Zaczęłam ostatnio czytać o apofatyzmie i kompletnie mnie to wciągnęło. Chodzi o to, że w wielu tradycjach mistycznych Bóg albo ostateczna rzeczywistość jest opisywanna nie przez to czym JEST, ale przez to czym NIE jest, bo żaden ludzki język tego nie ogarni.e I to ciemność bra, milczenie sają się najbliżej boskości. Pseudo-Dionizy Areopagita pisał o "boskiej ciemności" ktura jest jednocześnie nadmiarem światła, za intensywnym żeby ludzkie oko mogło to udźwignąć. Ale to nie jest tylko chrześcijański pomysł, znajdziemy to też w kabale (Ein Sof jako nieskończoność poza wszelkim pojęciem), w taoizmie (Tao którego nie można nazwać), w hinduizmie (Brahman jako neti neti, "nie to, nie to"). Zastanawiam się czy to jest jeden z tych fenoemnów ktore pojawiają się niezależnie w różnych kulturach czy raczej jakoś przepływało między tradycjami? I co myślicie ta "ciemność" to tylko metafora językowa, czy też opis realnego doświadczenia mistycznego? Nie upieram się
Ho ho, to jest bardzo stary trop i wcale nie zaczyna się od Pseudo-Dionizego bo on raczej zebrał i ochrzcił coś co było wczesniej. Plotyn pisał o Jedni ktura jest "poza bytem", nie dlatego że jej brak ale dlatego że przerasta wszelkie bycie. Ciemność w tym sensie to nie nieobecność, ale przeobfitość. Ciekawe jest też to że w tradycjach szamańskich zejścei do dolnego świata bardzo często jest zejściem w ciemność i tam wlasnie następuje zmiana, przynajmniej u mnie inicjaccja, spotkanie z cyzms istotnym. Słowiańskie wyobrażenia Nawii, krainy umarłych pod ziemią,są podobne, ciemność jako przestrzeń przejścia a nie kary. Pytanie ktore mnie od dawna nurtuje to czy te tradycje mówią o tym samym zjawisku różnymi językami czy jednak o czymś istotnie różnym mimo podobnych słów?
Powiem szczerze że zawsze trochę krytykowałem takie ujęcia jako "ucieczka przez abstrakcję". Jeśli powim że coś jest "poza wszelkim pojęciem", to de facto nic nie powiedziłaem i nikt mnie nie more skrytykować... To badzo wygoodna pozycja teoloogiczna. ale przyznam że Dionizy mnie trochę przekonuje bo on nie mówi żeby poprostu zamilknąć, on mówi żeby PRZEKROCZYĆ wszzelkie twierdzenia i przeczenia, to jest coś więcej niż tylo agnostycyzm. Ciekawi mnie natomisat to co Mokosza wspomniała o szamanizme, bo tam ta ciemność jest przeżywana jako konkretna przestrzeń nie jako abstrakcja filozoficzna... Czy ktoś widzi jakieś napięcie między tymi dwoma podejściami?!
Przepraszam że morze głupie pytanie ale ta "boska ciemność" u Dionizego to znaczy że on uważał że Bóg jest ciemny? Bo to brzmi trochę jak herezja ze środowisk ktore kojarzę... Nie wiem, może źle rozumiem. I co to ma wspólnego z tym Ein Sof w kabale bo to brzmi jak coś zupełnie innego
Ja bym tu dorzucił jeszcze jeden watek bo kiedy medytowałem dłuszy czas meotdami zen, to ta "ciemność" pojawia sie całkiem dosłownie na pewnym etapie, nie jako metafora.... Siedzi się w ciszy,skupienie jest głębokie i nagle... Jakby się wychodzi za obraz, jakkis próg bez obrazu, bez konceptu, bez nic... I to jest hyba coś co wieu mistycznych praktyków rozpoznałłoby niezależnie od tradycji. W zen mówi się o tym jako o "wielkiej śmierci", mu albo sunyata w buddyzmie. hmm, chociż nie jestem pewien czy to to samo co Dionizy miał na myśli ale podobne?! Klimcia, pisałaś że to może być jeden fenomen, ja stawiam że to raczej pewnna wspónla struktura dświadczenia ale interprteacje nprowadzaja je na różne tory potem :/
Neurologia to redukcjonizm ktury tutja nic nam nie wyjaśnia tylko przesuwa probem. OK, powiedzmy że "mamy podobne stany mózgu", ale co z tego wynika? Czy mapa jest terytorium? Mnie bardziej interesuje co rozne tradcje ROBIĄ z tym dośiwadczeniem. Dionizy wbudowuje je w hierarchię kośicelną i sakramentologię. Kabaliści w strukturę Drzewa Życia. Taoiści w niedziałanie i naturalność. Sufi w miłosne zatracenie. To są BARDZO różne konsekwencje praktyczne. więc nawet jeśśli "ciemność" jest podobna,drogi dojścia i drogi z powrotem są radykalnie inne. I pytanie czy ta droga nie zmienia tego co wdzisz na końcu?
