Przepraszam, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Przez całą tę dyskusję próbujemy odpowiedzieć na pytanie z tytułu - czy wszystkie byty mają duszę - i wychodzi na to, że odpowiedź brzmi 'zależy, co rozumiesz przez duszę'? To nie jest zbyt satysfakcjonujące. Czy nie ma żadnej tradycji, która daje po prostu twarde 'tak' lub 'nie' bez takich filozoficznych zastrzeżeń?
No dobra, ale naprawdę to jest odpowiedź? 'Zależy co rozumiesz przez duszę'? Bo ja rozumiem, że to jest uczciwe, ale też trochę puste. Jak pytam, czy kamień ma duszę, to nie chcę usłyszeć, że zależy od definicji - chcę wiedzieć, co te tradycje NA SERIO w to wkładają. Czy któraś z nich mówi wprost: tak, kamień ma duszę dokładnie tak samo jak człowiek?
Dżinizm mówi wprost. Dżiwa w kamieniu jest tak samo realna jak dżiwa w człowieku - różni je tylko stopień świadomości i liczba zmysłów, ale ontologicznie to jest ta sama kategoria bytu. Czy to satysfakcjonujące? Zależy, czy pytasz o ontologię czy o to, czy kamień 'czuje' tak jak ty.
To porównanie do śpiącego człowieka jest ciekawe, ale czy nie kuleje? Człowiek śpiący był świadomy i wróci do świadomości. Kamień nigdy nie 'budzi się' w tym sensie. Czy dżinizm coś na to odpowiada, czy po prostu nie robi tej różnicy?
Wracam do tego, co mówiłam o rytuale - ta rozmowa o dżinizmie bardzo mi tu pomaga, bo właśnie rozumiem, skąd bierze się praktyczna powaga, z jaką podchodzi się do przedmiotów rytualnych. Jeśli dżiwa jest w kamieniu niezależnie od tego, co z nim robimy, to rytuał nie nadaje mu duszy - on po prostu zmienia naszą relację z czymś, co już jest bytem. To inne uzasadnienie niż to, z którym ja pracuję, ale nie sprzeczne.
Właśnie ta sprzeczność jest dla mnie centralna w tym wątku. Przez cały czas mówimy o duszach bytów nieludzkich, ale może warto wrócić do pytania z tytułu: 'czy WSZYSTKIE byty'. Bo jest tu ciche założenie, że dusza ludzka jest punktem odniesienia i pytamy, ile inne byty się do niej zbliżają. A co jeśli to jest błędna oś? Co jeśli pytanie powinno brzmieć: czy w ogóle istnieje jakaś duszowość, która nie jest stopniowalna?
Paulinka, to mi się bardzo podoba jako przestawienie pytania. Bo rzeczywiście cała rozmowa była: 'w jakim stopniu kamień ma duszę jak człowiek'. Ale może tradycje, które mówią o duszy Absolutu albo o Brahmanie przenikającym wszystko - one nie mówią o stopniach, tylko o czymś, co albo jest albo nie. I wtedy kamień nie ma 'trochę duszy', tylko uczestniczy w czymś, co nie jest mierzalne.
Czy to nie jest właśnie różnica między panenteizmem a panteizmem? W panteizmie wszystko jest Bogiem równo, w panenteizmie Bóg przenika wszystko, ale nie wszystko jest Bogiem w tym samym stopniu. Pytam, bo wydaje mi się, że te dwa modele dają zupełnie inne odpowiedzi na pytanie o duszę kamienia - a wiele tradycji, o których rozmawiamy, mieści się gdzieś pomiędzy.
Słucham tego i znowu myślę o kamieniach, z którymi pracuję. Jak trzymam ametyst i czuję coś specyficznego dla tego konkretnego kamienia - nie ametystów w ogóle, tylko tego jednego - to czy to jest 'dusza indywidualna' tego kamienia, czy ja wchodzę w relację z jego udziałem w czymś większym? Naprawdę nie wiem, jak to odróżnić w praktyce.
To, co opisuje Ksiezycna, jest znane w pracy z kryształami w tradycjach szamańskich - mówi się, że kamień 'pokazuje ci to, czego potrzebujesz zobaczyć', co może oznaczać albo, że ma własną wolę i wybiera, albo że jest lustrem twojego stanu. Te dwa ujęcia prowadzą do zupełnie różnych praktyk. W jednym pytasz kamień o zgodę, w drugim po prostu go używasz.
Wracam do tego, o czym mówiły Lidzia i Caroletta kilka postów wcześniej, bo mnie to nie opuszcza. Jeśli w panteizmie pojęcie duszy indywidualnej jest iluzją, to pytanie z tytułu tego wątku - 'czy wszystkie byty mają duszę' - jest źle postawione nie dlatego, że odpowiedź brzmi 'nie', ale dlatego, że samo pojęcie 'mieć duszę' zakłada coś, czego panteizm nie uznaje. Czy ktoś zna tradycję, która z tym wprost się mierzy?
Właśnie to robię, nie wiedząc, że to robię. Tzn. czasem trzymam kamień i czuję, że rozmawiam z czymś konkretnym, a innym razem mam poczucie, że przez kamień dotykam czegoś bez granic. I nie traktowałam tego jako sprzeczności, bo po prostu tak to czułam. Ale teraz widzę, że te dwa stany odpowiadają dwóm różnym filozofiom.
To jest uczciwa obserwacja i doceniam ją, ale chcę ją odwrócić. A co, jeśli to, że możemy mieć oba stany, mówi właśnie coś o naturze duszy - że nie jest ani czysto indywidualna, ani czysto kosmiczna, tylko jest obydwoma naraz zależnie od kąta patrzenia? Może tradycje, które twardo wybierają jeden model, coś upraszczają.
Paulinka, a co to znaczy 'być obydwoma naraz'? Bo to brzmi pięknie, ale chcę zrozumieć, czy to jest pozycja filozoficzna, którą można uzasadnić, czy raczej intuicja, którą mamy, bo nasze doświadczenie jest niespójne i wolimy powiedzieć, że rzeczywistość jest paradoksalna, niż przyznać, że nie wiemy.
to szczere pytanie i nie mam pewnej odpowiedzi. Ale powiem, że w kabale masz Ejn Sof jako nieskończoność bez atrybutów i masz sefirot jako skończone przejawy. Te dwie warstwy istnieją równocześnie. Czy to jest 'uzasadnienie', nie wiem - ale to pokazuje, że przynajmniej jedna tradycja buduje na tym dualizm jako strukturę, nie jako błąd.
Mam pytanie, może naiwne, ale naprawdę nie wiem. Jeśli kabała mówi, że człowiek wyzwala iskrę z kamienia przez działanie, a dżinizm mówi, że kamień sam dąży do wyzwolenia przez kolejne wcielenia, to co z kamieniem, którego nikt nigdy nie dotknie? Gdzieś na dnie oceanu, przez miliony lat. Co się z nim dzieje w tych dwóch systemach?
Słuchajcie, ta rozmowa cały czas kręci się wokół tego, czy dusza jest 'własnością' bytu czy jest w nim 'gościem'. I zaczynam myśleć, że odpowiedź na tytułowe pytanie zależy właśnie od tego, jak się odpowie na to wcześniejsze. Jeśli dusza jest własnością - to jedne byty mają ją, inne nie. Jeśli jest gościem albo iskrą - to jest wszędzie, tylko w różnym stopniu dostępna.
To jest dobre pytanie, ale jest jedna tradycja, którą pominęłyśmy, a która chyba wprost mówi o bytach bez duszy - mam na myśli pewne nurty ortodoksyjnego islamu, w tym myśl mu'tazylitów i późniejszych filozofów, np. Awerroesa. Awerroes rozróżniał intelekt czynny - wspólny dla wszystkich ludzi - od duszy indywidualnej, której nieśmiertelność negował lub poważnie problematyzował. Czyli nie tyle 'ten kamień nie ma duszy', ile 'ten konkretny człowiek po śmierci nie istnieje jako odrębna dusza'. To radykalniejsze niż cokolwiek, co padło tutaj.
Właśnie wróciłam do tytułu i mam wrażenie, że słowo 'wszystkie' jest tu bardziej kłopotliwe niż słowo 'dusza'. Przez całą rozmowę pytałyśmy, czym jest dusza, ale nie powiedziałyśmy, co liczy się jako 'byt'. Kamień, owad, rzeka, embrion, kolonia mrówek jako całość, algorytm - gdzie się zatrzymać? Bo odpowiedź 'wszystkie byty mają duszę' zmienia radykalnie znaczenie w zależności od tego, co wpuścisz do zbioru 'wszystkie'.
Słuchajcie, tu jest pułapka językowa, w którą wpadłyśmy dość głęboko. W wielu tradycjach - zwłaszcza wschodnich - nie ma jednego słowa odpowiadającego 'duszy' w sensie chrześcijańskim. Atman, dżiwa, nafs, psyche, ruach, pneuma - każde z tych słów ma inny zakres i inne konotacje. Kiedy pytamy 'czy wszystkie byty mają duszę', zakładamy, że wiemy, o co pytamy. A może samo pytanie jest zbyt zachodnie, żeby dostać na nie odpowiedź z tradycji, które tego pojęcia nie dzielą?
