No dobra benedyk, rozumiem tę wątpliwość i trochę masz rację że łatwo wpaść w pulpę gdzie wszytko jest wszystkim... Ale zauważ że nie mówimy tu że to JEST to samo, tylo pytamy CZY wskzuje na to samo. To jest inna pozycja. Możemy porównywać różne tradyjce bez zakładania z góry że są identyczne. I właśnie pytanie tytułowe - czy można uzyskać dostęp - zakłada że jest coś do czego można uzyskać dostęp. To jest pytanie otwarte, nie twierdzenie.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam mieszane uczucia. Z jednej strony, poziom rozmowy jest na prawde niezły. Z drugiej - wlasnie to Benedyk i Sliwkowaa punktują jest ważne. Ale mam pytanie do wszystkich praktykujących tu - czy ktoś z was MA realne doświadczenie które można opisać jako "dostęp do pierwotnego słowa"? Nie teoretycznie, nie z ksiazek. Bo to jest chyba centralne pytanie tytułu, a jakoś ucieka.
No popatrzcie, w gruncie rzeczy to powtórzę pytanie bo hyba ucichło - czy ktoś z was MA realne doświadczenie z tym czym sie tu od dobrych kilkudziesięciu postów rozmawiamy? Bo widzę tu dużo teorii, porównywania tradycji, piękne opisy cisz i nabrzmiałości, ale żadnego konkretnego "zrobiłam X i stało się Y". Klimcia, Agatka, Nyja - wy praktykujecie od lat, mówię poważnie, czy cokolwiek z tego języka ptaków macie z praktyki, nie z lektury?
Czekajcie, nyja, jakoś tak to co opisujesz z tym śpiewem to brzmi niemal identycznie jak to co próbowałam powiedzieć o tej ciszy! Że niby nic sie nie dzieje ale nagle coś JEST. I to "wiedzenie" - to słowo do mnie przemawia. Nie wiedziałam jak to ująć wlasnie... Ale pytanie ktore mi teras chodzi po głowie to - czy to doświadczenie cokolwiek zmieniło potem? W codziennym życiu mam na myśli?
Nyja opisuje klasyczny efekt dlugiej praktyki wokalnej znany z badań nad muzykami i mistykami - ropzad granicy między "ja robię" a "to się dzieje". Neurologia ma na to swoje nazwy tradycje mistyczne mają inne... Moje pytaine jest inne: czy nadawanie temu nazwy "język ptaków" COKOLWIEK dodaje do smego dośświadczenia czy tylo je kategoryzuje? Bo podejrzewam ze ta etkieta bywa pułapką,zaczynasz szukać języka ptaków zamiast poprostu być w tym co jest
Słucham Nyji i Cohena i mam wrarzenie że rozmawiają jakby o dwoch różnych rzeczach. @Cohen pyta czy etykieta jest potrzebna. Agatka mówi że pomaga. ale jest trzecia opcja której tu niema - że etykieta aktywnie kształtuje doświadczenie. Tzn. Jeśli wchodzę w medytację z przekonaniem że szukam "pierwotnego słowa stworzenia" to interpretuję wszytko przez ten filtr. Może wtedy "widzę" język ptaków nie dla tego że jest ale dlatego że tego szukałam?!
No popatrzcie okej ale wracając do pytania Wahadlarki bo wydaje mi sie ze trochę odpłynęliśmy - ona pytała o konkretne doświadczenia. Nyja odpowiedziała. Ktoś jeszce? Bo mnie ta rozmowa trochę kręci w kółko na poziomie teori a wolałabym usłyszeć więcej takich rzeczy jak to co napisała Nyja. Eliksiryna pisłaa o śnie wczesniej, Iolit tez,może byście powiedziały więcej o tym co się DZIAŁO, a nie co to znaczy?
Czytam i jestem trochę zagubiona bo nie rozumiem jednej rzeczy - mówicie o doświadczeniach w medytacji albo we śnie ale czy można do tego jakoś się przygotować? Czy jest jakas konkretna praktyka żeby to wywołłłać, coś co mogłabym sama spróbować? Bo brzmi jakby to przychodziło samo i nie wiadomo kiedy, a co jeśli ktoś tego szuka bardzej świadomie? Tyle ode mnie na dziś, muszę to jeszcze poukładać.
