Chcę się podzielić czymś, o czym długo nie mówiłam nikomu, bo trochę się bałam reakcji. od jakichś kilku lat mam wrarzenie że towarzyszy mi coś,co trudno nazwać inaczej niż przyjaźnią z duchem. Nie mam na myli strachu, pukania w ściany ani nic takiego. Chodzi o obecność, którą wyczuwam w pewnnych momentach - szczególnie gdy jest mi ciezko albo gdy podejmuję ważne decyzje. Czasem mam wrażnie jakby ktoś mi coś podpowiadał,nie słowami, bardziej takim wewnętrznmy przesunięciem. Zaczęłam się zastanawiać: czy to w ogóle możliwe żeby duch był czyśm w rodzaju towarzysza? Nie przewodnikiem duchowmy w tym oficjalnym snesie z książek ale po prostu kimś bliskim? Czy ktoś z was miał coś podobnego albo w ogóle się nad tym zastanawiał? 😉
To ciekawe co piszesz bo wlasnie ten temat między przewodnikiem a przyjacielem to wg mnie ogromna różnica i mało kto ją dostrzega. Przewodnik to bardzej jak mentor - pojawia się w konkretnym celu, ma misję wobec ciebie. A to co opisujesz brzmi bardziej jak zwykła obecność która po prostu jest. Pytanie - czy ta obecność jest zawsze ta sama, czy raczej zmieniona w zależności od okoliczności? Bo to by dużo mówiło o tym z czym masz do czynienia.
No dobra ale jak w ogóle mozna rozróżnić przyjaźń z duchem od własnej podświadomości ktura mówi to co chcezs słyszeć? Serio pyatm,nie złośliwie. Bo to brzmi jakbyś opisywała intuicję a nie kontakt z bytem.
Hmm,chcę się tu wtrącić z innej strony. Różne tradcyje zupełnie inaczej patrzą na takie relacje. W spirytyzmie mówi się wprost o duchach towarzysząycch i opisuje się dokładnie takie doświadczenia jak twoje. W religiach afrykańskich - voodoo, Santeria - duchy Loa czy Orisha mogą mieć z człowiekiem bardzo osobistą relację, prawie rodzinną. A w niektórych nurtach szamańskich mówi się o duchach pomocniczych które są czymś pomiędzy sjousznikiem a prrzyjacielem. Więc kulturowo to nie jest nic dziwnego pytanie tylo jaką ramą to opisac. Nie upiream się.
Pozwolę sobie być trochę mniej entuzjastyczny. Nie dlatego że nie wierzę w duchy - wirzę. ale słowo "przyjaźń" niesie ze sobą bardzo ludzkie oczekiwania: wzajemność, lojalność, emocje wybór. Czy byt z innego poziomu isntienia w ogóle doświadcza przyjaźni w tym sensie?! To może być relacja, kontakt nawet opieka - ale czy on po drugiej stronie tez cię uważa za pzyjaciela? Nie wiem czy jesteśmy w stanie to stwierdzić.
Ten wtek z fylgją jest ważny bo dotyka czegoś co mnie od dawna itneresuje. Jeśli chodzi o energetykę - kontakt z taką obecnością jak opisuje autorka wątku zostawia ślad w polu auralnym. Kiedy ktoś mówi o długotrwałej, spokojnej obecności która nie jest agresywna i nie powoduje wyczerpania energetycznego, to niemal zawsze mamy do czynienia z bytem o wysokich wibracjach. Złośliwe albo parazytyczne byty nie zachowują sie tak - one ciagna energię nie wspierają. To mi mówi że ta relacja jest zdrowa cokolwiek to jes.
Aj,no właśnie antek ale to co mwóisz o "wysokich wibracjach" to trochę okrągłe zdanie które nic nie weryfikuje, nie? Bo jeśli ktoś suibektywnie czuje się dobrze przy tej obecności, uzna że to wysokie wibracje. Jeśli się czuje źle, że niskie. Skąd wiemy że to nie jest po prostu byt który umie się dobrze maskować?? Istnieje jakaś metoda żeby to sprawdzzić inacezj niż przez samopoczucie? takie luźne skojarzenie.