Hmm ja jeszze nie rozumiem do końca, przepraszam. Jak to jest że ciemność jest nadmiarem światła? Dla mnie ciemność to po prostu brak światła i tyle. Czy tu chodzi o coś duchowego co ja po prostu nie doświadczyłam?
Nie wiemm, dla mnie to brzmi jak ładne słowa żeby uzasadnić że i tak nic nie wiemy. Jeśli Bóg jest "poza wszelkim pojęciem", to po co w ogóle tworzyć teologgię, pisać teksty, budowac systemy? Trochę to bez sensu. Albo się wie coś, albo nie.
No wlasnie to ciekawe co psze Mokosza bo ja swego czasu czytałem Eckharta i on dosłownie mówi gdzieś że "ostatnie słwo o Bogu jest jego pierwsze zaprzeczenie". Mistrz Eckhart idzie nawt dalej niż Dionizy imo,on mówi że jest "pustka bóstwa" (Gottheit) ktra jest poza samym Bogiem osobowym. Jak ktoś to dosłownie bireze to kościol mu od razu mówi że herzja hehe. Ciekawe czy w islamie jest odpowieddnik,bo sufi mówią o fan,a zatarciu sie w bogu ale to chyba troche inne
Mam pytanie bo czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem. W runach jest Hagalaz runa chaosu i zniszczenia ktura paradoksalnie jest punktem wyjścia do nowego porządku. Zastanawiam się czy to jest pokrewne z tym co tu opisujecie, szczerze mówiąc ta "boska ciemność" jako coś co niszczy poprzednie struktury żeby otworzyć na coś głębszego? Czy to naciągana analogia?
Ale poczekajcie czy to nie jest tak że ta cała apofayczna tologia to jest trochę elitarna ścieżka dla tych co mają czas siedzieć nad grubymi książkami? Przeciętny wierny w kościele nie wchodzi w "ciemność mistyczną", on idzie na mszę, odczytuje Boga przez obrazy, ikony patrzac z boku opowieści. Czy to jest gorsza droga do tego samego celu czy może po prostu inna religia?
Ejeż, zastanawiam się czy tarot ma tu coś do powiedzenia bo karat Głupca (0 albo XXII zależnie od talii) jest wlasnie o wyjściu w nieznane, w próżnię, o przekroczeniu wszystkich poprzednich archetypów. I stoi na krawędzi przepaści. Może to jest ta sama "ciemność"?
No to wracam do tego co pisała Klimcia bo mi to nie daje spooju. to zestawinaie doświadczeń z rónych tradycji i pyytanie czy to "ta sama przestrzeń" to jest dla mnie serce calej tej dyskusji... siedziałem kiedyś na kilkudniowym odosobnieniu i był moment gdzie na prawde... Jakby wszyko co "widziałem" w medytcaji dotad przestało działać. Żadnych obrazów, żadnych odczuć energetycznych, zero. I to nie było złe doświadczenie, tylo jakieś inne, jakby puste w dobry sposób. Mistrzowie zen mówią o "wielkim wątpieniu" przzed "wielkim przebudzeniem". Może to było właśnie to? Albo po prostu zmęczenie 😉
To jest uczciwe pytanie Benek i nie ma na nie prostej odpowidzi... Mistycy sami o tym pisali, Jan od Krzyża ma całe rozdziały o rozróżnianiu "nocy zmysłów" od zwykłej duchowej oschłości czy depresji. Kryterium dla niego był nie charakter doświadczenia, tylo jego owoc w czasie. Czy po tym następue coś jakościowo innego, czy człowiek wraca taki sam. Oczywiście to nie jest naukowe kryterium ale tradycje nie aspirujją do bycia nauką w tym sensie.
Okej a ja mam morze trochę inne pytanie bo ciągle staram sie złapać o co tu chodzi. Czy ta "boska ciemność" to jest stan który się osiąga tylo przez długie lata medytacji i ascezy, czy to może przyjść do kogoś zwykłego np. podczas choroby, deresji,traumy??? Bo czytałam gdzies że osoby po NDE (no wiesz, bliskie śmierci) często opisują podobne stany. Zastanawiam sie czy to jest powiązane.
A ja sie pytam czy to co opisuje Lucjanek, to "pusta w dobry sposób", to nie jest poprostu stan relaksu głębokiego? Bo jak mam bardzo spokojną sesję medytacyjną to tez czasem mam takie "nic" i zastanawiam się czy to jest jakos duchowe czy po prostu mój mózg sie wyluzował. Naprawde nie wiem jak to odróżnić i troche mi głuio pytać ale n.o..
Wlasnie mi przsyzło do glowy że w hinduizmie, kokretnie w adwaita wedancie,jest pojecie "nirguna brahman", brahman bez atrbyutów, vs "saguna brahman" z atrybutami. I to jest dokładnie ten sam pdoział co katafatyka/apofatyka... Co mnie zastanawia czy Śankara i Dionizy wpadli na to niezalleżnie,czy jest jakis wspolny proto-myst, niewiem jak to nazwac, wsppolne zrodlo? Bo podobienstwo jest naprawde uderzajace
Sluchajcie, wracam do wątku runowego bo czuję że go trochę zostawiliśmy. @Erazm napisał że Hagalaz to "disrupcja kosmiczna", ok, bo wiecie ale w praktyce runowej, kiedy pracuję z tą runą, to wlasnie o to chodzi żeby wejść w rozpad formy, nie jako cel, tylko jako przejście. Pytanie do tych co pracują z tradycjami wschodnimi, czy w zen albo w sufi jest jakas analogia praktyczna, nie tylko teoretyczna? Co sie robi z tą ciemnością, jak się ją przepracowuje?
