Ostatnio czytałam o czymś co mnie totalnie wciągnęło - mianowicie o tak zwanym języku ptaków albo langue des oiseaux jak mówią Francuzi. Chodzi o ukryty język, ktury miał być pierwotnym językieem stworzenia, rozumianym przez aniołów proroków i wtajemniczonych. Występuje w hermetyzmie, w kabale,w tradycji sufickiej, nawet w tekstach średniowiecznych alchemików. I nie chodzi tylo o dosłowne rozumienie śpiewu ptaków (choć i to sie pojawia) ale o coś głębszego - o dostęp do warstwy rzeczywistości gdzie dźwięk i znaczenei są jednym. W kabale to jest coś w stylu tej pierwotnej mowy Adama przed wygnaniem z raju. W sufizmie mówi się o ptakach jako symbolach dusz zdążających ku Bogu (Farid ud-Din Attar, Konferencja ptaków). Ciekawi mnie czy ktoś tu praktykował coś związanego z tym tematem albo ma własne przemyślenia? Czy da się wogóle odtworzyć dostęp do takiej pierwotnej warstwy języka?
O, to jest temat kóry siedzi głęboko. język ptaków to nie jest jedna rzecz, to raczej kilka nakładających sie tradycji które gdzies w środku stykają się w tym samym punkcie. W hermetyzmie mówi się o Verbum Dei pierwotnym słowie które nie tyle opisuje rzeczywistość ile ją stwarza. To nie jest język komunikacji tylko język bytu. Alchemicy zakodowali w nim swoje teksty - stąd tyle dziwnych metafor ze zwierzętami, ptakami zwłaszcza. Pelikan, orzeł, kruk, łabędź - to etapy opus magnum ale zapisane w tym właśnie ukrytym kodzie. Pytanie do ciebei Klimcia - od ktorej strony chcesz do tego wejść? Bo to można rozgryzać intelektualnie, mozna przez dźwięk i mantrę, można przez kontemplację symbolu. To są różne drzwi. Wiem że brzmi to dziwnie.
Muszę przyznać że trocęh sceptycnie patrzę na tę całą narrację o "pierwotnym języku stworzenia". To jest piękna metafora tak. Ale czy naprawdę ktoś wierzy że istnieje jakiś konkretny dźwięk albo zestaw dwźięków ktury ma dostęp do warstwy kraecji?! W kabale Słowo ma swój sens teologiczny,jasne ale tamtejsi misrzowie razej by sie wzdrygnęli gdyby ktoś powiedział że można to tak po prostu odtworzyć. Kombinacja liter w hebrajskim to nie jest magiczna formuła do wklepania,to wieloletnia medytacja i praca z tekstem... Mam wrarzenie że ten temat zbiera wszytko do kupy trochę za łatwo.
Języki ptaków pojawiają sie też w tradycji słowiańskiej, mało kto o tym mówi. Zielikiel i inne ptaki wieszcze - kto umiał ich słuchać, ten znał przyszłość. Ale to nie był język do nauki,to był dar. Albo go miałaś albo nie. Szamanki syberyjskie podobnie - kontakt z ptasim duchem to nie kwestia techniki tylko szczególnego rodzaju otwarcia. Więc mam mieszane uczucia wobec pytania "czy da się odtworzyć dostęp". Może nie chodzi o odtworzenie tylko o rozpoznanie czegoś co jusz jest, tylko zakryte. 🙂
To co pisze Nyja baaardzo mi pasuje. Ja ostatnio bardzo duzo czyam o tradycji Hermetycznej i tam tez niema czegoś takieggo jak instrukcja... jest natomiast mówienie o pewnym przeudzeniu percepcji. Hermesowi Trismegistosowi ptaki przynoszą wiedzę bo on jest na poziomie gdzie potrafi odbierać to co większość ludzi filtruje. Czy to nie bardzej droga przez wyciszenie i rozzerzenie zmysłów niż przez konkretne praktyki??? Tak przynajmniej u mnie.
