Ostatnio czytałam coś o tym, jak różne starożytne kultury opisywały swoich bogów i zaczęłam się zastanawiać, czy te istoty były po prostu wymyślone, czy może naprawdę chodziło o coś realnego, tyle że inaczej nazwanego. W hinduizmie mamy dewy, które podobno zamieszkują wyższe plany bytu, w sumeryjskich tekstach Anunnaki schodzą z "niebios", a w Biblii aniołowie przenikają z innego wymiaru do naszego. Może starożytni opisywali to, co my dziś nazwalibyśmy istotami z wyższych wymiarów, tylko nie mieli na to odpowiednich słów? Czy ktoś głębiej wchodził w ten temat?
To jest ciekawy kierunek, ale bym przestrzegł przed zbyt szybkim sklejaniem ze sobą tradycji, które mają zupełnie różne ramy ontologiczne. Hinduska koncepcja dewów to nie to samo co sumeryjscy Anunnaki i nie to samo co biblijni aniołowie. Każda z tych tradycji ma swój własny system opisu rzeczywistości. Pytanie, które bym zadał na początku: czy w ogóle kategoria "wymiaru" ma sens w kontekście starożytnych wierzeń, skoro sam termin pochodzi z fizyki XX wieku? Bo może robimy tutaj anachronizm pojęciowy.
No właśnie, to mnie zawsze trochę irytuje w tych dyskusjach, że ktoś bierze pojęcie z fizyki kwantowej albo z teorii strun i wkłada je w usta Sumerów. Ale zarazem... czy nie jest tak, że oni może opisywali tę samą rzeczywistość, tylko innymi słowami? Nie twierdzę, że to pewne, po prostu pytam. Czy ktoś wie, co dosłownie oznacza "An" w sumeryjskim słowie Anunnaki? Bo chyba coś z niebem?
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero szukam w tej tematyce, ale chciałam zapytać, czy te "wyższe wymiary" to to samo co "wyższe plany astralne"? Bo gdzieś czytałam o planach astralnych i mentalnych i zastanawiam się czy to jest ta sama idea tylko z innej strony.
Właśnie trafiłam na ten wątek i mam pytanie, bo to łączy się z czymś, o czym ostatnio dużo myślę. Czy czakry, a konkretnie wyższe czakry, mogłyby być jakimś "punktem odbioru" sygnałów od tych istot z innych wymiarów? Gdzieś czytałam, że szósta i siódma czakra to właśnie te, przez które możliwy jest kontakt z wyższymi bytami. Nie wiem, czy to ma sens w kontekście tego, o czym piszecie.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie może naiwne, ale jak to się ma do numerologii? Bo w numerologii mamy liczbę 11 i 22 jako liczby mistrzowskie, które podobno łączą różne poziomy. Czy to może być ślad tej samej idei o wielowarstwowości?
Ja mam takie własne doświadczenie z tego zakresu, nie wiem czy to właściwe miejsce żeby to powiedzieć, ale raz podczas bardzo głębokiej medytacji miałam coś, co mogę opisać tylko jako "spotkanie z obecnością", która wyraźnie nie była częścią mojego umysłu. Nie twierdzę, że to był bóg ani istota z innego wymiaru, ale coś wyraźnie zewnętrznego. Jak to pasuje do tego, o czym piszecie?
Okej, ale tu pojawia mi się pytanie, bo jestem sceptyczny z natury. Skąd ta pewność, że to nie był własny umysł? Mózg jest bardzo sprawny w tworzeniu poczucia obcości czegoś, co sam generuje. Nie twierdzę, że Paprotka się myli, po prostu jak to rozróżnić? Czy są jakieś sygnały, które wskazują, że kontakt jest "rzeczywisty" w sensie zewnętrznym?
Moim zdaniem za dużo tu filozofowania. Starożytni wiedzieli co robią i kiedy pisali o bogach schodzących z nieba, to opisywali realny kontakt z istotami wyższymi. Może kosmitami, może bytami z innych wymiarów, nie ma znaczenia etykietka. Anunnaki, Nefylim, Widziadła Ezechiela, to są dokumenty kontaktu. Dlaczego tak bardzo chcemy to racjonalizować?
Mnie zastanawia jedno, czy jest jakaś tradycja, która wprost mówi o "warstwach" albo "poziomach" rzeczywistości i jednocześnie podaje jakiś sposób na sprawdzenie, czy to prawda? Bo na razie mam wrażenie, że to albo wiara, albo doświadczenie osobiste, a trudno zbudować na tym jakiś wspólny grunt.
To jest dokładnie ten problem, który dotyka każdą tradycję mistyczną. Kabała, joga, sufizm, wszystkie mówią "sprawdź na sobie". Ale "na sobie" to najgorsza metodologia weryfikacji, jaką można sobie wyobrazić, bo masz dostęp tylko do jednego umysłu i to silnie uprzedzonego do potwierdzenia tego, w co już wierzysz. Nie mówię, że doświadczenia są nieprawdziwe. Mówię, że nie są dowodem na strukturę kosmiczną.
Cały czas słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że kręcimy się w kółko trochę. Z jednej strony mamy starożytne religie opisujące bogów schodzących z nieba, z drugiej doświadczenia medytacyjne, z trzeciej pytania o wymiary fizyczne. Czy ktoś mógłby powiedzieć wprost, co to właściwie znaczy "wielowymiarowy bóg"? Bo nie jestem pewna, czy wszyscy rozumiemy to samo przez to pojęcie.
Słucham tej dyskusji i mam takie praktyczne pytanie, trochę z boku. Prowadzę notatki z różnych systemów i porównuję opisy tych "wyższych istot" w tradycjach. I uderza mnie jedno, prawie wszędzie masz hierarchię. Bogowie wyżsi, niżsi, posłańcy, strażnicy. Czy ta hierarchia to coś, co wynika z natury tych istot, czy raczej z tego, że ludzie budują hierarchiczne społeczeństwa i przekładają to na niebo?
Właśnie to mnie od początku kręciło w tym temacie. Czy te istoty to konkretne byty, które mają swoją tożsamość niezależnie od nas, czy może bardziej funkcje, które różne kultury obsadziły różnymi postaciami? Bo jak patrzę na Indrę, Zeusa i Perkuna, to wszyscy rządzą burzą, ale jakoś wątpię, że to dosłownie ta sama istota tylko pod innym imieniem.
Ale właśnie to jest ta myśl, że to ta sama istota! Czytałam o tym koncepcja prisca theologia, że wszystkie religie opisują tę samą prawdę tylko innymi słowami. Jeśli wszędzie jest bóg burzy, to może wszędzie jest ta sama istota wielowymiarowa, która przejawia się w każdej kulturze inaczej?
Mam pytanie, może głupie, ale skoro mówimy o wymiarach, to czy te istoty nas widzą? Znaczy, jak my jesteśmy trójwymiarowi i patrzymy na płaską kartkę, to widzimy wszystko naraz. Gdyby bogowie byli w wyższym wymiarze, to czy widzieliby całą naszą historię jednocześnie, przeszłość i przyszłość razem? Bo to by tłumaczyło proroctwa.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam odczucie, że skandynawska tradycja runistyczna stoi trochę z boku wszystkich tych debat, bo tam bogowie są wyraźnie ograniczeni. Odyn nie jest wszechwiedzący, szuka wiedzy, gubi oko, wisi na drzewie. To nie brzmi jak istota wyższego wymiaru z kompletnym oglądem rzeczywistości. Bardziej jak ktoś, kto jest na wyższym szczeblu, ale nie na szczycie.
Wracam do wątku o hierarchii, bo coś mi tu nie daje spokoju. Jeśli wymiar wyższy oznacza tylko "inny", jak sugerowała Kalinei, to dlaczego właściwie we wszystkich tradycjach, które przejrzałam, kierunek modlitwy jest "w górę"? Nie "na bok", nie "w poprzek", tylko góra. Czy to tylko metafora grawitacyjna czy coś za tym stoi?
Och, to jest świetne pytanie. Bo słońce jest w górze, a słońce to był bóg w wielu kulturach, więc może to po prostu stąd? Ale wtedy bogowie podziemia są "w dole" i też są bogami, więc może to nie jest tak jednoznaczne z tym kierunkiem.
Ale w astrologii, którą trochę znam, planety nie są "wyżej" w sensie hierarchicznym tak jednoznacznie. Saturn jest dalej od Słońca niż Merkury, a w tradycji jest cięższy i poważniejszy, ale czy wyższy? Mam notatki z kilku systemów i te relacje są różne w zależności od szkoły.
Myślę, że warto rozróżnić dwie rzeczy, które tutaj się mieszają. Pierwsze to pytanie, gdzie fizycznie lub geometrycznie są te istoty. Drugie to symbolika góry jako miejsca sacrum, która jest niemal powszechna. Runy też mają kierunkowość, Tiwaz wskazuje w górę i to ma znaczenie symboliczne, ale nie twierdzimy, że bogowie mieszkają dosłownie nad naszymi głowami. Czy ktoś tu mówi o dosłownym wymiarze przestrzennym czy o metaforze?
Właśnie to mnie gryzie w tej dyskusji od dłuższego czasu. Zaczynamy od pytania czy bogowie to istoty z innych wymiarów, a lądujemy przy filozofii języka. Mam notatki z kilku tradycji i we wszystkich jest jakiś element praktyczny, rytuał, ofiara, modlitwa, coś co ma wywołać odpowiedź. Czy wymiarowość bogów w ogóle ma znaczenie dla tego, czy rytuał działa?
W tradycji runnicznej jest taka ciekawa rzecz, że opis Yggdrasilu to nie jest hierarchia góra-dół, tylko raczej sieć połączeń. Asgard nie jest "wyżej" niż Midgard w prostym sensie, tylko jest inaczej dostępny. Odległość jest mierzona inaczej niż przestrzennie. Może to jest właśnie model, który unika tej sprzeczności, którą Kalinei sygnalizuje, bo nie zakłada dodatkowego wymiaru geometrycznego, tylko inny rodzaj odległości.
A mnie zastanawia, czy ta sieć zamiast hierarchii nie pasuje przypadkiem do teorii strun lepiej niż do tej tradycyjnej wizji nieba-i-ziemi. Bo w teorii strun te dodatkowe wymiary są zwinięte, nie są "nad" nami, tylko w pewnym sensie obok, w skali, do której nie mamy dostępu. Może Yggdrasil to jest właśnie taki model, że różne sfery są w tej samej przestrzeni, tylko dostępne inaczej?
Czekajcie, ale czy my nie zapominamy o najprostszym pytaniu z tytułu wątku? Czy starożytni w ogóle cokolwiek wiedzieli o innych wymiarach? Znaczy, mieli wizje, mieli doświadczenia, ale czy opisywali coś, co przypomina to, o czym teraz rozmawiamy, te stopnie swobody i zwinięte wymiary? Czy to nie jest coś, co my nakładamy na ich teksty z perspektywy tego, co czytamy teraz?
