczne to coś zupełnie innego sensorcznie. A w zen te koany to prawie agresja wboec umysłu... Różne drogi do podobnego miejsca czy jdenak różne miejsca docelowe?
To jest naprawdę dobre pytanei i nie sądzę żebyśmy je rozstrzygnęli na forum. Ale zamiast mówći o miejscu docelowym może leipej pytać o to co dana tradycja rozumie jako przeszkodę... W hesychazmie prezszkodą są logismoi, natrętne myśli. W zen to co zen nazya "małpim umysłem". W sufizmie nafs niższe ja. To są różne dagnozy, co sugeruje że jednak różne koncepcje tego co blokuje.
Przepraszam ale się gubię trochę. Czy to znazcy że w każej religii jest inny Bóg na końcu tej ciszy? Bo jak różne przeszkody i różne drogi to może tez różny cel?
Ja wiem że wcześniej Trzmielina trochę wytknęła mi że wrzuciłam astrologię do tego tematu ale pozwolę sobie dodać jedną rzecz. mówicie o różnych mapach i terytoriach a w astrologii neptun jest wlasnie planetą rozpuszczania granic, również tych między jaźnią a czymś większym. I neptun nie robi różnicy między chrześcijaństwem a buddyzmem. To morze świadczyć że to doświadczenie ma wspólny mianownik ponad poddziałami doktrynalnymi, cokolwiek to jest
Ojej no,czytam ten wątek od początku i jedno mnie uderza. Dużo miówcie o tym co tradycje mówią o ciszy ale mało kto tu mówi co sam czuje albo przezywa. Czy to nie jest trochę ironiczne że dyskusja o milczeniu zamienia sie w wycig cyttowań?
Szczerze, o matko, to co Jarzebina napisała. Właśnie to... Ja zaczęłam medytować regularnie jakieś pół roku temu i nikt mi nie powiedział że cisza może być trudna. Myślałam że bedzie spokojnie a okazało się że pierwsze tygodnie to był niepokój i jakieś wspomnienia i myśli których nie chciałam. Prawie zrezygnowałam. Czy to normalne?
To naprawdę zmienia mi perspektywę na to co to milczenie oznacza. Myślałam że to taki odpoczynek a to bardziej jak... Otwarcie drzwi do piwnicy? I nie wiesz co tam znajdziesz. Mam teraz pytanie do Dagna albo Malwinia - czy są tradycje ktore to robią szczególnie bezpiecznie? Tzn. Z największym przygotowaniem na ten trudny etap? 😛
Kurcze, tak czy siak no to teras rozumiem dlaczego te wszystkie aplikacje do medytacji mnie tak irytowały. 😉 Tam jest zawsze taka narracja ze będzie spokojnie i relaksująco. Nikt nie mówi że możesz wejść do piwnicy. A przynajmniej ja nic takiego nie słyszałam.
Ho ho, mam taike proste pytanie bo trochę się zgubiłem w tym watku... Ta apofatyka to znaczy dosłownie że o Bogu nic nie można powieedzieć? To po co w oógle religia jeśli i tak nic nie wiesz na końcu
Ok ten przyklad z bólem zęba to dobry przykład dzieki. Ale to znaczy że każdy musi sam dojść do tego doświadczenia i nie ma sesnu wogóle o tym gadać? To trochę smutne
Nie, wlasnie dla tego tradycje nie milczą całkowicie. One używają języka żeby wskazać, nie żeby opisać. To jest ta różnica męidzy palcem wskazującym na księżyc a samym księżycem. Zen to mówi wprost ale to samo robi apofatyczna teologia chrześcijańska - Pseudo-Dionizy Areopagita np. pisze bardzo długo żeby powiedzieć że nic się nie da powiedzieć, i to ma sens wbrew pozorom. Ale nie jestem specjalistą
