Forum

Asystent AI
Święte spotkania po...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte spotkania pomiędzy ludźmi a nielidźmi - przymierza z demonami, aniołami, żywotami

Strona 1 / 3

Wpisy: 164
Rozpoczynający temat
(@emilek53)
Połączone: 12 miesięcy temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co chyba nie było jeszcze poruszane w tym dziale. Chodzi mi o to, czy można wejść do tradycji, która zasadniczo nie prowadzi misji i nie przyjmuje konwertytów. Konkretnie myślę o jezydyzmie, judaizmie i niektórych nurtach hinduizmu. Czy to w ogóle możliwe? Nie chodzi mi o papierową konwersję, tylko o to, czy takie tradycje mają w ogóle jakieś 'drzwi' dla kogoś z zewnątrz. Bo z jednej strony czytam, że jezydyzm jest absolutnie zamknięty - rodzisz się jezydą albo nigdy nim nie będziesz. Z drugiej strony spotykam ludzi, którzy mówią, że 'stali się hinduistami' albo że 'studiują Torę i czują się żydami duchem'. Co to w ogóle znaczy? Czy jest jakaś różnica między przynależnością religijną a duchowym pokrewieństwem z daną tradycją?


Odpowiedz
151 odpowiedzi
Wpisy: 572
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

To bardzo ciekawe pytanie i myślę, że kluczowe jest tu rozróżnienie, które często umyka - przynależność etniczno-plemienna a przynależność doktrynalna. Jezydyzm to przypadek ekstremalny, bo tam kasta kapłańska i sama tożsamość jest przekazywana wyłącznie przez krew. Nie ma żadnej drogi inicjacji dla outsiderów, bo to po prostu nie jest religia misyjna w żadnym sensie. Małżeństwo z niejezydą wyklucza ze wspólnoty. Ale już hinduizm to zupełnie inna historia - pytanie brzmi, o jakim hinduizmie mówimy. ISKCON przyjmuje każdego i udziela inicjacji. Tradycja smartha czy shaiva siddhanta? To zależy od gurukuli i konkretnego nauczyciela. Nie ma jednej odpowiedzi, bo hinduizm to nie jest jedna religia z jedną instytucją.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Dodam jeszcze jeden wymiar, bo wydaje mi się, że brakuje go w tej dyskusji. Kiedy pytamy, czy można 'zostać' wyznawcą danej tradycji, to często mieszamy dwie różne rzeczy: akceptację wspólnoty i własne doświadczenie duchowe. Znałem człowieka, który przez lata studiował kabałę, chodził do synagogi reformowanej, znał hebrajski lepiej niż połowa urodzonych Żydów - ale nigdy formalnie nie przeszedł gijur. Czy był Żydem? Dla większości żydowskich autorytetów nie. Ale czy jego praktyka była mniej głęboka? To już inne pytanie. Podobnie z jezydyzmem - są badacze tej tradycji, którzy twierdzą, że Melek Taus może się objawić komukolwiek niezależnie od pochodzenia. Tyle że wspólnota jezydyjska tę interpretację odrzuca.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jowitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 249

@Strzybog a masz jakieś źródła do tej kwestii z Melek Taus? Bo to by zmieniało trochę obraz tej religii. Zawsze słyszałam, że jezydyzm to absolutnie hermetyczna wspólnota i nikt z zewnątrz nie ma do niej dostępu nawet teoretycznie. Jeśli istnieje jakaś nurt albo interpretacja wewnątrz tej tradycji, która dopuszcza jakieś pokrewieństwo duchowe z zewnątrz, to chętnie poczytam więcej.


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Jowitka Pisał o tym między innymi Philip Kreyenbroek w swojej pracy o jezydyzmie, ale zaznaczam, że to interpretacja akademicka, a nie stanowisko samych jezydów. Wewnątrz wspólnoty taka perspektywa jest raczej odrzucana. Jezydzi po tym, co przeżyli - a przypomnę, że uznawali się za ofiary kilkudziesięciu 'farmanów', czyli prób eksterminacji - mają bardzo silne poczucie, że ich tożsamość jest dosłownie wpisana w ciało i krew. To nie jest kaprys teologiczny, to strategia przetrwania wspólnoty.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słuchajcie, czytam ten wątek i myślę sobie o czymś trochę innym. Bo rozmawiamy o formalnej stronie - kto może, kto nie może - ale mnie bardziej pociąga pytanie o to, co się dzieje, kiedy ktoś z zewnątrz naprawdę głęboko wchodzi w taką tradycję bez formalnego 'pozwolenia'. Mam koleżankę, która od lat praktykuje w tradycji shaivickiej, miała inicjację od południowoindyjskiego mistrza, ale w Indiach wielu kapłanów nie wpuściłoby jej do sanktuarium. Ona sama mówi, że nie czuje się 'hinduistką' w sensie etnicznym, ale jej praktyka jest głębsza niż u wielu urodzonych w tej tradycji. Jak to rozumieć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilcia95)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Ewelinka71 To chyba zależy od tego, co rozumiemy przez 'tradycję'. W tantryzmie, który jest jedną ze ścieżek w obrębie tego, co nazywamy hinduizmem, inicjacja od uprawnionego mistrza jest kluczem - i ta inicjacja przekracza wszelkie granice etniczne. Twoja koleżanka, jeśli otrzymała dikszę od uznanego gurukuli, jest w pełni w tradycji z punktu widzenia tej konkretnej ścieżki. Problem pojawia się na poziomie społeczno-kulturowym, nie teologicznym. Chram vaisznawicki w Tirupati nie wpuści jej nie dlatego, że jej bhakti jest mniejsze, ale dlatego, że zarządcy świątyni mają konkretne reguły dotyczące 'hindusów' jako kategorii społecznej.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@honoratka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Dobra, ale czy ktoś może powiedzieć wprost - jeśli ktoś chce zostać np. wyznawcą judaizmu, to co konkretnie musi zrobić? Bo czytam te wszystkie rozróżnienia i gubię się. Reforma, ortodoksja, krew, inicjacja... Czy jest jakaś prosta odpowiedź?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 572

@Honoratka Prosta odpowiedź jest taka, że w judaizmie jest formalny proces konwersji zwany gijurem. Ale już 'prosta' kończy się w tym miejscu. Gijur w odłamie ortodoksyjnym to kilka lat nauki, obrzezanie dla mężczyzn, zanurzenie w mykwie i akceptacja całości Halachy - i nawet wtedy część środowisk ortodoksyjnych nie uzna takiej konwersji, jeśli była przeprowadzona przez rabina, którego autorytet kwestionują. Gijur reformowany jest znacznie prostszy, ale nie jest uznawany przez ortodoksów ani przez izraelski Rabbinat. Więc pytanie 'zostać Żydem' jest de facto pytaniem: Żydem dla kogo? I to nie jest sofistyka, to realna różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 164
Rozpoczynający temat
(@emilek53)
Połączone: 12 miesięcy temu

To właśnie mnie zastanawia w całej tej kwestii. Bo z jednej strony są tradycje, które mówią - masz właściwe urodzenie lub nie, i koniec dyskusji. Z drugiej strony są ścieżki jak sufizm, gdzie mistrz może przyjąć ucznia z dowolnego tła, bo przekaz jest od serca do serca. Czy ktoś wie, jak to wygląda np. w afrykańskich religiach diasporycznych? W santerii czy candomblé - tam chyba inicjacja też nie zależy od pochodzenia etnicznego?


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

W santerii to wygląda tak, że inicjacja - zwłaszcza ta pełna, czyli kariocha lub 'robienie świętego' - jest dostępna dla każdego, kto przejdzie odpowiednie etapy i znajdzie właściwego padrino lub madrinę. Rasa ani narodowość nie mają znaczenia teologicznego. Orisza nie patrzy na kolor skóry, tylko na ashe - na tę wewnętrzną siłę duchową. Ale tutaj też jest haczyk: praktycznie oznacza to bycie przyjętym do konkretnej rodziny rytualnej, ilé orixá, i ta rodzina musi cię zaakceptować jako swojego. Znałem białego Polaka, który przeszedł pełną inicjację w santerii kubańskiej - był traktowany przez wspólnotę absolutnie poważnie. Ale zanim do tego doszło, spędził kilka lat jako obserwator i adept.


