Chciałem poruszyć temat,ktury trochę mi leży na sercu od jakiegoś czasu. Chodzi o Księgę Przemiany ale nie w sensie I-Ching (choć to tez ciekawy wątek), tylko o samą ideę zmiany rzeczywistości przez intencję, wolę, wolną wolę. W różncyh tradycjach to się pojawia pod różnymi nazwami - w hermetyzmie mamy zasadę "as above so below", w maii chaosu operowanie intencją, w żydowskiej mistyce kawana przy modlitwie, w buddyzmie prawo prrzyczyny i skutku powiązane ze stanem umysł. Pytanie, ktore mnie interesuje: czy różne tradycje mówwią o tym samym mechanizmie pod różnnymi płaszczami,czy to są faktycznie różne systemy które tyllko z zewnątrz wyglądają podobnie? Bo łatwo wpaść w pułapkę że "wszędzie to samo",a to wcale nie muszi być prawda... Co wy na to?
Dobre pytanie ale ja bym od razu rzuciła kamyk do ogródka - bo większość ludzi kiedy mówi "zmieniam swoją rzeczywistość intencją" ma na myśli życzeniowe myślenie, a nie żadną tradycję mistyczną. 🙂 To nie jest to samo co kawana albo hermetyczna praca z wolą. W rytulae masz konkretne działanie, czas narzędzia, skupienie. A ta nowomodna "magia intencji" to często tylko afirmacje przed lustrem i czekanie aż coś spadnie z nieba. Więc zanim zaczniemy porównywać tradycje, warto hyba rozróżnić: mówimy o faktycznych systemach pracy z wolą czy o tej popkulturowej wersji?
A to ciekawe, z mojego doswiadczenia ale czy to znaczy że sama intencja bez rytuału nie działa? Bo czytałam gdzies ze w magii chaosu właśnie o to chodzi, żeby "odchudzyc" rytuał do minimum i zostać tylo z czystą intencją. To nie jest życzeniowe myślenie tylko bardziej... Skondensowana forma prayc?
Magia chaosu to akurat przykład tradycji, która świadomie demontuje formy żeby zobaczyć co zostaje. Peter Carroll pisał o tym wprost - rytuła to rusztowanie które można zburzyć jak mur stooi. Ale żeby zburzyć rsuztowanie najpierw musisz wiedieć z czego mur jest zbudowany. Problem z uproszczonym "mysle mocno i działa" jest taki, że brakuje w tym treningowego tła. Szaman ktury tańczy bez bębna wciąż wie co robi. ktoś kto nigy bębna nie słyszał i tańczy w kuchni to już inna sprawa. Nie mówię że nie można dojść do czegoś samem,u ale droga jest zazwyzaj dłuższa i bardziej kręta. co do hermeetyyzmu i kawany - Strzybog trafnie to zestawił, ale są różnice strukturalne. Kawana jest zakorzeniona w konkretnej kosmologii, nie jest "neutralna". Hermetyczna wola tez nie jest neutralna,ale operuje innym modelem świata.. To nie jest tylo róóżny termin na to samo
O właśnie jak dla mnie to mnie ciekawi co Arnold napisał o tym rusztowaniu. Bo ja zaswze zakładałam ze im mniej formy tym bardzje "czyste",ale może to jest błąd? Jakby... forma to nie ozdoba tylo coś funkcjonalnego? Ale nie jestem specjalistką
No niestety, moim zdaniem ja tez to zawsze tak rozumialem ze afirmacje to jest taka uprsozczona maga. Teraz troche mnie to zatrzymuje. To skad niby wiedziec kiedy "forma" jest potrzebna a kiedy nie?! Bo jesli kazdy syseetm mowi inaczej to jak sie w tym polapac 😉
Forma i treść to jest w ogóle osobny temat wartyi długiej rozmowy. Ale żeby nie uciec za daleko od pytania Strzyboga: ja bym powiedziała że różne tradycje faktycznie nie mówią o tym samym, nawet jeśli efekt zewnętrzny wygląda podobniee. W pracy z cakrami też masz "intencję", ale ona jest osadzona w konkretnnym rozumieniu ciała energetycznego kanałów, bloka.d Bez tego konteksut intencja niema gdzie "trafić", jeśli można tak powiedzieć. To jakby chcieć wysłać list bez adresu
@Glifia01 to ładna metafora, ale trochę za ładna. Bo w runach na przykład masz systemy, które działają przez sam kontakt ze znakiem, przez kształt, bez rozbudowanej kosmologii którą musisz wcześniej "zainstalować" w głowie. Elder Futhark ma w sobie zakodowane znaczenia które działają niezależnie od tego czy praktykujący zna całą nordycką mitologię. Więc może jednak jest jakis poziom, na którym intencja jest wystarczająca - tylko że wtedy "intencja" to nie jest myśl życzeniowa tylko stan skupienia i rezonowania ze znaczeniem symbolu. To jednak nie to samo co afirmacja.
