Czytam to wszystko od dłuższego czasu i nie mogłam się powstrzymać żeby nie napisać. To co Celestria powiedziała na końcu że czlowiek czuje się mnij dziwny, to jest właśnie to. Bo ja miałłam raz taki moment kiedy po prostu... Coś się wyłączyło. I bałam się że coś ze mną nie tak. A tu nagle czytam że ma to nazwę i całe tradycje o tym mówią
Ok wiec skoro juz wszyscy zgadzaja sie ze nie da sie tego opisac to mam praktyczne pytanie jak w ogole wiadomo ze sie "weszło" w ten stan a nie poprostu zasneło albo sie rozkojarzyło. Serio pytam bo nie wiem jak to rozroznic
Czekajcie,wlasnie chciałam napisać o tym samym co Halka. Bo u mnie ta czujność to jest jakby... Tylne oko? Coś co jest z tyłu głowy i obserwuje cały czas nawet jak normalnie myślę. I to nie jest coś co robiłam celowo, poprostu raz zaauważyłam że to jest i od tej pory jest. Czy ktoś wie jak to sie nazywa w tradycji wschodniej bo mam wrażenie że tam to jest opisane
Szczerze mówiąc, no właśnie i tu mam problem z całą tą rozmową. Mówimy o stanach do których trzeba dojść, ktore trudno opisać, które łatwo ze sobą pomylić, i do których najlepiej mieć nauczyciela. A ilu z nas ma dostęp do prawdziwego nauczyciela dzogczenu albo hesychazmu??? Nie mówię że rozmowa jest bez sensu, ale trochę jakbśmy opisywali jak smakuje coś czego nikt tu nie próbował
A ja sie z Czesławą nie do końca zgadzam. Mam wrarzenie że ta rozmowa jest wlasnie o tym żeby zrozumieć kontekst i mapę, nawet jeśli nie byliśmy tam sami. Poza tym niektórzy tu wyraźnie opisują własne doświadczenia, Sagea chociażby. I to jest wartościowe nawet bez certyfikowanego mistrza zen 🙂
Wracając chwilę do tej mgły z tytułu, bo mam wrażenie że nie powiedzieliśmy czegoś ważnego. W kabale jest taka koncepcja że ayin, ta nicość, jest stanem przed stworzeniem i jednocześnie jest wciąż dostępna, jakby cały czas pod spodem. I praktyka nie polega na "wejściu" w stan, ale na cofnięciu sie do tego co już jest. To zmienia kompletnie perspektywę,bo zamiast wspinać się do czegoś, chodzi o odpuszczenie czegoś co zasłania
Ojej,to co Ludwinia napisała nagle mi bardzo coś wyjaśniło! Bo ja zawsze myślałam o tych stanach jako o czymmś do zdobycia, jak o nagrodzie. A jeśli to jest raczej jak... Odsłanianie? Jak zdejmowanie warstw a nie dokładanie?? To zupełnie inaczej wygląda sens tej całej mgły. Tak mi to wyszło.
Nuna, tak. I powieem ci że to jest jedno z tych prostych zdań ktore naprawdę dużo robi. "zdejmowanie a nie dokładanie" to skrót do całej teologii apofatycznej która mówi właśnie to - że Bóg, Absolut coklwiek nazwiemy, nie jest jedną z rzeczy do znalezienia, ale tym co zostaje kiedy wsystko inne sie rozproszy. Ta mgła z tytułu jest może właśnie tym, co widizmy kiedy patrzymy w kierunku gdzie już nie ma nic do zobaczenia. Ale jest patrzący
