A wracając do moich snów - Reginka pisała że to naturalny efekt pracy z kanałami. Ale ostatnio zaczęłam śnić rzeczy których nie rozumiem i ktore mnie niepokoją trochę. Nie koszmar dosłownie ale niepokojąca atmosfera. Czy to nadal "w normie"?
Ojejku, przepraszam że wchodzę z boku ale czytam ten cały wątek i mam pytanie ktore morze głupie jest - ta pranayama kundalini to jest inna niż normalna pranayama? Bo ja ćwiczyłem kika technik z różnych zrodel i nie wiedziałem że to jest osobny system. Czy to kwestia intencji czy konkretnych technik? Tak mi to wyszło
Wtrącę się, ewaryst, to nie jest głupie pytanie. :/ Różnica jest i w technikach i w systemie rozumienia co się dzieje. W kundalini jodze oddech jest sposóbm pobudzenia kanalow i konkretnie energii przy kręgosłupie czyli tego co tradycja nazywa kundalini. Klasyczna pranayama w hatha jodze jest bardziej higieniczna - oczyscza i wycisza ale nie ma tego samego celu aktywacyjnego. Nakładanie ich jedno na drugie bez wiedzy może dać dziwne efekyt
Eee, to znaczy że te techniki mogą ze sobą interferowac? Bo robiłem kapalabhati z jednego źródła i coś co znalazłem jako "oddech ognia" z drugiego i nie byłem pewiien czy to to samo czy nie
Oj, ciekawe to co Lonia mówi o intencji jako elemencie różnicującym. W pracy z runami jest podobnie - tę samą formę możesz galdrować jako śpiew rytmiczny albo jako inwokację. Zewnętrznie wygląda tak samo, wewnętrznie to różny rytuał. Może pranayama to tez forma galdrowania w innym systemie? Oddech jako rytm, rytm jako wywołanie
Hej, nie znam sie zupełnie na pranayamie ale to co mówisz o galdringu Jarzebinka to jest dla mnie jasne. Zawsze gdy próbowałam galdrować na siłę wychodziło płasko. Jak po prostu siedziałam z runą i oddychałam to jakby samo przychodziło. Może oddech naprawdę jest nośnikiem i w runach i w jodze i może wogóle? To tylko takie obserwacje z boku.
Słuchajcie, ja sobie siedzę i czytam tę rozmowę od góry i widzę że ten wątek bardzo naturalnie krąży wokół jednej kwestii - co tak naprawdę oddech przenosi i komu. Bo mamy tu i intencję i kanały i runy i kamienie i sny. A to wszystko jest różnymi językami opisującymi tę samą obserwację. Że coś sie zmienia gdy oddychamy świadomie. Różnimy się tylko w tym jak to nazywamy i czy chcemy żeby to miało ontologię czy nie 🙂
@Boguslawa podoba mi sie to podsumowanie ale mam jedno zastrzeżenie - mówienie że to "ten sam język" trochę zacera realne różnice między tradycjami. Pranayama kundalini ma konkretną doktrynę o tym CO się dzieje i czemu. Runy mają inną. Powiedzenie że to "różne jzęyki tej samej rzeczy" to ładne ale trochę zbyt New Age'owe uproszczenie moim zdaniem
Wracam do tego co Poziomka napisała, bo mnie to trochę siedzi. Masz rację że "różne języki tego samego" to uproszczenie, ale wiesz co, ja bym tego nie wyrzucała za okno tak calkiem. Chodzi mi nie o to że to identyczne systemy,ale o to że wszędzie pojawia się ten sam problem praktyczny - jak coś przepływa, przez kogo, i czy dany człowiek to świadomie zarządza czy nieświadomie uczestniczy. I właśnie o to chodzi w tym tytule z "pobieraniem energii". Bo Lonia pisała na początku o tym że pranayama morze być nieświadomym kanałem, i to mnie bardzo zastanawia.
Ej,to jest wlasnie coś co mnie niepokoi od jakiegoś czasu! Po sesjach z oddechem czuję sie inaczej i zastanawiałam się czy to zawsze jest "moje" czy może coś z zewnątrz. Jak można w ogóle to odróżnić? Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy to co czuję pochodzi ode mnie czy z zewnątrz? 😮
Hmm ale to rozróżnienie które Reginka opisuje jest dość subiektywne. "rozpoznajesz jako swoje" to nie jest żaden sprawdzian,to jest tylo wrżaenie. Mogę zapytać co by zmieniało to rozróżnienie praktycznie? Czy gdybys wiedziała że coś jest "z zewnątrz" to inaczej byś zareagowała niż gdy myślisz że to twoje?
A ja mam inne podejście do tego - pracuję z energią od kilku lat i na prawde wierzę że ciało sygnalizuje to inaczej niż głowa. kiedy mam do czynienia ze stanem który jest "nie mój", odczuwam go gdzieś z przodu, jakby przyklejony do powierzchni. Moje własne stny są głębiej. Wiem że to brzmi dziwnie ale u mnie to działa jako praktyczne narzędz... Znaczy,praktyczny sposob na odróżnienie. Nekromantka, czy ty też masz jakies odczucia ciała przy tym???
A jednak,czekajcie, ja jeszce chce wrócić do tej kwestii intencji bo coś mi tu umknęło. Jeśli dobrze rozumiem to co Lonia pisała o kapalabhati i oddechu ognia - różnica jest w intencji i ewetnualnie w mulabandhie. Ale co z techniką bez nacuzyciela? Bo ja robilem to sam z opisów i nie miałem żadnej intencji, poprostu ćwiczyłem technikę. Czy to znaczy że przez cały czas byłem "otwarty" i nie wiedziałem o tym?
