Mam pytanie bardziej od strony konstrukcji bo mnie to nurtuje od początku wątku. Jak takie mała ciemna garbhagriha jest w środku tej całej masywnej bryły shikhary - czy ta wieża jest pełna? Czy w środku jest tylko ta jedna mała komora a reszta to lity kamień?
No to jest niesamowite jako decyzja architektoniczna. Budujemy tony kamienia żeby otaczać jedną małą izbę. W budownictwie świeckim to jest totalne marnotrawstwo, a tu jest to właśnie istotą. Proporcja odwrócona.
A czy ta masywna bryła ma jakieś funkcje praktyczne niezamierzone? Znaczy czy działa jak termiczna masa, utrzymuje temperaturę wewnątrz stałą? Pytam bo byłem w małych kapliczkach skalnych w Grecji i tam w środku jest zawsze chłodniej nawet w upał.
Wracam do pradakshiny bo mnie coś w tym uderzyło - mówiliśmy że obejście jest zgodne z ruchem słońca, czyli zgodnie z ruchem wskazówek zegara patrząc z góry. Ale w niektórych tradycjach obrót w lewo jest przypisany do bóstw chtonicznych albo do rytuałów śmierci. Czy w hinduizmie jest jakiś rytuał gdzie idzie się odwrotnie i co to oznacza?
Czyli sama architektura świątyni i sposób poruszania się po niej nosi w sobie pełny cykl - narodziny, życie, śmierć, odrodzenie. Nie tylko statycznie jako kosmogram ale dynamicznie przez ruch ciała. To jest jakiś poziom złożoności którego nie spodziewałem się na początku tego wątku.
I to jest chyba sedno całej tej rozmowy. Vastu mandala to plan, shikara to kosmiczna góra, gopuram to próg, prakarama to warstwy kosmosu, garbhagriha to rdzeń - ale to wszystko ożywa dopiero przez ruch pielgrzyma, przez rytm puju, przez dźwięk, zapach, dotyk progów. Architektura jako kosmogonia nie jest teorią na papierze, jest praktyką w kamieniu i ciele jednocześnie. Nie wiem co dalej z tym zrobić, bo to chyba stawia pytanie czym w ogóle jest budynek sakralny - czy może być sakralny bez aktywacji przez rytuał?
Słucham Radomira i myślę że doszliśmy do czegoś co mnie kompletnie rozbija - że ta cała kamienna konstrukcja jest martwa bez człowieka który przez nią przechodzi. Bez pielgrzyma świątynia jest jak partytura bez muzyka. Czy to jest gdzieś wprost powiedziane w tekstach, że bez udziału ludzkiego ciała ten kosmogram nie działa? Bo to by zmieniało wszystko w tym jak o tym myślimy.
To jest spójne z tym jak rozumiem pracę z czakrami - centrum energetyczne nie istnieje samo z siebie jako stały obiekt, ono jest podtrzymywane przez przepływ i intencję. Świątynia jako wielkie ciało z własnym systemem energetycznym, który trzeba podtrzymywać - to jest dla mnie bardzo czytelne. Ale powiedz mi, ta 'instalacja bóstwa' o której mówisz - to jest fizyczna instalacja murti czy coś więcej?
a co z tymi kapłanami, czy to jest kasta dziedziczna? bo czytałam że w niektórych świątyniach tylko ludzie z konkretnych rodów mogą wykonywać puje i to jest przekazywane z ojca na syna od pokoleń. czy wtedy cała ta wiedza o architekturze i rytuałach jest też tajemna?
To ciekawe bo mamy więc trzy warstwy dostępu do tej samej świątyni - bhakta wchodzi do prakaramów, może wejść do mandapy, widzi bóstwo z daleka w świetle lampy podczas darshanu. Kapłan wchodzi do garbhagriha i dotyka murti. Dikszitar zna rytualne protokoły których bhakta nie zna. Koncentryczne kręgi dostępu w samej praktyce odzwierciedlają koncentryczne kręgi architektury.
Wróćmy na chwilę do pradakshiny bo mam jeszcze jedno pytanie z tym związane. Mówiliśmy że ruch zgodny z ruchem słońca jest dla żywych, odwrotny dla rytuałów śmierci. Ale jak to jest gdy wokół Arunachali - tej świętej góry w Tamil Nadu - pielgrzymi obchodzą całą górę pieszo? Który to kierunek i dlaczego właśnie góra jest tam obchodzona a nie świątynia?
Czyli krajobraz naturalny może być architekturą? Góra jest shikhara zbudowaną przez ziemię, a nie przez człowieka? To trochę zmienia cały ten wątek o świątyniach jako kosmogramach - bo skoro góra już jest kosmogramem, to świątynia go tylko naśladuje.
