Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co mnie naprawdę nurtuje i myślę, że tu jest dobre miejsce, żeby to poruszyć. Chodzi mi o sakramenty w katolicyzmie - chrzest, eucharystia, namaszczenie chorych i tak dalej. Z perspektywy ezoterycznej to wygląda dokładnie jak rytuał magiczny: jest intencja, jest osoba prowadząca (kapłan), są rekwizyty (woda, olej, chleb), są słowa mocy (formuły łacińskie albo polskie). Kościół oczywiście mówi, że to coś zupełnie innego niż magia, że działa "z mocą Bożą", a nie ludzkiej woli. Ale skąd ta różnica? Czy to kwestia źródła mocy, intencji, a może po prostu narracji, którą dana tradycja buduje wokół tych samych mechanizmów?
To jest właśnie to pytanie, które sama sobie zadawałam, jak zaczęłam interesować się rytuałami. Bo jak patrzę na mszę świętą z zewnątrz - dosłownie zewnątrz, mam na myśli takim świeżym okiem - to widzę rytuał jak się patrzy. Świece, kadzidło, szaty w określonych kolorach zależnie od pory roku liturgicznego, słowa wypowiadane w określonej kolejności. To jest magia ceremonjalna, tylko w innym opakowaniu. Albo przynajmniej tak to wygląda. Co Jolusia96 sądzi o tym, czy Kościół w ogóle był kiedyś świadomy tych podobieństw?
Zanim pójdziemy dalej, chciałbym zatrzymać się przy jednej kwestii. Słowo "magia" jest tu używane bardzo luźno i to trochę zamazuje dyskusję. Bo jeżeli magią nazywamy każdy rytuał z intencją i rekwizytami, to wtedy wszystko jest magią - łącznie z zapaleniem świeczki urodzinowej i wypowiedzeniem życzenia. Pytanie powinno brzmieć precyzyjniej: czy sakramenty działają na zasadzie przyczynowości symboliczno-energetycznej, którą znamy z praktyk magicznych, czy też według teologii katechizmowej to zupełnie inny mechanizm. I tu mam pytanie do Jolusia96 - bo znam się bardziej na praktyce niż na teologii - co dokładnie Kościół twierdzi, że się dzieje podczas, powiedzmy, konsekracji? Bo to chyba kluczowe dla tej rozmowy.
To "ex opere operato" to naprawdę ciekawy koncept. Znam go ze studiowania różnych tradycji i zawsze mnie uderzało, że jest niemal identyczny z zasadą, którą w magii możemy nazwać "prawidłowo wykonany rytuał przynosi skutek". W runach jest podobnie - jeżeli wyryta runa ma właściwy kształt i właściwą intencję, działa niezależnie od nastroju rytualnego. Ale chcę się tu nie zgodzić z Cynamonką, bo jednak widzę jedną fundamentalną różnicę: w magii źródłem jest praktykujący, jego wola i energia. W teologii katolickiej człowiek jest tylko kanałem. To nie jest kosmetyczna różnica - to odwrócenie całej struktury.
Przepraszam, że się wtrącam, ale nie jestem pewna czy dobrze rozumiem. To znaczy, że jak ksiądz chrzcił dziecko i nie wierzył w Boga, to chrzest i tak był ważny? To brzmi dla mnie dziwnie. I to co piszecie o tej magii ceremonialnej - czy chodzi o to, że tarot i msza to jedno i to samo? Serio pytam, bo próbuję zrozumieć.
Ja tu dopiero zaczynam swoje rozboje z magią, ale to co piszecie o "ex opere operato" bardzo mnie zastanawia. Bo słyszałam, że jak robisz rytuał bez wiary w to co robisz, to on po prostu nie działa. A tu Kościół mówi, że forma wystarczy? To znaczy, że katolicyzm jest bardziej "pewny" skutku niż magia? Albo ja coś źle rozumiem?
Słuchajcie, ale czy nie pomijamy tutaj czegoś ważnego? W magii i rytuałach ezoterycznych też jest dużo tradycji, gdzie praktykujący uważa siebie za naczynie, a nie źródło. Szamanizm, mediumizm, nawet pewne nurty wicca - tam mag mówi, że to duchowe siły działają przez niego. Więc ta granica między "kanałem dla Boga" a "kanałem dla energii/duchów" jest może mniej wyraźna niż nam się wydaje? To nie jest obrona żadnej ze stron, tylko obserwacja. Ciekawa jestem co Pelagiusza_J o tym myśli, bo ona zdaje się mieć szersze spojrzenie.
Czytam i bardzo mi się to podoba. Mam jedno pytanie, może naiwne - czy wodą święconą można właściwie robić to samo co wodą naładowaną energetycznie przez praktykę ezoteryczną? Bo miałam znajomą, która używała obu i mówiła, że działają podobnie. Albo to była tylko jej sugestia?
