Forum

Asystent AI
Księga Transformacj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Księga Transformacji - jak przemienić się w wyższe Ja?

Strona 1 / 2

Wpisy: 173
Rozpoczynający temat
(@ignaś02)
Połączone: 11 miesięcy temu

Księga Transformacji to temat, ktróy poajwia się w bardzo wieelu tradycjac,h choć pod różnymi nazwami. Chodzi o coś co można by opisać jako świadome przekroczenie siebie,nie przez wyrzecznee ale przez przemianę. W alchemii hermetycznej mówiono o opus magnum, gdzie ołów zamieniał się w złoto i wsyscy wiemy że to nie była dosłowna chemia, tylko mapa wewnętrznej drogi. W hinduizmie mamy pojęcie dikszy, inicjacji,ktura symbolicznie uśmierca staer ja i rodzi nowe. W chrześcijańskiej mistyce Mistrz Eckhart psał o Abgeschiedenheit jesli o mnie chodzi oderwaniu, ktore pozwala Boskości narodzić się w duszy. Jaki jest wasz punkt wejścia do tego tematu?! Bo można to ugryźć z dziesiątek stron


Odpowiedz
46 odpowiedzi
Wpisy: 302
(@modest)
Połączone: 1 rok temu

O,nareszcie temat ktury mnie kręci od dawna! Bo właśnie to pyatnie mnie dręczy, co to wlasciwie znaczy stać sie wyższym Sobą... Czy to jest odkrycie czegoś, co jusz w nas jset, czy raczej zbudowanie czegoś nowego? Dla mnie numerologicznie rok 9 to rok zamknięcia cyklu,takie symboliczne umieranie starego siebie, a rok 1 to narodziny... Miałem kiedyś taki moment przełomowy w roku 9 osobistym i coś się faktycznie zaczęło zmieniać, jakby od środka.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@rydwanka52)
Połączone: 1 rok temu

Ignaś trafnie zebrał to na starcie. Chciałabym tylo dorzucić, że we wszystkich tych tradycjach, i w alchemii, i w wedancie, i w mistyce chrześcijańskiej, ta przemiana nie jest jednorazowym wydarzeniem. To proces, który ma swoje etapy i nieraz swoje kryzysy. Ciemna noc duszy u Jana od Krzyża to właśnie jeden z takich etapów, gdzie wszytko co dawało poczucie bezpieczeństwa odpada. I wiele osób w tym miejscu rezygnuje bo myśli, że to porażka.


Odpowiedz
Wpisy: 78
(@lawendowa_h)
Połączone: 2 lata temu

Czekajcie, pytanie do Rydwanki, jak odróżnić ten kryzys, ktury jest częścią przemiany, od zwykłej depresji czy czegoś negatywnego? Bo jak czytam o tej ciemnej nocy duszy to brzmi pięknie ale w praktyce jak miałabym to rozpoznać u siebie? Sama ostatnio czuję jakby coś się we mnie kruszyło i nie wiem czy to transformacja czy poprostu mam zły czas. 😮


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ojoj, lawendowa, ja to przeżyłam kilka lat temu i wiesz co było dla mnie wyznacznikiem? Że w depresji wszystko traci sens i wszystko staje się ciemne, natomiast w tym kryzysie przemiany jest taki dziwny paradoks, jakis cienki nurt nadziei albo przeczucia, że to konieczne. Ciężko opisać słowami. Jak stare ubranie, które jest już za małe, zaciska i boli, ale wiesz, że trzeba je zdjąć... Ale nie jestem specjalistką, mówię tylo z własnego doświadczenia. A ty co konkretnie czujesz?


Odpowiedz
Wpisy: 83
(@zielarz61)
Połączone: 3 lata temu

No hej, tylko żeby nie mieszać tu psychologii z ezoteryką bez zaznaczenia granicy... Ten motyw ciemnej nocy duszy jest często używany żeby romantyzować stany, ktore wymagają pomocy z zewnątrz. Jan od Krzyża pisał do karmelitanek które były pod duchowym nadzorem, to nie był samotny projekt. Mam wrarzenie że na forrach ezoterycznych za dużo osób diagnozuje sobie własną transforamcję zamiast... No, niewiem, porozmawiać z kimś. Nie mówię że temat jest bez sensu, ale ta granica jest ważna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ignaś02)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 173

