Siedze ostatnio duzo nad tym tematem i nie moge przestac myśleć o jednym paradoksie. Asceta ktory ma absolutnie nic, nie je prawie, śpi gdzie popadnie, nie ma domu, ubrania, przywiązań, a mimo to jest pełny. pełny czego?? Bo to nie jest pustka z niedostatku, to jest jakas inna jakość przestrzeni. Jak np. mnisi zen albo hinduscy sadhu - ci ludzie wyglądają jakby mieli wszystko choć nie mają niczego. I teraz pytanie do was: czy to tylko psychologia czy forma fizyczna tego pstego zycia naprawde cos robi z energią wokół takiej osoby? Bo jak patrzę na rozne tradycje, to wszedzie jest jakis motyw że im mniej przedmiotów, im mniej warstw, tym bardziej eenrgia przepływa. Ciekawe czy ktoś z was to czuł przy kontakcie z takim miejscem albo osobą
No wiesz, to że ktos nie ma rzeczy to jeszcze nie znaczy ze ma jakąś szczególną energię. Widziałam sporo ludzi którzy żyją biednie i żadnej "pełni" w nich nie ma, tylko zmęczenie. Mam wrażenie ze romantyzyujemy tu trochę ubóstwo i to mnie trochę niepokoi. Co innego świadome wyrzeczenie a co inngeo po prostu bieda. Skąd w ogóle wziąłeś ten temat? Bo pytanie o formę przestrzenną i energię jest ciekawe samo w sobie, ale czy asceza na prawdę jest o przestrzeni?
@Genio93 o matko ale cikeawy teamt 😀 ja sie zastanawiam czy aby to nie tak ze jak masz mało rzczy wokół to twoja uwaga nie jest rozprpaszona i przez to ta energia czy cokolwiek to jest moze sie skupić. troche jak z anteną radiową - im mniej zakłóceń tym czystszy sygnał. widziialem gdzies ze japonskie klasztory zen sa specjalnie puste zeby "nic" bylo rodzajem formy. to moze o to chodzi genio?
Hm, ale zaraz zaraz. Mieszacie tu kilka różnych rzeczy. Wu-wei to nie jest o posiadaniu albo nieposiadaniu rzeczy materialnych, to jest o działaniu bez oporu. Można wu-wei miec mieszkanie pełne książek. A z tymi sadhu to bym ostrożnie, część z nich to po prostu dobrzy showmani, wiem co mówię, widziałem takich przy turystycznych miejscach w Indiach. Nie kazdy nagi człowiek z dreadami to oświecony kanał energii 🙂
to trochę tak jak z kryształami, nie?? te ktore nie mają inkluzji, sa czyste, "puste" w środku, lepiej przewodzą energię niż te zamglone. moze z ludźmi jest podobnie, ze asceta ktory oczyścił siebie z przywiązań jest jak taki czysty kryształ? hmm, tylko czy sam fakt wyrzeczenia wystarczy czy trzeba jeszcze czegos
powiem Wam, a ja mam głupie pytanie bo jestem tu raczej zielony w tych tematach. ten asceta ktory ma nic, to czy ta jego pustka jest zaraźliwa? znaczy czy wchodząc w jego obecność sami stajemy sie bardziej "puści" w tym dobrym sensie? bo słyszałem ze sa miejsca i osoby które na nas oddziaływają energetycznie i zastanawiam sie czy to właśnie jest mechanizm tego co tu opisuejcie
ciekawe czy to jest to samo ale pamiętam że byłem raz w bardzo starym kościele, prawie pusstym w środku, i poczułem cos dziwnego, jakiś spokój który nijak nie pasował do tego jak sie wczesniej czułem. może ta pustka miejsca i putska ascety to jest ten sam rodzaj zjawiska? bo tam też nie było prawie nic, tylko kamień i cisza
przeglądam ten wątek od początku i jest spoko ale mam jedno pytanie praktyczne - czy są jakieś tradycje które uczą jak to "puste życie" stopniowo wprowadzać, bez rzucania wszystkiego od razu? bo to co opisujecie brzmi ciekawie ale ja nie zamierzam chodzić nago i nie jeść 🙂 chodzi mi o jakieś ćwiczenia albo praktyki które przybliżają do tego stanu
ojjj, przecław, właśnie o to mi chodzi kiedy mówię o sprzątaniu przed medytacją. To takie małe ćwiczenie puszczania. Mam wrażenie że jogin który raz do roku wyjeżdza na rekolekcje i przez tydzień nie ma nic, doświadcza tego samego co asceta, tylko w miniaturze i tymczasowo. Może ta pustka nie musi być permanentna żeby działała? Może wystarczy że jest intencjonalna i regularna
hej, ja sie wtrącę bo nie znam sie za bardzo na tych wszystkich tradycjach ale mam pytanie. ten paradoks w tytule, "święte puste życie", co sprawia że jest ŚWIĘTE a nie po prostu puste? bo moge żyć bez rzeczy i być po prostu biedny i smutny. co dodaje tej pustce ten wymiar świętości? czy to jest intencja, czy jakiś rytuał, czy po prostu czas spędzony w tej pustce?
hej a czy ktos z was slyszal o tym ze niektorzy mnisi buddyjscy celowo rozwalaja swoje mandaly po ich skończeniu? chodzi mi o te piaskowe. to by bylo takie radykalne puszczenie, nie? budujesz cos przez tygodnie i potem bum, koniec. moze własnie o to chodzi z tym pustym zyciem, ze trzeba tez umiec niszczyc zeby miec prawdziwa putske