Żeby nie robić z tego zbyt romantycznej pakpi - langue des oiiseaux jako termin pojawia się w tradycji trubadurów i graal-romanców, gdize poprostu oznacza zaszyfrowaną mowę wtajemniczonych. Dosłownie. Chodzi o to że wtajemniczeni rozmawiają między sobą w sposób niezrozumialy dla profanów, przez alegori,e anagramy,homonimie. Fulcanelli tego używł do ukrycia alchemicznych wskazóewk... więc zanim pójdziemy w stronę "pierwotnego sowa stworzenia" warto się zapytać: czy nie mieszamy kiku różnych tradycji w jedną?! Nie czytalem calego watku wiec moze cos pominalem
Wchodzę w temat bo jest mi bliski... Pracuję od jakiegoś czasu z mantrami i dźwiękiem i mam takie poczucie że to co opisujecie jako język ptaków moocno pasuje.. Przepraszam, mocno łączy mi sie z koncepcją Nada Brahma z tradycji hinduskiej. Dosłownie "Brahman jest dźwiękiem", albo "świat jest dźwiękiem". OM jest próbą dotknięcia tej pierwotnej wibracji. Ptaki w wielu tradycjach to pierwsze stworzenia ktore ten pierwotny dźwięk usłyszały i zapamiętały. Czy ktoś łączył te dwie tradycje, hinduską i hermetyczną, pod kątem dźwięku?
Ojejciutku, nie bardzo rozumiem jedno - czy chodzi o to ze ptaki dosłownie mówią i można ich nauczyć słuchać, czy to metafora? Bo czytałam gdzieś ze pewni mistycy faktycznie twierdzili ze rozumieją ptaki. Hildegarda z Bingen podomno słyszała w ptakach anielskie głosy... To pradwa czy legenda?
Hm czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie bo morze sie mylę ale - czy nie ma czegoś takiego że każda tradycja przypisuje swojemu mistrzowi czy prorokowi wlasnie takie niezwykłe zdolności (rozumienie zwierząt znajomość ukrytych języków itp.) i to jest raczej sposb na powieddzenie "ten człowiek był wyjątkowy" niż dosłowny opis zdolności? Pytam serio, nie złośliwie, bo może czegoś nie wiem.
A jednak, tak czy siak sliwkowaa, to jest dobre pytanie i uczciwe. Ale tu jest pułapka - jeśli patrzymy na to wyłącznie jako na narrację o wyjątkowoci, to zamykamy sobie dostęp do tego co te tradycje faktycznie próbowały przekazać jako wiedzę praktyczną... Szamani nie mówili że ich mistrz rozumiał zwierzęta żeby go wywyższyć, mówili to żeby przekazać metodę. Inna sprawa że ta metoda wymaga stanu świadomości który trudno osiągnąć i trduno opisać.
Ja mam takie doświadczenie, w praktyce może nie bardzo pasuje ale powiem. Raz podczas głębokiej medytacji miałam takie poczucie że słyszę coś co nie było słowami ale było sensem, jakby znaczenei bez formy dźwiękowej... I to był moment totalnej ciszy ale pełnej. Zastanawiam sie czy to co opisują tradycje jako pierwotne słowo to nie jest wlasnie coś takiego - że to nie jest język w sensie dźwięków tylo bezpośredni przekaz sennsu? I że ptaki są symbolem bo ich śpiew jest piękny i niezrozumiały dla większości ludzi, tak jak to doświadczenie jest niezrozumiałe?! 🙂
No dobra, eliksiryna,to co opisujesz to jest całkowicie spójne z tym jak mistycy chrześcijańscy opisywali intellectus - wyższy rozum któyr nie potrzeubje słów. Jan od Krzyża pisał o tym wprost. Ale uwaga te tradycje zazwyczaj bardzzo mocno podkreślały że takie doświadczenia są niekontrolowane i nie można ich wywołać techniką. To jest łaska albo dar nie produkt praktyki... Stąd mam wątpliwość wobec pytania z tytułu wątku - "uzyskać dostęp" sugeruje że to jest umiejętnność do zdobycia, a te tradycje móiwą raczej o gotowości na przyjęcie.