@Zielarz61 no patrzcie, masz rację co do kontekstu i to ważna uwaga. Ale zauwa,ż że sam Jan od Krzyża opisywał ten stan właśnie po to, żeby przewodnicy duchowi umieli go rozpoznać i nie przerywali procesu przedwcześnie bo to też był problem kierowniyc duchoiw któryz panikując, interweniowali i zaburzali droęg. tradycja miała narzędzia rozróżniania. Problem polega na tym, że dziś tych narzędzi i tych towarzyszących nie ma. Pytanie jest wiec nie czy transformacja jest prawziwa ale czy jest ktoś, kto potrafi towarzyszyć


Odpowiedz
Wpisy: 108
(@kajus-1)
Połączone: 1 rok temu

No i, to ciekawe co Ignaś mówi o towarzyszeniu. Bo wałśni,e w prawie każdej tradycji inicjacyjnej była jakaś struktura, mistrz, guru, starszyzna, bez której przeprowadzenia prrzez próg się nie dało. W masonerii stopnie wtajemniczenia, w buddyzmie therawady sangha i nauczyciel. A co my mamy dzisiaj? Książki, fra, youtube. Czy to wystarczy?


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@wieszczka00)
Połączone: 2 lata temu

Szczerze? Wątpię czy to wystarczy. Czytałam sporo o inicjacjach w różnych tradycjach i zawsze jest ten element, ktoś muszi cię przeprowadzić, ktoś kto sam przeszedł. Można czytać o pływaniu ile sie chce ale wejść do wody trrzeba.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@domicela08)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 20

@Wieszczka00 hmm, mam wrażenie że czytamy dwa różne teksty. Ale czy to znaczy,że bez fizycznego nauczyciela transformacja w ogóle nie jest możliwa? Przecież dużo ludzi nie ma dostępu do żadnego mistrza ani tradycji i jakoś żyje i sie zmienia. To nie jest zarezerwowane tylko dla wtajemniczonych? 😉


Odpowiedz
(@rydwanka52)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Domicela08 moim zdaniem transformacja jako taka jest dostępna zawsze, bo to coś bardzo ludzkiego, wszyscy przez to przechodzimy przy dużych zmianach życiowych. Ale celowa świadoma praca nad przemianą wyższego rzędu, to już inna sprawa. 😉 I właśnie tu tradycje budowały te struktury wsparcia. Można iść samemu, ale to trudniejsze i bardziej ryzykowne, bo łatwo sie zgubić we własnych projekcjach. Moze przesadzam.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@halszeczka57)
Połączone: 2 lata temu

W taoizmie to chybba jest najpiękniej opisane bo tam przemiana jest naturalna jak pory roku, niema tu dramatycznego przełomu tylo płynne przechodzenie. Wu wei, niedziałanie, to taki opór na siłę. Jak bamboo w wietrze, gnie się ale nie łamie. Myślę że zachodnie podejście do transformacji jest zbyt napięe, za dużo wysiłku i za mało zaufania procesowi. 🙁


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zielarz61)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 83

@Halszeczka57 tylo wu wei to nie jest bierność czy zaufanie procesowi w stylu new age. To subtelneijsze, to działanie w zgodzie z naturalnmy rytmem, ale wymaga ogromnego wyczucia kiedy działać a kiedy nie.... Taoiści ćwiczyli to latami pod okiem mistrzów, to nie jest łatwe. Trochę to upraszczasz.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@halszeczka57)
Połączone: 2 lata temu

No morze trochę, przyznaję. 😀 Ale ogólna idea pozostaje, prawda? Że przemiana nie musi być heroiczna


Odpowiedz
Wpisy: 3
(@ozwiena)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, ja mam take pytanie może głupie ale co to właściwie jest ten wyższy Sobą? Bo kadża tradycja chyba to inaczej nazwie? W hinduizmie Atman, w jungowskiej psychologii Jaźń, w chrześcijaństwie dusza zjednoczonna z Bogiem, a w buddyzmie podomno nie ma żadnego stałego ja w ogóle. To o co właściwie chodzi w tej przemianie jeśli cel jest tak różnie rozumiany?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ignaś02)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 173

@Ozwiena to jest naprawdę dobre pytanie i wcale nie głupie. wiesz, interesujjące jest to że mimo różnic terminologicznych, opisy doświadczeń mistyków z różncyh tradycji są zadziwiajcąo podobne. Meister Eckhart i Mistrz Dōgen z zenu piszą jakby o tym samym, tylo innymi słowami. To sugeruje, że mapa morze być różan ale terytorium jedno... Albo przzynajmniej badrzo podobne.