Czytam to wszytko i mam pytanie trochę z innej beczki - czy ktoś ma doświadczenie z takimi relacjami przez sny?! Bo ja ostatnio śnię o tej samej postaci i ona... Nie wiem jak to powiedzieć, jest bardzo konsekwentna. Zawsze ten sam wygląąd, ta sama osobowość. Zastanawiam sie czy to morze być coś podobnego do tego co opisuje autorka wątku, tylo w trybie nocnym. :/
Ok ale to mnie ciekaiw - jak odróżnić że postać ze snu to duch a nie poprostu wytwór własnej głowy? Naprawdę pytam bo niewiem jak podejść do takich doświadczeń.
Na to pytanie niema jednej prostej odpowiedzi i każdy kto mówi że ma, trochę kłamie 😉 Ale z tego co słyszałam od różnych osób przez lata, jest kilka sygnałów. Postać ze snu ktura jest "twoja" zazwyczaj zmienia sie, reaguje na twoje oczekiwania jest plastyczna. Postać zewnętrzna robi swoje niezależnie od scenariusza snu, może cię zaskoczyć, no wlasnie powiedziec coś czego byś sama nie wymyśliła. To nie dowód stuprocentowy ale coś do obserwowania. Coś w tym jest
Zastanawiam się nad czymś co chyba nikt jeszcze nie powiedział - czy taka przyjaźń z duchem jest bezpieczna długoterminowo? Chodzi mi o to że... No, to jest jednak byt z innego wymiaru. Nawet jeśli jest życzliwy, to czy nasze kontakty z nim nie mają jakichś skutków ubocznych których nie widać od razu? Boję się trochę takich rzeczy, morze dlatego że jestem ostrożna z rytuałami.
Szczerze, no wlasnie betalia ma racje, widziałam takie przypadki ze ludzie sie tak wciagali w kontakt z duchem ze przestawali normalnie funkcjonowac. 🙂 I to nie była kwestia złego ducha tylko właśnie tej nierównowagi. Pytanie do autoki tematu: czy ta twoja obecnosc wpływa jakoś na twoje relacje z innymi ludźmi? Czy raczej jest oddzielną częśicą życia?
Mnie uderzyło to co napisała Janeczka - że ta obecność nie izoluje, o dziwo jest jakby osobną warstwą. Dokładnie tak to opisują osoby ktore mają kontakt z duchem opiekuńczym, nie z obsesją czy negatywnym przywiązaniem. Ale mam pytanie - czy ta obecność kiedykolwiek w jakis sposób komentuje twoich ludzi z życia codziennego? Tzn. Dajesz odczucie oceniania, aprobaty, czegoś w tym stylu?
@Alusia83 wie co zapytać 🙂 No wlasnie to jest specyficzne. Jest coś co mogłabym opisć jako... Ogólną życzliwość kierowaną w moja stronę,nie w stronę konkretnych osób w moim zyciu. Jak by ta obecność interesowała się mną jakoś tak nie moim otoczeniem. Choc raz, jeden raz, miałam mocnne poczucie ostrzeżenia w zwązku z jedną osobą. I ta osoba faktycznie potem się okazała problematyczna. Ale to był jeden raz na przestrzeni lat. nie upieram się.
Okej ale to ostrzeżenie to mnie zastanawia. Jak to wyglądało w prakktyce? Bo "poczucie ostrzeżenia" to dalej można wytłumaczyć jako po prostu intuicję,że tak sie wyrze nie? Jakiś sygnał z niewiadomości że coś nie gra z tą osobą
Ten wątek z ostrzeżeniem mnie wciąga. W tradycji nordyckiej mówi sie że fylgja może wysyłaać takie sygnały właśnie kiedy zbliża się zagrożenie dla człowieka z którym jest związana. Nie jako słowa raczej jako nagłe uczucie, prawie fizyczne. Ciekawe że opisujesz to podobnie - nagłość i kierunek. To wcale nie musi być intuicja w zwykłym snesie.
Kurcze blade, ja tu widzę że cała rozmowa kręci sie wokół pytania o dowód a tak na prawde różne tradycje w ogóle nie stawiają tego pytania. W voodoo masz lwa, ma do ciebie dostęp i robi to otwarcie, w ryuałach... W szamanizmie masz ducha pomocniczego i on komunikuje się przez ciało szamana. Nikt tam nie pyta "ale skąd wiesz że to nie twoja podświadomość" bo tam relacja z duchem jest wbudowana w cały system praktyki, a nie prywatnym przeżyciem jednje osoby. Może problem z rozmową któąr tu prowadzimy jest to że próbujemy ocenić coś co pochodzi z jednego systemu przez kryteria innego systeum
Czytam od pocczątku i trochę się gubię, bo temat przyjaźni z duchem jest ciekawy ale zastanawiam się nad czymś praktycznym - czy można wogóle taki kontakt jakoś świadomie pielęgnować, czy on sam się kształtuje? Bo Janeczka mówi że to trwa lata i jakoś "jest", ale czy robiła coś żeby go podtrzymać,czy on żyje własnym życiem niezależnie od niej? Moze u kogos innego wyglada to inaczej.