Wrócę do kwetsii którą zostawił Bogumil bo to wazne. Niezależność vs. Wspólne źródło to fałszywa dychotomia moim zdaniem... Nawet jeeśli Śankara i Dionizy doszli do podobnych wniosków niezależnie, to interesuje mnie co z tego wynika dla oceny tych systemów. czy zbieżność niezalżnych tradycji jst argumnetem za tym że "coś za tym stoi"? To jest pytanie metafizyczne na ktore religioznawstwo nie odpowie ale apofatycy różnych tradycji powiedzieliby pewnie że tak 🙂
Ale poczekajcie, czy nie robimy tu czegoś co wcześniej ktoś krytykował? Zbieramy podobienstwa, ignorujemy różnice i mwimy "wszędzie jest to samo". Przecież Jan od Krzyża pisze w kontekście trynitarnym, Śankara w adwajcie gdzie jaźń jest brahmanem, a Dionizy w neoplatonizmie chrześcijańskim. To są BARDZO różne metafizyki, tylko powierzchownie podobne. Czy ta "boska ciemność" jest na prawde tym samym u każdego z nich?
Ok Katz i Forman, nie kojarzę, ale rozumiem spór. Ale poowiem szczerze, to chyba nie jest rozstrzygalne, prawda??? Jesli doswiadczenei jest subiektywne i niejęzykowe z definicji, to nigdy nie sprawdzimy czy dwie osoby mialy "to samo". Troszkę jak debata o tym czy widzisz ten sam kolor co ja gdy oboje patrzymy na niebo... Z zasady nie da sie zweryfikwoac
No ale właśnie Benek,paradoks polega na tym że to niedowodliwe porównanie nie przeszkadza tradycjom DZIAŁAĆ. Ludzie od tysięcy lat praktykują te ścieżki i coś im to daje. Może pytanie "czy to jest obiektywnie to samo" jest mniej ważne niż "czy to przynosi to czego szukają". Choć wiem że to brzmi pragmatyczine i część z was sie nie zgodzi 🙂
No ładnie, tak na prawde prowadzę tu od jakiegoś czasu notatki z tej dyskusji i mam obserwację... Mamy w tej rozmowie kilka warstw które się mieszają: 1) co mówią teksty i doktryny, 2) co przeżywają praktycy, 3) jak to interpretują tradycje, 4) czy wogóle coś "jest". I każdy odpowiada na innym poziomie i potem sie dziwi ze rozmowa sie nie skleja. Może warto ustalić na którym poziomie dyskutujemy?
Kurcze blade,sluhcajcie wiem ze wczesniej Simma trochę ostudziła mój pomyysł z Głupcem ale mam jeszcze jedna mysl. W tarota Wielka Arkana kończy sie na Świecie (XXI) i potem zaczyna się od Głupca (0). Czyli Głupiec nie tyle jest "naiwnym początkiem" co czymś po doświiadczeniu całości. Może to jest bliżej tej "ciemności po przekroczeniu" o której mówi Eckhart? Osoba która przeszła przez wszystkie etapy i wychodzi w nieznane po drugiej stronie?
Ok ale zaraz zaraz, bo mi trochę umknęło w tej dyskusji o Katzu i Formanie - czy to znaczy, że jak ktoś np. niema żadnej tradycji i siedzi w ciszy i nagle "nic", to to jest inne doświadczenie niż u Jana od Krzyża? Bo to trochę dziwne że doświadczenie miałoby być z góry uformowane zanim do niego dojdziee?
To jest właśnie sere tego sporu. Katz twierdzi że tak doświadczenie jest zawsze zapśredniczone nawet jeśli podmiot myśli że doszedł do "czystego" stanu. Ale to rodzi paradoks bo sama idea "czystego" doświadczenia mozre być wycuzona... Forman odpowida że są stany puramente niekonceptualne które dokumentuje różnokulturowo. I tu wracamy do ciemmności: apofaza to właśnie próba WYJŚCIA poza ramy kutlurowe,więc jeśli Katz ma rację to apofaza jest niemożliwa z definicji. A jśli mistycy jednak "wychodzą", to Katz się myli
Mnie w tym wszystkim uderza coś innego. Mówimy o tekstach, doktrynach, sporach filozoficznycch ale ta ciemność jest przede wszystkim doświadczeniem CIAŁA, nie??? Nawet w tych opisach Jana od Krzyża, jest wysychaine, jest bezsilność, jest dosłowna fizyczna niemoc. 🙂 A my to trakktujemy jakby to był problem eipstemologiczny.
