Zgodziłabym się z tą hierarchią co do zasady, ale dodałabym że kwestia ciemności garbhagrihy jest bardziej złożona niż się wydaje. Ta ciemność nie jest przypadkowa - ona wymusza że bóstwo jest widzialne tylko przez lampę ofiarną, a nie przez naturalne światło. To jest kosmologiczna zasada że to co absolutne nie może być oświetlone z zewnątrz. I to jest element który w wielu zachodnich adaptacjach znika pierwszy, bo ludzie chcą 'ładnie widzieć' posąg.
Tez mi sie przypomina że w prawoslawiu ikonostas jest troche jak ta przegroda - oddziela nas od naświetszej czesci i nie widac co się dzieje za nim podczas liturgi. Moze to jest ten sam instynkt?
Dokładnie, i to się nazywa surya prabha albo 'blask słońca' i bywa zaplanowane na konkretne święto związane z danym bóstwem. W świątyni w Konarak słońce pada na murthi dwa razy w roku. To nie jest zbieg okoliczności - to jest astronomia wbudowana w architekturę. Dlatego mówię, że to jest matematyka i kosmologia razem, a nie tylko estetyka.
A mam pytanie bo wcześniej było o orientacji wschodniej, ale co z tradycjami gdzie bóstwo musi patrzeć na południe? Chyba Yama, bóstwo śmierci, ma świątynie zwrócone na południe? Czy to jest stały podział że kierunek wyznacza charakter bóstwa?
To jest naprawdę niesamowite jak to wszystko jest ze sobą powiązane. Ale mam wrażenie że im głębiej w to wchodzimy, tym bardziej staje się jasne że to nie jest architektura w sensie jaki znamy - to jest chyba bardziej rytuał który trwa w formie stałej. Czy dobrze to rozumiem?
Ale tu jest trochę dziwna sprzeczność - jeśli bóstwo przenika wszystko i jest wszędzie, to czemu ma mu przeszkadzać że ktoś bez odpowiedniego stanu wszedł do budynku? To trochę jakby mówić że Brahman jest nieskończony ale potrzebuje odpowiednio ustawionego wejścia żeby dotrzeć do swojej własnej świątyni.
Czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i zastanawiam się - czy te strefy o różnym stężeniu są też odczuwalne fizycznie? Znaczy, nie w sensie mistycznym tylko po prostu - temperatura, akustyka, coś takiego? Bo budowałem kiedyś z kamienia i wiem że grubość ścian robi ogromną różnicę w akustyce.
Wracając do warstwy architektonicznej - zastanawia mnie coś czego chyba jeszcze nie powiedzieliśmy wprost. Skoro garbhagriha to womb, łono, to wejście do świątyni to narodziny w odwrotności? Wychodzisz 'urodzony' przez obcowanie z bóstwem? Czy to jest w tekstach czy to moja interpretacja?
Darshan jako wymiana - to mi się skojarzyło z egipskim rytuałem 'otwierania ust', gdzie posąg bóstwa był 'aktywowany' żeby mógł przyjmować ofiary i kontaktować się ze światem. Nie wiem czy to ta sama logika, ale coś jest podobnego w tym podejściu że bóstwo musi być 'obecne' żeby wymiana była możliwa.
Nieobsługiwany ogień - to jest piękna metafora. Ale to też mnie niepokoi trochę. Czy to znaczy że takie miejsca są w jakiś sposób aktywne mimo wszystko? Bo jeśli ktoś trafia na ruiny i nie wie o tym tabu, to co może go spotkać?
Ale właściwie wróćmy do architektury, bo mnie ciekawi jedna rzecz praktyczna. Ta wieża nad garbhagriha, shikhara - czy jej kształt jest czysto symboliczny czy ma jakąś funkcję strukturalną? Przy murach wastu mówiono że grubość ścian robi różnicę, a shikhara jest naprawdę masywna.
Zastanawiam się czy to przypadek że ograniczenia techniczne i symbolika tak się pokrywają, czy może odwrotnie - symbolika była budowana wokół tego co było technicznie możliwe? Znaczy, czy Meru jako góra stał się modelem dlatego że i tak tak wyglądała naturalna forma?
A propos gór - czy w tradycji hinduskiej sa konkretne góry ktore są uważane za wzór dla shikhary? Mam na mysli nie tylko Meru bo to jest mityczna, ale czy jakas realna góra była 'oryginałem'? Pytam bo Kailasz jest świętą górą Shivy i shikhara też jest kojarzona z Shivą przeważnie.
