ojej, czytałam ostatnio o tzw. Księdze Zwycięstwa - Kitab al-Futuh w tradycji sufickej, ale też trafiłam na podobne określenia w tradycji chrześcijańskich ascetów. i zastanawiam się czy ten motyw "triumfu ducha nad materią" przez wyrzeczenie się ciała to naprawdę cos wspólnego dla różnych tradycji, czy to tylko podobne słowa, a za nimi zupełnie różne rzeczy? Bo jak patrzę na yoginów, chrześcijańskich pustelników i sufich - każdy dochodzi do tego wyrzeczenia inną drogą i z innego powodu.
Racja ze to temat szeroki ale mam wrażenie ze ta asceza to jednak zawsze sprowadza się do jednego - wyciszenia ciała po to zeby duch mugł "mówić głośniej", nie? Czytałem ze bioenergoterapia w sumie działa podobnie bo kiedy ciało jest "ciszej", energia przepływa swobodniej. czy ktos widzi tutaj połączenie między ascetyzmem a pracą z energią?
No to od razu muszę zaprotestować. Bioenergoterapia a asceza to zupelnie inna liga i mieszanie tego razem to duże uproszczenie. Asceza w tradycjach religijnych - np. u ojców pustyni czy w dżinizmie - nie polega na "wyciszaniu ciała zeby energia płynęła", tylko na konkretnej dotkrynie o naturze materii i duszy. Dżinici wierzą że karma to dosłownie materia przyklejona do duszy i głodzenie sie jej to olepić. to nie jest żadna praca energetyczna, to filozofia ontologiczna
ojejku, mnie sie zawsze wydawalo ze asceza to przede wszytkim kwestia woli. Ten kto potrafi powiedziec "nie" ciału, ten panuje nad soba w ogóle. Niezalezenie czy to chrzescijanin, buddysta czy ktos inny. Praktyki ascetyczne w każdej tradycji chyba po to sluza - żeby wzmocnic ta wewnętrzna sile. Co nie znaczy ze kazdy musi sie glozdic oczywiscie 🙂
Hej, a co z tantrą? Bo tam jest coś zupełnie odwrotnego - ciało nie jest przeszkodą, jest właśnie sposóbm do osiągnięcia duchowego celu. I tantra też operuje na czymś w rodzaju "energii", kundalini itd. Jak to pasuje do tego triumfu ducha nad materią?
Futuh al-Ghayb czyli "Objawienia Niewidzialnego" Abd al-Kadira al-Dżilaniego to jeden z takich tekstów które mogłabym polecić, ale "Księga Zwycięstwa" to pojawia się w różnych tradycjach pod różnymi nazwami. W tradycji koptyjskiej są też teksty o zwycięstwie duszy nad pokusami ciała. Nie ma jednego kanonicznego tekstu z takim tytułem, razcej ten motyw.
Dużo czytałam o praktykowaniu postu w różnych tradycjach i jedno co mnie zastanawia - jak to się ma do zdrowia? Znaczy np. te skrajne praktyki ascetyczne które opisują żywoty świętych, to brzmi jak autodestrrukcja. A jednak ci ludzie podobno osiągali stany mistyczne. Czy asceza moze być zdrowa czy to zawsze szaleństwo na granicy?
To dobre pytanie ale myślę ze rozróżnienie jest kluczowe. Asceza umiarkowana, np. post kilka razy w tygodniu, ograniczenie snu, regularna modlitwa o stałych porach - to wszystko co robi organizm toleruje i badania pokazują nawet korzyści w postnym modelu żywienia. Skrajny ascetyzm, jak u Symeona Słupnika który stał na kolumnie przez 37 lat, albo u Mahaviry który wydzierał sobie włosy z głowy garściami - to inna kategoria i ciężko mi powiedzieć żeby to było "zdrowe" w medycznym sensie.
Granica jest prosta choć nie zawsze łatwa do zobaczenia - jesli praktyka odrywa cię od życia, relacji, zdolności do funkcjonowania, to jest sygnał. W tradycjach ktore rozumiem najlepiej, każda praktyka - post, czuwanie, milczenie - ma swój czas i miarę, i jest osadzona we wspólnocie ktora nad tym czuwa. Pustelnik w tradycji chrześcijańskiej miał kierownika duchowego. Jogin miał guru. To nie była samowolna droga "zrobię sobie co chcę z ciałem". Dziś ludzie często sięgają po ascetyczne elementy wyrwane z tego kontekstu i to jest ryzykowne.
hmm, nie do konca za tym nadazam ale mam pyttanie z innej beczki - czy post i wstrzemiezliwosc w religiach dawnych slowianskich tez istnialy? Bo jetsesmy na forum ezo i slowianszczyzna jest tez tematem. Czy nasi przodkowie tez "walczyli" z cialem w ten sposob?
Bardzo dziękuję za to rozróżnienie bo sama się w tym gubiłam! Ale pytanie leci do całej dyskusji - czy w takim razie pojęcie "triumf ducha nad materią" jest po prostu konceptem zachodnim? Bo jak czytam o praktykach wschodniej Azji, Japonii, Chin, tam jakoś inaczej to wygląda. Tam bardziej chodzi o harmonię, nie o zwycięstwo jednego nad drugim.
No właśnie i to jest chyba sedno całego tematu. Ten tytuł "Księga Zwycięstwa" już wbudoawny ma zachodnie założenie - ze jest walka i jest zwycięzca. W taoizmie czy w shinto niema walki duch kontra materia bo materia jest przeniknięta duchem. To kategorie ktore po prostu nie przystają do tych tradycji. Pytanie do Radosławy - czy celowo wybrałaś ten zachodiocentryczny tytuł?
To ciekawe że właściwie cała zachodnia duchowość nasiąknieta jest tym przekonaniem o walce. Nawet tam gdzie tego nie widać, np. w mistyce chrześcijańskiej, mamy Ciemną Noc Duszy, walkę z pokusami, zwycięstwo łaski nad grzechem. Jakby sama struktura doświadczenia duchowego była dla nas narracyjnie wojenna
ooo, a propos tej "wojennej" sruktury - zastanawiałem sie nad tym ze w tradycji islamskiej, szczególnie sufi, jest takie pojęcie dżihadu wewnętrznego czyli większego dżihadu, walki z własnym ego, z nafsem. I to jest właśnie asceza tyle że inaczej nazwana. Czy ktoś wie więcej jak sufi rozumieją tą walkę z materią?
W sufizmie nafsa to jest ta część w nas co chce i ciagnie ku doczesnosci,i droga sufi to jest jej oczyszczanie etap po etapie. ale uwaga - tam sie jej nie niszczy, tylko sie ja wychowuje. Rumi pisał ze nafsa jest jak jeździec nieokiełznany a zadaniem jest nią pokierować, nie ją zabić. Wiec to raczej dyscyplina niz niszczenie
Ludzie, ja czytam tę dyskusję od początku i mam takie wrażenie że wszyscy skupimy się na stronie doktrynalnej, czyli co kto twierdził o ciele i duchu. A mi ciekaw jest wymiar praktyczny - co się dzieje z człowiekiem który naprawdę taką drogę przechodzi? bo to co opisują autobiografie świętych, jak Teresa z Ávila albo Jan od Krzyża, to sa doświadczenia bardzo konkretne, zmysłowe wręcz, wizje, doznania cielesne, ekstazy. Duch "zwycięża" a ciało przeżywa więcej niż kiedykolwiek. zostawiam to do przemyślenia
sens asceza ma wtedy kiedy pytasz nie "co osiągam" tylko "jak się zmieniam". to jest różnica którą warto zobaczyć. nie ma potrzeby rozstrzygać czy duch wygrał z mterią, zeby zauważyć że po tygodniu postu śpisz inaczej, myślisz inaczej, reagujesz inaczej. to jest empiryczne i nie potrzebuje metafizycznego uzasadnienia
ok ale wróćmy na chwilę do tej "Księgi Zwycięstwa" z tytułu - czy ktokolwiek wie o co chodzi z tym konkretnym tekstem? bo mam wrażenie że rozmawiamy o ascezie ogólnie a ten tytuł moze odnosić sie do czegos konkretnego. czy to jest rzeczywisty tekst czy metafora?
właściwie to ta "walka" z ciałem jaką opisują rozne tradycje mistyczne zawsze mnie trcohę niepokoi bo kiedy czytam biografie świętych - czy chrześcijańskich czy hinduskich ascetów - to granica między "oczyszczaniem" a po prostu robieniem sobie krzywdy bywa bardzo niewyraźna. czy ktoś sie nad tym zastanawiał? jak tradycja sama rozróżniała właściwą ascezę od destrukcji?
ale skoro nie można ocenić z zewnątrz, to jak guru albo mistrz w tych tradycjach w ogóle pomagał uczniowi? czy oni po prostu ufali co uczeń mówi o swoich intencjach? bo to brzmi jakby łatwo było się okłamać samemu...
to jest prawda ale też otwiera drzwi do nadużyć. "mistrz wie lepiej niz ty co masz robic z ciałem" to krok od kontroli. historia zakonów, bractw i ruchów duchowych jest pełna przypadków gdzie ta relacja mistrz-uczeń w ascezie stawała sie opresyjna. nie mówię ze zawsze ale nie możemy tego nie zauważyć
no wlasnie o tym mówiłam przy katarach. 😛 u nich ta granica tez była rozmyta - endura była teoretycznie dobrowollna, ale w praktyce presja wspólnoty była ogromna. nie wiem czy można mówić o pełnej dobrowolności kiedy twoja cała tożsamość jest w grupie ktora tego oczekuje
zawracam do pytania Jowitki o rozróżnienie - czytałam że w niektórych tradycjach jest takie kryterium fizyczne - jeśli praktyka prowadzi do utraty zdolności do modlitwy albo pracy służebnej, to jest za daleko. tzn. właściwa asceza nie morze niszczyć samej zdolności do kontaktu z sacrum. czy to się pojawia w jakichś tekstach źródłowych czy to raczej moje własne wnioskowanie?
hej a ja mam takie banalne moze pytanie ale - czy w ogóle w poslkiej tradcji słowiańskiej byl jakis odpowiednik tej ascezy? bo cały czas mowimy o sufich, jogach, mnichach, a co u nas? czy slowianie poscili?
a ja sie zastanawiam czy to oczyszczenie przed obrzędem to w ogóle mozna nazwac asceza? bo dla mnie asceza to cos dluzszego, jakis styl zycia, a nie ze na trzy dni przed Kupala nie jesz miesa. to chyba nie to samo?
no właśnie i to jest pytanie czy brak systemu ascetycznego u Słowian to luka w rekonstrukcji źródłowej, czy rzeczywiście tej tradycji nie było. bo możemy nie wiedziec - piśmiennictwa mało, a to co mamy pochodzi głównie od wrogich kronikarzow chrześcijańskich
ehh, o matko ta ciemna strona relacji mistrz-uczeń to jest straszny temat i mam wrażenie ze większość tradycji mistycznych jakoś go zamiatała pod dywan. tzn. piszą o tym ze moze byc nadużycie, ale zakładają że "prawdziwy mistrz" nigdy nie nadużyje. no ale skad wiesz ze to prawdziwy mistrz zanim juz jest za późno? to błędne koło