Ale Rajmunda70 to hyba zależy od tradycji? Bo sufizm jednak mówi o drodze, o stopniach, o ćwiczeniach (zikr, sama itp.). Attar pisze o podróży przez siedem dolin. To jest jakaś metoda, nie tylko czekanie na łaskę. Albo źle rozumiem?
Hej wlasnie, to jest chyba jedno z kluczowych napięć w całym tym temacie. Czy praktyka prowadzi do tego doświadczenia czy tylo oczyszcza przeszkody a doświadczenie przychodzi samo??? W zen podobny spór - szkoła nagłego oświecenia vs stopniowego. Może w przypadku języka ptaków jest tak samo, jedni twierdzą że da sie "ćwiczyć ucho", inni że to nie kwestia ćwiczenia.
Przepraszam że może głłupie pytanie ale jak to sie ma do konkretnej praktyki? Bo to wszystko super ciekawe ale trochę abstrakcyjne. Czy jest cos takiego jak ćwiczenie które moge zrobić żeby choć trochę zbliżyć się do tego o czym mówicie? Coś z dźwiękiem, z obserwacją ptaków, z medytaccją?! Pytam bo teoria to jedno ale chciałabym cos z tym zrobić
Bogusia,rozumiem tę potrzebę i nima glupich pytań. Ale powiem ci szczerze: jeśli szukasz szybkiego ćwiczenia ktore da efekt, to ten temat na to nie odpowie, przynajmniej nie tak. Natomiast jest coś co polecam jako wejście - to jest po prostu ćwiczenie ciszy. Siedzisz na zewnątrz,słyszysz ptaki, i zamiast identyfikować gatunek albo melodię, próbujesz słyszeć caołść jako jedden strumień bez etykiet. To bardzo stare ćwiczenie kontemplacyjne. Czy to "język ptaków"? Nie wiem. Ale to jest drzwi w dobrym kierunku.
Wracając do tego co pisała Klimcia o napięciu między praktyką a łaską... Mnie to trochę drąży bo w sufizmie zikr jest metodą,tak, ale Attar chyba nie mówi że jak zrobisz X sesji to dostaniesz dostęp do czegoś. Raczej że ćwiczenie zmienia ciebie, a nie że otwieera jaiś zamek kluczem. Czy ktoś wie jak to rozumieją sami sufi, nie z ksiażek tylo z praktyki?
Dezydery, a czy te dwa opisy sie naprawdę wykluczają? Bo z mojego doświadczenia, i nie mówię tu tylo o teorii, ćwiczenie zmienia ciebie a zmieniony ty zaczynasz inaczej odbierać to co jest wokół. To nie jest tak że gdzieś tam jest zamknięty sejf a ty szukasz kodu. Zmiana jest w percepcji, nie w obiekcie. I wtedy to co mówiła Eliksiryna - ten sens bez formy - przestaje być mistyczne a staje się opisem pewnego stanu który jest dostępny.
Mam pytanie do całej dyskusji bo trochę sie gubię. Mówimy o języku ptaków jako metaforze, jako dossłownym rozumieniu ptakó, jako szyfr wtajemniczonych u trubadurów, jako stanie świadomości... To są chyba cztery różne rzeczy? Czy ktoś myśli że one WSZYSTKIE wskazują na to samo czy raczej po prostu ta sama nazwa przykrywa kilka niepowiązanych ze sobą zjawisk?
A to ciekawe,to co powiedziała Nyja bardzo mi pasuje i chcę dopowiedzieć do swojego wcześniejszego doświadczenia. Ta cisza którą opisywałam nie była pusta, ona była jakby nabrzmiała czymś. I treaz zastanawiam sie czy wlasnie o to chodzi w tym "pierwotnym słowie" - że ono nie jest dźwiękiem który słyszysz uszami tylo jakimś tłem na którym dopiero dźwięki mogą powstawać... Jak taka podkładka pod wszystkim. Czy to ma sens dla kogoś?
Eliksiryna, ma sens i to bardzo. W tradycji Nada Brahma jest coś co nazywa sie anahata nada - dosłownie dźwięk niebity, czyli dźwięk ktury nie powstaje przez uderzenie dwóch rzeczy o siebie. To jest wlasnie to tło które opisujesz.... I ptaki w niektórych tradycjach są symbolem właśnie tego - ich śpiew pojawia się jakby z ciszy, bez wysiłku, bez "bicia". Widzisz to połączenie?
Przepraszam ze wchodzę z innej strony ale ciekawi mnie jedno - czy jest jakas zwiazek miedzy tym jezykiem ptakow a czakrą gardlową? Bo tam jest vishuddha i to jest czakra dźwięku ekspresji prawdy... I zatanawiam sie czy praca z ta czakrą nie jest jakoś powiązana z tym o czym mówciie. Pytam bo znam trochę prrace z czakrami a o języku ptaków nic nie wiedziałam do tej dyskusji.
Wracam do wątku ktury trochę ucichł,bo mnie nurtuje. Eliksiryna pisała o doświadczeniu sensu bez formy, Agatka o anahata nada. Rajmunda70 Ale czy te doświadczenia nie są przypadkiem zwykłą medytacyjną ciszą którą różne tradycje po prostu roznie nazwały i oprawily w różne narracje?! Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam. Bo jest różnica między powiedzeniem "dotknęłam pierwotnego słowa stworzenia" a "osiągnęłam głęboki stan spokoju". Jedno i drugie morze być tym samym stanem ale interpretacja zmienia wszytko.
Dobra, ja tu czytam i czytam i powiem wam szczerze - mam wrarzenie że ta dyskusja co chwilę wpada w taki wir gdzie wszytko staje sie tym samym... Każde doświadczenie medytacyjne każda tradycja, każda metafora - wsio jedno. A może jednak nie? Może język ptaków u trubadurów to NAPRAWDĘ był tylo szfr, bez żadnych głębin, i całe to mistyczne dopowiadanie jest naszą projekcją? Tylko mówię. xD
@Sliwkowaa, słuszna wątpliwość i nie odrzucam jej. Ale jedno a drugie nie wyklucza sie. Szyfr trubadurów mógł być szyrem I jednocześnie nawiązywać do czegoś starszego. 🙂 W tradycji magicznej bardzo często rzeczy działają na kilku poziomach jednocześnie. Dosłowny szyfr chroni treść przed niepowołanymi, a sama forma szyfru naśladuje strukturę tego co ukrywa. To nie jest sprzeczność.
Przepraszam że tak wchodzę bo dopiero zaczęłam cytać ten watek od początku i jestem trochę przytłoczona ilością wątków ale jedno mnie bardoz uderzyło - to co Eliksiryna pisała o śni. Ja miałam podobne doświadczenie ale we śnie nie w medytacij. Byłam w miejscu gdzie wszystko było ciche ale nie pusto,i coś "mówiło" do mnie bez słów. obudziłam sie z takim poczuciem że coś ważnego się wydaryzło ale nie umiałam tego powiedzie. Czy to może być coś podobnego?
Wtrącę się do wątku Iolit i Agatki bo mam inne zdaine. Doświadczenie oniryczne które opisuje Iolit jest interesujące ale wrzucnie wszytskiego do jednego woka - sny, medytacja, doświadczenia mistyków, szyfry trubadurów - to jest metodologicznie wątpliwe. Każda z tych rzeczy ma swój kontekst,swój mechanizm swoją tradycję interpretacyjną. Czy naprawdę chcemy to wszytko spłaszczyć do jednego "pierwotnego słowa"? To jest wygodne ale niekoniecznie prawdziwe
