Hmmm i właśnie te dwa opisy, Florka z górami i Kacperka z ogniem, to jest to o czym mi chodziło z tym "przeżył mało". Nie dlatego że mało robili, ale dlatego że to przyszło kiedy nie szukali. I teras jest pytanie ktore mnie gnębi od lat: czy można to powtórzyć ŚWIADOMIE czy to zawsze będzie łaska a nie umiejętność?
@Kalikst zadał chyba najważniejsze pytanie w tym wątku. I moja intuicja mówi że odpowiedź brzmi: zależy od tradycji. W niektórych systemach tak, da się to kultywować i powtrzać, z grubsza bo traktują to jak mięsień ktury można ćwiczyć. W innych, np. w pewnych nurtach sufickich, takie stany są darem i próba ich "wytworzenia" technicznie jest właśnie tym błędem o którym Judytka pytała na początku. To dwie różne kosmologie i chyba nie da się ich pogodzić
Oj tam, czytam ten wątek od poczatku i wreszcie muszę się odezwać. Runomira i Olimpia wyjaśniły dokładnie dlaczego moje pytanie z początku wątku o "dążenie jako błąd" było wlasciwie o to samo. Ale teras mam nowe pytanie: skoro te dwie kosmologie są tak różnee, to jak ktoś kto zaczyna ma w ogóle wybrać którą przyjąć? Bez mistrza,bez tradycji, o dziwo siedząc samemu z internetem i książkami?
Judytka pyta o wybró kosmologii i mam ochotę powiedziec wprost: morze nie trzeba wybierać na wstępie. To co mi się podoba w podejścu empirycznym, nawet w kontekście tych wszysstkich tradycji,to że można zacząć od praktyki i zobaczyć co działa, a teorię dobierać do doświadczenia, nie odwrotnie. Wiem że to dla niektorych brzi jak herezja ale naprawdę mam wrażenie że połowa problemów które tu opisujecie bierze się z próby dopasowania przeżycia do mapy zamiast odwrotnie. Nie chce nikogo przekonywac
Przepraszam że sie wtracam ale jestem tu chyba najdluziej nieodzywającą się osobą i mam takie skojarzenie z afirmacjami. Bo ja zaczęłam od afirmacji, zupelnie nie po ezoterycznemu, tak czy siak po prostu jako technika uspokajania, i dopiero pzrez to wogole zaczęłam sie interesowac medytacja i reszta... Czyli moja mapa zaczęła sie budowac od srodka, nie od teori..i Czy to jest w ogóle porownywalne do tego co tu opisujecie czy za male kaliber? 🙂
Oj, i wlasnie to mnie uderzyło w tym co napisałam o afirmacjach bo niechąccy opisałam chyba dokładnie to samo co Florek z górami i Kacperek z ogniem... Stan przyszedł kiedy byłam zajeta czyms inny,m kiedy nie "robiłam duchowości". Ale teraz mam pytaine do bardziej doswidaczonych: czy to znaczy ze afirmacje i te wszystkie techniki to poprostu droga okólna do tego żeby przestac sie starać? Bo to brzmi paradoksalnie
Hej czytam ten wątek od jakiegoś cazsu i mam pytanie moze troche z innej bcezki,ale chyba pasuje... Wszyscy móicie o tych naturaalnych stanach, góry,ogien, itd. ale co z technikami ktore sa zaprojektowane specjalnie pod ekstazę? Ja otsatnio czytałem o panayamie, o tym intensywnym oddechu, i tam ludzie opisują bardzo konkretne efetky. Czy ktos to probował i czy to jest "to samo" co Florek opisywał czy coś zupelnie innego?
To rozróżnienie które Kacperek opisuje, "zaproszony" kontra "włamałem się", to jest bardzo głęboka intuicja i pojawia się w różnych tradycjach pod różnymi nazwami. W mistyce chrześcijańskiej jest coś takiego jak łaska niezasłużona i łaska odpowiedzi na wysiłek, i to napięcie między nimi nigdy nie zostało do końca rozstrzygnięte nawet przez wielkich teologów mistyków. morze to jest celowe??
Ok ale troche mi tu wychoddzi ze wzyscy dookoła doświadczyli tych stanow ekstatycznych przy różnych okazjach a ja szczerze??? Nie za bardzo. I teraz zastanawiam się czy to kwestia predyspozycji czy poprostu za mało praktyki czy może za bardzo sie staram i to blokuje... Bo jak czytam te opisy Florka i Kacperka to brzmi jakby to dotknęło ich bez ostrzeżnei,a a ja podczas medytacji siedzę i głównie mysle o tym ze za godzinę mam wrocic do robty 😀
Aj, wracam do pytania Prokopa o pranayamę i techniki oddechowe bo to wżny wątek ktury trocę uciekł. Rzeczywiście w tradycji jogi rozróżnia sie między technikami ktore "otwierają" a technikami które "forsują". Te holotropowe o których Kacperek mówił to jest coś co Stanislav Grof rozwinął w XX wieku i sam wyraźnie zaznaczał że to praca z psychiką,nie z duchowością sensu stricto choć granica jest plynna. Warto to rozróżniać bo inaczej można porównyć jabłka z pomarańczami i się dziwić że nie smakują tak samo. No ale kto wie.