Słucham tej dyskusji o kształtach i regionach i mam pytanie może podstawowe, ale nigdy nie rozumiałam - te słynne świątynie na południu Indii z tymi ogromnymi kolorowymi gopuramami, pełnymi posągów, i te skromniejsze na północy - to jest tylko styl czy naprawdę różna teologia za tym stoi?
To jest naprawdę mocne rozróżnienie jeśli dobrze rozumiem. Czy to się jakoś przekłada na doświadczenie pielgrzyma? Znaczy czy w świątyni drawidyjskiej ten moment przekraczania gopuramu jest bardziej dramatyczny, bardziej przeżyciowy niż w nagara?
Zastanawiam się nad tym progiem. W wielu tradycjach próg jest miejscem szczególnym - ani tu ani tam, strefa przejścia. Japońskie torii, łuki triumfalne, bramy zamkowe. Może dravida po prostu bardziej wprost eksponuje to co jest w każdej architekturze sakralnej? Że wejście jest rytuałem samo w sobie?
To znaczy te rzeźby na gopuram mają jakiś konkretny program ikonograficzny? Czy to jest przypadkowy zbiór bóstw i scen, czy jest logika co i gdzie?
Encyklopedia dla niepiśmiennych to mi się skojarzyło z europejskimi katedrami gotyckimi, z całym tym programem rzeźbiarskim na portalach. Biblia pauperum. Ciekawe że dwie tak różne tradycje doszły do tego samego rozwiązania - kamień jako nośnik treści religijnych dla mas.
A z czego to jest robione w ogóle? Bo ja zawsze myslałem że granit, ale to chyba nie jest jeden materiał wszędzie? I jak oni w ogóle mocowali te figury na takiej wysokości bez rusztowań w dzisiejszym sensie?
Poczekajcie bo chce wrócić do tego co mówiła Helenka o dikpalach na gopuram. Jeśli osiem bóstw strzeże osmi kierunków, to czy świątynia jest mikroskosmosem całego wszechświata w tym sensie że ma własnych strażników jak sam kosmos? Czy to jest ta sama logika co mandala?
Czyli wchodząc do świątyni hinduskiej nie wchodzisz do budynku gdzie jest bóstwo, tylko wchodzisz w obręb samego kosmosu? To jest niesamowita koncepcja. Czy to znaczy że zasady kosmiczne działają inaczej w środku? Czy grawitacja, czas, przestrzeń są w jakiś sposób inne?
To brzmi podobnie do labiryntów w katedrach - chodzenie po labiryncie było pielgrzymką symboliczną, zastępczą, ale też miało być zmianą wewnętrzną. Czy ktoś badał czy te obejścia świątyni i labirynty katedralne mają wspólne korzenie czy to niezależny wynalazek?
I tu wróciłabym do pytania Helenki z wcześniej o akustykę - bo pradakshina to jest też doświadczenie dźwiękowe. Dzwony, gong, recytacja mantr podczas obejścia. Świątynia jako kosmogram działa nie tylko wzrokowo. Zastanawiam się czy ktoś próbował zbadać jak dźwięk zachowuje się podczas pradakshiny w konkretnych świątyniach, czy przestrzeń wzmacnia coś w konkretnym momencie obejścia.
No właśnie akustyka - bo pradakshina to nie jest tylko wzrok i ruch. Jak ktoś praktykował obejście w żywej świątyni na południu Indii, to wie że dźwięk się zachowuje zupełnie inaczej przy wewnętrznych korytarzach prakaramów niż na zewnątrz. Te wielokrotne ogrodzenia tworzą coraz bardziej wyciszone i pogłosowe przestrzenie. Nie wiem czy ktoś mierzył to spektrometrem, ale jako doświadczenie cielesne jest to bardzo wyraźne.
Siedem pierścieni... to jest jak dante i sfery nieba, tylko odwrotnie - tam idziesz w górę, tu idziesz do środka. Czy to jest przypadkowa zbieżność czy gdzieś jest wspólna idea siedmiu poziomów?
W kosmologii purańskiej jest koncepcja siedmiu wysp i siedmiu oceanów otaczających Meruparbat, kosmiczną górę. Srirangam z siedmioma prakaramami może być odniesieniem właśnie do tej struktury, nie do planet. Ale nie twierdzę że to pewne - nie natknąłem się na tekst który by to wprost łączył, to raczej moje czytanie. Ktoś ma źródło lepsze niż moje domysły?
to mi sie kojarzy z kaplica lorda czyli sanctum sanctorum w świątyni jerozolimskiej, tam też była cieność i tylko arcykapłan wchodził raz w roku. czy te kosmologie są naprawde niezalezne czy może ktoś coś skądś przejął w starożytności?
