Hej mam pytaine do wszystkich co siedzą trochę w medytacji. Czytałam ostatnio o różnych rodzzajach i trochę mi sie to pomieszało... Gdzieś znalazłam podział na cztery główne formy - skpeinie (samatha bodajże),uważność (vipassana), medytacja serca i medytacja aktywna. I teras niewiem od czego zacząć bo każda strona pisze co innego. Czy to prawda że nie każda forma pasuje do każdej osoby??? Że jak ktoś jest bardzej myślicielem to inaczej niż ktoś kto działa przez emocje?? czy to bajki? Pytam serio bo chce zaząć coś regularnie rboić a nie latać od techniki do techniki jak bezgłowa kura :). To tylo takie obserwacje z boku.
Ehh, to nie są bajki, serio. Ja sama przez długi czas robiłam vipassanę bo wyczytałam że "każdy powinien",i nic mi z tego nie wychodziło. Myśli skakałyy, siedziałam i denerwowałam się na siebie że się denerwwuję, błędne koł.o Dopiero jak ktoś mi zasugerował żebym spróbowała meditacji na czakrę serca, nagle coś kliknęło. Mój mąż natomaist robi samathę i mu to gra idealnie, siedzi nieruchomo i skupia się na oddechu - i jest z tego zadowolony. Więc tak myślę że temperament naprawdę ma znaczenei.
Medytacja serca to przede wszystkim praca z energia anahaty, czwartej czakry... Skupiamy swiadomosc w obszarze klatki piersiowej i stamtad rozszerzamy pole milosci na otoczenie. To nie jest to samo co buddyjska metta, choc maja czesc wspolna. Metta jest bardzej wizualizacyjna - wyobrazamy sobie konkretne osoby i zyczenia. Czakrowa praca z sercem jest bardziej energetyczna, wchodzi sie w wibracje a nie tylko intencje.
Ja mam taki zwyczaj że zapisuję co i kiedy próbowałam, generalnie wiec moge sie podzielić czymś konkretnym. Vipassana - próbowałam kilka razy, za każdym razem po kilku tygodniach rzucałam bo mi się zdawało że nic się nie dzieje,byłam znudzona. Samatha - znacznie lepiej, mam wrażej że jestem typem skupieniowym... Medytacja chodzącą (aktywna) - zaskoczyła mnie pozytywnie, szczególnie w dni kiedy jest za dużo energii żeby usiąść... Czy ktoś próował pogrupować te formy weedług żywiołów albo typów astrologicznych? Bo mi coś takiego migneło w jednym artykule ale nie pamiętam gdzie.
No wlasnie Lubomila wspomina o astrologii i tu sie ożywiam bo to akurat śledziłem trochę. Widziałem podejście gdzie znaki powietrzne (Bliźnięta, Waga, Wodnik) lepiej reagują na medytacje analityczne i obserwacyjne - czyli właśnie vipassana im pasuje bo luibą patrzeć na własny umsył jak na obiekt badania. Znaki ziemskie z kolei ponć leiej wchodzą w samathę albo body-scan bo są cieleśniej zakorzenoine... Ogniowe podomno potrzebują ruchu, stąd medytacja atywna albo tańcząca... ale to ogólniki oczywiście, nie wyrocznia.
Przepraszam ale to chyba trochę naciągane jest. Znam kilka Wag które nie znoszą siedzieć w ciszy i analizować oddechu, i kilka Koziorożców które godzinami kontemplują. Astrologia to jedno, a indywidualny temperament to drugie i te dwa nie zawsze się pokrywają... Nie mówię że to bez sensu, tylo że takie schematy za baardzo upraszczają.
Szczerze? Trochę tak. Przetestuj dwie-trzy rzeczy przez miesiąc każdą i porównaj. Nie potrzebujesz astrologicznej mapy żeby wiedzieć czy sidezenie w bezruchu ci odpowiada czy nie. To czujesz dość szybko. Sama nie wiem.