Przepraszam że pytam o cos bardziej praktycznego ale mam w głowie ten obraz - jeśli w Indiach stoi tysiące świątyń każda z shikara i każda jest 'kosmiczną górą', to czy istnieje hierarchia między nimi? Czy jedna świątynia może być ważniejsza bo jest bliżej jakiegoś geograficznego centrum, czy każda jest pełnym kosmogramem sama w sobie?
To jest podobne do tego jak w katolickim chrześcijaństwie każda eucharystia jest pełna i kompletna, a jednocześnie Rzym i Jerozolima mają inne znaczenie niż parafia w Łodzi. Lokalność i universalność nie stoją ze sobą w sprzeczności, po prostu nakładają się. Ciekawe że takie napięcie pojawia się w tak różnych systemach sakralnych.
Tradycja przypisuje ustanowienie char dham Adi Shankarze z VIII-IX wieku - miał on celowo wybrać cztery miejsca na krańcach subkontynentu, żeby pielgrzym okrążający je rysował mandali na skali całych Indii. Badrinath na północy, Rameswaram na południu, Dwarka na zachodzie, Puri na wschodzie. Ale czy to naprawdę projekt Shankary czy rekonstrukcja czegoś starszego - tego nie wiem.
Ale jeśli cały kontynent jest mandalam, to czy pielgrzym który przemieszcza się między tymi świątyniami dosłownie rysuje ścieżkę po kosmogramie? Tzn. jego ruch ma sens rytualy, nie tylko osobisty czy religijny?
To jest piękne ale też trochę przytłaczające. Że każdy krok może mieć takie znaczenie. Zastanawiam się czy współczesny pielgrzym hinduski to rozumie tak samo, czy to jest bardziej wiedza kapłanów, a lud idzie po prostu z pobożności?
ale czy w hinduizmie jest w ogóle coś takiego jak 'laik' i 'kapłan' tak wyraźnie? bo mam wrazenie że to jest bardziej płynne niż u nas?
Ta kwestia pracy rytualnej w domu jest dla mnie ważna w tym całym wątku o architekturze. Bo skoro świątynia jest kosmogramem i macrokosmosem ciała, to czy dom hinduski - z kąciem puja, z progiem który ma własną sakralność - też jest miniaturową świątynią?
A te zasady Vastu to są nadal stosowane przy budowaniu nowych domów w Indiach? Pytam bo w Polsce mamy feng shui które część ludzi stosuje przy urządzaniu mieszkań, zastanawiam się czy Vastu działa podobnie - jako praktyczna geomancja.
Mam pytanie bo sie zgubiłem trochę w tej hierarchi. Jeśli każda świątynia jest kompletnym kosmogramem, a jednocześnie jest hierarchia ważnosci między świątyniami, i jeszcze do tego cały kontynent jest mandalam - to gdzie w tym wszystkim jest 'środek'? Bo w każdym kosmogramie jest środek.
To jest bardzo inne od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Jednocentryczność religii abrahamicznych jest tak głęboko zakorzeniona że ciężko wyobrazić sobie system gdzie kilka miejsc jest równorzędnych centrum. Czy to nie powoduje napięć - że jedna świątynia rości sobie pretensje do ważności ponad inną?
Myślę że napięcia są, ale innego rodzaju - nie teologiczne tylko polityczne i ekonomiczne. Ważna świątynia przyciąga pielgrzymów, pielgrzymi przynoszą datki, datki finansują władzę. Historia wielkich świątyń południowoindyjskich to też historia patronatu królewskiego i rywalizacji dynastii. Architektura monumentalna często wyrastała z tej rywalizacji.
Więc shikhara rośnie w górę nie tylko z powodów kosmologicznych ale też dlatego że ktoś chciał zbudować wyższą wieżę niż sąsiedni król? Trochę jak europejskie katedry gotyckie które prześcigały się w wysokości.
To mnie zastanawia - czy te świątynie budowane z pobudek politycznych były mimo to traktowane jako sakralnie równoważne? Znaczy, czy pielgrzym wiedział że jedna gopura jest wyższa bo król chciał pobić rekord, i czy to w ogóle coś zmieniało w jego doświadczeniu duchowym?
To przypomina mi debaty w chrześcijaństwie o tym czy sakrament udzielony przez niegodnego kapłana jest ważny. Donatyzm kontra stanowisko Augustyna. Ciekawe że podobny problem pojawia się niezależnie w tak różnych tradycjach - gdzie leży sakralność, w intencji czy w rytuale?
Ale to stawia kapłana w roli technika, nie pośrednika. Czy to jest właśnie ta różnica o której mówił wcześniej Radomir - że w hinduizmie kapłan jest potrzebny do techniki rytualnej, a relacja z bóstwem jest bezpośrednia dla każdego?
