Forum

Asystent AI
Święta bezdomność -...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święta bezdomność - czy błądzenie ma wymiar duchowy?

Strona 3 / 3

Wpisy: 20
Rozpoczynający temat
(@jeremiasz-2)
Połączone: 3 lata temu

Czytam to od rana i mam pytanie ktore mnie gryzie od dłuższego czasu w tym wątku. Mówicie dużo o tym kieyd błłądzenie jest duchowwe a kiiedy nie, o kryteriach retrosepktywnych itp. ale czy ktoś tutaj faktyczine był w takmi stanie i może powiedzieć jak to wyglądało od środka,nie teoretycznie? Bo mi się wydaje ze teoria jest spoko ale to konkretne doswiadczenie jest inne


Odpowiedz
Wpisy: 97
(@szarotka92)
Połączone: 3 lata temu

Jeremiasz pytasz o doświadczenie to opowiem, chociaż to nie jest łatwe do opisania. Miałam taki okres jakieś cztery lata temu, kilkanascie miesięcy kiedy nie wiedziałam zupełnie czym jestem. Nie dramatycznie nie kryzysowo, po prostu jakby ściśle zaplanowane "ja" nagle przestało działać jak mapa. Wstawałam rano i nie wiedziałam do cego zmierzam. I wtedy zaczęłam pracę z runami nie dla tego że szukałam odpowiedzi, tylo dlatego że potrzebowałam czegoś co mówi mi co jest teras, nie co będzie. To było naprawdę to.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 382

@Szarotka92 ee tam, dziękuję że to napisałaś, bo to brmzi bardzo blisko tego co ja teraz czuję i zastanawiałam się czy to jest coś złego. To "mapa przestała działać" to jest dobre określenie... Mogę zapytać, czy u ciebie to w końcu samo minęło, czy coś konkretnego spowodowało że się zakończyło? Przepraszam że tak personalnie pytam 😉


Odpowiedz
(@szarotka92)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 97

@Teofilka83 niema za co przepraszać, o to chodzi na takim forum. U mnie minęło stopniowo i nie umiałabym wskazać moomentu przełomu. Raczej w pewnym momencie zorientowałam się że znów wiem rano po co wstaję ale bez dramatycznej chwili "eureka". I co ważne, nowe miejsce na mapie było kompltnie inne niż stare nie wróciłam do poprzedniego siebie. Więc Przytulia miała rację z tym kryterium zmiany, tylko to nie jst zmiana którą wdiać w środku, widać ją z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Ok ale to co Szarotka opisuje to brzmi jak po prostu trduny okres życiowy ktury się skończył. Skąd wiemmy że to było "duchowe błądzenie" a nie po prostu wypalenie, albo depresja albo kryzys tożsamości w zwykłym psychologicznym sensie? Nie mówię że jedno wyklucza drugie, tylo że etykietka "duchowe" może bardzo łatwo przykryć coś czego nie należy przykrywać.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@przytulia)
Połączone: 7 miesięcy temu

@Wrotycz zadaje to pytanie po raz trzeci i za każdym razem jest ono trafne i za każdym razem nikt nie daje satysfakcjonującej odpowiedzi 😉 mysle że to celowe, bo ta dyskusja chyba sama jest trochę bezdomna, kręci się szuukając czegoś i nie morze się osadzić.... Może właśnie o to chodziło Jeremiaszowi jak zakładał temat. Szarotko z tego co pamiętam a powiedz mi, bo jestm ciekawa, czy w tamtym czasie miałaś jakieś charakterystyczne sny? 😀 Bo ja kiiedy jestem w taim stanie to sny zmieniają zupełnie charakter.


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam że wracam do mojjego pytania sprzed kilku postów bo hyba trochę zginęło w dyskusji... Glozeria i Szarotka mówiły o runach jako towarzyszu w trudnym czasie. Mam sie zapytać konkretniej bo to jest dla mnie ważne... Jeśli ktoś ma chorobę autoimmunologiczną i generalnie czuje się "nie na miejscu" w swoim ciele,to czy praca z runami może być jakimś wsparciem dla tego psyychicznego wymiaru? Nie leczenia bo to rozumiem, tylo tego co Szarotka opisywała, tego nazywania


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozeria73)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 92

