Ehh glicynia,to nie brzmi banalnie. Serio. To co opisujesz, wycofanie sie wszystkiego co dawało podparcie, to jest klasyczne w opisach mistycznych jako krok przed przejściem. W tarocie to Wieża albo Hanged Man z resztą - zawieszenie w próżni. Nie mówię że to napewno było TO,ale nie orzucaj tego doświadczenia jako błahego. Tak mi to siedzi w glowie.
Czytam to co Glicynia napisała i trochę mi to bliskie. Miałam podobnie i tez myślałam że to po prostu depresja albo wypalenie. Ale teras jak czytam tę rozmowę to zastanawiam sie czy te rzeczy mogą iść razem czy da się to rozróżnić?
Eh, wlostka powiedziała to co chciałam powiedzieć i cieszę sie że to padło. Romantyzowanie kryzysu pychicznego jako mistycznego przejścia to jst coś co mnie trochę denerwuje w srodowiskach ezoterycznych. Czasem czlowiek potrzebuje terapeuty i leków, nie szejka... Można mieć jedno i drugie ale nie warto zamieniać jednego w drugie.
@Dola ma rację i cieszę się że to padło wprost bo to jst granica którą w środowiskach mistycznych za łatwo się zaciera. Alchemiczne przejście przez nigredo nie jest romantycznym poetyckim obrazem - to jest opis czegoś co morze być na prawde wyniszczające. I tradycjja suficka doskonale o tym wiedziała. Dlatego właśnie maqam stacje na ścieżce, nie były czymś co człowiek prezbywał sam. Ale chcę wrócić do jednej rzeczy - Przylaszczka pytała jak to rozróżnnić. I to nie jest pytanie na ktore mam gotową odpowiedź
No wlasnie to rozróżnienie mnie najbardziej interesuje bo słuchajcie z tego co czytam to wychodzi że prawie każdy kryzys można zinterpretowac jako "przejście duchowe" i to mi trochę nie gra... Gdzie jest ta granica na prawde? Bo Wlostka mówi - mistrz to oceni ale co jeśli nie masz mistrza i jesteś tu na forum? 🙂
Wlostka dobrze to ujęła. I dodam - w sufizmie sam termin "qabd" oznacza dosłownie ściskanie,skurcz duszy, i jest opisywwany jako etap na ścieżce. Ale mistrzowie suficcy bardzo wyraźnie mówili że qabd kutry trwa zbyt długo i nie przechodzi w "bast" czyli rozszerzenie - to jest sygnał że coś jest nie tak. Czyli naet wewnątrz tej tradycji była czujność na to.
Hej dobra to morze powiem wprost - moje "przejście" o którym wspomniałam wcześniej trwało chyba z pół roku. To za długo? Pytam serio bo niewiem
Przylaszczka, u mnie tez nie był to tydzień czy dwa wiec nie martwiłabym sie samą długością. Ale mnie bardziej ciekawi co Dola powiedziała o tym przejściu z qabd w bast - czy to przejście jest nagłe czy stopniowe? Bo u mnie to było dość gwałtowne i zastanawiam się czy to normalne
A wracając do tego wątku z zapachami bo mi to ciągle siedzi w głowie - jeśli qabd jest tym skurczem i ciemnością, to zastanawiam sie czy praca z kadzidłami w tym etapie ma sens wogóle... Znaczy - czy wprowadzanie aromatu świętości kiedy psyche jest w tym ciemnym miejscu nie jest jakimś... Fałszem? :/ Udawaniem że jest inaczej?
No i tu jest ta klasyczna pułapka którą widzę w pracy z zapachami - używasz aromatu żeby sie "nastroić" i po chwili jusz nie wiesz czy twój stan jest twój,czy jest efektem kadzidła. To samo zresztą dotyczy muzyki, przestrzeni, światła... Narzędzia środowiskowe działają i to jest fakt ale zacieraą granicę między tym co wewnetrzne a tym co wywołane z zewnątrz. W każdym razie tak myślę
@Fomalhaut dotknęła czeoś co jest centarlnym problemem całej ścieżki alchemicznej w sufizmie. Ta pzremiana ma być wewnętrzna i trwała, nie zależna od warunków zewnętrznych. Dlatego mistrzowie suficcy często prowadzili uczniów przez okrresy bez rytuałów,bez muzyki, bez sama - właśnie po to żeby sprawdzić co zostaje kiedy się zabiera wszystkie podpory... To jest moment próby. Zapach może być pomocą na początku drogi ale cel jest gdzie indziej.
Hej ale mam pytaanie może trochę z boku - ten sama, czyli suficak muzyka i taniec,to ile on ma wspólnego z tym alcchemicznym procesem ktury opisujecie? Bo ja zawsze myślałem że to po prostu taki medytacyjny taniec a z tego co czytam tu to wchodzi że to jest coś znacznie głębszego? Zostawiam bez konkluzji, bo sam jej nie mam.