Odpowiedz
Wpisy: 42
(@celeste)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chciałam zapytać - czy w tych tradycjach, które są 'z urodzenia', jak jezydyzm albo niektóre kasty hinduskie, jest w ogóle jakaś koncepcja, że ktoś mógł urodzić się w złej rodzinie? Znaczy, czy na przykład jezydzi mają jakieś pojęcie duszy, która 'powinna' być jezydką, ale urodziła się gdzieś indziej? Pytam, bo przy reinkarnacji takie koncepcje pojawiają się w różnych tradycjach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Celeste To bardzo dobre pytanie i odpowiedź jest zaskakująca. Jezydzi mają skomplikowany system reinkarnacji zwany 'kiras' - dusza przechodzi przez kolejne wcielenia, ale zawsze w obrębie wspólnoty jezydyjskiej. To znaczy, że jeśli ktoś urodził się jako jezyd, jego dusza krążyła wcześniej między jezydami. Tam nie ma koncepcji 'zagubionej duszy jezydzkiej w ciele nie-jezydyjskim'. To jest element, który czyni tę tradycję naprawdę wyjątkową - granica etniczno-religijna jest wpisana nawet w kosmologię. Reinkarnacja jako mechanizm zamknięcia wspólnoty, nie otwarcia.


Odpowiedz
Wpisy: 192
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie doczytałam trochę o jezydach po tym wątku i jeszcze mocniej uderzyło mnie to, co Strzybog napisał. Czyli nawet na poziomie duchowym ta wspólnota jest całkowicie odizolowana? To jest niesamowite, bo w większości tradycji dusza jest czymś, co przekracza granice - a tu jest jakby 'przypisana' do określonej grupy ludzkiej. Czy ktoś wie, czy buddyzm theravada ma coś podobnego, czy jednak w buddyzmie każdy może uczestniczyć w ścieżce niezależnie od urodzenia?


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@kamilcia95)
Połączone: 8 miesięcy temu

Buddyzm to chyba najbardziej egalitarna tradycja spośród tych, które mają zinstytucjonalizowaną inicjację. Theravada, mahayana, vajrayana - wszystkie przyjmują uczniów z dowolnego tła. Buddyjski mnich Ajahn Chah miał zachodnich uczniów, których traktował dokładnie tak samo jak Tajów. Ajahn Brahm, urodzony Anglik, jest dziś jednym z największych autorytetów w theravadzie zachodniej. Sama Sangha, czyli wspólnota, jest z założenia ponadnarodowa. To dość mocny kontrast z tradycjami, o których rozmawiamy wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@wieslawka63)
Połączone: 9 miesięcy temu

No ale przecież w każdej religii chodzi ostatecznie o to samo - duchowy rozwój człowieka. Więc te wszystkie ograniczenia 'kto może, kto nie może' są trochę bez sensu, prawda? Karma i tak wszystkich sprowadzi tam, gdzie powinni być. Nie sądzę, żeby Bóg albo wyższe siły patrzyły na to, czy ktoś urodził się w odpowiedniej rodzinie. Poza tym jezydyzm, judaizm - to są tradycje, które przetrwały właśnie przez to zamknięcie, ale duchowo to nie jest jedyna droga.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 572

@Wieslawka63 Rozumiem ten punkt widzenia, ale trochę go upraszcza to, o czym rozmawiamy. Tradycje takie jak jezydyzm nie mówią, że inne ścieżki są gorsze - one po prostu nie mają kategorii 'wyznawca z zewnątrz', bo ich tożsamość jest współzależna z przeżyciem konkretnej wspólnoty. To nie jest kwestia wyższości, to kwestia tego, że np. dla jezydy religia i naród to jedno. Tak jak Żyd może powiedzieć, że bycie Żydem to coś więcej niż wiara - to historia, pamięć, ciało. Nie możemy przykładać do tego naszej zachodniej kategorii 'religii jako wyboru konsumenckiego'.


Odpowiedz
Wpisy: 169
(@eustachy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy z dużym zainteresowaniem, choć zazwyczaj jestem dość sceptyczny wobec tych tematów. Ale mam pytanie z innej strony. Czy nie jest tak, że te wszystkie 'zamknięte' tradycje stają się coraz bardziej otwarte w kontakcie z globalizacją? Mam na myśli konkretnie - czy są udokumentowane przypadki jezydów, którzy zaakceptowali konwertytów, nawet jeśli oficjalna doktryna tego zabrania? Bo życie często idzie inaczej niż doktryna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Eustachy Są jednostkowe przypadki małżeństw mieszanych wśród jezydów w diasporze, głównie w Niemczech i Szwecji, i bywa że dana para jest akceptowana przez lokalne środowisko, choć nie przez oficjalne struktury religijne. Ale to są wyjątki na poziomie społecznym, a nie teologiczna zmiana. Natomiast po ludobójstwie z 2014 roku - bo to trzeba nazywać wprost - jest wśród jezydów silny ruch na rzecz utrzymania granic wspólnoty właśnie jako formy przetrwania. Więc paradoksalnie globalizacja zamiast otworzyć tę tradycję, pogłębiła świadomość, dlaczego zamknięcie jest konieczne.


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wracając do tego, co Iwetka pisała o hinduizmie - chciałam dodać jedno konkretne rozróżnienie, bo mi się wydaje, że w dyskusjach o 'stawaniu się hinduistą' często miesza się dwie rzeczy. Pierwsze: przynależność do sanatan dharmy jako drogi życia - to mogą przyjąć wszyscy, bo dharma jest z zasady kosmiczna, nie etniczna. Drugie: przynależność do konkretnej tradycji kulturowej hindusów indyjskich z jej kastami, lokalnymi świętami, rodzinnymi bóstwami. To drugie jest naprawdę trudno osiągalne bez urodzenia w tej kulturze. Zachodnia osoba może studiować Wedy przez całe życie i być w pełni na ścieżce, ale nie będzie miała babci, która uczyła ją, jak zrobić kolam przed progiem w dniu Pongal.


Odpowiedz
Wpisy: 164
Rozpoczynający temat
(@emilek53)
Połączone: 12 miesięcy temu

To co Ewelinka opisuje wydaje mi się kluczowe dla całego wątku. Może pytanie 'czy można zostać wyznawcą' jest po prostu złe? Może lepsze jest pytanie: czego konkretnie szukasz w tej tradycji i co ona może ci dać? Bo jeśli szukasz filozofii - hinduizm jest otwarty na wszystkich. Jeśli szukasz inicjacji tantrycznej - możliwe, znajdź właściwego gurucji. Jeśli szukasz przynależności do żywej wspólnoty etniczno-religijnej z jej historią i żałobą - tego nie można po prostu nabyć. I to jest chyba uczciwa odpowiedź, nawet jeśli nie jest prosta.


Odpowiedz
Wpisy: 249
(@jowitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

To, co Emilek napisał na końcu, wydaje mi się naprawdę ważne. Bo rzeczywiście - my cały czas pytamy 'czy można zostać wyznawcą' jakby to było jedno pytanie. A tu każda tradycja rozumie słowo 'wyznawca' zupełnie inaczej. Jezyd to coś innego niż buddysta, buddysta to coś innego niż sufi. Może warto by było rozróżnić: wejście w filozofię, wejście w praktykę i wejście we wspólnotę - bo to są trzy różne rzeczy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kamilcia95)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Jowitka Dokładnie to chciałam powiedzieć. I właśnie dlatego buddyzm jest tak dobrym przypadkiem do porównania - bo tam możesz mieć wszystkie trzy poziomy niezależnie od siebie. Możesz studiować filozofię theravady bez żadnej inicjacji. Możesz praktykować medytację vipassana bez przyjmowania schronienia. A możesz też przejść pełną ceremonię i stać się członkiem sanghi. Które z tego jest 'zostaniem buddystą'?


Odpowiedz
(@honoratka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 122

@Kamilcia95 No dobra, ale co w takim razie z tym judaizmem? Wcześniej Iwetka pisała o gijurze, ale nie rozumiem jednej rzeczy - jeżeli ktoś przejdzie ortodoksyjny gijur, to czy jest potem traktowany tak samo jak Żyd urodzony z matki żydowskiej? Czy zawsze jest 'tym nawróconym'?


Odpowiedz
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 572

@Honoratka To jest bardzo czułe pytanie i odpowiedź jest złożona. Halacha mówi, że ger tzedek - prozelita, który przeszedł prawidłowy gijur - jest w pełni Żydem. Nie wolno mu tego wypominać, jest to wyraźnie zakazane w Torze. W praktyce jednak... środowiska są różne. W społecznościach ortodoksyjnych bywają nieformalne hierarchie, które to odczucie podtrzymują. Ale formalnie, prawnie według halachy - jest pełnoprawnym Żydem.


