Ostatnio trafiłem na ciekawe zestawienie dotyczące tego, jak różne tradycje podchodzą do kwestii oczyszczenia duszy i odpuszczenia win. W chrześcijaństwie mamy spowiedź, w islamie istawfar i tawba, w judaizmie jest jom kipur, a w hinduizmie prapatti albo pokuta przez askezę. Ale co mnie uderzyło to to, że we wszystkich tych tradycjach pojawia się jakiś element wewnętrznej przemiany, nie tylko zewnętrznego rytuału. Ciekaw jestem, jak wy to widzicie, bo np. w ezoteryce zachodniej to pojęcie bywa zupełnie inaczej rozumiane. Czy w ogóle operujemy pojęciem "grzechu" w tym sensie?
Dobre pytanie na start. Powiem szczerze, że w tradycjach, którymi się zajmuję, słowo "grzech" właściwie nie istnieje w tym katolickim rozumieniu. Jest raczej pojęcie zaburzenia równowagi, jakiegoś długu karmicznego. I tu właśnie robi się ciekawie, bo karma to nie jest kara, to raczej mechanizm przywracania równowagi. Nie ma tu żadnej boskiej figury, która "odpuszcza" i zamyka sprawę. Myślę, że to fundamentalna różnica między religiami abrahamowymi a tymi wschodnimi tradycjami.
Rytuały ogniowe i wodne to rzecz, którą znam z praktyki. Ale uwaga, bo często ludzie mylą oczyszczenie z odpuszczeniem sobie winy. To są dwie różne rzeczy. Rytuał może ci pomóc oczyścić energię, zmienić wibrację miejsca albo osoby, ale jeśli nie masz szczerego żalu za czyn i nie podejmujesz działań naprawczych, to jest to tylko kosmetyka energetyczna.
A ja chciałam zapytać o coś trochę z boku, ale to się łączy z tematem. W tradycjach szamańskich, zwłaszcza syberyjskich i andyjskich, jest taki koncept "odzyskiwania duszy", kiedy uważa się, że część duszy odłącza się na skutek traumy albo właśnie moralnego wykroczenia. I rytuał tam polega na dosłownym ściągnięciu z powrotem tych fragmentów. Czy ktoś zetknął się z tym podejściem? Bo to zupełnie inaczej definiuje "oczyszczenie" niż wszystko, o czym mówiliśmy.
Wracam do tego, co powiedział Heniek59 na początku, bo mam wrażenie, że gubi się gdzieś ważna kwestia. On wspomniał o "wewnętrznej przemianie" jako wspólnym mianowniku. I o ile zgadzam się z tym dla religii wschodnich i abrahamowych, o tyle w ezoteryce zachodniej widzę ogromne zróżnicowanie. Są szkoły, gdzie faktycznie kładzie się nacisk na pracę z cieniem i autentyczną zmianę, i są takie, gdzie oczyszczenie to bardziej techniczny zabieg energetyczny bez refleksji etycznej. To trochę niebezpieczne uproszczenie wrzucać to do jednego worka.
Ale chwila, bo mi się wydaje, że tu miesza się kilka rzeczy. Oczysczenie energetyczne i oczyszczenie moralne to nie musi być to samo i różne tradycje używają tych pojęć zamiennie albo rozdzielnie. W chrześcijaństwie spowiedź to element moralny, ale przecież jest też tam na przykład egzorcyzm, który jest bardziej oczyszczeniem z czegoś zewnętrznego. W wielu tradycjach magicznych też masz dwie warstwy, energetyczną i etyczną. Nie wiem czy warto je ze sobą utożsamiać.
Włączam się, bo mnie tu interesuje jeden aspekt, który dotąd pominęliście. Sen. W bardzo wielu tradycjach oczyszczenie i przepracowanie winy dzieje się też przez sny. W kulturach aborygeńskich, w niektórych tradycjach indiańskich, ale też w interpretacjach jungowskich, sen jest przestrzenią, w której psychika przetwarza to, czego nie chce przyjąć świadomie. Czy ktoś miał sny związane z poczuciem winy albo potrzebą rozgrzeszenia i co z nich wyniósł?
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, które mnie gryzie. Wszyscy mówimy o oczyszczeniu jakby to był cel sam w sobie. Ale chyba większość tradycji zakłada, że to jest środek do czegoś, nie? Do relacji z bóstwem, do lepszego wcielenia, do harmonii ze wspólnotą. Jak wyjmiemy ten cel, to samo oczyszczenie staje się trochę bez sensu.
Ale zaraz, bo mi się tu miesza. Spowiedź w katolicyzmie to nie jest jeden raz na życie, prawda? Chodzi się wielokrotnie. To chyba też jest taki "podtrzymywany" proces, tylko w innej formie?
A w islamie jak to wygląda? Bo czytałam że tam nie ma pośrednika, że wystarczy szczere zwrócenie się bezpośrednio do Boga i przebaczenie może przyjść bez żadnego rytuału. To trochę inne niż katolicka spowiedź, ale czy efekt duchowy jest tak samo rozumiany?
A co jeśli osoba, której wyrządziło się krzywdę, już nie żyje albo nie można jej odnaleźć? Czy w jakiejś tradycji jest coś na taką sytuację? Bo to chyba dość częsty problem.
