Niedawno trafiłem na wzmiankę o czymś co autor nazywał "Księgą Zakamieniałości" i od razu mnie to wciągnęło. Chodzi mniej wiecej o takie podejście do run gdzie nie traktujesz ich jako symboli do medytacji czy wróżenia, tylko jako formy przez ktore energia duchowa dosłownie krystalizuje sie w materię. Jakby runa była nie tyle znakiem co stadium przejścia miedzy subtelnym a fizycznym. Szukałem czegoś na ten temat w polskim necie i praktycznie nic. ktoś w ogóle spotkał sie z tym terminem albo z podobnym podejściem??
Nie znam tej konkretnej nazwy ale idea krystalizacji energii w formę fizyczną to coś o czym myślałam przy runach od dawna. Jak wycinam rune w drewnie to mam wrażenie ze to nie ja decyduję o kształcie, jakby ręka szła własnym torem. Może to właśnie to o czym piszesz? Że sam akt rzeźbienia jest momentem tej krystalizacji?
Brzmi jak coś z kabbały właściwie, tam jest podobna idea z literami hebrajskimi jako formami przez które Ein Sof przejawia sie w stworzeniu. Ciekawe czy autor tej Księgi Zakamieniałości czerpał z tamtej tradycji czy doszedł do tego własną drogą.
Mam w notatkach coś podobnego z zupełnie innej tradycji - w pewnych szkołach tybetańskich mówi sie o tym że mantry fizycznie przeobrażają przestrzeń przez którą przechodzą, ale to przeobrażenie jest odwracalne i właśnie w tej odwracalności jest ich moc. Jakby zmiana trwała zostawiała blizny, a zmiana tymczasowa leczyła. Może tu jest zbliżone myślenie?
Nie wiem czy dobrze rozumiem ale czy chodzi o to ze jak nacinam rune to w tym momencie cos sie "przełącza"? Jak wyłącznik? Bo jak tak to ciężko powiedzieć czy to jest w ogule mozliwe do sprawdzenia czy to działa czy nie. nie wiem czy dobrze to ujęłam
jejku, rycie w śniegu to coś o czym myślałam ale nigdy nie spróbowałam bo jakoś wydawało mi sie że to niepoważne albo że za szybko zniknie. A tu chodzi właśnie o to że to znikanie jest intencjonalne? To zmienia myślenie o tym całkowicie.
Właśnie to mi sie podoba w tej koncepcji. Że zamiast budować talizman który trwa latami, tworzysz moment w czasie. To jest bliższe mandalom tybetańskim ktore robią sie przez tygodnie i potem roznoszą na wiatr. Ta strata jest częścią rytuału, nie jego klęską.
Pryzszłam tu przez przypadek ale ta dyskusja mnie wciągnęła. Mam jedno pytanie bo moze głupie - jak ta runa rytataw w śniegu "wie" kiedy skończyć działać? znaczy, śnieg taje i tyle, ale skąd wiadomo że akurat wtedy zaadanie jest skończone a nie że po prostu śnieg stopniał za wcześnie?
To jest właśnie ten moment gdzie koncepcja efemeralności robi się ciekawa. Bo ona nie zakłada że forma trwa do skutku tylko że forma i efekt są rozdzielne. Runa w śniegu nie "wie" nic - to intencja ustawiana jest tak żeby nie być przywiązana do trwania formy. Takie podejście jest zresztą zbliżone do pewnych technik chaos magic gdzie wyraźnie odcina się intencję od formy zaraz po wykonaniu. może za bardzo kombinuję
Hej a czy ktoś próbował rysować runy na wodzie? bo jak mowimy o efemeralności to chyba trudno o cos bardziej efemerycznego niz rysunek na powierzchni stawu albo w misce. ciekawe czy taka forma wogóle zdazy "zadziałać" zanim zniknie. chyba za długo o tym mysle
Dobra, ale chwila - bo mamy już śnieg, wodę, glinę, drewno. I każdy mówi co innego. Czy ta "Księga Zakamieniałości" cokolwiek mówi o hierarchii materiałów albo czy każdy ma inne zastosowanie? Bo jak nie ma żadnych zasad to możemy sobie pisać na czym chcemy i każdy powie że to działa inaczej i nikt nikomu nie zaprzeczy. To mi trochę śmierdzi dowolnością.
hej ale poczekajcie - chyba tu mieszamy dwie rzeczy. ta koncepcja z tej Ksiegi mowi o efemeralności jako cesze ZAMIERZONEJ. wiec może papier jest okej jeśli go potem spalasz albo moczysz w wodzie i niszczysz. materiał sam w sobie nie musi byc naturalny jeśli zniszczenie jest świadome i rytualne?? mam takie przeczucie ze chodzi o akt zakończenia a nie o skład chemiczny
jesli dobrze rozumiem to coś zakamieniałego to jest jak runa źle zrobiona? 😉 albo taka która już "spełniła swoje" ale nikt jej nie zamknął i ona dalej siedzi w tej formie? bo to brzmi troche jak coś co może byc problematyczne
okej, to teraz kiedy wiemy że to maszynopis z niepewnym rodowodem - to może zamiast pytać "co mówi Księga" zapytajmy czy ta koncepcja w ogule ma sens praktyczny. bo moim zdaniem to jest dużo lepsze pytanie. i pod tym kątem - ta "zakamieniałość" jako utknięcie formy bez możliwości rozproszenia - to brzmi jak coś co intuicyjnie rozumiem z pracy z kamieniami.
a powiem wam cos z boku - czytam tą dyskusję i mam wrażenie ze ta "zakamieniałość" to może być tez cos pozytywnego? tzn. nie zawsze złe. jak chcesz cos zakorzenić na długo to chyba wlasnie chcesz zeby forma była "zakamieniała" w tym sensie ze twrała? czy w tym tekście bylo rozróżnienie na złą i dobrą kamieniałość czy to zawsze był problem?
oj, mam takie skojarzenie z kamieniami - bo pracuję z litotearpią - ze kamień też jest formą "zakamieniałości" w dosłownym sensie, miliony lat krystalizacji. i my traktujemy go jako nośnik energii wlasnie przez tę trwałość. więc czemu runa w kamieniu miałaby być problemem? chyba ze chodzi o to że kamień ma własną energię a runa dokłada coś co potem jest sprzeczne z naturą nośika?
o kurcze, przepraszam że się wtrącę bo jestem tu nowa w tym temacie - ale to pytanie o "zakamieniałe" runy trochę mnie niepokoi bo mam kilka rzeczy po kimś kto już nie żyje i nie wiem czy były to runy czy nie ale są na drewnianych kawałkach. czy wogóle powinnam się tym martwić? nie chcę panikować ale skoro tu jest tyle osób ktore rozumieją ten temat...
właśnie, i to przybliża mnie do czegos o czym mysle od początku tej dyskusji. w tym tekście ktory czytałem nie było jasne czy "zakamieniałość" dotyczy formy samej w sobie czy relacji miedzy formą a praktykiem. to może byc kluczowa niejednoznaczność całego pojęcia. może dlatego tak trudno nam dojść do wspólnego stanowiska - rozmawiamy o różnych warstwach tego samego zjawiska