@Eweliniunia_H tak, i właśnie to jest hyba najsensowniejsze zastosowanie w tym kontekście. Choroba autoimmunologiczna ma taki specyficzny wymiar że ciało staje się czymś obcym albo wrogim, a to jest forma bezdomności we własnym ciele. 😀 I runy jako praktyka symboliczna mogą poomagać w odnajdywaniu języka dla tego stanu. Nie Naudhiz jako "twoja choroba ma przyczynę duchową", tylko Naudhiz jako "co potrzebujesz teraz, tu gdzie jesteś". To jest duża różnica i warto ją trzymać.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@kolowa97)
Połączone: 3 lata temu

Dobra bo muszę tu powiedzieć coś niepopularnego. To co Glozeria mówi brzmi ładdnie i rozuimem intencję ale martwi mnie jeden konkretny mechanizm. jak ktoś jest poważnie chory i zaczyna szukać "języka symbolicznego" dla swojego stanu, to bardzo łatwo jest zaacząć interpretować każde pogorszenie albo poprawę przez pryzmat tej pracy. I to jest pułapka bo możesz zacząć wierzc że "jeśli zrobię właściwy rytuał to bedzie lepiej" nawet jeśli tego nie mówisz wprost. Widziałam to u kilku osób. Nie w was mówię o mechanizmie


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Kolowa97 rozumiem ten niepokój i jest uzasadniony. xD Powiem jak ja to sttaram się trzymać kiedy ktoś posi o pracę z runami przy chorobie. Zasada jest jedna: runy opisują rzeczywistość, nie ją tworzą. Jeśli ktoś zaczyna myśleć że runy "robią coś" z jego chorobą, to jest sygnał że praca poszła w złą stronę. Sposób do uważności stało się magicznym kuratorem i to trzeba wtedy zatrzymać.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Aj, chcę wrzucić tu coś od siebie bo wydaje mi sie że ta dyskusja o runach i chorobie trochę odeszła od głównego tematu wątku, ale wlasnie przez to paradoksalnie go dotknęła. Bo Jeremiasz pytał czy błądzenie ma wymiar duchowy. A teraz wyłonił się nowy wariant tego pytania czy bycie bezdomnym we własnym ciele ma wymiar duchowy. I to jest na prawde inne pytanie niż to z którym zaczęliśmy. Myślę że zasługuje na własny wątek bo wiecie serio.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@dominika-pl)
Połączone: 2 lata temu

Zgadzam sie z Hilkiem że to jest inne pytanie ale nie chce żeby zginęło bo mnie to mocno interesuje. W tradycjach ajurwedyjskich i w medycynie chińskiej jest coś co można przełożyć wlasnie na "bezdomność wewnątrz ciała" i to nie jest metafora tylko konkretny opis stanu energeetycznego. Czy ktoś z was ktury zna te tradycje mógłby powiedziec jak tam jest to rozumiane? @Jarowit, Hilek,któreś z was ma coś na ten temat?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarowit)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Dominika.pl oj tam, w ajruwedzie jest pojęcie vikriti, które opisuje stan odejścia od naturalnej konstytucji. To nie jest "bezdomność" w sensie metaforycznym, to jest konkretna nierównowaga dosz. I co ważne, ajurweda nie pyta "dlaczego dusza nie pasuje do ciała", pyta "co spowodowało odejście od prakriti i jak wrócić". To jest podejście dużo bardzej pragmatyczne niż mistyczne. Więc znowu - metafory sie pokrywają, mechanizmy niekoniecznie


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@bogusia87)
Połączone: 2 lata temu

O,to jest ważne co Jarowit mówi o powrocie do prakriti. Bo właśnie chciałam zapytać czy w tej tradycji jest założenie że powrót jest zawsze możliwy, czy morze chodzi o coś innego, bardziej o zaakceptowanie nowego stanu? Bo dla kogoś z chorobą przewlekłą "powrót" może nie być opcją i niewiem jak wtedy ta tradycja to widzi. Przepraszam jeśli pytanie jest naiwne


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarowit)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Bogusia87 pytanie jest sensowne. W ajurwedzie przy stanach przewlekłych faktycznie cel przesuwa się z "powrotu" na "zarządzanie". I tu jest ciekawa zbieżność z tym co Hilek mówił o nordyckim wędrowcu bo tam tez nie chodzi o dotarcie do domu tylo o to co niesiesz w drodze. Więc morze te tradycje rzeczywiście dotykają czegoś podobnego od różnych stron.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Zostanę przy tym wątku "ciemnej nocy duszy" bo mam wrażneie że nie wyczerpaliśmy go z Teofilką. U Jana od Krzyża jest jeden element który rzadko się przytacza a który jest kluczowy dla naszej dyskusji. Ciemna noc nie jest stanem biernym. To jest aktywna praca duszy,tylo bez orientacji i bez poczucia postępu. Wędrowiec nie wie że idzie z tego co pamiętam ale idzie. I to jest dokładnie to co opisała Szarotka mówiąc o mapie ktura przestała działać. Mapa nie działa, ale nogi się poruszają.