Mam wrażenie że ta cała dyskusja krąży trochę wokół pytania czy oczyszczenie/odpuszczenie grzechów jest aktem zewnętrznym czy wewnętrznym. Bo w każdej tradycji jest jakiś balans miedzy tymi dwoma biegunami. Kościół ma sakrament, który jest zewnętrzny ale wymaga wewnetrzej dyspozycji. Buddyzm jest bardziej wewnętrzny ale też ma rytuały. Szamanizm odwrotnie.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale mam pytanie praktyczne. Czy ktoś z was miał doświadczenie z jakimś konkretnym rytuałem oczyszczenia i może powiedzieć co rzeczywiście poczuł? Nie teoria, tylko osobiste doświadczenie. Bo te wszystkie opisy tradycji są ciekawe, ale zastanawiam się jak to wygląda w praktyce.
Czekajcie, bo mi się tu zgubił wątek. Mówimy o tym czy rytuały działają, czy wróciłyśmy do religii i teorii? Bo to są jednak dwie różne dyskusje i chciałabym wiedzieć czym teraz się zajmujemy 🙂
To ciekawe zestawienie, bo właściwie we wszystkich tradycjach jest ten element proporcjonalności, czyli zadośćuczynienie dostosowane do ciężaru przewinienia. W numerologii zresztą też to widać, chociaż inaczej, bo karma rozumiana jako "dług" może być wyrażona w cyklach życiowych i wymagać więcej niż jedno wcielenie żeby go spłacić. To coś zupełnie innego niż jednorazowe rozgrzeszenie.
Właśnie to mnie zawsze intrygowało w karmie, że ona nie daje takiego "czystego startu" jak spowiedź. Znaczy, skutki zostają, tylko może w innym wymiarze? Dobrze rozumiem?
A skoro już jesteśmy przy karmie, to mam pytanie praktyczne: czy w jakiejś tradycji jest coś co przyśpiesza ten proces? Bo jeśli dług karmy może trwać wcielenia, to brzmi dość beznadziejnie z perspektywy kogoś kto chce coś zmienić TU i TERAZ.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może naiwne: czy w którychś tradycjach w ogóle nie ma możliwości oczyszczenia? Znaczy, czy są grzechy lub karma których nic nie usuwa?
Dobra, ale wracając do mojego pytania sprzed chwili, bo nie do końca dostałam odpowiedź: jeśli karma lub odziedziczona wina jest tak głęboko zakorzeniona, to co konkretnie robi ktoś kto TERAZ chce coś z tym zrobić? Rozumiem że nie ma drogi na skróty, ale musi być jakiś punkt startowy, nie?
To akurat mądre podejście. Widziałem za dużo przypadków gdzie ludzie biorą się za rytuały oczyszczające bez żadnego kontekstu i potem są zdziwieni że nie czują różnicy albo czują coś zupełnie innego niż się spodziewali. W tradycjach inicjacyjnych najpierw jest długi etap nauki, a dopiero potem praktyka.
A to mnie zastanawia, bo wracając do wątku o odpuszczeniu, w tradycjach gdzie jest kapłan, spowiednik, szaman, ktoś kto "przeprowadza", to on jest niezbędny do oczyszczenia? Czy da się to zrobić bez pośrednika? Bo protestanci na przykład właśnie zrezygnowali z kapłana jako pośrednika.
Słuchajcie, ja rozumiem tę filozofię mniej więcej, ale mam pytanie z zupełnie innej strony: jeśli grzech jest złudzeniem, to po co w ogóle czyścić duszę? Skoro nie ma co czyścić?
No ale to jest tez dosc komfortowa pozycja filozoficzna, bo mówi ze grzech jest złudzeniem, ale praktycznie to nadal musisz siedziec i medytowac latami. Wiec de facto robisz to samo co w innych tradycjach, tylko z inna etykietka na tym. Czy to nie jest troche gra słów?
Trochę się gubię w tej filozofii, ale z tego co rozumiem, to jakby trzeba wierzyć w coś zupełnie odwrotnego niż się czuje? Że niby czuję się winna, ale mam sobie wmówić że to nieprawda? To brzmi jak zaprzeczanie własnemu doświadczeniu, nie?
A wracając do tego co pytałam o pośrednika, bo mi nikt nie odpowiedział wprost: w szamanizmie na przykład szaman jest niezbędny do oczyszczenia czy można to zrobić samemu? Bo słyszałam różne rzeczy.
No to wychodzi że jesteśmy trochę uziemieni. Brak pośrednika, brak mistrza, brak inicjacji. Jak w takim razie ktoś w normalnym życiu ma w ogóle podejść do oczyszczenia? Katolicka spowiedź jest dostępna wszędzie, buddyjskie centrum medytacji jest dostępne, ale szamanizm to już wyprawa.
Słucham tej rozmowy i mam poczucie że cały czas kręcimy się wokół pytania które brzmi: gdzie leży faktyczna sprawczość w procesie oczyszczenia? W pośredniku, w rytuale, w intencji czy w samym człowieku? Bo w zależności od odpowiedzi na to pytanie, cała reszta wypada inaczej.
