Ja przez jakiś czas prowadziłam notatki właśnie na ten temat i moje obserwacje były podobne do Akacji - recytacja głośna dawała mi szybsze wyciszenie ciała, szeptem miałam więcej skupienia umysłowego. Ale to było u mnie, nie wiem czy to się uogólnia.
a jak to się ma do mantr tybetańskich? Bo Om Mani Padme Hum jest chyba najpopularniejszą mantrą na świecie poza samym Om i jest buddyjska, nie hinduska. Czy ta naada tam też działa, czy to inna zasada?
Mam wrażenie, że w tej rozmowie zakładamy, że te tradycje są bardzo podobne, a może wcale nie są? Czyli czy hinduskie mantry i buddyjskie mantry w ogóle można porównywać, bo może działają na zupełnie innych zasadach?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie może bardzo podstawowe - skoro w buddyzmie tybetańskim każda sylaba czemuś odpowiada, to czy odmawiając tę mantrę bez znajomości tych przyporządkowań, robimy to trochę... w ciemno? Znaczy, czy to nie jest jak czytanie przepisu bez rozumienia składników?
Ja to widzę tak, że te dwa podejścia nie muszą być sprzeczne. Może jest tak, że mantra działa na pewnym poziomie bez zrozumienia, ale z rozumieniem działa inaczej albo głębiej? Tylko "głębiej" to słowo, którego tu używamy bardzo swobodnie i nie wiem, czy nie wkładamy w nie za dużo.
W tantryzmie - zarówno hinduskim jak i tybetańskim - jest coś, co się nazywa diksha, czyli inicjacja. Mantra przekazana bez dikszy jest w niektórych szkołach uważana za pozbawioną "shakti", czyli siły. Ale to znowu jest podejście jednej tradycji, nie wszystkich. Theravada na przykład w ogóle inaczej traktuje mantrę - tam pali pirith śpiewa się dla błogosławieństwa, ale teologia za tym stoi inna.
Przepraszam, że wchodzę, ale te wszystkie nazwy - diksha, kaszmirski śiwaizm, SRF - dla mnie to zupełna czarna magia. Czy jest jakiś prostszy sposób, żeby zrozumieć czym jest ta inicjacja? Czy to jest jak bierzmowanie w chrześcijaństwie, czy coś zupełnie innego?
Ale ilu z nas naprawdę ma dostęp do autentycznego nauczyciela? Pytam poważnie. Bo to brzmi tak, jakby właściwa praktyka mantr była zarezerwowana dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na warsztaty za kilka tysięcy albo wyjazd do Indii.
Mam pytanie, bo mi się to teraz wszystko trochę miesza - czy jest jakaś mantra, od której warto zacząć jeśli ktoś chce sprawdzić to na sobie, ale nie ma żadnego nauczyciela i po prostu chce spróbować? Nie pytam o gwarancje, pytam o jakiś punkt wejścia.
Poczekajcie, bo zgubiłam się - "mantra, która sama się powtarza"? To znaczy, że w pewnym momencie przestajemy ją świadomie recytować i ona jakoś trwa sama z siebie? Jak to fizycznie wygląda, bo nie wyobrażam sobie tego zupełnie.
Dobra, ale to brzmi jak nawyk, nie jak coś duchowego. Czy to nie jest po prostu to samo co ucho mam piosenkę, której nie mogę się pozbyć? Serio pytam, bo nie chcę nikogo urazić, ale nie widzę różnicy.
To może mam głupie pytanie, ale - dlaczego w ogóle używać mantry w sanskrycie, skoro znaczenie i tak przestaje być ważne? Czy polska fraza powtarzana w kółko nie zrobiłaby tego samego?
Ćwiczyłam przez jakiś czas afirmacje po polsku i mantry w sanskrycie i odczucia były inne. Ale uczciwie nie wiem, czy to dlatego, że "brzmienie" czegoś niesie, czy dlatego, że podchodziłam do nich z innym nastawieniem. Do afirmacji podchodziłam z nadzieją, do mantr z ciekawością. To może mieć znaczenie.
To pytanie Beci jest chyba niemożliwe do odpowiedzi, bo nie możemy mieć dostępu do cudzego doświadczenia. Ale to mi przypomina coś - ćwiczyłam przez jakiś czas z dwiema osobami, jedna głęboko wierząca w tradycję, druga zupełnie agnostyczna. Opisy tego, co czują podczas recytacji, były uderzająco podobne. Ale co to znaczy - nie wiem.