Chcę sie wtrącić bo widzę że wątek idzie w kilku kierunkach na raz. @Rozmarynek pyta o dobr formy do temperamenntu - to jest sensowne pytanie i ma w sobie dużo prawdy. Ale zanim ktoś zacznie szufladkować siebie według znaków czy czakr, warto zadaać sobie prostsze pytanie: czy mój problem to nadmiar myśli nadimar emocji, nadmiar napięcia w ciele czy może brak kontaktu z sobą wogóle?! Bo odpowiedź na to jedno pytanie zawęża wybór lepiej niż jakikolwiek schemat. Ktoś kto tonie w mylach potrzebuje czegoś innego niż ktoś kto jest odcięty od uczuć
Ojej ten watek to cos dla mnie bo właśnie szukam czegoś na swój "chaos myslowy". Mam ptanie - vipassana brzmi strasznie poważnie i buddyjsko czy da się ją robić bez żadnego religijnego kontekstu? Jak gdzies czytam o niej to od razu jest Budda i Dharma i palijski i zaczyna mnie to troche przerastać. Czy jest jaaś "świecka" wersja? :/
A co z medytacją aktywną? Nie słyszałem o niej za wiele,zawsze myslałem ze medytacja to siedzenie nieruchomo. Jak to w ogóle wygląda w praktyce, chodzenie i co? Tak to odbieram. 😮
No właśnie to co Czarnobog napisał mi coś wyjaśniaa bo zawsze miałma problem z tymi opisami "obserwuj myśl i puść ją". Ja jak "obserwuję myśl" to zaaraz wchodzę w jej trść i zaczynam analizować, i po kwadransie jestem głiej w myśleniu niż przed medytacją. Wynikałoby z tego że samatha/vipassana to nie jest moje coś, przynajmniej na tym etapie? Ale moge sie mylic
Wow, nie spodziewałam się ze tu jest tyle konkretnych informacji! Ja dopiero zaczynam i myślałam że medytacja to medytacja, jedna rzzecz. A tu taka różnorodność. Trochę przytłoczone jestem szczerze mówiąc. Czy jest jakis sensowny test albo chocby pytania ktore pomagają wybrać? Coś prostego na start? 🙂
Dobra, morze zadam to inaczej bo się trochę zgubiłam w tych wszystkich nazwach... Czy ktoś mógłby po prostu powiedzieć: jeśli masz problem X, spróbuj formy Y? Taki najprostszy klucz do wyboru?
To nie jest takie proste i nie ma jednego klucza bo to nie jest zakup leku w aptece. Ale żeby dać ci jakis punkt oparcia: jeśli głowa nie wyłącza się i masz chaos myślowy, zacznij od czegoś z kotwicą oddech, dźwięk, czucie stóp. Jeśli masz przeciwnie, czujesz się zdrętwiała emocjonalnie i odcita od siebie, spróbuj czegoś cieplejszego, metta albo praca z sercem. Jeśli jesteś typem ktury muszi coś "robić" żeby w ogóle wysiedzieć, medytacja aktywna. To i tak mocne uproszczenie ale gdzies trzeba zacząć.
A co jesli mam oba na raz tzn chaotyczne mysli I jednoczessnie czuje ze jestem jakos daleko od siebie? Bo to brzmi jak moj opis dokladnie
No i właśnie tu jest moje pytanie praktyczne bo Apolonia mówi "z czaesm dołożyć",ale jak to wyglądda w praktyce? Siedzisz przez miesiąc z samym oddechem i w pewnym momnecie poprostu wiesz że czas na coś innego? Czy to jest tak że ktoś ci mówi kiedy? Bo ja jak robłam sama bez prowadzącego to w ogóle nie wiedziałam kiedy "przejść dalej" i przez to cyhba utknęłam w kółko. poprawcie mnie jesli sie myle.
Ja ze swojego notatnika moge powiedziec ze u mnie ten moment "aha, cos sie zmienilo" przyszedl mniej wiecej po szesciiu tygodniach codziennej praktyki. Nie od razu wychodzi, na poczatku bylo nudno i czulam ze marnuje czas. Potem nagle pewnego ranka siedzialm i nie walczyłma... Po prostu siedziałam. I tyle.
