Chciałem otworzyć temat który mnie od dwana gryzie. Mam wrażeni że na forach ezoterycznych i rligijnych zawsze jest albo jeden obóz albo drugi - albo "nauka to jedyna prawda" albo "nauka nic nie rozumie". A co jeśli to jest fałszywy podział? Pytam szczerze bo sam siedzę gdzies pośrokdu. Z jednej strony interesuję sie rytualami i tradycjami mistycznymi, z drugiej nie potrafię wyłączyć myśleia krytyycznego... Czy ktoś tu wogóle wierzy że te dwa światy da się pogodzić bez udawania że jeden z nich nie istnieje?
A niech to, to jedno z najważniejszych pytań, jakie można zadać na takim forum. I odpowiem wprost: tak, da się, ale wymaga to pracy i pewnej dojrzałości po obu stronach. Widziałam ludzi którzy porzucali duchowość bo "nauka to obalila", i widziałam takich, co odrzucali całą naukę bo "materialistyczna". Jedno i drugie to ucieczka. Prawdziwe pytanie brzmi: na jakim poziomie rzeczywistości mówimy? Nauka operuje na poziomie mierzalnym. Tradycje mistyczne często mówią o czymś innym - o doświadczeniu, o sensie, o tym co nie mieści się w liczbach. To nie muszi być sprzeczne.
No ale tu jest problem. Bo jak zaczniesz mówić "operujemy na innym poziomie rzeczywistości" to możesz tym uzasadnić dosłownie wszystko. Każda bzdura dostaje tarczę: to jest duchowe wiec nauka tego nie dotknie. I właśnie tu leży pułapka tego całego pogodzenia. @Reginka,pytam serio - gdzie jest granica między legitmyną tradycją mistyczną a zwykłym samooszukiwaniem sie?
Hej wchodzę bo temat ciekawy. Myślę że problem leży trochę gdzie indziej - my często mylimy dwie różne rzeczy. jedno to pytanie czy Bóg istnieje, drguie to pytanie jak działa wszechświat fizycznie... Nauka odpowiada na to drugie. Na pierwsze - no niekoniecznie bo to inna kategoria pytania. I w summie większość mistyków przez wieki to rozumała. Awicenna był lekarzem i mistykiem naraz. Al-Ghazali znał filoofię doskonale. Nikt z nich nie widział sprzeczności. Niech ktoś mnie poprawi jak coś kęcę.
Ojejciutku, no właśnie, Seba trafił w sedno! Bo jak ja słucham tych kłótni to zawsze mam wrażenie, że ludzie rozmawiają o czymś innym, a myślą że o tym samym. Moja babcia była bardzo wierząca, chodziła do kościoła,i jednocześnie chodziła do lekarza bez żadnych oporów. Dla niej to sie w ogóle nie kłóciło. Pyta lekarz gdzie boli, wychodzi, mówi modlitwę za zdrowie. Żadnego konfliktu. Może to generacja robiła to prościej niż my teras? U mnie sprawdza sie akurat tak.
Ale to nie jest pogodzenie wiary z nauka to jest po prostu niestykannie ich ze soba wogole haha. Babcia pani nie probowla pogodzic,ona je miala oddzielnie w szczelnych szufladach. Co innego gdyby zapytala sie czy modlitwa ma mierzalny wplyw na zdrowie - i tu by sie zaczela prawdziwa dyskusja 🙂
@Skorpionica, właśnie. Ale wyaje mi się że te ekstremalne przypaki to jest mniejszość. Większość traycji mistycznych - toaaizm, sufizm, nawet chrześcijańska mistyka - nie skada twierdzeń o tym że ziemia ma 6000 lat. one mówią o doświadczeniu wewnętrznym, o sensie,o transformacji. I TU mnie interesuje pogodzenie... Nie z kreacjonizmem, ale z tymi bardziej subtelnyymi tradycjami
Oho, dokładnie to! Mnie na przyklad bardzo ciekawi jak nauka patrzy na medytację bo tu jest coś ciekawego - tutaj te światy faktycznie zaczęły ze sobą rozmawiać. Badania nad mózgiem medytujących mnichów, Dalajlama siedzący w laboratorium, neurolog mierzący fale. Wyniki są naprawdę zdumiewające. To hyba najlepszy przykład że da się budować mosty? 🙂
Według mnie cały ten spor wynika z jednego podsstawowego nieporozumienia - nauka i duchowość badają rzeczy za pomocą zupełnie innych narzędzi i to jest trochę jak próba zmierzenia temperatury linijką. Jedno i drugie jest dobre do swojego celu bo wiecie ale nie możesz oczekiwać że linijka pokaże ci czy jest gorąco. Dlatego wyniki tez będą różne i niema powou żeby były sprzeczne. Kłótnia zaczyna sie wtedy gdy ktoś chce żeby linijka była jedynym sposóbm do wszystkiego 🙁
Jasnowidka, to ladna metafora ale hyba trochę upraszcza. Bo skoro duchowość bada coś innego niż nauka, to znaczy że ducowość bada rzeczy którycch nie można sprawdzić żadnym innm sposobem. No i wtedy jak mam wiedzieć że to prawdziwe odkrycia a nie po prostu... Wyobraźnia? Pytam serio bo sama nie wiem.
