Siedzę ostatnio nad kilkoma książkami naraz i zaczęło mnie zastanawiać, jak bardzo różnie poszczególne tradycje rozumieją prawo karmy. W buddyzmie therawady karma to dosłownie intencja stojąca za działaniem, nie samo działanie. W hinduizmie mamy już bardziej rozbudowany system z sanchitą, prarabdhą i agami. A potem mamy to zachodnie nowomyślenie, które karma upraszcza do czegoś w stylu "co wyślesz, to wraca". Ktoś tu ma szerszą wiedzę na ten temat? Bo mam wrażenie, że na polskich forach miesza się te tradycje bez rozróżnienia i wychodzi z tego coś trzeciego, co nie należy do żadnej z nich.
To bardzo trafne spostrzeżenie i sam ten podział na trzy rodzaje karmy w hinduizmie już dużo mówi. Sanchita to cały nagromadzony ładunek z poprzednich wcieleń, prarabdha to ta część, która "aktywuje się" w obecnym życiu, a agami to karma, którą tworzymy teraz. Buddyzm idzie zupełnie inną ścieżką, bo odrzuca pojęcie stałej jaźni, która tę karmę przenosi. Więc jak karma ma się przenosić, skoro nie ma trwałego "ja"? To jest jeden z ciekawszych paradoksów tej tradycji.
No ale ta karma w buddyzmie to chyba jednak się przenosi, tylko przez strumień świadomości, nie przez duszę jak w hinduiźmie. Czytałem gdzieś że to jak płomień świecy zapalany od drugiej, nie ta sama świeca ale ogień jakoś przechodzi. Zresztą w kartach tarota też widać pewien rytm przyczynowo-skutkowy, szczególnie na kole fortuny czy na sądzie, to nieprzypadkowe karty moim zdaniem.
Mnie zawsze zastanawiało to nowomyślenie o karmie, bo kiedy słyszę "co wyślesz to wraca trzykrotnie" to już wiem że ktoś miesza Wicca z karmą i jeszcze dodaje trochę prawa przyciągania. To są zupełnie różne systemy! Prawo trojga z Wicci to wcale nie jest karma, prawda? Czy ktoś może wyjaśnić skąd to się wzięło?
Blavatska to ciekawy trop, bo ona łączyła wiele tradycji w jedno. Ale mam pytanie bo troche nie rozumiem, skoro karma w budhyzmie nie zakłada stałego "ja", to co właściwie zbiera tę karmę między wcieleniami? Jakiś strumień bez podmiotu? To brzmi abstrakcyjnie nawet jak na filozofię.
Przepraszam że wchodzę, bo może to głupie pytanie, ale jak w takim razie ktoś ma złą karmę to co ma zrobić? Bo słyszałam że można ją "wyczyścić" kryształami albo rytuałem, to prawda czy nie?
A co z tą karmą grupową? Słyszałam że narody czy rodziny mają swoją wspólną karmę. To brzmi logicznie bo np. w systemacjach rodzinnych Hellingera też o tym mówią. Czy to jest w którejś tradycji opisane, czy to znowu zachodni wynalazek?
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem. Chcę dopytać o jedno, bo to mnie zawsze konfunduje. Jeśli karma to przyczynowość i intencja, to co z działaniami nieświadomymi? Jeśli skrzywdzę kogoś nie wiedząc o tym, czy to też generuje złą karmę? Bo w hinduizmie i w buddyzmie chyba jest różna odpowiedź na to pytanie?
Słuchajcie, a jak karma ma się do numerologii? Bo ja pracuję z liczbami karmicznymi i tam jest na przykład liczba 13, 14, 16, 19 jako karmy karmiczne i jest to traktowane jako "dług" do spłacenia w tym wcieleniu. Skąd to pochodzi? Bo to brzmi bardziej jak zachodnia interpretacja niż coś z hinduizmu.
Mam inne pytanie do całego wątku. Czy ktoś z Was miał takie doświadczenie, że poczuł wyraźnie że jakieś zdarzenie to jest właśnie karma? Nie w sensie "o, dostałam za swoje", ale naprawdę głębsze poczucie połączenia z czymś wcześniejszym? Bo teoria jest ciekawa, ale mnie interesuje jak to ludzie realnie odczuwają.
Moim zdaniem można, bo intepretacje są dostępne po polsku i angielsku, nie trzeba znać sanskrytu żeby zrozumieć że Ketu w pewnym domu pokazuje coś z poprzednich wcieleń. Zresztą zachodnia astrologia też nie wymaga znania greki żeby działała 🙂 Nie rozumiem tego elitaryzmu.
Tu jest naprawdę ważne rozróżnienie. Nikt nie mówi, że nie można korzystać z pojęcia karmy. Pytanie brzmi: czy to co nazywamy karmą w zachodnim kontekście jest tym samym co karma w buddyzmie theravady albo w advaita vedancie? Bo jeśli nie, to może warto używać innych słów, żeby nie tworzyć chaosu pojęciowego. Sam Arat zaczął ten wątek od pytania jak różne tradycje rozumieją karmę, i chyba właśnie do tego pytania wracamy.
To mnie kompletnie zaskoczyło. Zawsze myślałam ze karma jest neutralna i opisowa, tymczasem okazuje się ze też bywa używana ideologicznie? Czy buddyzm miał podobny problem, bo rozumiałam że tam karma jest bardziej etyczna i nie tłumaczy nierówności spolecznych?
A czy tarot może pokazać karmę? Bo kiedy ciągnę karty i wychodzi mi Koło Fortuny albo Sąd Ostateczny, to zawsze mam poczucie że to właśnie o tym, o karmicznym rozrachunku. Czy to jest uzasadniona intuicja czy projekcja?
No to kwestia tego co tarot MA pokazywać. Jeśli traktujemy go jako system symboliczny który odzwierciedla archetypy, to Koło Fortuny jest właśnie karmą w ruchu, zmiana, cykl, powrót. Sąd Ostateczny to przebudzenie i rozliczenie. Dla mnie to jest karmiczne czytanie jak najbardziej. Tamarka89 Skąd wiesz że to projekcja a nie intuicja? To może być jedno i to samo 🙂
To jest właśnie ten węzeł gordyjski tej rozmowy. Mamy podobne opisy zjawisk w różnych tradycjach, karmę, dług przodków, dziedzictwo systemowe, i pytanie czy to ta sama rzecz opisana różnymi słowami, czy zupełnie różne mechanizmy które tylko wyglądają podobnie. W buddyzmie karma jest ściśle związana z intencją, cetana. Bez intencji nie ma karmy. Czy "dług przodków" u Hellingera uwzględnia intencję?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie z innej strony. W astrologii wedyjskiej, jyotish, węzły księżyca to Rahu i Ketu, i Ketu jest właśnie tym co przyniosłeś z poprzednich wcieleń, a Rahu to kierunek na to życie. To jest bardzo konkretna mapa karmiczna. Czy to nie jest właśnie przykład systemu który łączy astronomię z karmą w sposób metodyczny, a nie przypadkowy?
Czytam tę dyskusję od dawna i mam jedno małe pytanie. Czy jeśli ktoś po prostu czuje że coś w jego życiu jest "karmiczne", że jakiś związek albo sytuacja to nie jest przypadek, to powinien weryfikować to w kontekście jakiejś konkretnej tradycji? Czy to intuicyjne poczucie ma jakąś wartość samo w sobie?