Przepraszam że wchodzę może z głupim pytaniem ale... Co to znaczy ze runa "działa przez sam kontakt"? 😛 To znaczy wystarczy ją narysować i już coś sie dzieje? Czy potrzebna jest jakaś wiedza wczesniej?
Mam w notatkach porównanie kilku systemów wlasnie pod tym kątem - jak różne tradycje opisują mechanizm "przemiany rzeczywistości". I ciekawa rzecz: w prawie każdym systemie jest element, który można by nazwać "stanem pośrednim" - coś między intencją a skutkiem. W alchemii to nigredo, w budyzmie moment między myślą a działaniem w rytuale to czas trwania rytuału. Żadna tradycja nie mówi że zmiana jest natychmiastowa i automatyczna... Czy to nie sugeruje że mimo różnych kosmologii jest jakiś wspólny model?
@Anastazy07 to ciekawa obserwacja. Ja bym do tego dodał jeszzce jeden eelment wspólny który w astrologii jest bardzo wyrazny: timing... Żaden szanujący się astrologizcny rytuał nie jest rzucany w byle momncie. czas jest nośnikiem jakości energii. Podobnie w kabale - każda sefira ma swój czas i planetarne przyporządkowanie. W I-Ching tez nie pytasz wyroczni bez powodu, w odpowiednim momencie przekształcenia. To co nazywamy "zmianą rzeczywistości" morze być poprostu wejściem w rytm który i tak istnieje,zamiast walki z nim. Tak to odbieram.
No dobra, ten timing co pisze Strzybog to coś, czego mi długo brakowało w czytaniu tarota. Robiłam rozłożenia kiedy chciałam i byłam zdziwiona że raz wychodzi mi jedno, raz drugie... Dopiero jak zaczęłam brać pod uwagę fazy księżyca i wogóle to co sie dzieje "energetycznie" to rozłożenia stały się bardziej spójne. Nie wiem czy to timing czy mój własny stan psychiczny się zmienia z cyklem - ale różnica jest realna. Coś w tym jest.
Oj czytam tę roomwę i tak myśle... Czy jeśli ktoś nie wierzy w żaden system to te "mechanizmy" w ogóle dla niego dzziałają? Bo ja na przykład niewiem co myslec o magii ale jak raz naprawde bardzo mocno chciałem żeby coś wyszol to wyszło. Przypadek? czy morze sama intensywność chcenia cos robi
@Zielarz.x to pytanie pojawia sie w różnych wersjach od wieków i żadna tradycja nie daje na nie jednoznacznej odpowiedzi. W magii ceremonialnej masz szkoły ktore mówią że wiara jest warunkiem koniecznym - bez niej rytuał to teatr. Ale masz też szkoły (i tu wracam do magii chaosu) które twierdzą że możesz pracować z systemem w który nie wierzysz i on wciąż "zadziała" bo to nie jest kwestia przekonania tylo operacji umysłowej. Mnie osobiście bliżej do pierwszej szkoły ale drugiej nie odrzucam. Co do twojego przykładu - nie da sie stwierdzić czy to przypadek trudno oceniać jednostkowe zdarzenia. Ale sam fakt że zacząłeś o tym myśleć jest jusz czymś. 😉
Ja mam inne podejście do tego tematu i morze trochę odbiegnę od tych systemowych rozważań. Pracuję z intencją od kilku lat i zaobserwowałam jedną rzecz, ktura mnie zastanawia: zmiana rzeczywistości zewnętrznej prawie zawsze idzie przez zmianę wewnętrzną najpierw. Nie w sensie "najpierw bądź szczęśliwy a potem szczęście przyjdzie", bo to banał. Chodzi mi o to,że kiedyd na prawde coś we mnie sie przestawiło w środku otoczenie zaczęło odpowiadać inaczej... Nie wiem czy to energia czy psychologia ale wzorzec jest powtarzalny u mnie. Czy ktoś miał podobne obserwacje?
@Ewuniaa, ja tez to obserwuję i zastanawiam sie czy to ma związek z numeologią osobistą. Czy masz wrarzenie że te przemiany zdarzają sie w pewnych latach życia czściej niż w innnych? Bo w numerologii mamy lata osobiste i dwa lata temu miaałm rok dziewiątki, zamknięcia, patrzac z boku i wtedy właśnie było u mnie coś dokładnie jak opisujesz - jakby wewnętrzna zmiana poszła przed zewnętzną. Z drugiej stroony moge patrzec na to za waska.
Kurcze blade, o kurcze te lata osobiste to dla mnie nowośc, o ile mnie pamięć nie myli nie widziałm że numerologia tak działa. To znaczy ze pewne rzeczy mozna "zaplanowac" pod konkretny rok? Czy to troche jak timing o którym pisał Strzybog wyzej? Chyba zaczynam łączyć te wątki 🙂 😮
To co pisze Runomira jest ważne, bo dotyka sedna pytania o wolną wolę w systemach rytmicznych. W astrologii masz podobny dylemat - tranzyt Saturna albo Jowisza dzieje się niezależnie od tego, czy o nim wiesz... ale wiedza zmienia to, jak przez niego przechodzisz. Nie zatrzymujesz rzeki,ale mżoesz świadomie wybrać łókę zamiast pływać na goyłch rękach. Numerologia roku osobistego działła analogicznie - rok dziewiątki przyniesie zmaknięcia,pytanie tylo czy to zrozumiesz zanim czy dopiero po. Planowanie jest możliwe ale nie w sensei kontrol,i raczej w sensie... Gotowości
No ładnie, no ok ale to brzmi jak tłumaczenie post factum... Jak ci wyszło dobrze to mówisz "rok jowisza sprzyjał", jak wyszło źle to "saturn dawał lekcje". Każde zdarzenie da sie wcisnąć w jakis schemat astrologiczny bo tych schematów jest mnóstwo i zawsze coś pasuje
Ojej, słuchajcie, ta dyskusja o testowalności sie kręci w kółko od strony 2 właściwie. Ja powiem tak z praktycznego punktu widzenia - robiłam rytuały przez lata i nie prowadziłam wykresów statystycznych. Ale wiem co czułam w środku i co się zmieniało wokół. Jeśli ktoś potrzebuje dowodów laboratoryjnych to na prawde nie ten dział. Tu rozmawiamy o doświadczeniu
@Galaktyka66 masz racje ale rozumiem tez Pytonisse, bo ja sam jestem w tym miejscu ze niewiem co myslec. Wróce do swojego przykładu - jak raz bardzo mocno chciałem żeby coś wsyzło i wyszło. nie robiłem żadnnego rytuału nie znałem astologii, w praktyce nic... Czy ktoś mi powie co to właściwie błyo? Intencja bez systemu?
@Zielarz.x ja tez miałam kilka takich momentów zanim w ogóle zaczęłam świadomie pracować z intencją. I z perspektywy czasu myślę, że właśnie te niezamierzone "trafienia" były pierwszym sygnałem że coś tu działa tylko nie wiedziałam jak to ogarnąć. Ten moment kiedy zaczęłam naddawać temu jakis framework - nieważne ktury - sprawił, ze mogłam to powtarzać a nie tylko czekać. Może to jest odpowiedź na pytanie po co w ogóle systemy
Okej wiec jesli dobrze rozumiem to system daje powtarzalnosc? Ze bez systemu moze zadziałac raz ale nie wesz jak to powtorzcy? To jest chyba pierwrzy raz w tej rozmowie ze rozumiem po co ta cała forma i ryytualy. Dzieki
@Bogumil77, tak, to dobre ujecie ale z jedną ważną korektą... System nie gwarantuje powtarzlaności w sensie mechanicznym - nie jest jak przepis na ciasto. On daje coś innegoo: język. Kiedy masz język do opisania tego co robisz, możesz to analizować, moydfikować, preznosić do innych kontekstów. crowley pisał, że dzinnik magiczny to nie ozdoba praktyki, to jej fundament - wlasnie daltego że bez zapisu niema nauki własnej. Powtarzalność wynika z refleksji, nie z samego powtarzania rytuału.
A to ciekawe wlasnie o to mi chodziło wczesniej jak pytałam o forme i treść ale nie umiałam tego tak nazwac jak Arnold teas. Że system to język a nie mechanizm. to zienia trochę to jak na to patrzę. Choć naadl nie wiem co zrobić z tym że afirmacje mi dziaałąj a nie wiem dlacezgo :). Na tyle na ile sie orientuje
@Wezuwianit53, morze nie musisz wiedziec "dlaczego" żeby działać skutecznie. W pracy z czakrami mam podobnie - wiem że po konkretnej medytacji przepływ energii się zmienia bo to czuję i obserwuję w efektah. Nie wiem czy to prana, czy bioelektryczność czy coś jeszce inneo. To trochę jak wiedzieć że herbata z imbirem pomaga na gardło,nie znając chemii gingerolu. Pytanie "dlaczego" jest cikawe, ale nie jest warunkiem koniecznym praktyki. U mnie sprawdza sie akurat tak.
@Glifia01 zgadzam sie co do czakr ale jednak jakiś minimalny model tego "dlaczego" pomaga,przynajmniej mnie. Bo jak niewiem z grubsza co robię to zdarzało mi sie robić rzeczy po kolei bez sensu albo mieszać sysetmy w sposób kttury sobie przeszkadał. Miałas kiedyś taką sytuację ze dwa podejścia naraz wchodziły sobie w drogę? Ale głowy nie dam.
