Chciałam was zapytać o coś, co mnie ostatnio nurtuje. Prawo przyciągania – praktycznie wszędzie w sieci trafiamy na te same uproszczone formułki: wizualizuj, afirmuj, czekaj na efekty. Ale im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej widzę, że popularne źródła pomijają mnóstwo istotnych rzeczy. Jak wy to widzicie – co waszym zdaniem jest najbardziej przemilczane, jeśli chodzi o prawo przyciągania?
Dobre pytanie. Mnie od dawna uwiera to, że w popularnym podejściu kompletnie pomija się kwestię podświadomych przekonań. Możesz wizualizować cokolwiek chcesz, ale jeśli gdzieś głęboko w tobie siedzi przekonanie, że nie zasługujesz na obfitość albo że pieniądze to coś brudnego, to żadna afirmacja tego nie przebije. Podświadomość nadaje na innej częstotliwości niż świadomy umysł i to właśnie ten głębszy sygnał kształtuje doświadczenie.
Moim zdaniem kluczowe jest to, że prawo przyciągania w formie popularnej oderwano od kontekstu hermetycznego. W Kybalionie mamy siedem praw wszechświata – wibracji, biegunowości, rytmu, przyczynowości, korespondencji, rodzaju i mentalizmu. One wszystkie ze sobą współpracują, tworzą system. Wyrwanie samego przyciągania z tego systemu to jak wyjęcie jednego trybu z mechanizmu zegarowego i oczekiwanie, że będzie odmierzał czas.
Czytam wasze wpisy i muszę przyznać, że sama kiedyś wpadłam w tę pułapkę. Robiłam tablice wizji, pisałam zamówienia do wszechświata, a jednocześnie nie radziłam sobie z lękiem przed odrzuceniem, który ciągnął się za mną od dzieciństwa. I potem się dziwiłam, że nic się nie zmienia. Dopiero kiedy zaczęłam pracę terapeutyczną, te blokady zaczęły ustępować.
Mnie zawsze denerwowało, że w książkach typu „Sekret" praktycznie nie ma słowa o cieniu w rozumieniu Junga. A to, co wypieramy, kontroluje nasze życie – wyparte lęki, przekonania z dzieciństwa, odziedziczone wzorce. To one są właściwym „nadajnikiem" wibracyjnym. Nie te afirmacje, które powtarzamy przed lustrem rano.
Mnie zastanawia jeszcze aspekt, który jest kompletnie pomijany: kwestia kontraktów dusznych. Nie wszystko, czego pragniemy, jest zgodne z planem duszy na to wcielenie. Może się okazać, że blokada w manifestacji nie wynika z niskiej wibracji, ale z tego, że dusza ma do przepracowania coś innego.
Wtrącę się z nieco innej strony. Popularne źródła kładą nacisk na myśli. Ale to emocje są właściwym paliwem manifestacji, nie myśli same w sobie. Możesz powtarzać „jestem bogaty" tysiąc razy dziennie, ale jeśli w środku czujesz brak, panikę, desperację – to tę wibrację wysyłasz. Hermetycy wiedzieli o tym doskonale – to nie myśl tworzy, lecz wola wsparta emocjonalnym ładunkiem.
A ja mam pytanie – jak to jest z wdzięcznością? Z jednej strony wszędzie się pisze, że wdzięczność wzmacnia manifestację, a z drugiej strony mam wrażenie, że niektórzy ludzie wymuszają na sobie wdzięczność, bo „tak trzeba", a w środku czują się fatalnie. To chyba też nie działa?
Wracam do wątku hermetycznego. W Kybalionie jest prawo rytmu – „wszystko płynie, wszystko ma swoje pływy". To oznacza, że naturalne są okresy wzlotów i upadków, i żadna ilość pozytywnego myślenia tego nie zmieni. Popularne źródła zupełnie to ignorują. Tworzą iluzję, że można żyć w permanentnym stanie „wysokich wibracji", co jest po prostu niemożliwe i niezdrowe.
Z mojego doświadczenia przy pracy z rytuałami miłosnymi – mnóstwo ludzi próbuje „manifestować" związek, stosując prawo przyciągania, ale kompletnie pomija jeden fundament: relację z samym sobą. Nie da się przyciągnąć zdrowej miłości, jeśli w środku nosisz przekonanie, że musisz na nią zasłużyć albo że nie jesteś wystarczająco dobra. Rytuał może wzmocnić intencję, ale nie zastąpi pracy wewnętrznej.
Chciałbym nawiązać do Neville'a Goddarda, bo moim zdaniem jego nauki są bliższe prawdziwemu mechanizmowi manifestacji niż „Sekret". Goddard mówił, że nie chodzi o myśli, tylko o TOŻSAMOŚĆ. Kluczowe pytanie brzmi: „kim byłbyś, gdybyś już miał to, czego pragniesz?". Nie wizualizujesz obiektu – przybierasz stan bycia osoby, która to już ma. I z tego stanu życie się reorganizuje. To fundamentalna różnica wobec popularnego „wizualizuj i czekaj".
Mam jeszcze jeden punkt, który umyka w popularnym dyskursie: DZIAŁANIE. Manifestacja bez działania to pobożne życzenie. Możesz wizualizować, afirmować, pracować z emocjami – ale potem trzeba wstać i zrobić krok. Wszechświat odpowiada na ruch, nie na bierność. Nie dostaniesz pracy marzeń, leżąc w łóżku z tablicą wizji.
Chcę poruszyć coś, o czym nikt tu jeszcze nie wspomniał: kwestię zbiorowości. Prawo przyciągania jest prezentowane jako czysto indywidualne – „twoje myśli tworzą twoją rzeczywistość". Ale żyjemy w polu zbiorowej świadomości. Twoje manifestacje nie istnieją w próżni – wchodzą w interakcję z intencjami, przekonaniami i doświadczeniami innych ludzi. Dlatego czasem coś nie przychodzi – bo wchodzi w kolizję z większym polem.