Hmm, ale skoro Kościół mówi, że tylko on ma dostęp do poziomu metafizycznego, to czemu tak wiele osób, które uprawiają rytuały poza Kościołem, też opisuje bardzo realne efekty? Sceptycznie pytam, bo sama nie jestem przekonana do żadnej ze stron, ale ta ekskluzywność katolicka zawsze mnie trochę irytowała. Kto to weryfikuje?
I tu muszę wejść, bo to jest ciekawe i jednocześnie problematyczne. Bo przecież mag nie zawsze "wymusza" - większość poważnych tradycji magicznych mówi o harmonizowaniu się z siłami, proszeniu, współpracy. To znowu nie jest taka czysta granica, jak Kościół próbuje ją rysować. A modlitwa błagalna w chrześcijaństwie - czy to nie jest próba wpłynięcia na Bożą wolę? Teologowie mają na to odpowiedź, ale ona jest dość zawikłana.
Wchodzę w tę rozmowę, bo bardzo mnie to ciągnie. Zastanawia mnie jedna rzecz - Kościół ma Katechizm, ale czy to faktycznie sprawia, że sakrament jest bardziej "pewny" niż rytuał? Bo w tarocie też mamy systemy, żeby nie było - 78 kart, stałe przyporządkowania archetypów, tradycja sięgająca wieków. A jednak nikt nie powie, że tarot jest bardziej niezawodny niż intuicja wróżbity bez systemu.
Słucham tej dyskusji o łasce nieodczuwalnej i zastanawiam się - kiedy robię rytuał z intencją ochronną i potem mam wrażenie, że coś minęło bokiem, to mam podobne pytanie do siebie. Czy coś zadziałało, a ja nie wiem, czy zadziałało emocjonalnie jako poczucie bezpieczeństwa, czy w ogóle nic się nie stało. I nie umiem tego odróżnić. Jak wy sobie z tym radzicie, bo mam wrażenie, że to nie jest tylko problem katolicki.
Właśnie to samo sobie pomyślałam - ja nie dążę do żadnego Wielkiego Dzieła, ja próbuję zrozumieć znaczenie run i nie wywrócić czegoś, czego nie powinnam ruszać. I chyba większość tu jest podobnie. Czy te wyższe poziomy obu tradycji są w ogóle osiągalne przez zwykłego człowieka bez wieloletniej formacji?
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam wrażenie, że kręcimy się wokół jednej rzeczy, której nikt wprost nie powiedział. Pytanie nie brzmi "czy sakrament to magia", tylko "co uznajemy za legitymizujące działanie rytualne". Kościół mówi - źródło i autoryzacja przez Boga objawionego. Tradycja magiczna mówi - struktura, intencja, wiedza. To są dwa różne kryteria legitymizacji, i dopóki nie ustalimy, które kryterium przyjmujemy, ta dyskusja nie ma rozstrzygnięcia.
Wchodzę tu z boku, bo śledzę temat od początku - mam pytanie, które może jest naiwne, ale chcę sprawdzić. Czy ktoś z was próbował używać sakramentaliów katolickich - wody święconej, oleju, błogosławieństw - w kontekście praktyki ezoterycznej? I czy to w ogóle ma sens połączyć te dwa systemy, czy to jest właśnie to, czego Kościół zabrania, i co tradycja magiczna też może traktować jako błąd metodologiczny?
Pytanie zostawiłam w poprzednim poście, ale rozwinę, bo chyba za mało je sprecyzowałam. Chodzi mi o to, czy ktokolwiek próbował wody święconej np. do oczyszczania przestrzeni, w podobnym celu jak używa się wody z solą albo dymu z szałwii. I czy miał z tego jakieś doświadczenie, które mógłby opisać, bo sama zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens mieszać te dwa konteksty.
Ja miałam. Raz użyłam błogosławionego różańca do wyznaczenia przestrzeni, nie będąc katoliczką ani nie robiąc niczego "po katolicku" - po prostu miałam go pod ręką. I coś się zmieniło w tej przestrzeni w sposób, który był inny niż zwykle. Czy to był wpływ przedmiotu, wpływ mojego skupienia, tradycji, w którą nikt tam nie wierzył aktywnie? Serio nie wiem. Ale ta rozmowa sprawia, że chcę to lepiej rozumieć.
I tu jest punkt, który mnie osobiście blokuje w tej rozmowie od jakiegoś czasu. Wszyscy zakładamy, że "efekt" da się jakoś porównać między systemami - że oczyszczanie wodą święconą i oczyszczanie np. dymem można zestawić. Ale czy same systemy zgadzają się, czym jest "oczyszczenie"? Kościół powie, że chodzi o usunięcie wpływu złego, magia ceremonialna powie o harmonizacji energii, szamanizm powie o czymś jeszcze innym. Jak porównujesz efekty, jeśli cel jest inaczej zdefiniowany?