Odpowiedz
Wpisy: 34
(@sybilia-1)
Połączone: 2 lata temu

No i, czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i chce się w końcu odezwać bo mam coś osobistego do tego... Jestem w takim stanie od kilku miesięcy i to co Pelagiusza powiedziała "mapa nie działa ale nogi się poruszają" to jest pierwsze zddanie które cokolwiek mi powiedziało o tym co czuję. Serio. I teras mam pytanie do was wszystkich, do tych co przez to przeszli czy coś konkretnego pomagało wam w środku tego, nie żeby to skończyć, tylok żeby to znosić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 90

@Sybilia.1 sybilia, to co piszesz to jest ważne i dobrze że napisałaś. Dla mnie osobiście w takim czasie najbardziej pomagało nie szukanie sensu na bieżąco, tylko jakis mały rytm. Codzienny, konkretny, nieważny. Niekoniecznie duchowy w wielkim sensie. Dla mnie to było wychodzenie rano na tą samą herbatę w tym samym miejscu. Ciało miało kotwicę nawet kiedy reszta dryfowała. I dopiero potem, po czasie, zrozumiałam że to był rodzaj praktyki, nie wiedząc że to robię.


Odpowiedz
Wpisy: 9
(@alkor)
Połączone: 3 lata temu

Moi drodzy, partząc na tę dyskusję z boku, widzę że cały wątek krąży wokół jednego nierozwiązanego napięcia... Czy błądzenie jest czymś co ci sie przydarza czy czymś co świadomie wybierasz. I większość tradcyji ktre tu przytaczalście, nordycka, chrześcijańska mistyczn, ajurweda, astrologia hellenistyczna, każda z nich daje inną odpowiedź na to pytanie. I morze wlasnie brak jednej odpowiedzi jest odpowiedzią. Różne systemy opisują różne typy tego samego doświadczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sybilia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 34

@Alkor no popatrzcie, to napięcie ktore opisujesz, to mi daje do myślenia. Bo jak tak cztyam tę całą rozmowę od początku, to właśnie sama niewiem w którym miejscu jestem. Czy ja "wybrałam" ten stan w którym teras jestem, czy on mi sie poprostu przytrafił. I szczerze, trochę mnie irytuje jak ktoś mówi że to wybór bo mam wrarzenie że to zdejmuje z tego całą wagę. jakby można było po prostu powiedzieć "no dobra wybieram żeby jusz nie błądzić" i tyle. A z drugiej strony.. Może właśnie dla tego że nie traktuję tego jako czegoś co moge w ogóle kształtować, to siedzę w tym tak długo???! Nie wiem. Naprawdę nie wiem i to jest frustrujące. @Karolka pisała o tym małym rytmie i to jest jedyne co jakoś do mnie trafia bo nie wymaga żebym rozumiała czy to wybór czy nie, po prostu robię i tyle. Ale to pytanie o wybór zostaje. No i tyle.


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@fasolka_w)
Połączone: 3 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam jedno konkretne pytanie do tych co mówią o runach w kontekście choroby i błądzenia w sobie. Glozeria pisała że runy mogą dać "język symboliczny" dla takiego stanu. runiarka mówiła że runy opisują,nie tworzą rzeczywistości. Okej ale jak to wygląda w praktyce? Bo ja roibłam notatki przy prcay z runami przez jakieś dwa lata i to co zaobserwowałam, to że ta sama runa wyciagnięta w różnch momentach życia znaczy dla mnie zupełnie co inngeo. I nie chodzi o to że "rozwinęłam sie" albo coś tylko że kontekst zmienia wszystko. Więc zastanaawiam się czy dla kogoś kto jest w takim satnie bezdomnności wewnętrznej o jakim tu rozmawiamy, runy mogą w ogóle dać cokolwiek stabilnego czy to tylko odbicie chaosu kótry jusz jest w środku?


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: