Hej, założyłam ten temat bo od jakiegoś czasu chodzę na zabiegi do bioenergoterapeuty i szczerze nie wiem co o tym myśleć. 🙂 Koleżanka mnie namówiła, mówiła że jej pomogło przy bólach kręgosłupa i jakichś problemach z energią, no i poszłam. Terapeuta pracuje rękami nad ciałem, nie dotyka właściwie, tylko jakby przesuwa coś w polu energetycznym. Po trzech sesjach czuję się jakoś... spokojniej? Ale ciekawe a może to jednak placeebo albo po prostu efekt relaksu. Chciałabym się dowiedzieć od was czy ktoś ma doświadczenia z bioenergoterapią i jak to właśicwie działa od strony duhowej, bo terapeuta mało tłumaczył a ja nie wiedziałam co pytać :). nie upieram się
ojejku, o, temat akurat dla mnie! Byłam u bioenergoterapeuta dwa razy i też miałam to samo wrażenie co ty, tzn. taki spokój po zabiegu, jakby coś się rozluźniło w środku. Terapeuta mi mówiła że pracuje z aurą i czakrami, że oczyszcza blokady energetyczne. Mnie najbardziej ciekawi jak to się ma do różnych tradycji duchowych bo wydaje mi się że podobne praktyki są w wielu kulturach, nie tylko w tej naszej zachodniej bioenergetyce. Czy ktoś wie jak to wyglądało historycznie, skąd to w ogóle pochodzi?
No i znowu temat o cudach. Spokój po sesji to nic niezwykłego, idziesz, kładziesz sie, ktoś krąży wokół ciebie w ciszy, relaksujesz sie. To samo osiągniesz leżąc 45 minut w wannie. Nie mówię że to złe, relaks jest zdrowy, ale nazywanie tego "pracą z energią" to już lekka przesada.
Bioenergoterapia ma swoje korzenie w kilku tradycjach naraz i dlatego trudno ją jednoznacznie przypiąć do jednego systemu. W tradycji chińskiej mamy qi, w indyjskiej pranę, w tybetańskiej Lung. To są trzy różne koncepcje ale wszystkie opisują jakiś rodzaj życiowej siły przepływającej przez ciało. Europejska bioenergoterapia czerpie z tego wszystkiego plus dorzuca elementy z magnetyzmu Mesmera i nowszych koncepcji Reicha. Więc jak pytasz skąd to pochodzi, to tak naprawdę z bardzo wielu miejsc jednocześnie.
aha, pytanie leci do Cytrynki i do wszystkich którzy byli na takich sesjach: czy terapeuta wam mówił z jakiej konkretnie tradycji korzysta? Bo ja mam notatki z kilku różnych sesji u różnych osób i naprawdę trudno to porównać. Jedna pani mówiła o czakrach i hinduizmie, drugi pan mówił o chi i akupresurze, a trzecia osoba w ogóle nie chciała tłumaczyć, tylko mówiła że "to się po prostu czuje". Jak wy to weryfikujecie?
to pytanie o weryfikację wraca zawsze w tych rozmowach i jakoś nigdy nie ma na nie dobrej odpowiedzi. ale może właśnie o to chodzi - że praca z energią to nie jest cos co da sie zmierzyć z zewnątrz, tylko odczuć od środka. sam efekt jest weryfikacją. choć rozumiem że to dla skoeptykowanych osób brzmi jak wymijanie.
Dokładnie! Zresztą w tradycji chrześcijańskiej mamy np. nałożenie rąk, w judaizmie mamy koncepcję błogosławieństwa przez ręce kapłana, w wielu kulturach szaman "wyciąga" chorobę z ciała pacjenta. to wszystko jest jakąś formą pracy z energią tylko nazywaną inaczej. więc może zamiast pytać "czy to działa" lepiej pytać "jak to działa w danym systemie duchowym"? to ciekawsze pytanie i temat pasuje do tej kategorii chyba bardziej niż debata naukowa.
a co konkretnie robi terapeuta podczas sesji? bo widziałem rozne opisy i jedno to machanie rękoma nad ciałem, drugie to coś bardziej jak masaż energetyczny z lekkim dotykiem, a jeszcze inne to koncentracja i wizualizacja bez żadnego ruchu. które to jest ta "prawdziwa" bioenergoterapia i czy to w ogóle ma znaczenie jaka technika?
oj, u mnie to było tak że leżałam ubrana na kozetce, terapeuta chodził dookoła i czasem zatrzymywał ręce nad jakimś miejscem na ciele, parę razy delikatnie dotknął ramion i głowy. była muzyka w tle. czułam ciepło w miejscach gdzie trzymał ręce nawet jak ich nie dotykał fizycznie. to mnie najbardziej zaskoczyło, to ciepło.
to ciepło to jest bardzo charakterystyczne i wiele osób o tym mowi niezależnie od tradycji. w Reiki jest podobnie, w japa yoga mowi sie o tapasie czyli wewnętrznym ogniu, u szamanów syberyjskich tez jest mowa o cieple przekazywanym przez ręce. ciekawe ze ten motyw wraca w tak różnych miejscach na mapie świata.
Wróćmy na chwilę do korzeni bo to ważne dla rozumienia czym bioenergoterapia właściwie jest jako praktyka duchowa. Wilhelm Reich, który jest jednym z ojców zachodniego podejścia, opisywał energię orgonu jako realną kosmiczną siłę przenikającą wszystko. To jest zupełnie inna metafizyka niż np. prana w hinduizmie, gdzie energia jest aspektem Brahmana. A jeszcze inaczej to widzi tradycja taoistyczna. Więc naprawdę, zależnie od którą mapę weźmiesz, dostaniesz inny opis tej samej prawdopodobnie rzeczywistości.
to niesamowite że tak wiele tradycji niezależnie od siebie doszło do podobnych wniosków! to chyba coś znaczy? ale mam pytanie do Bogusi - czy wiesz coś więcej o tym jak w tradycji tybetańskiej rozumie się tę energię? bo słyszałam że tam medycyna tybetańska i duchowość są ze sobą mocno splecione, a tybetańskie uzdrawianie rękami to coś w stylu Reiki?
o matko te sny po sesjach brzmią niesamowicie, ja nigdy nie byłam na bioenergoterapii ale po zwykłej medytacji miałam takie sny gdzie pływałam pod wodą i wszystko było bardzo kolorowe. 🙂 to to samo mniej więcej?? czy bioenergoterapia to jest coś zupełnie innego od medytacji?
to zależy chyba jak medytujesz - ja medytowałam wczesniej głównie z nagraniami z youtube i to był inny rodzaj relaksu niż ta sesja. na sesji ktoś "pracował" przy mnie, cos się działo z zewnątrz, a przy medytacji sama sobie steruje tym co czuje. chociaz sama nie wiem do końca jak to opisać żeby brzmiało sensownie 🙂
ok, fair ale to nie był ad hominem tylko ostrzeżenie że sięgamy po autorytet który jest mocno dyskusyjny. jeśli sami oddzielamy ziarna od plew to znaczy że nie ma solidnego fundamentu, tylko wybieramy co nam pasuje. to jest właśnie mój zarzut do całej tej dziedziny.
ale to jest argument ktury można postawić wobec każdej tradycji mistycznej. kabała też ma warstwy których ortodoksja nie przyjmuje. tantra w Indiach jest rozumiana zupełnie inaczej niż na zachodzie. każda żywa tradycja ma swoje odgałęzienia i ślepe uliczki. nie rozumiem czemu bioenergoterapia ma być tutaj wyjątkiem. zostawiam to do przemyślenia
ja zaglądam tu od dłuższego czasu o Reichu i zastanawiam się nad czymś innym - skąd bioenergoterapia wzięła samą nazwę? bo "bioenergia" brzmi naukawco ale nie jest terminem z medycyny akademickiej. to jest termin który pojawił się w latach 70 w zachodnim środowisku new age i był nakładany na starsze koncepcje jak wlasnie qi czy prana. czy ktoś wie kto pierwszy użył tego słowa w sensie terapeutycznym?
to jest ciekawe ze zachodnia bioenergoterapia przejęła słowo ale niekoniecznie metodę. trochę jak z manrą - słowo dotarło do masowej kultury ale kontekst sanghi,guru, inicjacji, właściwego przekazu gdzieś po drodze zaginął. zostaje forma bez ramy. i pytanie czy forma bez ramy nadal działa czy działa inaczej czy nie działa wcale.
mam wrażenie że ta rozmowa coraz bardziej oddala się od praktycznych aspektów bioenergoterapii. 😀 wróćmy do pytania Cytrynki z początku - ona poszła na sesję, coś poczuła, terapeuta wyczuł jej bark, i nie wie co z tym zrobić. czy ktoś może powiedzieć konkretnie: po czym poznać że terapeuta jest wiarygodny i że sesja była efektywna? jakie są sygnały że warto wrócić, a jakie że lepiej nie?
o tak, to jest właśnie to co mnie najbardziej interesuje 🙂 bo z jednej strony było mi po tej sesji dobrze i byłam ciekawa co to było, ale z drugiej nie wiem jak ocenić czy tamten pan robił coś "prawdziwego" czy po prostu był miły i dobra muzyka grała. jak wy to odróżniacie?
z mojego doświadczenia - dobry terapeuta nie obiecuje konkretynch efektów medycznych, nie mówi ze "wyleczy" ani nie sugeruje żebyś zrezygnowała z lekarza. pyta przed sesją o twój stan, po sesji pyta jak sie czujesz. nie straszy cię że masz "blokadę" którą tylko on moze usunąć. i nie buduje zależności - nie mówi ze musisz przychodzić co tydzień przez rok bo inaczej nic nie zadziała. jak dla mnie to jasne
a skoro mowa o weryfikacji terapeutów - to czy jest jakaś organizacja w Polsce która certyfikuje bioenergoterapeutów? bo przy tarocie mam przynajmniej kilka szkół których nazwy sie powtarzają i wiem że ktoś przeszedł jakis kurs. przy bioenergoterapii nie wiem nawet od czego zacząć żeby sprawdzić kogos przed wizytą.
hmm czytam to wszystko i mam wrażenie ze rozmowa krązy ale do pytania Cytrynki nikt nie odpowiedzial wprost. ona czuła ciepło tam gdzie terapeuta trzymał ręce i to ją zaskoczylo. ja tez miałem coś podobnego u masazysty ktory robił cos co nazywał "energia" i pytałem go o to a on mi tłumaczył ze to jest po prostu lepsze czucie ciała. moze te odczucia które opsujecie sa realne ale niekoniecznie energie sa ich przyczyną, po prostu inaczej sluchamy ciała w takim kontekscie?
no wlasnie o to mi chodziło, u mnie było podobnie i tez nie wiedziałem co o tym myśelć. pytanie do wszystkich: czy to ciepło to jest zawsze znak że cos "działa" czy moze być tez efekt placebo albo zwykłe rozluźnienie mięśni bo sie leżało spokojnie
no właśnie placebo jest tu bardzo realną opcją i nie piszę tego złośliwie. placebo działa, to jest udowodnione. jeśli ktoś ci mówi że "pracuje z energią" i ty w to wierzysz choćby trochę, ciało moze naprawdę zareagować. to nie znaczy że terapeuta nic nie robi, ale też nie dowodzi że energia w sensie fizycznym przepłynęła
właśnie chciałam to powiedzieć. to jest klasyczna pułapka w tej dyskusji - zakładamy że "placebo" to cos gorszego albo fałszywego. ale placebo to realny efekt fizjologiczny. pytanie powinno brzmieć: czy ta sesja pomogła, a nie czy mechanizm jest taki jak opisuje terapeuta
jest w tym jakaś głębsza prawda. każda tradycja lecząca od szamanów po ajurwedę działa przez warstwę znaczenia i wiary, a nie tylko przez substancję czy gest. nowoczesna medycyna tez ma swoje rytuały - biały kitel, sala, nomenklatura - które wzmacniają efekt. to nie osłabia mocy tych tradycji, to ją tłumaczy inczej. takie moje luźne przemyślenie