O matko, sześć tygodni to brzmi jak dużo 😮 ale z drugiej strony jak tak myślę to pół roku temu zacęłam biegać i przez pierwsze cztery tygodnie tez było okropnie, a teras mi brakuje jak nie pobiegam. Może to na prawde tak samo działa, ze prostu trzeba przeczekac ten poczatkowy ogor????
Dokładnie to samo porownanie, i według mnie trafne. Z tym że w medytacji jeszce trudniej bo przy bieganiu przynajmniej widzisz po killku tygodniahc że dystans ci rośnie. W medytacji na początku nie ma żadnego wyraźnego wskaźnika postępu i to jest to co wielu ludzi zniechęca.
No właśnie to mnie trochę martwi, bo jestem typem kturry potrzebuje jakiegoś sygnału że idzie we właściwą stronę,inaczej rzucam... Czy jest jakis znak który mówi "ok, coś sie dzieje" na początku praktyki? Cokolwiek, nawet małe?
Sygnały na początku są zazwyczaj baaardzo przyziemne i ludzie ich nie zauważają bo spodziewają sie czegoś dramatycznego. Śpisz trochę lepiej. Rzadziej reagujesz impuulsywnie na drobiazgi. Zauważasz że przez chwilę zapomniałaś się zamartwiać. To nie jest spektakularne ale to jest wlasnie to.
Aj a ja mam takie pytanie może trochę z boku ale mnie sie kojarzy z tym co Poludnica napisała o tym impulsywnym reagowaniu - czy to możliwe ze medytacja pomaga też na takie sytuacje gdzie czlowiek wie że reaguje za mocno na coś ale nie może sie powstrzymac? Bo to jest akurat mój problem od lat i lekarze mówią "stres" i tyle. Z drugiej strony moge patrzec na to za waska.
To co opisujesz jako utiseta brzmi najbliżej temu co w buddyzmie tybetańskim nazywają rigpa, albo w chrześcijańskiej tradycji kontemplacyjnej "modlitwą ciszy". Nie ma kotwic,y nie ma techniki, poprostu otwarte przebywanie. Ale to zazwyczaj nie jst dobry punkt startowy dla kogoś kto dopiero zaczyna bo bez jakiegoś zakotwiczenia umysł po prostu odpływa i nic z tego nie wynika.
Ciekawa uwaga z tą utisetą... Mnie sie to kojarzy z tym że w każdej tradycji jest jakiś odpowiednik tego "siedzenia i czekania" i zawsze to jest forma zarezerwowana dla bardzej zaawansowanych. Jakby każda droga miała te same etapy tlko inne słowa na nie.
No i to jest właśnie ta głęboka prawda którą widzę w pracy energetycznej, że formy medytacji to tak na prawde różne wejścia do tego samego miejsca. Oddech, serce, dźwięk, ruch, cisza, każde z nich prowadzi do tego samego źródła jeśli idziesz wystarczająco głęboko. Ludzie kłócą się o metodę zamiast patrzeć dokąd zmierza droga
No niewiem czy "każde prowadzi do tego samego miejsca" to takie pewne jak to brzmi. To jest ładna myśl ale mi się wydaje że różne praktyki jednak kształtują różne rzeczy i nie są wymienne. Vipassana i metta to nie jest to samo na głębszym poziomie nawet jeśli obie są "medytacją". To tylo takie obserwacje z boku.
Hmm a ja mam takie skojarzenie z tym co Gerwazy napisal o tych smych etapach w różnych tradycjach. Jak patrzę na to astrologicznie to Neptune i Pisces rządzą wlasnie tym rozpuszczaiem granic i tym "otwartym siedzeniem" o którym mówi Naparstnica, a Merkury to bardzej ta analityczna vipassana z obserwowaniem i etykietowaniem. Może to właśnie tłumaczy czemu jeddnym naturalniej wychodzi jedno a drugim drugie, no i czemu to nie jest tylo kwestia "ćwiczenia" ale tez jakiegos wrodzonego nastawienia???
