A wracając do tego co pisał Fortunat o czerni jako stanie przed stworzeniem - czy to znaczy że Kali jest czymś w rodzaju bóstwa przed-kosmicznego? Bo jezeli tak to to zupełnie zmienia jak myślę o tej hierarchi bogów. Czyli nie jest 'zła', jest po prostu starsza niż podział na dobre i złe?
Słucham tej rozmowy o czerni i braku koloru i chcę dodać coś z perspektywy greckich misteriów. Eleuzinia były misteriami zejścia i powrotu - wtajemniczeni nie bali się Persefony ani Hekate, pracowali z nimi jako z przewodniczkami. Hekate jest szczególnie ciekawa bo stoi na rozstaju dróg i trzyma pochodnie - to bóstwo ciemności które jednocześnie oświetla. Czy ktoś z tu obecnych pracuje z Hekate? Zastanawia mnie jak ta dwoistość jest przeżywana w praktyce.
Czytam ten wątek od początku i chcę zapytać o coś praktycznego bo trochę się gubię w tej filozofii. Mam ostatnio poczucie że coś w moim życiu 'umiera' - relacja, pewien etap, nie wiem jak to nazwać. I ktoś mi powiedział że warto pracować z energią Hadesa albo Morrighan w takim momencie. Ale jak to wygląda w praktyce jeśli nie ma się doświadczenia? Czy to bezpieczne bez przewodnika?
Ja mam poczucie że to pytanie Ziemowita dotyczy czegoś co widać też w kartach. Karta Śmierci odwrócona to właśnie ta sytuacja - wiesz że coś sie konczy ale opierasz sie i nie wiesz dlaczego. Czy ta relacja była wyborem czy raczej czujesz że coś cię wypchnęło?
To zdanie o kominku jest bardzo obrazowe i właśnie to jest język który rozumieją bóstwa chtoniczne - nie abstrakcja tylko obraz. W moim śnie też nie było słów, była brama i ciemność za nią i poczucie że coś muszę zostawic po tej stronie żeby przejść. Nie wiem czy to 'praca z Hadesem' czy po prostu tak wygląda żałoba po czymś co umarło - ale chyba nie ma między tym aż tak dużej różnicy?
Mnie to pytanie Fortunata mocno uderza, bo sam siedzę gdzieś pośrodku i nie umiem się zdecydować. Z jednej strony Kali jako projekcja własnego cienia ma sens i mogę z tym żyć intelektualnie. Z drugiej strony jak czytam opisy praktykujących Shaivitów to mam wrażenie że dla nich to jest zupełnie inna sprawa - osobowe bóstwo z którym jest relacja, a nie symbol do przepracowania. Czy te dwa podejścia naprawdę dają te same efekty?
To co mówi Druidka jest dokładnie tym co opisują źródła na temat eleuziniów - wtajemniczeni nie 'przepracowywali symboli', oni dosłownie spotykali Persefonę. I to spotkanie zmieniało ich stosunek do śmierci. Ale jest jedno 'ale' - czy wiemy czy ten kontakt był tym samym co nam współcześni przez to rozumiemy? Język opisu jest zawsze kulturowy.
To pytanie Heliosy jest bardzo trafne i właśnie tu leży jeden z ciekawszych sporów we współczesnym politeizmie - między rekonstrukcjonizmem a podejściem dewocyjnym. Rekonstrukcjoniści powiedzą że bóstwo ma kontekst i bez tego kontekstu pracujesz z czymś innym - swoją projekcją lub jakimś bytem który przywołujesz bez wiedzy czym jest. Dewocjoniści odpowiedzą że bóstwo jest zdolne do kontaktu przez różne języki kulturowe i samo zaznacza granice. Ciekawe jest to że oba obozy czczą te same imiona.
Trochę się gubię w tej dyskusji ale chcę zapytać - Hades jest bogiem Greków, Morrighan jest celtycka, Kali hinduska. Czy jeśli ktoś z Polski chce pracować z jednym z nich to czy musi wybrac ten ktory jest mu kulturowo bliższy? Bo nie mamy własnego bóstwa śmierci takiego jak oni, prawda? Czy jest jakies słowiańskie?
A właśnie - Marzanna. Czy ktoś tu pracuje z Marzanną jako bóstwem niszczycielskim? Bo rytuał topienia Marzanny jest chyba jedynym pogańskim obrzędem który przetrwał w Polsce do dziś, i nikt nie myśli o nim jak o kulcie mrocznego bóstwa - to jest zabawa dla dzieci. Czy to nie jest trochę paradoksalne? Chtoniczne bóstwo zamienione w dekorację.
Tak ale skoro Marzanna przetrwała jako teatr to moze znaczy że coś w niej jest na tyle silne że nie dało sie jej do końca usunąc? Bo inne bóstwa słowiańskie nie mają nawet tego - Weles nie ma swojego masowego rytuału w marcu. A ona nadal jest topiona. To chyba nie jest przypadek.
Przepraszam że się wtrącam ale to mnie bardzo zaciekawiło z tą Marzanną - ja topilam ją jako dziecko i nigdy nie myslałam że to może byc coś poważniejszego. Czy to znaczy że nieswiadomie brałam udział w rytuale? I czy takie nieswiadome rytuały coś robią?