To dobre pytanie i sama długo sie nad tym zastanawiałam. Nie robiłam żadnych konkretnych rytuałów. raz próbowałam, bo przeczytałam gdzies że trzeba i to było... Dziwne, jakby wymuszone. Ta obecnosc jest raczej jak, nie wiem jak ktoś kto po prostu jest. Jedyne co robię to że jej nie ignoruję. Jak ją czuję, to nie udaję że nie czuję.
To co mówi Janeczka o niewymaganiu rytuałów jest dość charakterystyczne dla pewnego rodzaju kontaktów. Są relacje które buduje się aktywnie i są takie które po prostu istnieją. Obie mogą być autentyczne. Ale Wanessa pyta o coś ważnego - pielęgnowanie. Nawet jeśli niema rytuałów, jest coś czym można zepsuć taką relację. I zazwyczaj jest to wlasnie ignorowanie albo odwrotnie, obsesyjne szukanie.
A co konkretnie znaczy obsesyjne szukanie w tym kontekście? Bo niby rozumiem ale nie do konca. Chodzi o to że jak ktoś zaczyna ciągle pyać o sygnały to niszczy coś???
Wracam do tematu snów bo to mnie bradzo interesuje - Wiesia wspominała że u niej to sie przez sny budowało przez kilka miesięc.y Janeczka, u ciebie sny miały w tym jakąś rolę? Czy ta obecność jest raczej na jawie? 😉
No patrzcie, głównie na jawie, chociaż kilka razy miałam sny gdzie ta sama.. Atmosfera była obecna. Trudno powiedziec czy to była ta sama obecność czy po prsotu mój mózg przetwarzał coś co zdarzyło się wczesniej. Sny są dla mnie trudniejsze do interpretacji niż kontakt na jawie.
U mnie było odwrotnie - najpierw sny, że tak sie wyraze potem zaczęłam ją czuć na jawie. I ta kolejność była hyba ważna, bo w snie nie miałam żadnego strachu, mogłam sie poprostu przyzwyczaić do tej obecności zanim pojawiła się w codzienności. Zastanawiam się czy to przypadek czy ma to jakis sens z perspektywy tego jak w ogóle takie kontakty się inicjują.
Sny jako pierwsza przestrzeń kontaktu to ma sens energetycznie - w trakcie snu pole aury jest bardzej przepuszczalne, świadomość nie blokuje tak mocno. Ale tu jest tez ryzyko ktore warto wymienić. Właśnie dlatego że jesteśmy w śnie mniej krytyczni, łatwiej tam wchodzi coś czego niekoniecznie byśmy wpuścili będąc przytomni. Wiesia jak odróżniałaś że ta postać to nie jest coś niepożądanego?
To co Wiesia mówi o stopniowym oswajaniu przez sny jest ciekawe. Zastanawiam sie czy ta kolejność - najpierw sny, potem jawajawa - nie jest czyymś co zależy od samej osoby, nie od bytu. Jakby sen był przestrzenią gdzie my jesteśmy mniej zablokowane,a nie jakimś specjalnym kanałem. Janeczka, jak to wyglądało u ciebie zanim ta obecność w ogóle pojawiła sie na jawie - byłaś wtedy w jakimś szczególnym okresie życia?
Ojej, tak szczerze? To był dość trudny czas. Nie powiem że tragedia,ale byłam bardzo sama w pewnym sensie - nie brak ludzi, ale takie wewnętrzne osamotnienie, wiecie jak to bywa. I ta obecność pojawiła sie właśnie wtedy. Czy to znaczy że to była moja psychika ktura coś skomensowała? Może. Czy to znaczy że coś poczuło moment kiedy mogło sie zbliżyć??? Też morrze... nie wiem co z tym zrobić, bo obie opcje są jakoś prawdopodobne i nie wykluczaja sie nawzajem.