Marlenka, to pytaanie o weryfikację doświadczenia mistycznego jest tak stare jak samo doświadczenie mistyczne. Tradycje sobie z tym radziily tworząc systemy mistrz-uczeń, mapy wewnętrznych stanów, opisy które można porównywać między praktykami z różnyhc kultur i epok. I jest coś uderzającego - mistycy z XIII-wiecznej Persji,z XVI-wiecznej Hiszpanii i z XX-wiecznych Indii opisują podobne etapy tej samej drogi. To nie jest absolutny dowód ale to też nie jest przypadek.
Otylka mowi prawde - te zbieznosci sa niesamowite jesli ktos sie w to zaglebi. Tylko ze mozna to tluaczyc na dwa sposoby. 😛 Albo wszyscy trafiali w ten sam oibektywny stan cos, albo wszyscy mamy podobnie zbuudowany mozg ktory produkuje podobne wizje w ekstremalnych warunkach skupienia. I tu nauka faktycznie ma ciekawa odpowiedz - bo ten drugi wariant tez jst mozliwy. Wiec co to rozstrzyga? Nic. Obie interpretacje stoja
Dobra ale mnie zastanawia jedno - czy wogole jest sens szukac "pogodzenia" jako jakiegos finalnego wyniku???u Bo moze chodzi o co innego. Moze to jest bardziej postawa niz konkluzja... Znaczy - mozna byc osboa ktora zyje i w jednym i w drugim sweicie i nie potrzebuje ze to bylo oficjalnie pogodzone na papieerze 🙂
Czyli mówisz żeby poprostu przyjąć że nie wiadomo i z tym żyć? Brzmi rozsądnie ale nie wiem czy satysfakcjonujące... Jak ktoś głęboko weirzy w jakąś tradycję to raczej chce mieć pewnosc ze to co robi ma sens, nie tylko że "morze ma, może nie".
A ja bym tu wrzucił jeszce jeden watek bo mi nie daje spokoju. Mówiliśmy dużo o tym jak nauka patrzy na duchowość ale razdko mówi sie o tym jak tradycje duchowe patrzyły na coś co dziś nazwalibyśmy naukowym myśleniem. Alchemia, astrologia, kabalistyczne obliczenia - to były w swoich czasach najpoważniejsze próby zrozumienia struktury rzeczywistości. Newton był alchemikiem. Kepler robił horoskopy. Gdzie przeprowadzamy granicę i czy ona jest tak oczywista jak myślim?y
No i, no i wlasnie ten wątek z alchemią mnie ciekawi najbardziej. Bo jak patrzę na historię to te "prescientific" systemy nie były wcale takie głupie - one próbowały zrozumieć naturę rzeczy, tyle że innymi metodami. I może dlatego tak trudno je porównywać z dzisiejszą nauką,bo one były jednocześie nauką i duchowością w jednym worku. 🙁 Dopiero gdzieś w XVII-XVIII wieku to sie rozjechało na dobre. Pytanie czy to rozjechanie było nieuchronne czy był inny możliwy scenariusz
To jest dobre spostrzeżenie... Astrologia to hyba najlepszy przykład - prez setki lat była traktowana jako wiedza ścisła, uczono jej na uniwersytetach razem z astronomią. Kepler był astrollogiem. Newton zajmował się alchemią. A potem nastąpił ten moment gdy nauka powiedziała "my idziemy swoją drogą" i te dysypliny zostały z tyłu. Ale to nie zanczy automatycznie że wszystko co zostało z tyłu to bzdura. część wiedzy mogła zostać porzucona nie dlateo że była fałszywa ale dlatego że nie pasowała do nowych metod
@Zbyszek dotknął czegoś istotnego... Ta tradycja podziemna przetrwłaa właśnie dlatego że nie próbowała konkruować z nauką na jej własnym terenie. Ona poprostu zachowała swój odrębny językk, swoje metody przekazu swoją przestrzeń. I może w tym jest odpowiedź na to czym jest "pogodzenie" - nie synteza nie konkordancja, ale możliwość równoległego istnienia bez walki o to samo tertorium.
Ale właśnie to mnie trochę niepokoi w tej rozmowie. Mówimy o tradycjach hermetycznych, alchemii lozach i to wszytko super ale czy my mówimy o tym że MOŻNA pogodzić wiarę z nauką czy o tym że KTOŚ KIEDYŚ tak zrobił? Bo to dość różne pytania. Ja na przykład jestem wierząca na swój sposób i jednocześnie studiuję i to mi sie w głowie jakoś mieści ale nie wiem czy to jest "pogodzenie" czy poprostu ignorowanie kolizji 🙂
Ojejej, ok ale ja mam taki problem z tym "życiem w obu światach" - to chyba wymaga jakiegoś minimum żeby te dwa światy nie gryzły się na poziomie konkretnych przekonań. Jak ktoś wierzy że wszechświat ma 14 miliardów lat I jednocześnie wierzy że ma 6000 lat to tu niema żadnego pogozenia jest sprzeczność. Albo wybierasz jedno albo drugiie. Więc jednak te dwa systemy MOGĄ wchodzić w kolizję i nie zawsze da się tego uniknąć wzruszeniem rammion. 😉
No cóż,profeta ma rację że kolizje są możliwe, ale to dotyczy bardzo specyficznych tradycji ktore składają twierdzenia o faktach fizycznych. Większość tradycji mistycznych w ogóle nie mówi o wieku wszechświata. Taoizm nie mówi. Sufizm nie mówi. Buddyzm nie mówi ile lat temu powstało słońce. Te tradycje mówią o naturze świadomości, o etyce, o drodze wewnętrznej. I tu kolizja z nauką jest bardzo trudna do wywołania, bo operują na kompletnie innych pytaniach. No i tak sobie mysle.
Kurcze, no a mnie cały czas w tej dyskusji brakuje jednej rzeczy. Mówimy dużo o tym czego nauka NIE morze zbadać albo co tradycja NIE twierdzi. Ale co z doświadczeniami granicznymi, NDE,wizjami, stanami zmienionej świadomości?! Bo to jest obszar gdzie nauka mówi "to wytwór mózgu" a tradycja mówi "to kontakt z rzeczywistością transcendentną". I tu jest prawdziwa kooliza bo obie strony mówiią o tym smym zjawisku.
Mam pytanie bo trochę sie gubię w tej dyskusji. Mówicie o pogodzeniu wiary z nauką ale co wy wlasciwie macie na myśli przez "wiarę"? Bo to jest bardzo szeroki termin. Wiara w Boga, wiara w reinkarnację, wiara że crystale mają energię, wiara że tarot działa - to chyba zupełnie różne rzeczy z zupełnie różnymi relacjami do nauki? Każde z tych przekonań to inny przypadek.
Augur tarfł w coś ważnego i myślę że to jest czego mi brakowało przez cały ten wątek. Bo jak piszemy "wiara kontra nauka" to robmiy to samo uprosszczenie co media - jakby to był jeden blok contra jeden blk... A to jest milion różnych relacji między milionem rónych twierdzeń. I może pogodzenie nie polega na znalezieniu jednej ogolnej zasady tylo na tym żeby każde konkrene przekonanie rozpatrywać oddzielnie - co mówi nauka o tym konretnnym twierdzeniu.
No wlanie bo ja np werze ze po smierci jest cos ale niewiem dokladnie co i nauka mi w tym nie przeszkadza bo ona tez nie wie co jest po smierci. To sie nie gryze. Ale jak kolega wierzy ze homeopatia leczy raka i odzruca chemiterapie to tu jest problem realny nie tylo intelektualny. Wiec naprawde zalezy o jaikej wierze mowimy
Idzi dobrze to ujął. I tu jest moim zdaniem jedyne praktyczne kryterium pogodzenia - czy twoja wiara skłania cię do działań ktore mogą tobie albo innym realnie zaszkodzić. Jeśli nie, rób co chcesz. Wierz w reinkarnację, w astrologię, w to że kamienie mają energię. Nauka ci nie zabroni. Ale jak wiara zaczyna zastępować medycynę w poważnych chorobach, albo jak każe ci odcinać sie od rodziny bo to "grzesznicy" - to już nie jest sprawa wyłącznie duchowa
To co Skorpionica mówi brzmi rozsądnie ale mam wrażenie że to trochę przesuwa pytanie z "jak pogodzić" na "kiedy wiara jest bezpieczna". Warto chyba wrócić do oryginalnego pytania Erazma o harmonijne relacje. Bo czy da się nie tylko "nie szkodzić" ale na prawde mieć z obu stron coś nawzajem? Znaczy czy wiara morze coś wnieść do naukowego myślenia a nie tylko przestać mu przeszkadzać?