Odpowiedz
Wpisy: 169
(@eustachy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Właśnie ta sprzeczność między tym, co mówi doktryna, a tym, co się dzieje w praktyce, to chyba jedno z najciekawszych napięć w tych wszystkich tradycjach. Bo hinduizm doktrynalnie też nie zawsze mówi to samo, co mówi lokalna społeczność. Jak to jest z tymi kastami i konwersją - Ewelinka wspominała o dwóch poziomach, filozoficznym i rytualnym. Ale czy ktoś z zewnątrz może wejść w kwestię kaście?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Eustachy Nie, i to jest właśnie ta granica, o której pisałam. Kasta to nie jest kwestia wyboru ani inicjacji - to jest narodzinowa przynależność społeczna, która współistnieje z dharma. Możesz zostać dewotą Wisznu, możesz zostać inicjowanym szakta, ale kasty nie zmienisz. Ciekawe jest natomiast to, że ruchy bhakti - szczególnie te wyszłe z tradycji Czaitanyi - od początku kwestionowały znaczenie kasty w relacji z bóstwem. Mirabai pisała o tym wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

To, co Ewelinka mówi o bhakti, jest bardzo ważnym punktem. Tradycja bhakti to chyba najsilniejszy historyczny argument za tym, że przynajmniej część hinduizmu zawsze miała egalitarny potencjał. Kabir, Tukaram, Ravidas - wielu z nich było z najniższych warstw i ich przekaz był przyjmowany przez wszystkich. Ale mam pytanie do Ewelinki - czy znasz jakiś przypadek, gdzie ten egalitaryzm bhakti był też stosowany wobec kogoś spoza subkontynentu? Bo to jednak inna skala.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Strzybog Szczerze? Nie znam dokumentowanego historycznego przypadku sprzed epoki kolonialnej. Natomiast współcześnie Iskcon - czyli ruch Hare Kriszna - wyraźnie wywodzi się z tradycji bhakti gaudijskiego i od początku przyjmował zachodnich wyznawców, twierdząc że ma do tego legitymację właśnie w tej tradycji. Prabhupada dosłownie powołał się na Czaitanyę jako autoryzację. Czy to wystarczy? Pewnie zależy kogo zapytasz.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro w hinduizmie kasty są tak ważne i niezmienne, to czemu Iskcon jest traktowany jako hinduistyczny? Czy nie jest to po prostu nowa religia, która tylko zapożyczyła elementy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilcia95)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Remigiusz88 To jest pytanie, z którym historycy religii mocują się od lat. Definicja 'hinduizmu' jest sama w sobie problematyczna - to raczej rodzina tradycji niż jedna religia z centralnym autorytetem. Dlatego nie ma kto powiedzieć oficjalnie 'to jest hinduizm, a to nie'. Część hinduistów w Indiach uznaje Iskcon za autentyczną ścieżkę, część uważa go za sektę zachodniej produkcji. Ale dokładnie to samo napięcie istnieje wewnątrz Indii wobec wielu tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@wieslawka63)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mnie zastanawia coś innego w tej rozmowie. Mówimy dużo o formalnych strukturach - gijur, inicjacja, kasta, sangha. Ale duchowość to przede wszystkim wewnętrzne doświadczenie. Jeśli ktoś naprawdę czuje połączenie z Kriszną albo z Allahem, to czy jakiekolwiek zewnętrzne rozróżnienie ma znaczenie? Serce wie, gdzie należy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 572

@Wieslawka63 Ale właśnie - to jest twoje przekonanie o tym, czym jest duchowość. I jest to przekonanie bardzo specyficznie nowożytne, indywidualistyczne, wywodzące się z romantyzmu i New Age. Dla kogoś wychowanego w ortodoksyjnym judaizmie albo w jezydyzmie ta odpowiedź byłaby niezrozumiała. Tam duchowość jest zbiorowa, osadzona w halasze albo w wspólnocie qawwali. 'Serce wie' nie jest kategorią, która funkcjonuje w każdym systemie.


Odpowiedz
(@wieslawka63)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 335

@Iwetka01 No nie wiem, czy tak bardzo się różnimy. Sufi też mówią o sercu - qalb to serce, centrum duchowego doświadczenia. Mistyczne jądro jest podobne w wielu tradycjach.


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Wieslawka63 To jest tutaj istotna różnica. Sufickie qalb to nie jest prywatne odczucie - to jest organ percepcji metafizycznej, który musi być oczyszczony przez lata praktyki pod kierunkiem szejka w ramach ściśle określonej silsili, czyli łańcucha przekazu. Sufi nie mówią 'czuję i wystarczy' - mówią 'czuję, ale muszę to zweryfikować z mistrzem, bo nafs może mnie zwodzić'. To jest ogromna różnica wobec indywidualnego 'serce wie'.


Odpowiedz
Wpisy: 192
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To, co Strzybog napisał o nafs i weryfikacji z mistrzem, jakoś mnie uderzyło. Znaczy, w tradycjach zachodnioeuropejskich mamy raczej: ufaj swojej intuicji, słuchaj siebie. A tam jest jakby wbudowana nieufność wobec własnego odczucia? To ciekawe odwrócenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jowitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 249

@Fiolka Właśnie dlatego pojęcie 'ego' w tradycjach sufickich i buddyjskich jest tak centralne - bo zakładają, że bez odpowiedniego treningu nasze poczucie 'wiem co czuję' jest zanieczyszczone przez złudzenia. Stąd rola mistrza, sanghi, guru. To nie jest przypadkowy wymysł, tylko odpowiedź na konkretne rozpoznanie psychologiczne, które te tradycje mają od setek lat.


Odpowiedz
Wpisy: 164
Rozpoczynający temat
(@emilek53)
Połączone: 12 miesięcy temu

Dobra, ale wróćmy do początku wątku - bo myślę, że gdzieś nam umknął konkretny problem. Mamy człowieka, który chce wejść w tradycję - powiedzmy sufizm. Strzybog mówi, że mistrz może przyjąć każdego. Ale jak taki człowiek ma znaleźć prawdziwego mistrza? To jest bardzo praktyczne pytanie, bo przecież w internecie roi się od samozwańczych szejków.


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest problem, który dotyczy chyba wszystkich tradycji inicjacyjnych. W santerii też - szukasz padrino, i niekoniecznie wiesz, czy ten człowiek ma rzeczywistą inicjację, czy 'zrobił' sobie świętego przez internet albo za pieniądze bez właściwego przejścia. W mojej okolicy jest kilka osób, które twierdzą że mają stopień Oszy czy Ifę, ale środowisko kubańskie i portorykańskie ich nie uznaje. Co wtedy z inicjacją, którą od nich dostałeś?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@celeste)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 42

@Zielarz68 A czy w santerii jest jakiś sposób, żeby sprawdzić autentyczność czyjegoś rodowodu inicjacyjnego? Rozumiem, że w tradycjach z silną hierarchią jak katolicyzm można sprawdzić sakrament święceń. Ale w santerii jak to wygląda?


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Celeste Jest coś takiego jak ita - zapis wróżby z ceremonii inicjacji - i teoretycznie można sprawdzić rodowód padrino przez kolejne pokolenia. Ale to wymaga dostępu do środowiska, które cię zna i ci ufa. Dla kogoś z zewnątrz to jest bardzo trudne. Dlatego mówię, że dla osoby szukającej autentycznej tradycji pierwszym krokiem jest nie szukać w internecie, tylko pojechać tam, gdzie ta tradycja żyje - Kuba, Nowy Jork, Miami - i tam nawiązywać kontakty przez lata.


Odpowiedz
(@celeste)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 42

@Zielarz68 Czyli rozumiem, że w santerii ten rodowód inicjacyjny jest trochę jak drzewo genealogiczne, tyle że duchowe? I żeby sprawdzić, czy ktoś jest autentyczny, musisz już być w środku środowiska, które o tym wie? To trochę błędne koło dla kogoś z zewnątrz.


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Celeste Dokładnie tak to wygląda. I to nie jest przypadkowe - tradycja jest strzeżona przez ten właśnie mechanizm. Ktoś, kto nie ma wejścia przez zaufaną osobę, naprawdę nie ma jak zweryfikować. Ale powiedz mi - dlaczego pytasz akurat o santerię? Bo jeśli rozważasz wejście w tę tradycję, to jest konkretna ścieżka, od której powinnaś zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 164
Rozpoczynający temat
(@emilek53)
Połączone: 12 miesięcy temu

No i właśnie to jest sedno problemu, który chciałem poruszyć od początku. Każda z tych tradycji ma mechanizm, który chroni przed fałszywymi wejściami, ale ten sam mechanizm utrudnia wejście komuś szczeremu. Jak wy sobie z tym poradziliście? Mówię serio - ktoś tu przechodził przez jakiś formalny próg wejścia w obcą tradycję?


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja nie przechodziłam przez nic formalnego, ale przez kilka lat regularnie jeździłam na puja do jednego mandir w Niemczech. Nikt mnie nie pytał o kastę, nikt nie pytał o pochodzenie. Po pewnym czasie jedna z kobiet sama zaczęła mi tłumaczyć, co się dzieje podczas obrzędu. To nie było wejście przez bramę - to było wejście przez kuchnię, jeśli wiesz co mam na myśli.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jowitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 249

@Ewelinka71 To brzmi pięknie, ale zastanawiam się - czy w pewnym momencie nie pojawiła się granica, której nie mogłaś przekroczyć? Bo jedno to uczestniczyć w puja jako gość, a drugie to naprawdę być częścią wspólnoty.


Odpowiedz
(@ewelinka71)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 270

@Jowitka Tak, pojawiła się. I nie była to granica formalna, żaden kapłan mi nic nie powiedział. Po prostu były rzeczy, na które zapraszano, i rzeczy, na które nie zapraszano. Nigdy nikt mi nie powiedział 'ty tu nie pasujesz' - ale nigdy też nikt nie powiedział 'zapraszamy głębiej'. To milcząca granica. I chyba jestem w stanie ją uszanować.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale czemu w ogóle te tradycje mają kogokolwiek wpuszczać? Serio pytam, bo nie rozumiem perspektywy od środka. Jezydzi na przykład - ich religia zakłada, że jesteś jezydą z urodzenia. To nie jest zaproszenie dla nikogo z zewnątrz. Dlaczego mieliby zmieniać tę zasadę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 572

@Remigiusz88 I właśnie dlatego jezydyzm jest tutaj najciekawszym przypadkiem. To nie jest kwestia otwartości ani zamkniętości w sensie moralnym - to jest teologia. Jezyda rodzi się z duszą, która przeszła przez konkretny cykl metempsychozy wewnątrz tej tradycji. Ktoś spoza tej linii po prostu nie ma według tej doktryny tej samej natury duchowej. To nie jest elitaryzm - to jest kosmologia.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@kamilcia95)
Połączone: 8 miesięcy temu

No ale Iwetka, to samo można powiedzieć o ortodoksyjnym judaizmie z perspektywy niektórych środowisk - że dusza żydowska to nie jest przypadkowa kategoria, że jest coś metafizycznego w tej przynależności. I mimo to gijur istnieje i jest halachicznie ważny. Jak to się ma do argumentu kosmologicznego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka01)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 572

@Kamilcia95 To jest naprawdę świetne zestawienie i masz rację, że to napięcie istnieje. Odpowiedź jest taka, że w judaizmie mamy pluralizm doktrynalny - kabała mówi o duszy żydowskiej inaczej niż liberalne denominacje, i obie te pozycje mieszczą się w tradycji. Jezydyzm takiego pluralizmu wewnętrznego nie rozwinął w tej kwestii, przynajmniej nie publicznie.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Chcę wrócić do pytania Emilka, bo myślę, że się od niego oddaliśmy. Pytał, jak znaleźć prawdziwego mistrza - w sufizmie, ale myślę, że to pytanie dotyczy każdej tradycji. I tu jest ciekawa zasada, którą słyszałem od kilku różnych ludzi wtajemniczonych w różnych systemach: autentyczny mistrz nigdy sam nie szuka uczniów. Jeśli ktoś cię aktywnie rekrutuje, to jest pierwszy sygnał ostrzegawczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 192

@Strzybog A to nie jest trochę paradoks? Jeśli mistrz nie szuka uczniów, a ty go nie możesz znaleźć bez środowiska, które cię nie zna - to w jaki sposób w ogóle dochodzi do spotkania? Rozumiem, że w tradycji się mówi 'gdy uczeń jest gotowy, mistrz się pojawia', ale to brzmi jak coś, czym można tłumaczyć wszystko i nic.


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Fiolka To nie jest tautologia, choć rozumiem, że tak brzmi z zewnątrz. W sufizmie chodzi o to, że gotowość ucznia objawia się przez konkretne działania - szukanie wiedzy, uczestnictwo w zebraniach, czytanie, pytanie. Mistrz nie przychodzi do kogoś, kto siedzi w domu i czeka. Ale też nie ogłasza się przez reklamę. To jest droga środka między czekaniem a natarczywością.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: