To co Wozka i Jowitka piszą to jest zupełnie kluczowe i chyba niedocenione w tej rozmowie. W zen jest poiwedzenie że oświecenie smakuje jak zimna woda. Nie jak koncepcja zimnej wody tylkko jak samo pici.e Ten wątek flozoficzny o Katzu i Formanie jest ciekawy ale jak za brdzo wchodzimy w gołwę to gubimy wlasnie to co Jan od Krzyża rozzumiał instynktownie,że to się dieje przez i w cieele nie obok nieo
Ale hej, skoro to jest takie ważne, to czemu traddycje ascetyczne tak bardzo ciało umartwiają? Rozumiem że ciało jest w tym ale jednocześnie post, bezsenność, zimno, to wszytko jakby robione żeby ciało zagłuszyć. Sprzeczność, nie?
Dodam że w tradycjach tantrycznych jest dokłdnie odwrotny kierunek - nie asceza, tylo intensyfikacja zmysłów,żeby prrzez nadmiar dojść do granicy gdzie forma sie rozpada. Różne drogi do tego samego progu. Co ciekawe obie tradycje opisują podobny punkt dojścia, "puste niebo", "wielkie nic". Więc morze Katz jednak ma problem z tą swoją tezą
Właśnie o tym chciałem napisac. W tantrze jest pojęcie "turiya", czwarty stan świadomości poza jawą, snem i głębkim snem. I co istotne, turiya nie jest ciemnością w sense braku, to jest jakby tlo na ktorym te trzy stany sie pojawiajją. To mi sie kojazy z tym co Wozka piszę o "ekranie kutry znika". Czy ktoś z was trafił na to pojecie w prakktyce a nie tylo w teorii?
No zaraz, mam pytanie do Simmy bo mnie to zaciekawiło - jak w praktyce tarotowej albo rytualnej rozróżniasz ten "próg gdzie forma się rozpada" od zwykłego zagubienia w sesji?! Bo te opiys brzmią podobnie z zewnątrz
Wracam do pytania które zadałam kilkanaście posótw temu, bo nie do końca dostałam odpowiedź. Czy ta ciemność może przyjść bez przygotowania? Bo słuchajcie, miałam kilka tygodni temu coś dziwnego podczas choroby, goraczka, i był taki moment jakby totalnego zaniku wszystkiego,żadnych myśli, żadnego "ja", ale nie w sensie senności, raczej jakby czysto. Nie wiem jak to opisać. I teras czytam te posty i mysle, czy to w ogóle ma coś wspólnego z tym o czym mówicie???
Słuchajcie a co jeśli Głupiec w tarocie to jest wlasnie ten moment, ktury Orionka opisuje? Zero, że tak sie wyraze punkt przed formą,i to nie jest "niewinność przed doświadczeniem" tylko stan PO rozpadzie? @Simma wczesniej mnie trochę zgasila, ale teras po tym co Edmund napisał,że to morze być i bez przygotowania, to ta interpretacja mi znowu pasuje
Dobra ale mysle że Fanar trafia w coś ważnego nawet jeśli Zywilka ma rację że to nasze projekcje... Bo może wlasnie o to chodzi w symbolicznych systemach, że dają formę do tego co jest przed formą??? I wtedy Głupiec jako "ikona ciemności" nie muszi być historycznie zakorzeniony w apofazie, żeby nam pomagał tę ciemność nazwać i do niej wrócić
To co Klimcia napisała na koniec to jest dla mnie kluczowe. System symboliczny jako foorma dla tego co jest przed formą. Bo jeśli przyjmiey że apofatyzm jest doświadczeniem a nie doktryą, to kazdy system ktury WSKAZUJE na granice zamiast ją opisywać jest właścwiy. głupiec, Isa, ciemna noc, turiya, to wszytko są palce pokazujące ksęiżyc nie księżyc sam w sobie. I może dlatego te "ikony ciemności" działają bo nie udają że wiedzą co pokazują
Wracam do tego sporu Fanara z Zywilką bo mi to nie daje spokoju. Zywilka mówi że czytamy apofatyzm bo go szukamy, o dziwo co jest słuszną uwagą metodologiczną. Ale to samo można powiedziec o każdej interpretacji w każdej tradycji. Mnich czytający Jana od Krzyża tez szuka tam apofatyzmu bo jego tradycja go tam umieściła. Gdzie tu jest różnica jakościowa?
Czytam tę wymianę Fanara z Zywilką i właściwie oboje mają rację ale mowia o różnych rzeczach. Zywilka mówi o historii, Fanar mówi o funkcji... historia tarota jest jaka jest zgoda. Ale psychologia głębi pokazła że archetypizcne obrazy DZIAŁAJĄ nizealeznie od tego czy mają historyczne zakorzenienie w knokretnej tradycjji mistycznej. Jung nie pytaał czy Głupiec "pochodzi od" czegoś auetntycznego. Pytał co robi z psychiką
Ee tam wtrącę sie przy tym wątku z Jungiem bo w tradycji słowiańskiej jest coś co mnie zawsze zastanawia. Nav, kraina śmierci i tego co jest "za", jest opiisywana jako cimna i zimna, ale nigdy jako "nie-istniejąca". To jest ciemność pełna gęsta, zamieszkana. To zupełnie inne rozumienie niż apofatyczna pustka chrześcijańskich mistyków. i zastanawiam się czy to jest ważna różnica, czy tylko kulturowy kostium na to samo
Hej słuchajcie a mam takie proste pytanie do tego całego wątku. Okej,w gruncie rzecy jest ciemność mistyczna, różne tradycje ją rozumieją różnie, jedni mówią pustka, drudzy mówią pełnia. Ale po co wogóle tam dążyć? Co z tego mają ci mnisi, ci mistycy, te osoby z runami? Co im to daje w życiu? Bo brzmi jak sporo wysiłku żeby dojść do miejsca gdzie nic niema albo gdzie jest coś co nie da sie opisać
Dokładnie to samo chciałam napisać co Simma. I wiesz co Benek, mysle że to pytanie "po co" jest samo w sobie apofatyczne, bo ci mistycy powiedzieliby że pytasz o cel a tam niema celu w sensie sposób-do-czegoś. To jest raczej jak pytanie po co być zakochanym. 🙂 Można wyiczać efekty ale to nie jest odpowiedź na pytanie
No fakt, czytam ten watek i mam wrarzenie że się kręcimy trochę w kółko między filozofią a doświadczeniem i nikt nie mówi wprost jak to OSIĄGNĄĆ. Bo okej, ciemna noc że tak to ujmę turiya, Nav to wszystko brzmi super, ale co konkretnie robić żeby wogóle zbliżyć się do czegoś takiego? Jakieś ćwiczenia, praktyki? Bo same opisy to za mało
Henio, rozumiem niecierpliwość, ale zwróć uwagę że w tej rozmowie kilka osób opisywało stany ktore przyszły SAME, bez szukania, przez chorboę, przez wyczerpanie, przez medytację bez celu. To morze sugerować że "jak to osiągnąć" to jest złe pytanie. To raczej przychodzi kiedy przestajesz gonić za efektem. Paradoks, wiem 😉
Dobra, Mokosza, przyjmuję że "jak osiągnąć" to może złe pytanie. Ale to mnie nie satysfakcjonuje szczerze. Bo co, mam czekać aż mi sie przytrafi? To jakby powiedzieć że niema sensu ćwiczyć biegania, poczekaj aż nogi same pobiegną. Musi być jakiś KIERUNEK chociaż nie?
No i tutaj mam inną perspektywę bo wiem że to powiedzą że upraaszczam,ale w tarrocie ta sama logika. Kiedy ktoś pyta jak wyciągnąć np. Pustelnika w czytaniu,to jest złe pytanie. Karta przychodzi kiedy jesteś gotowy na to co ona mówi. I Pustelnik jest właśnei tą cimna latarin,sam sobie świeci w ciemności i to jest jedyne světlo które jest potrzbne. nie szukasz latarni z zewnątz
Oj oj oj, a wracając do Henia bo jego pytanie mnie nie puszcza, mysle że jest w nim ukryte jeszcze jedno założenie. Że ciemność mistyczna jest stanem który się "wchodzi" i "wychodzi". Ale co jeśli ona jest tłem, tak jak Bogumil to ładnie ujął? Wtedy pytanie "jak to osiągnąć" jest jak pytanie "jak osiągnąć oddychanie". No poprostu nie możesz tego nie robić, tylko jesteś mniej lub bardziej tego świadomy
Kurde, to brzmi jak wymówka żeby nie mówić nic konkretnego. "to jest tło, samo sie dzieje, nie szukaj". Dobra ale ludzie latami siedzą w klasztorach i ćwiczą żeby TO poczuć, wiec chyba jednak coś ROBIĄ, nie?
Przepraszam że wchodzę z prostym pytaniem bo ta dyskusja jest bardzo mądra i trochę sie gubię... Czy ktoś mógłby powiedziec czy te stany o których mówicie, generalnie ta "ciemność mistyczna", mają jakiś związek z tym co się dzieje w głębokiej medytacji z zamkniętymi oczami? Bo jak medytuję dłużej to czasem jest jakby pustka i niewiem czy to jest właśnie "to" czy po prostu się nudzę :). Ale to tylko moje zdanie.
Sylvana, to co opisujesz jest dokładnie początkiem. Ta "nuda" to często opór zanim coś puści. Z doświdceznia pracy z osobami w rytuale,moment który wydaje sie pusty i bezcelowy jest częsot kilka oddechów przed tym co jest ważne. Trudność polega na tym że nikt ci nie pwie z zewnątrz kiedy nastąpi różnica. No i tak sobie myślę