Ja mam trochę inne doświadczenie - praktykowałam sama i w grupie, i różnica była ogromna. W grupie coś się "budowało" inaczej niż solo. Nie wiem czy to fonetyka, znaczenie, czy po prostu synchronizacja oddechów i głosów kilku osób. Ale to był wyraźny kontrast.
Ja mogę powiedzieć coś z zupełnie innej strony - próbowałam raz recytować tłumaczenie Gayatri po polsku i czułam się strasznie sztucznie, jakby słowa nie pasowały do rytmu oddechu. Nie wiem czy to tradycja, fonetyka czy po prostu moje przyzwyczajenie do brzmienia sanskrytu, ale wróciłam do oryginału i było inaczej.
Słucham tego wątku z rytmem i mam wrażenie, że możemy tutaj mieszać dwie różne rzeczy. Jedno to rytm jako element fonetyczny - długość sylab, akcent, coś co jest w samych słowach. Drugie to rytm oddechu i ciała. Kiedy mówiłam o różnicy solo kontra grupy, to właśnie to drugie było inne - nie to, jak brzmiały słowa, tylko jak moje ciało w to wchodziło. Czy ktoś rozróżnia te dwie warstwy w praktyce?
Ale czy nie robimy tutaj tego co wcześniej próbowałam nazwać - idziemy od doświadczenia do teorii która to doświadczenie tłumaczy, ale ta teoria jest niepodważalna bo doświadczenie ją potwierdza? Kiedy Kazia mówi o kościele - może to architektura, cisza, zapach kadzidła, wspomnienia z dzieciństwa. To wszystko jest testowalne. Skąd wiemy, że to "pamięć dźwięku" a nie te inne rzeczy?
Bardzo dziękuję za ten wątek z metodologią, bo to mi porządkuje głowę. Ale chciałbym wrócić do czegoś praktycznego - skoro rozmawiamy o tym co "czujemy" w praktyce, czy ktoś próbował świadomie eksperymentować? Na przykład: recytować tę samą mantrę raz ze skupieniem na brzmieniu, raz ze skupieniem na znaczeniu, i porównać co się dzieje? Ja próbowałem z prostymi afirmacjami, ale mantra to pewnie inna skala.
Słucham tej rozmowy już od dłuższego czasu i chcę zapytać o coś zupełnie podstawowego - czy mantry buddyjskie, na przykład ta o Awalokiteśwarze, działają według tych samych zasad co wedyjskie? Bo widzę że wszyscy mówią głównie o hinduskiej tradycji, a ja mam kontakt głównie z buddyjską i nie wiem czy to ta sama rozmowa.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo próbowałem obu i zawsze zastanawiałem się czy porównuję jabłka z gruszkami. U mnie subiektywnie buddyjska mantra z wizualizacją czuje się bardziej "niesiona intencją", a wedyjska bardziej jakby dźwięk sam coś robił niezależnie od tego co myślę. Ale nie wiem czy to tradycja mnie tak ukształtowała przez opisy, czy coś realnego.
Mam pytanie może trochę z boku - czy te mantry działają tylko jak się je recytuje głośno, czy też w myślach? Bo zaczęłam ostatnio powtarzać sobie w głowie jedno zdanie kiedy jestem zdenerwowana i nie wiem czy to w ogóle ma cokolwiek wspólnego z mantrami o których tu mówicie, czy to po prostu samo uspokajanie przez powtarzanie czegokolwiek.
Dobra, ale wracając do mojego pytania o myślenie mantrą - bo chyba nikt mi nie odpowiedział wprost - czy to w ogóle cokolwiek znaczy jak powtarzam coś tylko w głowie? Bo teraz czytam tę całą dyskusję i mam wrażenie, że dla większości z was to jest jednak recytacja głosem, a ja nawet nie wiedziałam że jest różnica.
Bija mantry to jest bardzo ciekawy wątek w tym kontekście - bo właśnie OM czy HRIM nie znaczą nic w sensie leksykalnym, a tradycja przypisuje im konkretne działanie. Mnie zawsze interesowało czy to dlatego że dźwięk wpływa na ciało fizycznie, na przykład przez wibrację, czy dlatego że każda kultura ezoteryczna zbudowała wokół nich taką gęstą warstwę skojarzeń i intencji, że już nie da się oddzielić.
No i tu wchodzimy w kolejne koło, bo jak zaczniemy od weryfikowalności to ktoś powie że nauka tego nie bada, a jak zaczniemy od tradycji to ktoś powie że nie ma nauczyciela. Chcę zapytać konkretnie - czy ktoś tu na tym forum zauważył u siebie realną zmianę po długotrwałej praktyce mantry, coś poza chwilowym spokojem, coś co trwało?
