Przepraszam ze wchodzę z bokiem ale to co Glifia01 napisała o kamieniach mnie zastanawia... Ja ostatnio zaczęłam nosić ametyst bo przeczytalam że pomaga z intuicją i spokojnie, ale teraz sie pytam czy to nie za slabe żeby w oógle coś poczuc? Czy jest jakiś próg?
Wracając trochę do wątku o "stanie pośrednim" który zacząłem wcześniej - zauważam, że w tej rozmowie właśnnie żyjemy w takim stanie. Temat brzmi "Księga Przemiany" a rozmawiamy o tym czy przemiana jest w ogóle możliwa i skąd wiemy że to my ją wywołaliśmy. To nie jest błąd dyskusji, to jest dokładnie to pytanie ktore jest w rdzeniu każdego systemu magicznego. Jak odróżnić zmianę którą "zrobiłeś" od zmiany ktura i tak by nastąpiła?! 🙂
A wiecie powiem wam anegdotę bo ta rozmowa mnie wciąga.... Miałam klientkę - w sensie osobę której robiłam tarota - ktura przez pół roku nic nie "działało", żadne intencje, żadne afirmacje, mojjim zdaniem żane karty. A potem nagle wszytko ruszyło i ona przypisała to temu, że w końcu "uwierzyła". Ja patrzę na jej rozłożenia z tamtego okresu i widzę, ze obrót nastąpił dokładnie w momencie kiedy Koło Fortuny pojaiwło sie w pozycji przyszłości. Ona nie wiedziała o kartach nic. Więc co zadziałało - jej wiara, cykl, karty, wszystko naraz??? Moze kiedys do tego wroce.
@Celeste56 ta anegdota jest bardzo trafna i pasuej do czegoś, o czym w tym wątku jeszcze wprost nie powiedzieelismy - że przemiana czasem czeka na gotowość, a nie na technikę. W astrollogii jest na to konkretna formuła: tranzyt może przejść nad towją głową nic nie robiąc,jeśli jesteś zamknięty na to co niesie. Ta klientka przez pół roku prawdopodobnie maiła w progrresji coś co dopiero dojrzewalo. I nie chodzi o to że w końcu "przestała się opierać" w psychologicznym sensie - chodzi o to że jej wewnętrzna struktura poprostu dojrzała do tego konkretnego ruchu. księga Przemiany w tytule tego wątku nie jest bez powodu "Księgą" - sugeruje że jest coś do odczytania,nie coś do wytworzzenia siłą woli. Pytanie do wszystkich: czy ktoś z was miał sytuację w której efekt przyszedł dokładnie wedy kiedy przestał być pilny?! Bo to jest dla mnie jeden z najmocniejszch wskaźników że coś tu jest glebszego niż zwykłe "myślę wiec tworzę". Takie luźne skojarzenie
Tak, miałem. Kilka razy... I za każdym razem to wyglądało tak - odpuszczałem nie dla tego że tak kazała jakaś technika, tylo dlatego że byłem zmęczony trzymaniem tej intencji i po prostu ją odkładałem. I wtedy wlasnie rzecz się pojawiała. Przez jakis czas myślałem, że to przypadek. Ale jak to się powtórzyło cztery albo pięć razy w podobnym schemacie, to przestałem to ignorować i zacząłem prowadzić notatki. I ciekawe jest to, że w notatkach widać wyraźnie: czas między "odpuszczeniem" a "przybyciem" był za każdym razem prawie identyczny - kilka do kilkunastu dni. Nie wiem co z tym zrobić teoretycznie,ale praktycznie to jedna z rzeczy, które na mnie robią największe wrarzenie.