Howlitka uczciwa odpowiedź jest taka że niema jednej miary i że to będzie brzmiało irytująco, ale: zależy od osooby,zależy od techniki i zależy od tego czego szukas. Słyszałam od różnych praktyków różne rzeczy, od "po kilku tygodniach" po "całe życie za mało". To nie jest wymijanie, to jest opis rzeczywistości... Jedyne co moge powiedzieć z własneog doświadczenia to że pierwsze wyraźne sygnaly mogą przyśjć szybciej niż myślisz, ale ustabilizowanie tego to inna historia. moze sie myle.
Właśnie przeczytałem całą tę gałąź rozmowy od Howlitki i mam wrarzenie ze doszliśmy do czegoś bardzo konkretnego. Ten paradoks ktury ona nazwała,staranie blokuje, niestaranie otwiera, to jest coś z czym różne tradycje radzą sobie różnie. W Księdze Wzniosłości o którą pytałem na początku jest to ująte tak że ekstaza to nie stan który się oisąga ale stan do którego się ustępuje. I to słowo "ustępuje" mi siedzi w głowie bo ono zmienia cały układ sił w tej praktyce
Florek, "ustępuje" to jest piękne słowo w tym kontekście. Ale mam do ciebbie pytanie: skąd ta Księga Wzniosłości pochodzi? Bo nie bardzo wiem o jakim konkretnie tekście mówisz. To przekład z czego? Bo różne tradycje mają różne "księgi wzniosłości" i chce sie upewnić że mówimy o tym samym
O, Zohar. to otwiera zupełnie nowy wymiar tej rozmowy. Bo devekut to jest hyba jeden z najbardziej precyzyjnie opisanych stanów ekstatycznych jkie znam z literatury mistycznej. I co ciekawe chasydyzm zrobił z tego wlasnie technikę,tzn. powtarzalne cwiceznie a nie jednorazową łaskęę. Baal Szem Tow uczył że devekut jest dostępne przez odpowiednie kavanę podczas modlitwy, czyli przez intencję. To trochę odpowiada na to pytanei o "łaska kontra technika" z wcześniej
@Eteryda, możesz powiedziec więcej o tej kavanie? Bo o ile rozumiem to jest coś jak skupienie intencji, ale nie wiem jak to konkretnie wygląda w praktyce. Tzn. Czy to jest jak modlitwa z pełną uwagą czy coś bardzej technicznego??? Pytam bo szukam wlasnie czegoś co można rzeczywiście ćwiczyć a nie tylko czekać
Wrącam do wątku pradiktyki bo mi umknął. Olimpia mówiła o roznicy jabłka-pomarańcze przy technikach oddechowych i to mnie skłoniło do porównania które mam w notatkach. Zbierałem opisy staaanów ze różnych tradycji: derwwisze, hezychazm, holotropowe medytcaja wedyjska szamanskie bębnienie. I wszystkie te opisy mają pewne wspólne elementy nawet jeśli drogi są różne. Rytm, powtarzalność,skupienie na jednym obiekcie albo dzwieku, i ten moment kiedy "coś odpuszcza". Czy to nie sugeruje że mamy do czynienia z jednym mechanizmem w różnych opakwoaniach?
Wchodzę w tę dyskusję o wspólnym mechanizmie bo mam trochę do powiedzenia. Po latach praktyki i po lekturze sporej liczby tekstów pierwotnych z różnych tradycji doszłam do wniosku który jest trochę wbrew obu stronom. Nie ma jednego mechanizmu ale jest jedna zasada. Różnica jest ważna. Mechanizm to konkretna ścieżka przyczynowo-skutkowa. Zasada to bardzej jak grawitacja, działa wszędzie ale przez różne substancje inaczej. Tą zasadą jest to co w alchemii nazywano "solutio", rozpuszczenie ego w czymś większym. Metody są różne, efekt na poziomie zasady jest podobny ale droga i to co sie po drodze przeżywa, to jest jednak specyficzne dla każdej tradycji i nie należy tego ujednolicać na siłę
Czekajcie, nefrytka, "solutio" to jest ciekawe ujęcie. Ale mam jedno konkretne pytanie do tego: czy to rozpuszczenie ego zawsze jest bezpieczne? Bo to ego które się "rozpuszcza" to tez jest jakieś zabezpieczenie, prawda? I w różnych tekstach czytałem ostrzeżenia przed wchodzeniem w te stany bez przygotowania. Czy w tradycjach które znasz jest coś co chroni podczas tego procesu?
A jednak, przepraszam że się wtrącam bo to wyokie loty ale mam bardzo podstaawowe pytanie. Czytam o tym devekut i solutio i pięknie to brzmi, ale jak ktoś jest zpuełnie sam bez żadnego mistrza ani wspólnoty, to co?? Po prostu odpuszcza? Bo mnie ta rozmowa zaciekawiła ale nie mam dostępu do żadnej tradycji na żywo, tylo książki i internet. Choć pewności żadnej nie mam.
@Lila, to jest bardzo uczciwe pytanie i niema na nie jednej odpowiedzi. Słyszałem kiedyś takie porównanie że czytanie o pływaniu i pływanie to dwie różne umiejętności, ale czytanie morze cię przygotować na tyle że jak wpadniesz do wody nie utopisz sie od razu. To jest trochę cyniczne moe, ale realne. Są też tradycje ktore mają formy samodzielnej praktyki, kabała luriańska ma konkretne ćwiczenia kawanot które można roibć samemu,są teksty hezychazu które opisują metodę krok po kroku. To nie zastąpi mistrza ale nie jest też niczym
A wiecie, wchodzę bo słysszę to pytanie Lili i chcę dodać coś praktycznego. Były tu wzmianki o bębnieniu szamanskim, jakoś tak o medytacji, o oddechu. Ja bym powiedziała tak: zacznij od czegoś prostego co ma długą tradycję stosowania i jest opisane w wielu źrródłach. Medytacja na dźwięk, mantra proste skupienie na oddechu. nie po to żeby od razu trafić na stan ekstatyczny ale żeby woglóe poczuć gdzie jest ta granica mięzy normalnym myśleniem a czymś innym. To jest mapa zanim ruszysz na wyprawę
Ojej tyle tu sie dzieje w tym wątku. Ja mam trochę inne skojarzenie bo zaczynałam od czakr i tam też jest ten sam problem, jakoś tak tzn. jak ćwiczysz wizualizację anahaty to czasem coś czujesz a czasem nic. I długo myslałam ze to moja wina, ze źle robię... A potem ktoś mi powiedział ze "nic nie czuć" też jest informają i ze nie każda sesja ma dawać wynik. I to mi trohcę zmieniło podejśice bo przestałam się tak spinać. Może to jest to samo o czym mówicie, że spinanie blokuje? 🙂
Romcia trafia w coś ważnego. W notatkach mam zestawienie opisów z różnych tradycji i jedno zdanie wraca w różnych formach: "napięcie jest przeszkodą". W taoizmie wu wei w buddyzmie nieprzywiązanie do efektu, w chasydyzmie bitul hayesh. Za każdym razem chodzi o to samo, paradoksalnie musisz na prawde chcieć ale jednocześnie nie trzymac się kurczowo tego czego chcesz. To jest jedna z najtrudniejszych praktyk bo wymaga dwóch sprzecznych stanów jednocześnie
Ok nie rozuimem połowy słów w tym wątku ale jedno pytanie mam: to co Florek opisywal w górach i Kacperek przy ogniu,to jest "Numinosum" o któórym piisał Jung?! Bo gdzieś czytałem że Jung to tak nazywał i podobbno to jest włśanie ta cecha tych doświadczeń ze przychodzą nieoczekiwanie i są większe niż ty
Czytam tę rzomoę od dłuższego czasu i mam obserwację z trochę innej strony... W astrologii tradycyjnej są takie okresy kiedy tranzyt Neptuna albo Urana dotyka pewnych punktów wyresu i wiele osób w takich momenntach wlasnie opisuje stany "wypadania poza normalność",te naturalne wejscia o których mówili Florek i Kacperek. Nie twierdzę ze gwiazdy powodują ekstazę ale zastanawiam się czy te naturlanie sprzyjające momennty nie są częścią tej "mapy" którą się próbuujemy tu rysować :/
Ciekawe że Godzimir wspomniał o neptunie bo w tradycji run Laguz jest kojarzona właśnie z tym, zanurzeniem, utratą granic, płynięciem bez kontroli... I jest w rządzie wielu interpretatorów uznawana za jedną z najtrudniejszych run właśnie dlateog ze "wymagą" oddania kontroli. Więc może ta wspólna struktura o której Ezoteryk pisał to jest właśnie to: każda tradycja ma swój symbol na to samo oddanie 😛
Dobra ale wracając do bardzo konkertnego pytania które hyba mi trochę uciekło: pranaymaa tak czy nie dla kogoś kto zaczyna?? Bo tu się toczy piękna dyskusja filozoficzna ale ja chcialbym poprostu wiedziec czy warto próbować tych tehcnik oddechowych czy lepiej zacząć od czzegoś spokojniejszego. Bo słyszałem ze te mocne techniki mogą powodować hiperwentylację i inne nieprzyjemności