To co mówi Agatowa przypomina mi dyskusje o magii sympatycznej gdzie sam akt ma moc niezależnie od tego co myśli wykonawca. Ale wróćmy do rdzenia tematu bo mamy teraz kilka wątków naraz - bóstwa niszczycielskie jako godne czci, świadomość w rytuale, i rekonstrukcja kontra dewocja. Które z tego jest dla was najważniejsze w kontekście tego czy Kali, Morrighan i Hades są 'złe czy niezrozumiane'? Bo to chyba różne pytania.
To co opisuje Druidka jest dość klasyczne w kontekście inicjacyjnym - wejście w przestrzeń bóstwa chtonicznego tradycyjnie zakładało rezygnację z kontroli jako warunek wstępny. Eleuzinie, misteria Izydy, wejście do świątyni Kali w Kalighat - wszędzie pojawia się moment kiedy uczestnik ma przestać być podmiotem i stać się czymś co jest przeprowadzane. Ale to rodzi pytanie o granicę między poddaniem się a zagubieniem siebie.
Słucham tej rozmowy i mam dziwne uczucie ze wy wszyscy mowicie o czymś czego ja sie troche boje. Nie samych bostw tylko tej utraty kontroli. Czy to znaczy ze praca z takimi bóstwami jak Kali albo Hades nie jest dla kazdego? Że trzeba byc gotowym na coś konkretnego?
Zatrzymuję się przy tym co powiedziała Agatowa o szukaniu 'dla klimatu'. Mam notatki z kilku rozmów które prowadziłam i to jest faktycznie wzorzec - Kali i Morrighan przyciągają estetycznie najpierw, i potem część ludzi zostaje na poziomie estetyki, a część idzie głębiej. Ciekawi mnie czy ktoś z was zaczął od estetyki i czy ten początek coś zmienił w tym jak potem traktowaliście bóstwo?
To co mówi Sasankaa jest dla mnie kluczem do całej rozmowy. Zmiana podejścia jest mierzalna - zmienia się jakość tego co doświadczasz, zmieniają się pytania które zadajesz, zmienia się to czego oczekujesz. I właśnie dlatego te bóstwa nie są 'złe' ani 'niebezpieczne' jako takie - one są jak głęboka woda. Możesz się w niej kąpać powierzchniowo albo nurkować. Pytanie czy masz sprzęt i umiejętności do nurkowania.
Ale tu jest jeden problem z tym porównaniem do głębokiej wody - czy nie zakładasz że każdy kto chce nurkować może się tego nauczyć? Bo może niektóre bóstwa po prostu nie są dla pewnych ludzi nie dlatego że tamci są słabsi ale dlatego ze nie ma między nimi... nie wiem jak to nazwac... chemii? Czy bóstwa też mogą odrzucać?
Czytam ten wątek od dawna i chce zapytac bo nie rozumiem jednej rzeczy - jak to jest z tą Morrighan bo niby jest celtycka ale słyszałam ze czesto sie pojawia ludziom zupełnie spoza Celtow? Czy to znaczy ze ona sama wybiera czy raczej ze my projektujemy na nią cos co pasuje do tego obrazu?
Mam pytanie trochę z boku ale ono mnie nurtuje od początku tego wątku - czy to, że bóstwo niszczycielskie pojawia sie w momencie końca czegoś w życiu, jest przypadkiem czy ono aktywnie przychodzi kiedy jest potrzebne? Bo czytam te wszystkie wpisy i u prawie każdego jest ten schemat - coś się kończy i wtedy pojawia się kontakt.
Przepraszam ze wracam do Marzanny ale mam pytanie które mnie nurtuje - skoro ona jest bóstwem niszczycielskim i jest topiona co roku, to czy ten rtyuał jest jakimś symbolicznym zabijaniem bóstwa żeby oswobodzić wiosnę? Bo to brzmi jakby Marzanna była ofiarą a nie obiektem kultu i trochę nie rozumiem jak można ją czcić jeśli się ją co roku symbolicznie zabija.
Opalinka dotknęła czegoś co mnie samego zastanawiało od początku - dlaczego bóstwo które przyjmuje jest mroczne, a bóstwo które traci i czeka, już nie? To może znaczyć że 'mroczność' jest przypisana do roli którą pełni bóstwo, nie do jego natury. Hades nie jest zły bo jest okrutny - jest 'mroczny' bo przebywa w miejscu dokąd trafiamy wszyscy i skąd nie ma powrotu. To robi z niego coś niepokojącego bez względu na to co robi.
Ale właśnie to co Indraphoros pisze - że to rola a nie natura - pasuje też do Morrighan. Ona nie zabija bo lubi, ona jest na polach bitew bo tam jest jej miejsce, tam gdzie granica między żywymi a martwymi jest cienka. Czy to znaczy ze bóstwa chtoniczne sa mroczne tylko dlatego ze my sie boimy miejsc gdzie one są?
Czytam tę rozmowę o Marzannie i Persefonie i Morrighan i myślę że wszyscy kręcimy się wokół jednej rzeczy - że mrok tych bóstw jest zawsze mrokiem granicy. Nie mrokiem zła. Kali stoi na granicy istnienia i nieistnienia, Hades na granicy życia i śmierci, Morrighan na granicy bitwy. I może właśnie dlatego tak bardzo sie ich boimy, bo my sami boimy się granic a one tam mieszkają.