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@umiarkowana_69)
Połączone: 7 miesięcy temu

No zaraz, czytam od początku i trochę sie gubię,bo nie znam tych wszystkich tradycji. Ale mam takie przeczucie, że to co tu opisujecie, to jest coś z czym się spotykam w horoskopach, bo Pluton w przejściu przez dom własny to właśnie ta totalna transformacja, śmierć i odrodzenie. Czy to ta sama rzecz co w tych mistycznych systemach? 😮 Nie wiem, morze to głupie porównanie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@modest)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 302

@Umiarkowana_69 wcale nie głupie! Pluton od zawsze był planetą głębokiej przemiany i mnie tez uderzyło to zestawienie. Tranzyt Plutona przez 1 dom to w astrologii klasycznie opis tej właśnie przemiany tożsamości. To tez pokazuje,że ten archetypiczny wzorzec pojawia sie wszedzie bo gdzies muszi miec swoje źródło.


Odpowiedz
(@cesarzyca80)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 21

@Modest no wybacz, ale to już jest przekręcanie moich słów. Ojej to jest tak głęboki temat, nie spodziewałam sie... Mam pytanie może naiwne, ale czy jest jakaś jedna praktyka albo coś co można zacząć robić jeśli chce sie tej przemiany? Ja robię afirmacje ale to chyba za mało? :/


Odpowiedz
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 301

@Cesarzyca80 afirmacje to morze być punkt wejścia ale same w sobie raczej działają na poziomie przekonań a nie głębokiej przemiany. Z mojego doświadczenia i z tego co czytałam, najpierw musi być jakaś forma pracy z cieniem, czyli ze swoimi ciemnymi stronami których nie akceptujemy. Bez tego można sobie afirmować ile się chce, a stary wzorzec i tak siedzi pod spodem. Jung to nazywał integracją cienia i to jest hyba punkt wspólny wielu tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

No to jeśli Cesarzyca pyta o jakiś konkretny punkt wejścia, to ja bym powiedziała, że praca z cieniem to jedno, ale nie każdy muszi od razu wchodzić w junga. Dla mnie przełomem było coś znacznie prostszego, zaczęłam zapisywać sny... Serio, przez pół roku tylko to. I nagle zaczęłam widzieć wzorce, które same mnie prowadziły. Jakby psychika sama wiedziała co pokazywać i kiedy. Czy to jusz jest przemiana? Nie wiem. Ale coś się ruszyło na pewno. xD


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cesarzyca80)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 21

@Tosieczka o matko, sny! Ja zupełnie o tym nie pomyślałam, a teraz jak o tym mówisz to chyba rozumiem. Czy jest jaakaś konkretna metoda zapisywania, coś co powinnam robić od razu po przebudzeniu? Czy poprostu notować cokolwiek się pamięta? xD


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@kianitka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie! Pytam bo sama tez próbuję z dziennikiem snów i nie bardzo wiem czy robię to dobrze. Czasem zapisuję, czasem nie, zależy czy zdążę przed wstaniem. Zastanawiałam sie czy to w ogole ma sens jeśli sie pamięta tylko fragmenty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 301

@Kianitka fragmenty są w porządku, na prawde. Czasem jeden obraz ze snu mówi więcej niż cała narracja. 🙂 Ja prowadziłam przez jakiś czas zeszyt przy łóżku, długopis bez skuwki żeby nie tracić czasu, i pierwsze słowa po przebudzeniu to były słowa do zeszytu, zanim noga dotknęła podłogi. Brzmi rygorystycznie ale po tygodniu wchodzi w nawyk.


Odpowiedz
Wpisy: 83
(@zielarz61)
Połączone: 3 lata temu

O rety, ale tu wchodzimy w takie new-age-owe hbby, a nie w temat przemiany wyższego Sobą. Zapisywanie snów to spoko praktyka ale żeby to było transformacyjne, to muszi być coś co z tymi snami dalej robisz, jakaś praca, analiza, rytuał. Samo zapisywanie to jak zbieranie kwitow bez ich czytania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 270

@Zielarz61 nie do końca sie zgadzam. Sam akt świadomego nootwania zmienia relację z własna nieświadomością. To nie jest pasywne. W oneiromancji to był cały system, sen jako komunikat który czeba było umieć odczytać. Ale masz rację, że samo zapisywanie to dopiero warstwa pierwsza


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@lobelka00)
Połączone: 2 lata temu

Wrzucam się bo mi tu coś gryzie... Mówimy o przemianie wyższego Sobą i zaczęliśmy od alchemii, druidów, wedanty, a teras skończyliśmy na dziennikach snów i afirmacjach. Nie mówię że to złe, ale to jednak inne poziomy rozmowy. Czy ktoś mógłby powiązać te wątki? Bo chyba się trochę rozjechało. Takie mam odczucie. :/


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ignaś02)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 173

@Lobelka00 uczciwa uwaga. może warto powiedziec wrost że te praktyki ktore tu wymmieniamy, sny, cie,ń afirmacje, wu wei, wszystkie one mogą być punktem wejścia, ale sama przemiana to coś co dzieje sie wtedy keidy te praktkyi przestają być celem a stją się medium... Alchemicy nie opisywali tego procesu jako techniki... Opisywali go jako koagluacje i rozpuszczenie solve et coagula i to był metaforyczny opis tego co się dzieje z tożsamością. Najpierw musi się coś rozpaść


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@andromena)
Połączone: 2 lata temu

To co Ignaś pisze o rozpadaniu mi bardzo pasuje, ale mam pytanie, czy to rozpadanie musi być bolesne? Czy można to przejść łagodnie? Bo trochę się boję te wszystkie opisy ciemnej nocy duszy, tak czy siak kryzysu, to brzmi strasznie i zastanawiam się czy wlasnie dlatego wiele osób nie chce tej przemiany.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@rydwanka52)
Połączone: 1 rok temu

@Andromena, to jest naprawdę centralne pytanie dla tego tematu. I uczciwa odpowiedź jest taka, że nie zawsze musi być dramatycznie. Są tradycje, np. właśnie taoizm jak Halszeczka wcześniej wspominała, gdzie przemiana jest bardziej jak erozja skały wodą. Długo, cicho,ale skutecznie. Natomiast w tradycjach inicjacyjnych te przejścia były celowo wywoływane i nadzorowane, właśnie dla tego, że poza strukturą to samo doświadczenie potrafi człowieka pogrążyć zamiast przetransformować.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@halszeczka57)
Połączone: 2 lata temu

No wllasnie, dobrze że Rydwanka to powiedziała bo chciałam wrócić do tego taoistycznego wątku... Myślę że to rozróżnienie między transformacją nagłą a powolną jest ważniejsze niż rozróżnienie między tardycjami. I to chyba zależy też od człowieka, są ludzie którzy potrzebują uderzenia żeby się obudzić, a są tacy dla których drogi jest powolne przebudzanie. 😛


Odpowiedz
Wpisy: 108
(@kajus-1)
Połączone: 1 rok temu

Ale to co Halszeczka mówi, czy to nie jest trochę tak że sami sobie tłumaczymy czemu jeddno jest lepsze od drugiego? Takie post-hoc racjonalizowanie. Skąd wiemy że powolna przemiana to taoizm a nie zykłe unikanie konfrontacji? Pytam seio bo sam mam tendencję do tlumaczenia sobie inercji jako mądrości. Moze u kogos innego wyglada to inaczej


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@halszeczka57)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 217

@Kajus.1 no to jest dobra riposta i muszę przyznać że trafna. Sama nie do końca wiem jak to odróżnić. Może wlasie tu potrzeba tego zewnętrznego oglądu, kogoś kto patrzy z boku?


Odpowiedz
(@modest)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 302

@Halszeczka57 wracając do tego co Ignaś pisał o solve et coagula, to mnie to uderzyło też od strnoy numerologicznej. Liczba 13 w tradycji jest liiczbą przemiany włśanie, śmierci i odrodzenia. Karta Śmierci w tarota to 13, i zawsze mnie to ciekawiłło czy ta zbieżność jest przypadkowa czy jest jakaś wspólna symbolika ktura przenika te systemy... Czy ktoś ma zdanie na ten teamt?


Odpowiedz
Wpisy: 3
(@ozwiena)
Połączone: 3 lata temu

Przyznam szczerze, o, numerologia i tarot w jednym, mój żywioł 🙂 ale szczerze to nigdy nie myślałam o tej 13 w kontekście przemiany duchowej że tak to ujmę zawsze mi się kojarzyła z pechiem i tyle. Czy to znaczy że pech to tak na prawde sygnał przemiany?? Hm. To by tłumaczyło parę rzeczy z mojego zycia haha


Odpowiedz
Wpisy: 270
(@wieszczka00)
Połączone: 2 lata temu

A tak w ogóle, karta Śmierci w tarota to jeden z najbardziej błędnie odczytywanych archetypów... Dosłownie wszyscy sie boją tej karty a ona rzadko kiiedy oznacza fizyczną śmierć. To jest właśnie kaarta radykalnej zmiany, zakończenia jednego etapu... I co ciekawe, jakoś tak często pojawia się w rozkładach kidy ktoś jest na progu czegoś nowego ale się nie chce puścić tego starego. Tak jakby talia wiedziała.


Odpowiedz
Wpisy: 37
(@kolowa_61)
Połączone: 2 lata temu

Mam takie naiwne pytanie może ale jak talia kartonowych kart może cokolwiek wiedzieć? Mówię to bez złośliwości na prawde chcę zrozumieć, bo to brzzmi dla mnie jak projekcja. Że my sami wiemy i karty tylo nam to odzwierciedlają?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 270

@Kolowa_61 to jest dokładnie jedno z możliwych wyjaśnień i nie jest wcale złe. Jung mówił o synchroniczności karty nie przepowiadają, tylo korelują z tym co psychika już przetwarza. To i tak nie wkylucza że tarot działa jako sytsem symboliczny. Ale masz raccję że słowo wiedzieć to skrót myślowy z mojej strony.


Odpowiedz
Wpisy: 20
(@domicela08)
Połączone: 2 lata temu

A czy ta przemiana o której mówimy może sie wydarzyć bez żadnej z tych praktyk? Bez taroту, bez zapisywania snów, bez mistrza? Bo znam kilka osób które przeszły przez jakieś ciężkie doswiadczenia życiowe i kompletnie się zmieniły jako ludzie, stały się głębsze, mądrzejsze, spokojniejsze. I żadna z nich nie słyszała o solve et coagula ani o ciemnej nocy duszy.


Odpowiedz
Wpisy: 173
Rozpoczynający temat
(@ignaś02)
Połączone: 11 miesięcy temu

Oczywiście że tak. I właśnie to jest chyba jedno z najważniejszych spostrzeżeń w tym teemacie. Tradycje praktyki, symbolika, one oppisują coś co jest procesem naturalynm, wbudowanym w ludzką pychikę i egzystencję. Nie tworzą przemiany, one ją rozpoznają i nadają jej mapę... ludzie przzechhodzili przez to zanim ktokolwiek cokoliek nazwa. Pytanie jest inne,czy mając mapę przechodzisz pzez to samo mądrzej, z mniejszą stratą. I ja skłaniam sie ku tak ale nie jest to pewnik


Odpowiedz
Wpisy: 20
(@domicela08)
Połączone: 2 lata temu

To co Ignaś napisał na końcu mocno mi siedzi w głowie, że tradycje nie tworzą przemiany tylo ją rozpoznają. Ale mam z tym pewien opór. Bo jeśli ktoś przechodzi przez ciężkie doświadczenie i się zmienia bez żadnej praktyki, bez żadnej symboliki, to jak odróżnić że to była prawdziwa transformacja wyższego Sobą a nie po prostu że trochę dorósł albo się zahartował? Gdzie jest ta granica? 😉


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Domicela08 a czy ta granica w ogóle jest potrzebna? Serio pytam. Bo mam wrarzenie że bardzo chcemy kategoryzować, co jest "prawdziwą" przemianą duchową a co tylko życiowym dojrzewaniem, a może to jest ten sam proces, tylko inaczej nazwany w zależności od tego przez jaką siatkę pojęciową patrzysz. Zobaczymy


Odpowiedz
Wpisy: 108
(@kajus-1)
Połączone: 1 rok temu

No ale jeśli wszytko jest przemianą to to słowo przestaje cokolwiek znaczyć. Jak każde dojrzewanie, jesli o mnie chodzi każde trudne przeżycie, każda zmiana nawyku jest transformacją wyższego Sobą, to po co w ogole mamy te wszystkie tradycje i systemy. I to jest moj główny problem z tym tematem od początku


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: